Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Zjednoczone Stany Lękowe

Rekomendowane odpowiedzi

Wątek ma stanowić połączenie poszczególnych tematów zamieszczonych w tym dziale. Czasami nie sposób rozgraniczyć pewnych kwestii i dlatego nie wiadomo, w którym temacie się wpisać. Można tutaj opisywać lęki, które aktualnie przezywamy, cofać się do sytuacji, które wywoływały / wywołują w Nas objawy nerwicy, jak sobie z tym poradziliśmy / radzimy, jakie rady dla innych, można tutaj wpisywać dzień po dniu walkę z objawami nerwicy i ogólnie - pisać o wszystkim, co z nerwicą związane ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem na forum już od około roku. Jeszcze m-c temu cieszyłem sie remisją. Niestety od ok 3 tygodni mam kompletny nerwicowy zjazd. Bez jakiegoś wyraźnego powodu. W pracy i w domu wszystko ok. Siedzę teraz w pracy i mam potworny lęk. Nawet sam nie wiem przed czym. Nie moge sie skupic i jest mi duszno. Nawet najprostszych rzeczy nie mogę teraz zrobić, typu zadzwonić i pogadać z klientem etc. Mam kompletną pustkę w głowie. Zapominam podstawowe slowa i zaczynam się jąkać. Najchętniej pojechałbym do domu. Wziąłem jutro i pojutrze urlop. Liczę jeszcze, że samo przejdzie. Z leków (Sertagen 50 mg przez 8 m-cy) zszedłem w końcu grudnia i czułem się ok. Niech chce ich zaczynac po raz kolejny (choć wcześniej bardzo pomagały - juz po ok. tygodniu)

 

Tak po ludzku cała ta choroba już mnie tylko wk...... bo widze ile przez nią tracę i straciłem. Jak tylko zaczynam jakoś powracać do normalności - dostaje w łeb. A najgorsze jest to dziwne zaburzenie mowy w tym stanie. Jakbbym nie miał dostepu do "twardego dysku" ze słownictwem w mojej głowie.

 

Mam takie tylko pytanie: Czy ktos już z Was taki powrót "nerwicy znikąd" przeżył ? Jak długo byliście bez leków ? Jak długo na lekach ? Jak często ?

 

... ech k.... ma ochotę wstać i stąd wyjść :hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mug, nerwica jest na tyle wredna, że wraca i lubi uderzyć w najmniej spodziewanym momencie, gdy wszystko wydaje się pomyślnie układać. Trzeba się niestety liczyć z nawrotami...

 

Kontrast, celowy zabieg ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na początku maja zaczynam staż. Dziś dostałam skierowanie do lekarza medycyny pracy. Trochę obawiam się tej wizyty, chyba nie powiem o nerwicy lękowej i lekach :roll: Boję się, że lekarz uzna mnie za niezdolną do odbywania stażu :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czarna Ważka, nie sądzę, żeby tak było. Jak powiesz, że dasz sobie radę i staż będzie czymś w rodzaju "terapii", to myślę, że nie powinno być problemu ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czarna Ważka, nie sądzę, żeby tak było. Jak powiesz, że dasz sobie radę i staż będzie czymś w rodzaju "terapii", to myślę, że nie powinno być problemu ;)

 

Dziękuję za wsparcie ;) Co prawda nie mam pewności, czy dam sobie radę, ale wolę o tym nie wspominać lekarzowi ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyny, potrzebuje pomocy bo jestem naprawde w ciezkim przypadku...

Ja nerwice lekowa mam od 9 lat, zawsze powracala z nasilenien na jesien. Moje wakacje 2016 byly najlepszymi wakacjami jakie moglam dostac od Boga. Gdy nadchodzila jesien, strasznie sie stresowalam, ze to koniec, nie ma juz lata, ciepla, idzie zima, momenty melancholii. Na ,,poprawe,, zycia, bylam zmuszona zakupic e-papierosa, po pierwszym pociagnieciu zrobilo mi sie slabo, pod wieczor zapulsowala mi zyla na skroni i mnikiedy kladlam sie spac snilam na jawie, przebudzilam sie o 4 z trzeszczacymi zebami i poczuciem ,,gdzie ja jestem,, zaraz bede wymiotowac. Za kilka dni pod wieczor dostalam uczucia wzrostu cisnienia do glowy, mimo ze zaczelam unikac tej fajki (okazalo sie ze jest spalona) tydzienz pozniej uczucie jakby mi ktos szarpal glowe nozem trwajace sekundy, kilka takich napadow zwlasza pod wieczor kiedy ruszalam karkiem bo mam dziwny nawyk. Na 2 dni mnie opuscilo to uczucie, pewnego dnia siedze w wannie, nalalam goracej wody i poczulam sie jakbyn miala zaslabnac, znowu uczucie pieczenia na glowie, zaczela mi sie w dodatku kurczyc, jakby zyly sie kurczyly. Kilka dni bole raz lewa strona glowy jakby mi ktos zelazko przytkal na drugi dzien strona prawa, te bole przeszly bo melisie. Kilka dni pozniej rozblysk w oku, bole twarzy- okazalo sie wyrzynaja sie osemki wszystkie cztery. Pod koniec pazdziernika dostalam uczucia ciezkiej glowy, nie moglam jej utrzymac, przeszlo miesiac pozniej, w tym czasie przeszlam dwa katary tzn wmawialam sobie ze to od zatok i dostalam katar na drugi dzien. Pozniej to bylo tak(listopad) wyczytalam w necie klucia ciala-dostalam 10mint pozniej i zaczely sie laczyc z moimi mroczkami przed oczami. To bylo tak mroczka w oku i zadudnila mi zyla w glowie i serce przyspieszalo prace(tak mam do dzis 9msc) albo miesien mi podskoczyl, czasami klucie gdzies na ciele i serce 100na minute. Do tego wyczytywane objawy z netu wszystkich chorob. Zomiren i xanax rozkurczaly mi glowe. Aktualnie bedzie 9miesiac tego wszystkiego i dzisaj nadal nam glowe spieta jakby kask i boli mnie w roznych stronach glowy i serce przyspiesza. Objawy na zime jak sobie tlumaczylam ze to nerwica, ustepowaly nawet we lbie mi sie przemienilo bo nie wyjezdzalam nigdzie z domu rok a teraz wszedzie mnie pelno. Ostatnio skrecilam noge to zas klucia mialam w nodze i rozblysk towarzyszacy i serce przyspieszalo, zatkalo mi sie ucho-klucie w uchu, rozblysk i serce przyspieszylo..dolegliwosci mi z lekka ustepuja jak gdzies sie wyrwe, znajomi przyklad sylwesrer zima kiedy juz mialam te objawy ale przyszli znajomi i trzeba bylo sie bawic-przysiegam ani jednego objawu wtedy nie doswiadczylam, jak sie opilam to juz w ogole zycie bez bolu i dolegliwosci. Ale czasami mam te objawy nawet jesli sie nie stresuje. Troche mi sie wydaje, ze to byly dolegliwosci od fajki ale nerwica je podlapala tak jak kazda inna moja dolegliwosc typu skrecona noga(pisalam wyzej jak to sie dzieje), jestem mloda osoba jesZcze przed 18nastka, jakiekolwiek choroby dla starszych raczej mnie nie dotycza. Aktualnie siedze, ze spietym karkiem, sekundowymi bolami glowy w rozbych miescach, rozblsykami i przyspieszonym sercem przy kazdym bolu albo rozblysku. No coz...a i dodam, ze glowa sama w sobie rzadko mnie boli to nie sa bole takie zeby mi przeszkadzaly w zyciu wiec je ignoruje z lekka i wcyhodze na swiat ale jeszcze musze w pelni sie przylozyc. Psychiatra jedynie kazal wykupic magnez, zauwazykam rowniez ze te objawy mnie przesladuja jak wyrzucam z siebie emocje, w sensie pojade gdzies nastesuje sie tam, wroce do domu to mam po kolei te wszytskie objawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może trochę nie ma temat, ale nie bierz gorących kąpieli. To dobra okazja do zasłabnięcia. Lepsza jest woda ciepła, a w trakcie prysznicu- letnia.

Bierz magnez jak zalecił lekarz. Ja do tego dołączyłabym tran z witaminą d3 (sama wit. d3 jest na receptę) i przez 2-3 pierwsze dni brałabym podwójną dawkę. Zapisz się może na jakąś jogę, czy pilates, żeby trochę uspokoić ciało.

Powodzenia :)

 

Edit.

Choroby dla starszych? To np.: Choroba Parkinsona :P Nawet dzieci w wieku przedszkolnym mogą chorować na depresję, schizofrenię, lęki. Problemy z psychiką nie znają wieku, mogą dotknąć każdego. Oczywiście są choroby, które najczęściej uaktywniają się w wieku dorosłym/podeszłym, ale mogą się też pojawić wcześniej lub mogą być przez cały czas, tylko ich objawy dopiero w wieku np.: dorosłym stają się dla nas uciążliwe.

 

Pomyśl też nad terapią. Będziesz miała szansę zweryfikować swoje lęki. Jesteś jeszcze małoletnia, więc prawdopodobnie na początku będziesz się musiała wybrać do psychologa/psychoterapeuty z rodzicem/opiekunem prawnym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Może trochę nie ma temat, ale nie bierz gorących kąpieli. To dobra okazja do zasłabnięcia. Lepsza jest woda ciepła, a w trakcie prysznicu- letnia.

Bierz magnez jak zalecił lekarz. Ja do tego dołączyłabym tran z witaminą d3 (sama wit. d3 jest na receptę) i przez 2-3 pierwsze dni brałabym podwójną dawkę. Zapisz się może na jakąś jogę, czy pilates, żeby trochę uspokoić ciało.

Powodzenia :)

 

Edit.

Choroby dla starszych? To np.: Choroba Parkinsona :P Nawet dzieci w wieku przedszkolnym mogą chorować na depresję, schizofrenię, lęki. Problemy z psychiką nie znają wieku, mogą dotknąć każdego. Oczywiście są choroby, które najczęściej uaktywniają się w wieku dorosłym/podeszłym, ale mogą się też pojawić wcześniej lub mogą być przez cały czas, tylko ich objawy dopiero w wieku np.: dorosłym stają się dla nas uciążliwe.

 

Pomyśl też nad terapią. Będziesz miała szansę zweryfikować swoje lęki. Jesteś jeszcze małoletnia, więc prawdopodobnie na początku będziesz się musiała wybrać do psychologa/psychoterapeuty z rodzicem/opiekunem prawnym.

 

Chyba mnie z lekka źle zrozumiałaś, chodziło mi właśnie o to, że moje objawy w tym wieku podchodzą pod nerwicę, depresję bardziej niż pod chorobę parkinsona. Sprawa druga to za długo nerwica mnie katuje żebym jeszcze nie była na psychoterapii, chodzę od lat bezskutecznie. Ale moje objawy są tak nielogiczne, że psycholog i żadne ćwiczenia nie są w stanie mi pomóc. Kwestia tego czy siedzę z myślami czy bez, nawet jeśli pójdę na ćwiczenia i wrócę do domu, usiądę na łóżku to wszystke objawy powrócą. Problem tkwi w psychice i jeżeli nadal będę się trzymać złych myśli nawet ćwiczeniami niczego nie zwalczę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Może trochę nie ma temat, ale nie bierz gorących kąpieli. To dobra okazja do zasłabnięcia. Lepsza jest woda ciepła, a w trakcie prysznicu- letnia.

Bierz magnez jak zalecił lekarz. Ja do tego dołączyłabym tran z witaminą d3 (sama wit. d3 jest na receptę) i przez 2-3 pierwsze dni brałabym podwójną dawkę. Zapisz się może na jakąś jogę, czy pilates, żeby trochę uspokoić ciało.

Powodzenia :)

 

Edit.

Choroby dla starszych? To np.: Choroba Parkinsona :P Nawet dzieci w wieku przedszkolnym mogą chorować na depresję, schizofrenię, lęki. Problemy z psychiką nie znają wieku, mogą dotknąć każdego. Oczywiście są choroby, które najczęściej uaktywniają się w wieku dorosłym/podeszłym, ale mogą się też pojawić wcześniej lub mogą być przez cały czas, tylko ich objawy dopiero w wieku np.: dorosłym stają się dla nas uciążliwe.

 

Pomyśl też nad terapią. Będziesz miała szansę zweryfikować swoje lęki. Jesteś jeszcze małoletnia, więc prawdopodobnie na początku będziesz się musiała wybrać do psychologa/psychoterapeuty z rodzicem/opiekunem prawnym.

 

Chyba mnie z lekka źle zrozumiałaś, chodziło mi właśnie o to, że moje objawy w tym wieku podchodzą pod nerwicę, depresję bardziej niż pod chorobę parkinsona. Sprawa druga to za długo nerwica mnie katuje żebym jeszcze nie była na psychoterapii, chodzę od lat bezskutecznie. Ale moje objawy są tak nielogiczne, że psycholog i żadne ćwiczenia nie są w stanie mi pomóc. Kwestia tego czy siedzę z myślami czy bez, nawet jeśli pójdę na ćwiczenia i wrócę do domu, usiądę na łóżku to wszystke objawy powrócą. Problem tkwi w psychice i jeżeli nadal będę się trzymać złych myśli nawet ćwiczeniami niczego nie zwalczę.

 

Czyli generalnie masakra :/

A chodzisz ciągle do jednego terapeuty? Czy zmieniałaś? Może ktoś inny mógłby Ci pomóc..

Psychiatra nie proponował pobytu na oddziale w szpitalu? Chorujesz długo i dotychczasowe leczenie jest nieskuteczne, więc może w szpitalu, pod ciągłą obserwacją, udałoby się osiągnąć jakiś postęp..?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Może trochę nie ma temat, ale nie bierz gorących kąpieli. To dobra okazja do zasłabnięcia. Lepsza jest woda ciepła, a w trakcie prysznicu- letnia.

Bierz magnez jak zalecił lekarz. Ja do tego dołączyłabym tran z witaminą d3 (sama wit. d3 jest na receptę) i przez 2-3 pierwsze dni brałabym podwójną dawkę. Zapisz się może na jakąś jogę, czy pilates, żeby trochę uspokoić ciało.

Powodzenia :)

 

Edit.

Choroby dla starszych? To np.: Choroba Parkinsona :P Nawet dzieci w wieku przedszkolnym mogą chorować na depresję, schizofrenię, lęki. Problemy z psychiką nie znają wieku, mogą dotknąć każdego. Oczywiście są choroby, które najczęściej uaktywniają się w wieku dorosłym/podeszłym, ale mogą się też pojawić wcześniej lub mogą być przez cały czas, tylko ich objawy dopiero w wieku np.: dorosłym stają się dla nas uciążliwe.

 

Pomyśl też nad terapią. Będziesz miała szansę zweryfikować swoje lęki. Jesteś jeszcze małoletnia, więc prawdopodobnie na początku będziesz się musiała wybrać do psychologa/psychoterapeuty z rodzicem/opiekunem prawnym.

 

Chyba mnie z lekka źle zrozumiałaś, chodziło mi właśnie o to, że moje objawy w tym wieku podchodzą pod nerwicę, depresję bardziej niż pod chorobę parkinsona. Sprawa druga to za długo nerwica mnie katuje żebym jeszcze nie była na psychoterapii, chodzę od lat bezskutecznie. Ale moje objawy są tak nielogiczne, że psycholog i żadne ćwiczenia nie są w stanie mi pomóc. Kwestia tego czy siedzę z myślami czy bez, nawet jeśli pójdę na ćwiczenia i wrócę do domu, usiądę na łóżku to wszystke objawy powrócą. Problem tkwi w psychice i jeżeli nadal będę się trzymać złych myśli nawet ćwiczeniami niczego nie zwalczę.

 

Czyli generalnie masakra :/

A chodzisz ciągle do jednego terapeuty? Czy zmieniałaś? Może ktoś inny mógłby Ci pomóc..

Psychiatra nie proponował pobytu na oddziale w szpitalu? Chorujesz długo i dotychczasowe leczenie jest nieskuteczne, więc może w szpitalu, pod ciągłą obserwacją, udałoby się osiągnąć jakiś postęp..?

Hm, pobyt w szpitalu psych proponowali mi juz, kilka lat temu. Aczkolwiek nikt mnie nie upewni w 100%, ze w tym szpitalu mnie wylecza(co jest niemozliwe, w nerwicy nie ma takiej mozliwosci, bo nawet jesli wydaje ci sie ze to koniec walki to powroci w naj blizszej przyszlosci jak sie zestresujesz) i tez nie mam pewnosci, ze pomoga mi zwalczyc objawy. Z doswiadczen: Dostane te same leki co biore teraz, tylko w wiekszych dawkach. Ja planowalam sobie przyszlosc, i nadal sie trzymam tego, ze sama sobie pomoge(tak bylo do tej pory) np. mialam lek przed wychodzeniem z domu i przemieszczzniem sie w duzej przestrzeni(jak zaryzykowalam i zdalam sobie sama z tego sprawe niedawno, ze kazdy z moich znajomych chodzi po drogeriach i nikt nie mdleje, a nawet jesli to nie biore juz tego zjawiska pod uwage, tak teraz rzadko mozna zobaczyc mnie w domu). Gdyby teraz ktos mi powiedzial (lekarz) ze jestem w 100%% zdrowa fizycznie, daje sobie reke ucicac, ze moje objawy pod postacia somatyczna jakby reka odjal). Bo tak jak wspominalam ja po prostu wyczytywalam objawy chorobsk, i dostawalam te objawy kilka minut pozniej-czyli co potrafi psychika. Wracajac do moich planow, to po prostu tak szczerze i od serca powiem, ze nie chcialabym byc posiadaczka zoltych papierow,i jak na ten czas nie jestem zmuszona leczyc sie w szpitalu. Ja rozumiem, ze ktos moze miec mnie za ,,idiote,, bo odmawiam pomocy, ale watpie, ze ktoras z was zgodzilaby sie teraz tam pojsc co wiaze sie z przekreslona przyszloscia, a ja jestem w mlodym wieku, moj akutalny psychiatra we mnie wierzy i w moje mozliwosci (tak skromnie mowiac) dlatego jeszcze nie jestem jednym z pacjetow na oddziale.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie uważam Cię za idiotkę. Po prostu wydawało mi się, że to może być rozwiązanie, jeżeli inne metody zawiodły.

 

Ja tam poszłabym na oddział na jakiś krótki okres :roll: Tam przynajmniej nie bałabym się, że coś sobie zrobię :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
Aczkolwiek nikt mnie nie upewni w 100%, ze w tym szpitalu mnie wylecza(co jest niemozliwe, w nerwicy nie ma takiej mozliwosci, bo nawet jesli wydaje ci sie ze to koniec walki to powroci w naj blizszej przyszlosci jak sie zestresujesz) .

 

Dopóki w to nie uwierzysz to nigdy Ci się nie uda! Swego czasu, w najgorszym momencie byłem jak warzywo, nie mogłem wstać z łóżka, atak miałem za atakiem. Myślałem, że to koniec, że tak będzie do końca życia, mając wtedy 25 lat za sobą, czeka mnie straszna przyszłość... Bo w końcu z tego nie można wyjść, tylko czasowo zaleczyć, zagłuszyć objawy, a ona i tak wróci.

 

I tak było dopóki nie trafiłem na stronę Grzegorza Szaffera: http://www.szaffer.pl . Ta strona dała mi kopa, motywację do walki! Zacząłem się stosować do jego rad, były wzloty i upadki, jak ze wszystkim. Podstawa to żeby po sukcesach nie wpadać w nadmierną euforię bo nerwica będzie jeszcze próbowała wrócić, dać o sobie znać, a wtedy bierzemy to za dużą porażkę i wpadamy w doła. Do sukcesów trzeba podchodzić z chłodną głową.

 

Kiedyś miałem konto na tym forum, pod taką samą nazwą, ale usunąłem . Przez 3 lata chorowałem na mocną nerwicę lękową, ogólnie udało mi się z niej wyjść (tu uprzedzę Twoje pytanie, tak jestem już zdrowy) bez leków, bez psychoterapii ( psychiatra nie chciał mnie zapisać bo uznał, że radzę sobie dobrze bez niej) tylko na terapii którą sam sobie robiłem dzięki radom Grzegorza Szaffera.

 

Nie ma nawrotów, czasami może zdarzają się różne sytuacje, jakieś objawy, ale potrafię je zracjonalizować jak przed nerwicą zanim na nią zachorowałem.

 

 

Chciałbym podać też link do innego forum, bardzo pomocne ( mam nadzieję, że moderzy nie usuną linka)

forum: xxxxxxxxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ostatnimi czasy dokucza mi lęk uogólniony i to niestety dość mocno. Do tego drżenie łapek i ciągłe napięcie, poddenerwowanie :roll: Szkoda, że nie można tego po prostu wyłączyć :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę spać, kiedy wiem, że następnego dnia muszę wyjść z domu (np.: na staż, na uczelnię) :roll: Dziś cały dzień w łóżku :cry::roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie, siedem lat temu juz przez to przechodzilam, i teraz znowu wrócily te straszne napady panicznego leku, ah jak pieknie bylo normalnie zyc i funkcjonowac...

Najgorsze sa poranki, juz budze sie z niepokojem a jak wstane to mam az odruchy wymiotne, tak dzialaja mi nerwy. Bralam wtedy zotral i pomogl, dzisiaest 3 dzien jak go znowu biore i czekam z niecierpliwoscia na lepszy dzieñ, bo jak narazie léki sa silniejsze, wspomagam sie xanaxem, bez niego to zupelnie bym zwariowala...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehh, to juz kolejny mój raz na tym forum i kolejny "nawrót" nerwicy (choruje od 13 lat, z przerwami na remisje). Aktualnie odstawiłam lek (wenlafaksyne) 1,5 miesiąca temu. Niestety zbiegło się to w czasie z stresująca sytuacja w pracy i masz babo placek - budzenie się rano (4), drżenie, wrazenie, że się przewróce, chęć ucieczki do domu itd. W rezultacie wylądowałam na zwolnieniu lekarskim, ale wcale nie jest lepiej. Całymi dniami jestem spięta, serce mi wali, nogi jak z waty itd. W tej chwili biorę lek na spanie i obniżenie tętna (coś dawał na początku, ale teraz nie). Niestety, w moim przypadku działa jedynie farmakoterapia, żadna terapia przeżyte wszystkie lata nie wyciągnęła mnie z tego bagna.

Jestem załamana, znów to samo, a 2 miesiące temu byłam na wyjeździe tysiące kilometrów od domu.

Nie pomaga mi robienie nerwicy wbrew, chodzę w kółko gdzies, bywam w centrach handlowych, ale to nie pomaga.

Jestem załamana :(.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A .o

 

Bardzo spodobał mi się ten wątek... pasuję tu jak ulał. Od tygodnia jestem w innym mieście, pomagam przy nowonarodzonej wnuczce. I cały czas ten przeklęty lęk. Biorę aapo-escitalopram, pernazyne i afobam. Wszystko jakby na nic. Nerwica jest że mną całe dorosłe życie. Było świetnie między 30 a 40- tka, od paru lat równia pochyla w dół. Zamiast cieszyć się dziećmi, słońcem, ja leżę w zacienionym pokoju i drżę. Od lat bywam na tym forum, szukając pociechy. I znajduje ukojenie czytając, że nie jestem sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj LLLorelai, bardzo to dziwne, że bierzesz silne przecież leki, a lęki pomimo tego nie odpuszczają :-(

 

Co na to lekarz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JA z kolei zostałam teraz sama w domu -Maż wyjechał za granice do pracy. Od tygodnia nie mogę zasnąć, a jak już zasnę to śpię niespokojnie albo wybudzam się z lękiem. Myślałam, że jak jednej nocki nie prześpię, to drugą już tak, a tu proszę- codziennie zasypiam w środku nocy, a nawet bliżej rana, wcześnie wstaje, cały dzień pracuje, a i tak nie jestem w stanie wyluzować wieczorem, normalnie się położyć i spać. Skupiam się też na sercu, które mocniej bije, i nie mogę przełykać. Cyrk!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja nerwica zaczęła się w 2011 roku i w sumie przez te 6 lat miałem nawrót 2 razy, ale udało mi się zawsze wyjść na prostą. Od listopada 2016 nie wkręciłem sobie żadnej choroby, ale co jakiś czas męczą mnie myśli tanatofobiczne, non stop zadręczam się pytaniami o życie po śmierci, moment umierania i w ogóle sens życia. Na szczęście, jeśli się czymś zajmę, to oczyszczam szybko umysł. Liczę także maniakalnie czas, non stop wydaje mi się, że wskazówki zegara pędzą jak szalone, czekam na coś, nie wiedząc na co dokładnie i wtedy przychodzi ta szalona idea: czekasz na koniec, na kostuchę. Nie wspominając już, że należę do skrajnych pesymistów, którzy kompletnie nie mają wiary we własne możliwości. Nikt mi nigdy nie wierzy, kiedy po bliższym zaznajomieniu zdarza się jakoś napomknąć o moich przypadłościach. Ponoć jestem niezwykle zabawnym gościem, duszą towarzystwo z nieco wisielczym poczuciem humoru. Mam 28 lat, super dziewczynę, stabilną sytuację finansową, dobrych przyjaciół, pomocnych rodziców, niejeden by mi zazdrościł, a mimo to nie umiem się cieszyć chwilą. Kiedy już się uda, to i tak prędzej czy później zacznę się zastanawiać: i po co to szczęście, skoro wszyscy zdechniemy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tukaszwili piszesz o sobie czy o mnie? :)

To.co opisales odzwierciedla moje uczucie, jeżeli uda misie oderwać myśli i skupić na.czyms innym wtedy jest ok, Ale później zawsze wracają myśliwi smierci, o tym co po niej i kiedy ona nadejdzie, czasami do tego stopnia że jak jadę autem to zastanawiam się a gdyby teraz mnie coś trafiło? Czy moja ostatnia rozmowa z córką czy żona była na tyle dobra żeby nie było smutno jakbym miał wypadek, czy córki by mnie pamietaly. Często odechciewa mi się wielu rzeczy które kiedyś przynosiły mi radość że względu właśnie na te mysli-po co mam to zrobić jak i tak umrę? Marzę o tym zebybsie tego pozbyc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam wasze wypowiedzi jak bym widziała siebie.Moja nerwica wróciła po 10 latach myślałam że sobie poradzę że umiem z nią żyć ale chyba będę potrzebowała znów pomocy.Trzy lata zmarła moja mama przez alkohol,widziałam jak umiera i to we mnie się kumulowało zaczełam myśleć o śmierci, ile mi czasu zostało co jest po tej drugiej stronie,jak będę umierać. Nawet jadąc samochodem myślę o tym ze może ktoś na nas najechac i bedzie koniec, dlatego mam stracha jadąc autem z mężem jak wyprzedza czy szybciej jedzie ja panikuje.To jest normalnie chore.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro można tu napisać w zasadzie wszystko co związane z nerwicą, to w związku z moją własną, która mi postanowiła po dłuższym czasie o sobie przypomnieć, popełniłem taki tekst. Genezą tego czegoś jest fakt, że ciężko mi rozmawiać z ludźmi z otoczenia o lękach, a czasem mam potworną potrzebę zwymiotowania tych abstrakcyjnych emocji, które dotyczą także spraw abstrakcyjnych dla ludzi mniej zaburzonych. Tak sobie czasem trochę opowiadam nieistniejącym istotom, dlaczego czasem mam tak a nie inaczej i to mi nawet pomaga co ciekawe. W sumie to przeredagowałem to trochę, bo chaotyczne strasznie było i w ramach autoterapii rzucam se „tak o” w świat niech idzie.

 

GÓWNO WEWNĘTRZNE.

 

Jestem człowiekiem dosyć samotnym.

 

Jak jakaś piosenkarka w jakieś piosence o tym, że jest samotna.

 

W sumie to od zawsze mam koło siebie jakiś ludzi, z tym że się ich boję równie ustawicznie. Nie ma to na pozór większego sensu, ale ja trochę w tym sens widzę. Otóż głównie chciałbym żeby ludzie wiedzieli że ja się mogę gdzieś wypieprzyć, tak „o” coś zepsuć, bo ja wiem, że ludzie tak mogą i to jest super, ale nie wiem czy ludzie wiedzą to o mnie. To znaczy wiem, że wiedzą, ale tylko na poziomie logicznym to wiem. Bardziej intuicyjnie to myślę, że jak ja się przewrócę to oni gdzieś czmychną. Ja z kolei generalnie się turlam, być może jak każdy, świadomie bądź mniej, ale stale ukrywać się z tym staram, zapewne nieszczególnie dobrze, natomiast gdzieś w środku uważam, że na tyle dobrze, że dzięki temu oni jeszcze są.

 

Chciałbym tak na prawdę każdemu powiedzieć jak jest u mnie, tak żeby wiedzieli jak jest i to przyjęli i powiedzieli czy to im odpowiada, czy jednak nie. Ja z kolei już sobie później będę, bo oni mi z reguły odpowiadają, a jak przestaną to im powiem jak ich to będzie interesować. Bo może w ogóle ich to nie interesować. Ja z kolei od zawsze obawiam się, że być może oni są bo nie do końca mnie poznali, a jak już poznają to wtedy dopiero będzie ! ach co to się wtedy nie stanie ! Z logicznego punktu widzenia wiem, że w zasadzie nic.

 

Generalnie akceptuję większość ludzi, ale nie wierzę intuicyjnie że ktoś jest w stanie mnie zaakceptować. Dowodów miłości szukam gorzej niż nastoletni chłopcy z listów pisanych do kolorowych gazet. Organicznie nie wierzę w możliwe ciepłe uczucia co do swojej osoby. To skrajnie dziwne jak i skrajnie dla mnie realne. Najchętniej owinąłbym się takim kocem z czyjeś akceptacji, z tym że ja tego koca nie mogę namacać, pomimo że logicznie stwierdzam, czy chociaż podejrzewam jego obecność.

 

Być może zatem nie ma żadnego sposobu na odkrycie, a zarazem okrycie się przeze mnie kocem z innego człowieka. Generalnie w stosunku do wieloletnich znajomych zawsze korci mnie żeby zapytać, czy Ty mnie w ogóle lubisz ? a akceptujesz , że taki se jestem ? W sumie mógłbym logicznie wnioskować, że no znam się z kimś już parę lat i spędzamy czas i te osoby chcą ten czas spędzać więc no raczej, że tak ! Z tym, że ta logika mi się jeszcze z czuciem nigdy nie pokryła. Zwykłem nawet podejrzewać, że własna matka za mną nie przepada, że gdyby nie fakt urodzenia mnie, to mogłaby mnie nie polubić.

 

Mam swoją własną, jak każda inna unikalną nerwicę. Towarzyszy mi tyle lat, że zaczynam mieć poważne podstawy do tego żeby twierdzić, że do czegoś mi się przydaje. Do czego do końca nie wiem, ale do czegoś musi skoro tu jest. No i tak sobie trwam, a ona też ze mnie wynika, może właśnie z tej niepewności akceptacji, że gdzieś w którymś momencie może wydarzyć się coś, co ujawni że jednak pod zewnętrzną powłoką kryje się człowiek wart politowania co najwyżej.

 

Paradoksalnie nerwicy nie ma. Ani w mózgu, ani w ręce, ani w zębie, ani nawet w dupie. Czymże w zasadzie jest ten ścisk i pewne rozedrganie, w zetknięciu z czymś co się wydarza ? A wydarzają się śmierci, wojny, raki, bomby, długi, deformacje, aborcje, amputacje i one są. Ja z kolei sobie tylko od dziesięciu lat żyje w strachu przed czymś co nie ma miejsca. Tak. Prawa do zmartwień z lęków też bym sobie wolał odmówić.

 

Czasem to nawet mi się zdarzy rozmarzyć o jakiejś boreliozie, problemie z tarczycą, niedomykalności płatka zastawki, problemie z nerkami, głową, palcem, czuciem. Czymś co bym sobie tak mógł namierzyć, nazwać, powiedzieć – oooo tutej boli, dać maść. Tak rozmarzyć tylko. Logicznie to nie, lepiej jak nic nie jest.

 

Tylko dusi tak jakoś i lęk ogarnia i widzenie się zwęża i trzeba uciekać, gdziekolwiek byle dalej od ludzi wszelkich, odciąć się, ochłonąć, odtajać i wrócić, nic nie mówić, albo mówić, że to nerwica, że to nic w zasadzie, że nic się w związku z nią nie stało, ani się nie wydarzy. Ona nic wielkiego nie może, najwyżej wyjście gdzieś popsuć.

 

No bo przecież faktycznie nie wydarzyło się nic, to ja sam siebie ścisnąłem za gardło i mogłem oddychać, tylko miałem wrażenie, że nie, i że gdzieśtam znikałem, ale zostałem i szedłem mimo że nie mogłem i biegłem mimo że tak realne się wydawało, że to wykluczone. Prawdziwy był tylko strach, jak kiedyś, tylko strach sam w sobie. Wydarzeń z kiedyśtam też już nie mam, tylko strach stamtąd gdzieś się ostał. Strach, ustawiczny strach.

 

I się oswajam z tym powoli, drżało wszystko na początku, ale powszednieje to drżenie, jak wojna ludziom z namacalnymi problemami. Żyję przecież ! Idąc biegać, o śmierci nie myślę już na każdym okrążeniu, jak kupuję sałatę to jakby boję się mniej, z psem idąc w drobne paranoje tylko wpadam, no chyba że kleszcz... kleszcz to poważna sprawa ! Trzeba przetrząsnąć internet z góry na dół i dowiedzieć się o rejonach endemicznych kleszczowego zapalenia mózgu, koniecznie o 12 rodzajach potencjalnie śmiertelnych bakterii i co o tym wszystkim sądzą ludzie na forach nieznanych witryn. Tak tylko na uspokojenie.

 

W głowę zachodzę nierzadko po co mi wiedza o 250 rodzajach nowotworów, stwardnieniach rozsianych i skoncentrowanych, guzach mniejszych i większych, arytmiach potencjalnie złośliwych jak i takich całkiem sympatycznych, kardiomiopatiach rozstrzeniowych, śmiertelnych bezsennościach rodzinnych, toczeniach, toksoplazmozach, anaplazmozach, babeszjozach i chu... Tak w zasadzie to naturalnie mam objawy wszystkich tych chorób po kolei, chociaż jakby się zastanowić to żadnej jakoś szczególnie, zwłaszcza jak sobie troszkę na bok odejdę, co by się uspokoić.

 

Wszystkie te zaburzenia czucia, równowagi, duszności, bóle,boleści, nerwobóle, poty, gorąca uderzenia, dreszcze, derealizacje, sracje, kłucia, natręctwa, nudności, napięcia, skurcze, mrowienia, drętwienia, pocenia, kołatania, uderzenia, ściski, uściski, halabardy i pilniczki, zdają się czasem zależeć od strony chodnika którą idę.

 

I wrażenie to robi mniejsze i mniejsze z roku na rok, a że lat już trochę minęło to powoli miewam przekonanie, że my się niebawem rozstaniemy z tą niesympatyczną nerwicą na stałe. Kąsa toto trochę jeszcze, już najczęściej bezboleśnie, tak się tli gdzieś na horyzoncie jakiś majak, istotnego nic w zasadzie na co dzień.

 

Raz na czas tylko podstępne tałatajstwo wylezie ze swojej nory co by mi przypomnieć, że noo co to, to nie ! Uciekać mam natychmiast, nie spoufalać się, zaprzestać co robię i nikogo nie informować dlaczego. Chociaż dlaczego to już większość wie, ot taka przypadłość wieku niestarczego, polezę i wrócę, co z resztą zrobię, to prawda. Bo i o czym tu mówić, że nie było mi nic po raz tysiącpińcetny ? że tylko mi się wydawało po raz tysiącpińcetny ? Może warto byłoby kiedyś dodać, że po raz tysiącpińcetny strach był przeraźliwy, tylko przed czym, skoro niczego tam nie było, więc bać się nie miałem prawa. Wytłumaczyć to wszystko nie najprościej przecież.

 

Tak bym tylko chciał dotrwać, aż wyłazić przestanie, bo z logicznego punktu widzenia wiecznie tam się gnieździć nie może.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×