Skocz do zawartości
Nerwica.com

Studentka pielegniarstwa, pogubiona w swoim życiu


ka_ma

Rekomendowane odpowiedzi

Bardzo długo zbierałam się do napisania tej wiadomości. Wydaje mi się, że jednak teraz jest właśnie ten moment, w którym życie całkowicie wymyka mi się spod kontroli.

Jestem 22 letnią dziewczyną, studentką pielęgniarstwa na uczelni medycznej. Moje główne problemy w swerze psychicznej zaczęły się właśnie z momentem rozpoczęcia studiów. Teraz jest to moje drugie podejście na tym kierunku, pierwsze , po 1 semestrze studiów okazało się porażką. Przez cały okres swojej edukacji byłam prymuską, zdolną jedynaczką, która wydaje mi się, że w dużej mierze była poddana presji rodziców, jeśli chodzi o wykształcenie i uzyskanie zawodu, sukcesów w przyszłości. W sumie nikt nie pytał czy cieszę się z kolejnych zajęć dodatkowych, wygranej olimpiady z danego przedmiotu czy oceny, po prostu miałam piąć się dalej, na wyższy szczebel, być najlepsza. Chodziłam do dobrego liceum, po dobrze zdanej maturze wybrałam pielęgniarstwo (to akurat mój wybór). Dostałam się na dobrą uczelnię medyczną, o wysokim poziomie. (jej wybór należał bardziej do rodziców niż do mnie). Niestety sposób nauki tam, ciągły wyścig szczurów, natłok obowiązków, i ambicji coraz bardziej mnie osłabiały. Nie dawałam sobie radyfizycznie i psychicznie, bardzo źle czułam się w tym miejscu, chociaż byłam bardzo przekonana co do kierunku. Zaczęły się moje problemy zdrowotne, mdlałam coraz częściej, kilkukrotnie, w różnych miejscach straciłam przytomność, po drodze były jakieś wizyty w szpitalu, konsultacje medyczne itp. Mój stan psychiczny bardzo się pogorszył, zaczęłam ponosić porażki na uczelni,nie zaliczać egzaminów, zdrowie nie pozwalało mi poświęcać już tyle czasu na naukę, nie potrafiłam się koncentrować, ciągle byłam osłabiona, źle się czułam, miałam ciągłe bóle głowy, które nie pozwalały mi normalnie funkcjonować, coraz więcej się stresowałam, nie miałam czasu na odpoczynek. Ostatecznie nie zaliczyłam jednego, kluczowego przedmiotu na pierwszym roku, nie zdałam semetru, uczelnia nie dawała mozliwości poprawy, przejścia warunkowego na drugi semestr itp. To był dla mnie drastyczny moment. Strach co będzie dalej, wstyd, bo przecież jak to ja nie zaliczyłam przedmiotu, niezrozumienie ze strony innych, nie było wtedy ze mną nikogo kto do końca rozumiałby moją sytuację, czułam się winna, wmawiałam sobie, że zbyt mało z siebie dałam, do niczego się nie nadaje, powinnam była walczyć, więcej i efektywniej się uczyć itd. Po jakichś 2miesiącach przerwy rozpoczęłam pracę, aby zająć swój czas, nie być na utrzymaniu rodziców, skoro i tak nie studiuję, mam pół roku przerwy (czułam się wtedy jak niepotrzebny pasożyt, którego nikt nie szanuje). Trafiłam do hotelu 3*, miałam być kelnerką, w trakcie wyszło, że zajmowałam tam po kolei wszystkie stanowiska, zależnie od potrzeby. Pracowałam dużo, bardzo dużo 6-7dni w tyg, zazwyczaj po 12 lub więcej godzin. Po jakimś czasie jednak osłabłam z sił, ponownie zaczęły pojawiać się u mnie omdlenia, straciłam przytomność w pociągu, trafiłam do szpitala. Praktycznie od razu po wyjściu chciałam wrócić do pracy, aby nie siedzieć w domu, nie mieć zbyt dużó czasu na zbędne myślenie, zamartwianie się. Niestety podczas wizyty w miejscu pracy usłyszałam od pracodawcy słowa, które bardzo mnie dotknęły. Szefowa była homeopatką, buddystką, zajmowała się ziołolecznictwem, miała bardzo osobisty pogląd na świat. Widząc mnie stwierdziła, że „biję ode mnie zła energia, nie chce ze mną współpracować, ponieważ opuścił mnie anioł stróż, a w mojej duszy obecnie grasuje diabeł”. Takie słowa, akurat w tym czasie były dla mnie mega bolesne, długo rozmyślałam nad naszą rozmową, tym co mi mówiła. Miałam około 2 miesięcy do rozpoczęcia studiów, postanowiłam jak najszybciej wyprowadzić się z domu (dostałam się już wtedy ponownie na studia, już do innego miasta, na inną uczelnię medyczną, ponownie na pielęgniarstwo). Błyskawicznie znalazłam inna pracę w tym mieście, mieszkanie. Zamieszkałam wraz ze swoim chłopakiem, czułam się lepiej. Po naszym wspólnym zamieszkaniu zaczęły się jednak problemy z jego kaceptacją przez moich rodziców, rodzinę. Chłopak jest ateistą, do dziś nie jest to zaakceptowane przez moich bliskich, regularnie muszę słuchać o tym, jakie jest ich zdanie na ich temat i jak bardzo im się to nie podoba. Rozpoczęłam studia. Ogromnie się stresowałam, wiedziałam , że teraz nie moge już zaawalić, ciągle słyszałam od rodziców, że teraz już musi mi się udać, że muszę skończyć te studia, muszę mieć zawód itd. Mówią to ciągle, nigdy nie zapytają jednak jak mi tam jest, ciągle tylko naciskają na to , żę MUSZĘ! Pierwszy rok był dla mnie bardzo cięzki, było dużo zajec , egzaminów. Ja podchodziłam do nich z podwójnym zdenerwowaniem i stresem, żyłam w ciagłym zamartwieniu się czy tym razem się uda, dawałam z siebie wszystko, nie miałam siły na nim, często nie potrafiłam się koncentrować nad nauką , myślałam tylko, że MUSZĘ DAC RADĘ! Stres potęgował moje omdlenia, bóle głowy. Zdiagnozowano migrenę, zespół wazowagalny. Migreny potrafiłam mieć tak cięzkie, że nie mogłam wychodzić z ciemnego pokoju, lub łazienki, w której przez cały dzień wymiotowałam, miałam nadwrażliwość na wszystko, najdrobniejszy dźwięk doprowadzał mnie do szału. Tak jest niestety nadal, jestem w trakcie leczenia migren po ostatniej wizycie w SORze po całodniowym wymiotowaniu, leżeniu w łazience, omdleniach itd. Tak dobrnęłam z opowieścią do dnia dzisiejszego. Jestem na 2 roku studiów, gdzie nauki tepretycznej jest już może mniej, za to mamy bardzo dużó zajęć praktycznych w szpitalu. 2 miesiące temu rozpoczęłam dodatkowo pracę, częściowo aby ponownie zająć swoje mysli, częściowo aby mieć swoje pieniądze na wydatki, na które wcześniej mi nie starczało. Nie mam czasu wolnego, prauję w weekendy, w tygodniu studiuje.

Jak się teraz czuję? Jestem masakrycznie osłabiona, nie mam energii na nic, ewentualny czas wolny, godziny po szkole czy pracy spędzam na spaniu, nie mam ochoty wychodzić z domu, nie lubię ludzi, denerwują mnie, straciłam przyjaciół, pozostał jedynie mój chłopak, bardzo szybko wpadam w histerię, panikuję, mam zaburzenia snu, mówie przez sen, lunatykuję (chodze po mieszkaniu, wyrzucam kołdrę na balkon, kłade się na podłoge itd.), mam częste drżenia rąk (najczęciej podczas snu, ostatnio jednak nawet przy zwykłych czynnosciach, w trakcie spoczynku), migrena nasila się z każdym stresem, który towarzyszy mi ciagle, nawet drobna krytyka, rozmowa wprowada mnie w tragiczny nastrój, zaczynam płakać natychmiastowo w róznych sytuacjach, wystarczy, że coś usłysze lub o czymś pomyslę, nie kontroluję siebie. Przez sen opowiadam o samobójstwie, w realu nie jestem tak odważna. Nie potrafię z nikim rozmawiac na temat soich problemów, nie potrafię przyjąc niczyjej pomocy, nie spotykam się z ludzmi (jedyny kontakt w pracy czy na uczelni, tam mam inny świat, robię swoje, może nawet chwilami nie myslę o tym, co mnie gnębi). Zmagam sie też z ogromnymi kompleksami, nie kaceptuję swojego wygladu, nie lubię ani jednej rzeczy w swoim wyglądzie.

Potrzebuję pomocy, wiem, że sama sobie nie poradzę ze stanem w jakim się teraz znajduję.

Karolina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgłoś się na terapię. To co się z Tobą dzieje jest pewnie spowodowane lękiem przed tym co powie rodzina. Musisz dać sobie prawo do błędów, do porażek, nie musisz być ciągle najlepsza. Koniecznie zgłoś się na terapią, bo długo tak nie pociągniesz, ratuj siebie. Do tego może psychiatra: przepisze Ci coś na sen, uspokojenie.. Powodzenia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj Karolino - mi pomógł wszechmogący PAN wszechświata ...

Szkodzisz tym durnowatym bełkotem. Idź se indoktrynować na onet - pisiory może Ci zapłacą.

=========================================================================

 

ka_ma, jesteś przedmiotem w rekach własnych rodziców. Służysz do przechwalania się. Liftujesz poczucie wartości. Powinnaś moim zdaniem odciąć się, bo jesteś ofiarą manipulacji, ofiarą wymuszenia uległości szantażem. Zastanów się, jakim prawem Twoi rodzice mają akceptować lub nie Twojego partnera. To Twoje życie - możesz je zmarnować uległością. Dlatego, że pozwolisz decydować o Tobie za Ciebie. Rodzicom się coś nie podoba - redukujesz kontakty. Do zera. Oczywiście koniecznym jest być finansowo niezależnym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj Karolino - mi pomógł wszechmogący PAN wszechświata - Jezus Chrystus i tobie też może, przyjdź do Niego a nie zawiedziesz się - do Niego a nie organizacji religijnych i ludzi z nimi związanymi ..... ON obiecał a nigdy się nie myli i nie rzuca słów na wiatr : " Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. (29) Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. " - Ewangelia Mateusza 11:28-29 ........... ja gdy 10 lat temu byłem na dnie to sięgnąłem do Biblii a wcześniej w liceum naśmiewałem się z niej, jednak ta księgą na prawdę jest jedyną natchnioną księgą ......... obyś była wśród tych którym zajaśnieje prawdziwa światłość : " Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światłość wielką, a siedzącym w krainie i cieniu śmierci wzeszła światłość. " - Ewangelia Mateusza 4:16

 

, pozdrawiam Dominik ...... Charis2007@wp.pl

Tak, pomógł Ci, jasne. Słyszałeś o efekcie placebo?

 

Normalnie jestem za wolnością słowa, ale ten trolling jest denerwujący.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×