Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy to może być jakieś zaburzenie osobowości?


hasselti

Rekomendowane odpowiedzi

Wstrzymywałam się z napisaniem tego postu, przyznam, już niechęć i myśli, że ktoś to przeczyta (a przecież po to piszę) i wie, że ja to ja. To znaczy wie kim jestem. No nie ważne. Przejdę do rzeczy...

Mam 20 lat. Obecnie nie mam żadnego lekarza, nie mam też psychologa. Zostałam skazana na samą siebie. Pewnie na własne życzenie.

Zaczęło się samookaleczeniem 8 lat temu. Potem jakieś zaburzenia nastroju, które zostały nazwami najpierw cyklotymią, potem chorobą dwubiegunową (dalej uważam, że to błędna diagnoza i nie wiem po co ja tyle lat brałam te leki na padaczke). Gdyby to była właściwa diagnoza, to dziś mogłabym normalnie już funkcjonować.. A jednak... nie.

Zaburzenia nastroju wynikały pewnie z dużego przywiązania do kontrolowania swojej wagi. Zaburzenia odżywiania to jedyne czego jestem pewna, że są i nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Na pustym żołądku czuje się atrakcyjna, chce mi się żyć, moja pewność siebie wzrasta do maximum. Często znajomi się wtedy pytają czego się nacpałam. A ja po prostu ciesze się, ze się głodzę. Nawet nie przeszkadza mi to, że mam zawroty głowy, że jestem blada, że muszę non stop kłamać - kłamstwo już chyba do perfekcji opanowałam...

No ale nadchodzą dni, kiedy nie mam siły. Rzucam się na lodówkę. Czuje sie jak złodziej. Robie to nocami, tak, żeby nikt nie widział. Robię to bez opanowania, wstyd mi za to. Potem płaczę, mam ochotę się pochlastać, obiecuje sobie, że za karę kilka dni głodówki. (np, 3 dni, a później możesz dopiero coś niewielkiego zjeść). Dopiero jak dojdę "do siebie" mogę wyjść z domu. Jak tego z siebie nie wyrzucę to nie wyjdę. No nie mogę. Nie potrafię. Wole umrzeć w tym czasie, niż wyjść taka brudna z domu.

 

To trwa 4 lata już prawie. Już nie wierzę, że kiedykolwiek z tego wyjdę. Przez to zaczęłam pić, żeby się "wyleczyć" z tego. A moze bardziej żeby zapomniec? Nie wiem. Przez to uznano mnie za uzależnioną od alkoholu. Muszę chodzić na przymusową terapie. Czasem jak zjem więcej, niż powinnam przez wyrzuty sumienia tak się źle czuje, że celowo próbuje coś wymyslić (np złamać sobie palec, rozchorować się, czy coś innego) aby uniknać pójścia tam. I zostać w domu. I nie dlatego, że nie chce, że mam ochotę się napić jak ONI MYSLĄ, że to pewnie głód alkoholowy... Ja po prostu się czuje brudna, rzygam sobą w lustrze i tak jak wcxześniej wspomniałam. Wole umrzeć niż w takim stanie wyjść z domu.

 

Non stop zmieniam lekarzy... mam wrażenie, że nikt nie rozumie, że nikt mi nie pomoże, zaczynam i w połowie nie kończę, szybko się zniechęcam. Bardzo później to przeżywam i chciałabym czas cofnąć, wtedy zaczynam uważać że mieli racje mówiąc, że to moja wina. Że to emocje. Że powinnam się jeszcze zastanowić nad pochopnymi decyzjami. Ta.. Każdy dookoła ma racje. Ale dla mnie dopiero po czasie. A ja najgorsze, że ja jestem tak święcie przekonana swojej racji i tak uparta jak osioł, że jeszcze nienawidzę wszystkich i wszystko dookoła. Lekarz po ostatniej hospitalizacji powiedział, że to osobowość z pogranicza, ale już słyszałam tyle diagnoz, tyle różnych opinii (przed. to osobowość nieprawidłowa) że po prostu już nikomu nie wierzę, a wiem, że ktoś musi mi pomóc, ale kto, jeśli tyle wersji jest i w co ja mam wierzyć.

 

Jak skończę z jednym bagnem to pakuje się w drugie. Sama nie wiem już, nie nadążam za sobą i za tym co ja wyrabiam. Gonię z ajednym, potem za drugim, jedni terapeuci czy inni ludzie skupiają się na tamtym, a ja już cierpię przez coś innego. No i te okropne stany drażliwości. Nagle cały świat mi się wali, przez rzecz, którą sobie uroiłam (poczuje wielką potrzebe kochania, a to niemożliwe, bo nikt mnie nie chce) wtedy płacze, krzyczę, bije się, gryzę do krwi... Potem czuję pustkę. Wstyd. A po 3 h się z tego śmieje. Jaka jestem durna, głupia, że nie potrzebuje nikogo, że nikogo nie chce. Jak poznaje mężczyzn jest identycznie. Przy każdym zachowuje się inaczej. Raz robię z siebie ofiarę losu, bo pragnę zrozumienia przez chwile (i myślę, że potem uciekne w razie czego, bo pewnie będe się tego wstydzić i to nieuniknione) a raz silną kobiete, która wie czego chce. Wtedy pouczam, koloryzuje się, choć tak naprawdę jestem słaba i tylko oszukuje siebie i innych. I wszystko jest dobrze w takich relacjach.... do czasu...do czasu aż nie pokażę swojej słabości. Wtedy uciekam.

 

Chciałabym poznać opinie innych ludzi. Zawsze żałuje tego, że proszę o pomoc. Nie lubię tego robić. Brzydzę się tym i wstydzę się tego. Tym razem proszę o porady, gdzie ja mam się udać, czy mówić prawdę lekarzowi, czy może zataić niektóre rzeczy, by za bardzo w głowie nie pomieszać mu.. ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wstrzymywałam się z napisaniem tego postu, przyznam, już niechęć i myśli, że ktoś to przeczyta (a przecież po to piszę) i wie, że ja to ja. To znaczy wie kim jestem. No nie ważne. Przejdę do rzeczy...

Mam 20 lat. Obecnie nie mam żadnego lekarza, nie mam też psychologa. Zostałam skazana na samą siebie. Pewnie na własne życzenie.

Zaczęło się samookaleczeniem 8 lat temu. Potem jakieś zaburzenia nastroju, które zostały nazwami najpierw cyklotymią, potem chorobą dwubiegunową (dalej uważam, że to błędna diagnoza i nie wiem po co ja tyle lat brałam te leki na padaczke). Gdyby to była właściwa diagnoza, to dziś mogłabym normalnie już funkcjonować.. A jednak... nie.

Zaburzenia nastroju wynikały pewnie z dużego przywiązania do kontrolowania swojej wagi. Zaburzenia odżywiania to jedyne czego jestem pewna, że są i nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Na pustym żołądku czuje się atrakcyjna, chce mi się żyć, moja pewność siebie wzrasta do maximum. Często znajomi się wtedy pytają czego się nacpałam. A ja po prostu ciesze się, ze się głodzę. Nawet nie przeszkadza mi to, że mam zawroty głowy, że jestem blada, że muszę non stop kłamać - kłamstwo już chyba do perfekcji opanowałam...

No ale nadchodzą dni, kiedy nie mam siły. Rzucam się na lodówkę. Czuje sie jak złodziej. Robie to nocami, tak, żeby nikt nie widział. Robię to bez opanowania, wstyd mi za to. Potem płaczę, mam ochotę się pochlastać, obiecuje sobie, że za karę kilka dni głodówki. (np, 3 dni, a później możesz dopiero coś niewielkiego zjeść). Dopiero jak dojdę "do siebie" mogę wyjść z domu. Jak tego z siebie nie wyrzucę to nie wyjdę. No nie mogę. Nie potrafię. Wole umrzeć w tym czasie, niż wyjść taka brudna z domu.

 

To trwa 4 lata już prawie. Już nie wierzę, że kiedykolwiek z tego wyjdę. Przez to zaczęłam pić, żeby się "wyleczyć" z tego. A moze bardziej żeby zapomniec? Nie wiem. Przez to uznano mnie za uzależnioną od alkoholu. Muszę chodzić na przymusową terapie. Czasem jak zjem więcej, niż powinnam przez wyrzuty sumienia tak się źle czuje, że celowo próbuje coś wymyslić (np złamać sobie palec, rozchorować się, czy coś innego) aby uniknać pójścia tam. I zostać w domu. I nie dlatego, że nie chce, że mam ochotę się napić jak ONI MYSLĄ, że to pewnie głód alkoholowy... Ja po prostu się czuje brudna, rzygam sobą w lustrze i tak jak wcxześniej wspomniałam. Wole umrzeć niż w takim stanie wyjść z domu.

 

Non stop zmieniam lekarzy... mam wrażenie, że nikt nie rozumie, że nikt mi nie pomoże, zaczynam i w połowie nie kończę, szybko się zniechęcam. Bardzo później to przeżywam i chciałabym czas cofnąć, wtedy zaczynam uważać że mieli racje mówiąc, że to moja wina. Że to emocje. Że powinnam się jeszcze zastanowić nad pochopnymi decyzjami. Ta.. Każdy dookoła ma racje. Ale dla mnie dopiero po czasie. A ja najgorsze, że ja jestem tak święcie przekonana swojej racji i tak uparta jak osioł, że jeszcze nienawidzę wszystkich i wszystko dookoła. Lekarz po ostatniej hospitalizacji powiedział, że to osobowość z pogranicza, ale już słyszałam tyle diagnoz, tyle różnych opinii (przed. to osobowość nieprawidłowa) że po prostu już nikomu nie wierzę, a wiem, że ktoś musi mi pomóc, ale kto, jeśli tyle wersji jest i w co ja mam wierzyć.

 

Jak skończę z jednym bagnem to pakuje się w drugie. Sama nie wiem już, nie nadążam za sobą i za tym co ja wyrabiam. Gonię z ajednym, potem za drugim, jedni terapeuci czy inni ludzie skupiają się na tamtym, a ja już cierpię przez coś innego. No i te okropne stany drażliwości. Nagle cały świat mi się wali, przez rzecz, którą sobie uroiłam (poczuje wielką potrzebe kochania, a to niemożliwe, bo nikt mnie nie chce) wtedy płacze, krzyczę, bije się, gryzę do krwi... Potem czuję pustkę. Wstyd. A po 3 h się z tego śmieje. Jaka jestem durna, głupia, że nie potrzebuje nikogo, że nikogo nie chce. Jak poznaje mężczyzn jest identycznie. Przy każdym zachowuje się inaczej. Raz robię z siebie ofiarę losu, bo pragnę zrozumienia przez chwile (i myślę, że potem uciekne w razie czego, bo pewnie będe się tego wstydzić i to nieuniknione) a raz silną kobiete, która wie czego chce. Wtedy pouczam, koloryzuje się, choć tak naprawdę jestem słaba i tylko oszukuje siebie i innych. I wszystko jest dobrze w takich relacjach.... do czasu...do czasu aż nie pokażę swojej słabości. Wtedy uciekam.

 

Chciałabym poznać opinie innych ludzi. Zawsze żałuje tego, że proszę o pomoc. Nie lubię tego robić. Brzydzę się tym i wstydzę się tego. Tym razem proszę o porady, gdzie ja mam się udać, czy mówić prawdę lekarzowi, czy może zataić niektóre rzeczy, by za bardzo w głowie nie pomieszać mu.. ?

 

 

cześć,

 

widzę że bardzo cierpisz, jest mi to znane,Twoje objawy są mi trochę znane, ale mi nie wolno Cię diagnozować, nikomu na forum nie wolno:)

mogę Ci tylko powiedzieć co mi pomogło

 

 

totalne dno

totalne przyznanie się do bezsilności i że nie dasz rady bez człowieka- opieranie się specjalistom to dla mnie znany temat, mam z tym problem ogromny, bo lekarze mnie skrzywdzili

szczerość przed terapeutą, chyba że jesteś bardzo zblokowana w pewnych tematach, to na siłę nie, ale każdy z nas wie, kiedy coś ukrywa, a kiedy jest szczery.

szczerość przed psychiatrą i trzymanie się zaleceń, leków

 

modlitwa i działanie Boga- jestem tak słabym i pokręconym człowiekiem, że mówienie że mam jakieś zasługi co do trafiania na dobrych specjalistow jest na wyrost. każdy może Ci zaszkodzic- jeden bo uwaza się za speca od wszystkiego, a drugi, bo się zwyczajnie pomyli. nie masz gwarancji. to jest straszne ale prawdziwe.w każdym razie w temacie terapeuty i psychiatry jest nieźle, po latach nie słuchania się i trafiania na dziwnych specjalistów., u mnie OK.ale to nie koniec, raczej początek.

to wszystko jest ryzykowne, bo za ryzykiem zawsze stoi opcja, ze cos się nie uda.

ale niepodejmowanie ryzyka kosztuje potem o wiele więcej niż ryzyko-to jest moje osobiste doswiadczenie

i jeszcze jedno-dla mnie od głowy jest psychologia, od serca Jezus, możesz się oczywiście nie zgadzać.

uważam, ze pewnych rzeczy psychologia nie załatwi. nie załatwi łatania dziur w sercu.

 

są też dwa oddzialy leczenia zaburzeń osobowości

 

Warszawa (specjalizuje się w zaburzeniach odzywania) i Kraków -Babińskiego ; (są tez mniejsze oddzialy dzienne psychiatryczne, w Twojej okolicy pewnie tez, może tam warto się udac). Z kilkumiesieczna terapia na oddziale zawsze wiaze się skierowanie od NFZ, o tym będzie już decydowal Twój lekarz.

 

walcz.

masz 20lat.

bardzo bym chciała być w Twoim wieku znow, a już nie będę niestety.

to są wspaniałe lata.

 

nie wiem jaka jest Twoja relacja z Bogiem, czy w ogole masz jakiś koncept Boga. powtarzaj sobie w głowie albo na głos 'Jezus', nie zaszkodzi :)

napisalas ze jesteś uparta- poczytaj sobie o pokorze.

 

pozdrawiam

ps. nie czytaj za dużo forum, ponieważ są tu wypowiedzi niespokojne, wprowadzające Cię w zamęt. odłożyłabym kompa na rzecz spaceru i sportu i rozmowy. a jak rozmawiasz z kims to nie na zasadzie 'ja, ja, jeszcze raz ja', tylko słuchaj tej osoby, słuchaj nazw miejsc, dat, imion. on/ona zobaczy ze słuchasz, i wkrótce się odezwie/zadzwoni

 

talithakum

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje bardzo za odpowiedz i za motywujace slowa, ale Bog mi nie pomoze.

Ja nawet nie wiem w co wierze. Raz w jedno raz w drugie, niczym jestem niestala, caly czas szukam swojego miejsca a w tym wieku juz wypadaloby nawet chociaz swoja orientacje znac... A ja sie czyms nakrece i juz nie wiem kim jestem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, masz fajny awatar :) Życzę powodzenia i siły walki.

 

Moim zdaniem powinnaś mówić lekarzowi WSZYSTKO, na tyle na ile Cię stać. Oczywiście nikt nie każe Ci na jednej wizycie... Może to jednak borderline? :-| To taki kłębek wszystkiego, a u Ciebie to właśnie chyba coś takiego. Już samo to, że się miotasz w życiu... Chaos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, masz fajny awatar :) Życzę powodzenia i siły walki.

 

Moim zdaniem powinnaś mówić lekarzowi WSZYSTKO, na tyle na ile Cię stać. Oczywiście nikt nie każe Ci na jednej wizycie... Może to jednak borderline? :-| To taki kłębek wszystkiego, a u Ciebie to właśnie chyba coś takiego. Już samo to, że się miotasz w życiu... Chaos.

 

 

 

Dziękuję. :lol: jeśli borderline jest zlepkiem wszystkich chorób psychicznych świata no to będzie właśnie to. No chyba, że mam wszystkie choroby psychiczne świata, które sama sobie urajam i tak bardzo w nie wierzę, że aż każdej przypisują swoją jednostkę chorobową.

Nie wiem czy rozumiesz co mam na myśli. Po prostu mi ciągle dochodzi coś innego. Tak cały czas. I ja nie wiem o czym ja mam zaczynać rozmawiać z psychologiem, lekarzem czy kimś tam jeszcze. To co ja mam powiedzieć lekarzowi, " chodzę na terapie uzależnień, bo mnie do tego zmusili, ale ja nie mam problemu z alkoholem i nie jestem uzależniona, chodzę tam, bo mam zaburzenia odżywiania i piłam, by o tym zapomnieć? a na diagnozy przy wypisach proszę nie patrzeć i nie zwracać uwagi, bo chad to błędna diagnoza i tego nie mam" no sama widzisz, że tak pokręcone to wszystko, że sama już nie wiem co jest co a co dopiero ktoś inny. Nawet w szpitalu przewracają oczami jak mnie widzą. Ordynator to chyba już mnie dość ma, bo ciągle z czymś innym mnie przywożą.

 

Mam pytanie... czy przy borderline towarzyszy takie dziwne często uczucie, jakiegoś głodu dziwnego i nie da się tego określić, że coś trzeba z sobą zrobić, że czegoś brakuje?

W chwilach np podniecenia, radości, itd. I niby to moze wydawać się normalne, bo ludzie palą, piją i inne rzeczy robią by uczcić jakieś święto czegoś. Tylko mi chodzi o takie sytuacje, jak np podniecenie się czymś w filmie, muzyce, albo chociażby jakąś wiadomością, no właściwie to wszystkim i wtedy następuje właśnie ten IMPULS w środku, że aż roznosi, wstaje, ide zapalić, bo podnieciłam się.. byle czym. Może to brzmi zbyt chaotycznie i nie każdy może rozumieć o co mi chodzi... Po prostu za szybkie podniecanie się czymkolwiek... i nie kontroluje co robie.

To samo działa w drugą stronę. Bardzo łatwo mnie skrzywdzić choć tego nie okazuje i to takimi głupotami. Np na terapii jak ja zaczynam mówić, a terapeuta spojrzy na zegar to już mam myśli w głowie, że nie chce mnie słuchać, że przy mnie tylko na zegar patrzy bo myśli, że sie rozgadam, a czasu nie starczy itd.. i wtedy czuje się jakby mi ktoś za przeproszeniem w mordę darł, już krzywo na wszystkich patrzę, już czuję jak mnie jakiś ciężar przygniata. I dostaje kamienny wyraz twarzy, a wtedy pytają czy coś się stało. A ja nic nic. A w środku cała płaczę, tak mnie to boli. Dlaczego ja tak reaguje na wszystko? nie mogę tego zmienić. Próbowałam nie raz, niestety to działa mimowolnie i z automatu. Albo często słysze, że jestem prowokacyjna i kłótliwa.. mówię, że jestem nerwowa i przepraszam za to, jak czasem ktoś coś powie i się śmieje, a mnie to podirytuje to już zaczynam wydzierać się, ubliżać, itd, wychodzić z tego miejsca, potem wracać, przepraszać, udawać, że nic się nie stało, ale siedze taka niezadowolona, a jak ktoś coś powie, to z rykiem wylatuje razem z krzesłem, a potem znów wracam i przepraszam.

Ja nie ogarniam co ja robię.

:cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hasselti,

dwóbiegunówka chyba wychodzi w obrazie mozgu, juz mozna to zdiagnozowac po nieprawidłowościach, moze idź niech cie wsadza do rury i wtedy bedziesz wiedziec ,ze przynajmniej to lub nie to w polsce chyba tez to juz robia , poszukaj w necie , dowiedz sie ile kosztuje i przynajmniej to bedziesz wiedziec

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam pytanie... czy przy borderline towarzyszy takie dziwne często uczucie, jakiegoś głodu dziwnego i nie da się tego określić, że coś trzeba z sobą zrobić, że czegoś brakuje?

W chwilach np podniecenia, radości, itd. I niby to moze wydawać się normalne, bo ludzie palą, piją i inne rzeczy robią by uczcić jakieś święto czegoś. Tylko mi chodzi o takie sytuacje, jak np podniecenie się czymś w filmie, muzyce, albo chociażby jakąś wiadomością, no właściwie to wszystkim i wtedy następuje właśnie ten IMPULS w środku, że aż roznosi, wstaje, ide zapalić, bo podnieciłam się.. byle czym. Może to brzmi zbyt chaotycznie i nie każdy może rozumieć o co mi chodzi... Po prostu za szybkie podniecanie się czymkolwiek... i nie kontroluje co robie.

To samo działa w drugą stronę. Bardzo łatwo mnie skrzywdzić choć tego nie okazuje i to takimi głupotami. Np na terapii jak ja zaczynam mówić, a terapeuta spojrzy na zegar to już mam myśli w głowie, że nie chce mnie słuchać, że przy mnie tylko na zegar patrzy bo myśli, że sie rozgadam, a czasu nie starczy itd.. i wtedy czuje się jakby mi ktoś za przeproszeniem w mordę darł, już krzywo na wszystkich patrzę, już czuję jak mnie jakiś ciężar przygniata. I dostaje kamienny wyraz twarzy, a wtedy pytają czy coś się stało. A ja nic nic. A w środku cała płaczę, tak mnie to boli. Dlaczego ja tak reaguje na wszystko? nie mogę tego zmienić. Próbowałam nie raz, niestety to działa mimowolnie i z automatu. Albo często słysze, że jestem prowokacyjna i kłótliwa.. mówię, że jestem nerwowa i przepraszam za to, jak czasem ktoś coś powie i się śmieje, a mnie to podirytuje to już zaczynam wydzierać się, ubliżać, itd, wychodzić z tego miejsca, potem wracać, przepraszać, udawać, że nic się nie stało, ale siedze taka niezadowolona, a jak ktoś coś powie, to z rykiem wylatuje razem z krzesłem, a potem znów wracam i przepraszam.

Ja nie ogarniam co ja robię.

:cry:

 

Tak, dokładnie to jest coś takiego, też tak mam i mam zdiagnozowane borderline :D Ja Cię rozumiem :mrgreen: W tym drugim... Właśnie to jest straszne, być tak bardzo zależnym od ważnego dla nas człowieka i tak zależnym od aprobaty i dezaprobaty innych.

 

Tylko nie wiń się broń Boże za wszystko [ i to mówię też sobie..], to, że masz takie emocje a nie inne nie są Twoją winą. Myślę, że zaczęcie terapii byłoby najlepsze... Krok walki z tym, mi od pół roku wszyscy lekarze [i terapeuci w szpitalu] cały czas powtarzają "konieczna jest terapia, idź na terapię". No i idę, idę powoli, w zeszłym tygodniu miałam się zapisać :roll: Ale czuję zbyt duzy mętlik w głowie żeby się tym zająć, co będzie to będzie... Potem bede tego pewnie żałowała.

 

Może spróbuj poczytać wątek o borderline? osobowo-chwiejna-emocjonalnie-typ-borderline-t4295-7630.html

Może zauważysz, że niektóre rzeczy, objawy Ty też masz i nie mówię, żebyś się tutaj autodiagnozowała, ale b edziesz w stanie po prostu nazwać niektóre rzeczy, bo to tak jest niestety że jest tak głęboko, ze się prawie tego nie zauważa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno nie mam dwubiegunówki. Oni źle mnie diagnozowali. Nie wiem nawet na jakiej podstawie taką diagnozę wystawili. W ostatnim wypisie mam napisane, że podczas pobytu obserwowano : "zmienność nastrój, labilność emocjonalną i zachowania manipulacyjne". To chyba nie odpowiada dwubiegunówce. :oops:

Poza tym lekarz coś tam mówił, kiedy wypisywałam się na własne żądanie, coś o osobowości z pogranicza i że muszę zostać, ale uparłam się na swoim no i... wyszłam.

Ja chciałabym podjąć się terapii, ale nienawidzę tego pytania "z czym Pani do mnie przychodzi? słucham", a ja wtedy eee.. yyy.. i już odechciewa mi się rozmawiać.. bo czeka aż zacznę mówić.

Mogłabym iść do starych psychologów, do któregoś, ale wstyd mi za swoje zachowania i nie odważę się... muszę szukać nowego. Poczytam tamten dział, dziękuję. Jakoś mnie przeraża ten border, bo to oznaczałoby, że muszę zacząć nad sobą pracować... czuje się jak niemowle, które ktoś by uczył mówić, chodzić i tak dalej. :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się ostatnio wypisałam na żądanie, bo nie chcieli mi dać przepustki bez opieki, poryczałam się, dali mi coś na uspokojenie, kłóciłam się i wyszłam :mrgreen: I przyznaję, to było impulsywne, ale nie żałuję :roll:

 

Jeśli chodzi o tych psychologów, to ja też tego nienawidzę :evil: Więc wtedy po prostu zaczynam opowiadać suche fakty, czyli swoja historię od początku i potem jakoś leci.

 

Mnie psychiatra podejrzewała o borderline od września jakoś, już na pierwszej wizycie powiedziała, że to może być to. Pełną diagnozę dostałam właśnie na wypisie ze szpitala z 1,5 tyg temu. Na skierowaniu miałam to też jako rozpoznanie wstępne.

 

A teraz, i w sumie od jakiegoś czasu, podejrzewa mnie o chad lub cyklotymię :roll: Mam pisać dzienniczek snu, aktywności i emocji.

Ale to faktycznie u mnie coś dziwnego z tym jest, wczoraj spałam 3 godziny, zero zmęczenia, dzisiaj 4,5h i lekko zmęczona jestem, ale to tak abrdziej depresyjnie i też bez pwoodu.

 

Ale u mnie to wyklucza się moim zdaniem, bo 90% moich dołów i górek jest spowodowanych czymś z zewnątrz, jakimiś ludźmi..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje bardzo za odpowiedz i za motywujace slowa, ale Bog mi nie pomoze.

Ja nawet nie wiem w co wierze. Raz w jedno raz w drugie, niczym jestem niestala, caly czas szukam swojego miejsca a w tym wieku juz wypadaloby nawet chociaz swoja orientacje znac... A ja sie czyms nakrece i juz nie wiem kim jestem.

 

 

 

Ja jestem innego zdania :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×