Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Heledore

Jak rozmawiać o depresji?

Rekomendowane odpowiedzi

Zastanawiam się nad tą kwestią już naprawdę długo.

Do tej pory nie udało mi się znaleźć żadnego wystarczającego dobrego sposobu, żeby rozmawiać z bliskimi mi ludźmi o depresji, o tym, jak z nią funkcjonuję, jak się czuję. Z reguły zapada niezręczna cisza po pytaniu "a jak tam z Twoją depresją?".

 

Próbowałam mówić o niej poważnie, próbowałam żartować, ironizować, umniejszać. Nic tak naprawdę nie działa poprawnie. Reakcje są różne, od przekonań, że jest ze mną na tyle fatalnie, że trzeba pytać, czy nie zawieźć mnie natychmiast do szpitala psychiatrycznego/SOR/psychiatry/psychologa, poprzez niedowierzanie, złość, że nie ustosunkowuję się do tego wystarczająco poważnie czy też niezadowolenie z tytułu nadużywania autoironii ,aż po przekonanie, że zupełnie nic mi nie jest.

 

Jak Wy o tym rozmawiacie? Czy w ogóle próbujecie? Z jakim skutkiem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mnie nikt się nie pytał i nie pyta. Mnie tylko mówili, że sobie coś wmówiłam..wiec chyba nie pomogę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W depresji, czy w tramwaju, każda sytuacja jest inna.

 

Próby wytłumaczenia stanu innym nie są zbyt skuteczne. Raczej ważniejsze, żebyś bronił swoich praw. Inni, może nawet z pozytywnych pobudek, często chcą zachęcić do działania, zasugerować co ich zdaniem jest słuszne.

 

Cała sztuka, żeby nie popadać w niepotrzebne konflikty i zachować jakiś akceptowalny poziom porozumienia. Może dzisiaj istnieje ZUS, ale kiedyś należenie do grupy oznaczało dosłownie być albo nie być.

 

Sądzę, że nie ma co naciskać na światopogląd innych ludzi, tłumacząc czym jest depresja. Broń swoich racji wyłącznie dla własnej podmiotowości. :<img src=:'>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Natla_Miness - zupełnie nie chodzi mi o naciskanie na innych, czy o próbę zmiany ich poglądu na świat. Ale z drugiej strony- jak długo można milczeć, kiedy słyszy się pytanie o nasze samopoczucie, kiedy ewidentnie widać, że coś jest bardzo nie w porządku. Wymyślać egzogenne powody mojego samopoczucia? Czy zbywać temat, a może twierdzić, że wszystko w porządku, kiedy nawet ślepy zauważyłby że nie jest? Wydaje mi się, że taka linia też nie jest dobra. W ten sposób oddaliło się ode mnie wielu ludzi. Po prostu przestali mi wierzyć w to, co mówię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O mojej deprsji wiedza ci, ktorym ta wiedza byla potrzebna, ale tez osoby przypadkowe, ktore zapytaly np dlaczego nie pije na formowej imprezie. Moja szefowa wie, bo przez jakis czas pracowalam z domu. Moj maz wie, sila rzeczy. Moja przyjaciolka wie, ale z nia nie musze sie zastanawiac, jak rozmawiac. Kilka osob wie, z rodziny, czy z pracy. Rozmawiam o tym normalnie. Jak np jest jakies przyjecie, to ja zwykle nie pije, bo biore leki. Jak ktos pyta, jakie leki, to mowie, ze antydepresanty. Jesli ktos pyta, czy mam depresje, bo nie widac, to mowie krotko, ze ialam prpblemy ze spaniem, bardzo obnizony nastroj i po przebadaniu innych rzeczy dostalam diagnoze depresji i sie na nia lecze. Jak ktos pyta o leczenie, to tez mowie prawde, dziekuje, jakos idzie. Nie rozwijam tematu, ale odpowiadam prosto i logicznie na pytania. Traktuje to tak samo, jakbym miala np zoltaczke i odpowiadala na pytania o samopoczucie.

Szczerze mowiac nie nardzo potrafie sobie wyobrazic kto i dlaczego tak reaguje na Twoje odpowiedzi. Tzn, ze chca Cie zawiezc na sor, albo sa zli itd. Przeciez to zwyczajnie niegrzeczne, nachalne i wyglada na jakies wtracanie sie i narzucanie Ci czegos. Byc moze wynika to z tego, co dokladnie mowisz, moze w ogolnoprzyjetym rozumieniu jest to cos dziwnego? Ciezko stwierdzic, nie potrafie sobie wyobrazic jak dokladnie wyglada sytuacja, bo nie zacytowalas, jak wyglada rozmowa, na ktora sa tak silne reakcje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do wiezienia do szpitala, to może faktycznie trafiono na sytuację w której było ze mną kiepsko. Płakałam wtedy właściwie cały dzień. I kiedy w końcu udało im się ze mnie wydusić o co chodzi, to padła taka propozycja.

 

Ale w kwestii ochrzanu za to, że mówię o tym ironicznie to jest to właściwie bardzo częsta sytuacja. Bo jak mogę sobie żartować z czegoś tak poważnego? Bo to przecież poniekąd tabu. A z tabu się nie żartuje. Mam wrażenie, że ludzie nie rozumieją, że (przynajmniej w moim przypadku) potrzebny jest mi do tego dystans. Ja nie umiem go inaczej zdobyć niż poprzez ironizowanie na dany temat. Tak mi po prostu łatwiej.

 

Z drugiej strony- pomimo tego, że w pewien sposób jest mi o tym rozmawiać prościej czy trudniej, chciałabym wiedzieć jak rozmawiać o tym, żeby nie wywoływać niepotrzebnych emocji. Żeby nie było to też dla kogoś dla mnie bardzo ważnego zbyt dużym szokiem (może za duże słowo, ale mam wrażenie, że czasem właśnie z tym się spotykam).

 

Też zawsze słyszę, że "nie widać" że mam depresję. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, bo kosztuje mnie to dużo wysiłku, żeby ukryć to przed obcymi, przed współpracownikami. A z drugiej- czasem wolałabym, żeby było widać, bo wsparcie od bliskich też jest potrzebne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×