Skocz do zawartości
Nerwica.com

Ten człowiek po drugiej stronie.


White Rabbit

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałabym się rozpisać, ale nawet nie jestem zdolna do tego z powodu tragicznego stanu... Stać mnie jedynie na postawienie pytania...

.... Czy można po terapii spodziewać się żywego kontaktu z drugim człowiekiem, którego obejdzie nasza sytuacja, współczucia i zrozumienia?

Jeżeli o moje doswiadczenia chodzi, niestety, w przeszłości nie otrzymalam powyższego od żadnego psychoterapeuty. Stanowią dla mnie ogromną wartość. Życie pokazało mi, że czasem to jedyne narzędzie i paliwo, które może pomóc i dać siłę do zmierzania przed siebie w zupełnym mroku i nieświadomości, co będzie za kolejne parę kroków. Mam za sobą długie procesy terapeutyczne i wyzwania ratowania siebie samej i dostrzegam, że ta "odrobina" zaufania, jakim zostałam obdarzona - że jest naprawdę tak, jak mówię, oraz obecności była wyrzutnią, która dawała siły do dalszej wędrówki.

 

Dziękuję za ewentualne odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Taki filozoficzny ten wątek ;) przypomina mi piosenkę Niemena "Jednego serca". Tak naprawdę samotność jest częścią naszego życia. No właśnie "częścią"...

A w czym dla Ciebie przejawia się współczucie i zrozumienie? Co ten ktoś miałby powiedzieć/zrobić?

Lekarze, terapeuci nie mogą żyć problemami pacjentów - bo nie mogliby nam pomagać. Gdzieś jest ta granica ich dystansu profesjonalnego i zawodowego a dawania jednak siebie jako człowiek. Ale niektórzy sobie z tym nie radzą. Są inteligentni, certyfikowani i "wyprani". Ale odpowiadając na Twoje pytanie - myślę, że jednak można znaleźć kogoś takiego. Dużo wpisów na tym forum świadczy o tym że ludziom się to udaje. Ja też myślę, że ta odrobina tego czegoś właśnie najbardziej leczy. Nadziei, wiary w pacjenta, autentyczności (co nie znaczy opowiadania o sobie i swojej prywatności). Też tego szukam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

.... Czy można po terapii spodziewać się żywego kontaktu z drugim człowiekiem, którego obejdzie nasza sytuacja, współczucia i zrozumienia?

Tak , można.

w przypadku niektórych zaburzeń, takich pochodzacych z okresu niemowlęcego, może pomóc tylko terapia gdzie terapeuta jest zaangażowany emocjonalnie i decyduje się wejść w bliższy kontakt emocjonalny z pacjentem, dając mu to czego nie dostał od matki gdy był niemowlęciem. U takich pacjentów tylko w taki sposób może terapia zaskoczyć, czyli rozpocząc się proces zmian, gdy widzi że terapeucie na nich zależy. Ja tego doświadczyłam od swojego terapeuty, a on mi potem wyjąśnił że w moim przypadku nie dałoby się inaczej. Musiałam poczuć że jest on moją bliską osobą, taką matką której nie miałam i od której niczego nie dostałam nigdy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za odpowiedzi. Przepraszam, że długo nie pisałam nic. Niestety, krótko po odpisaniu @innej, nasiliły mi się stany lękowe do poziomu, w którym nie potrafiłam prowadzić tego wątku, a przyznaję, że Ty, Ingo_beto, masz podobnie, jak ja, dlatego chciałabym się odnieść do Twojego posta, ale nie dam rady, tak, jak chciałam. Miałam dwa dni przerwy od stanów lekowych, a od dziś znowu zaczęło się piekło. Nie umiem artykułowac myśli. Bol, który odczuwam, staje się niemożliwy do zniesienia, dlatego proszę o wyrozumiałość, gdy coś będzie nieczytelne czy śmieszne.

Może tylko zapytam - czy miałabyś jakiś tekst, jakikolwiek, który potwierdzałby, że rzeczywiście pacjenci, jak sądzę - na poziomie schizo-/psychotycznym, potrzebują emocjonalnie zaangażowanego terapeuty? Pytam o to, gdyż zgadzam się z tym, co napisałaś. Testowałam to tysiące razy w praktyce. Niestety, gdy powiedziałam jednej terapeutce, że właśnie tak mam, że nie jestem w stanie inaczej pracować, że podnosząc się zupełnie sama z cierpienia (nie reaguje na farmakoterapię, co jest typowe przy głębokich zaburzeniach osobowości), radzę sobie tylko, modląc się oraz wyobrażając, że Bóg (nie zawsze) słyszy moje słowa, a ja wchodzę wówczas w stan kompletnie nielingwistycznego wyrażania emocji i bardzo powoli, w okropnych stanach dysocjacji, dekompensacji wszelkich, psychotyzowania i czegobądź jestem w stanie, emocja po emocji, wywikłać się do stanu uspokojenia, że potrzebuję, żeby psychoterapeuta współpracował ze mną i posłuchał czasem, gdy mówię o swoich potrzebach - to mnie wyśmiała.

 

Kiedy terapeuta jest lodowaty, zamieniam się w bryłke lodu, koszmarnie się przy tym męcząc. Dopiero przy otwartych t. cokolwiek czuje.

 

Pomimo ogromnej empatii (brak granic personalnych, wtargnięcia cudzych stanów), jakiejś tam inteligencji emocjonalnej, intrapersonalnej, szerokiej wiedzy nt. samej siebie (podobno - słyszałam to wiele razy od specjalistów), doświadczenia i pewnego kapitału w samodzielnym radzeniu sobie, nie umiem w sobie uzyskać zdolności do samoregulacji. Czy mogę spytać, jak jest u Ciebie, Inga?

 

Przepraszam za błędy w wypowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White Rabbit,

Zawsze gdy piszesz jest mi cię bardzo żal, że nie możesz trafic na odpowiedniego terapeutę i tak bardzo się męczysz.

Niestety ale nie trafiłam na żadne opracowania dotyczące leczenia zaburzenia schizotypowego a cała moja skromna wiedza pochodzi z tego co usłyszałam od terapeuty, który też niestety ale nie chce się dzielić tą wiedzą ze mną. I boję s ię że w końcu wyleczę się z tego zaburzenia i nadal będzie mi brakowało wiedzy na ten temat. Sama jestem bardzo ciekawa ale materiały są chyba tylko dla szkolących się. Szukałam czegoś w księgarniach ale tam też nic nie było na temat tego zaburzenia. Uważam że to niesprawiedliwe że moje zaburzenie jest dla mnie tajemnicą ale terapeuta jest nieugięty i już nawet nie pytam.

Wydaje mi się że wielu terapeutów a może większość nie zna się na leczeniu takiego zaburzenia i niewiele i nim wie.

(brak granic personalnych, wtargnięcia cudzych stanów)

Ja kiedys w kontaktach z ludźmi miałam tak, że czułam że z braku u mnie granic ktoś inny wchodzi we mnie i całkowicie mnie sobą wypełnia. A ja zupełnie znikałam. To było straszne cierpienie.

Zdolność do samoregulacji? Czyli chcesz sama sobie pomóc?

Ja się bardzo zmieniłam przez 8 lat terapii ale w dalszym ciągu muszę mieć zapewniony kontakt z terapeutą 2 razy w tygodniu bo inaczej wzrastają mi lęki i nie jestem zdolna do zycia a przy tym wydarza mi się coś złego.

I tak dużo ci się udaje że potrafisz coś zmienić tworząc sobie dobrą postać Boga i do niego się zwracając. CZyli jakby tworząc takiego dobrego rodzica na niby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Można spotkać, ale jest to bardzo trudne. Tego czego możemy w 100% oczekiwać to zaangażowania w pomoc nam, uwagi, zainteresowania. Jednocześnie chce Ci napisać iż Twoje potrzeby są normalne, bo każdy z nas wolałaby pracować z kimś prawdziwym, autentycznym czy jak to ujęłaś żywym, po prostu kto chce nam pomóc z głębi serca, a nie tylko dlatego że musi przyjść do pracy albo zapłaciliśmy za to. Chce żebyś jednak na chwile spojrzała na to wszystko z perspektywy terapeuty. On jest też tylko człowiekiem, który ma swoje problemy, smutki i radości, ale też potrzebuje równowagi psychicznej. Załóżmy, że pracuje 8 godzin dziennie i gdyby on naprawdę angażował w swoja pracę też swoje własne emocje to nawet nie wiem czy umiałby przestać myśleć o swoich pacjentach po przyjściu do domu. On musi też siebie chronić przed tą negatywną energią pacjentów w przeciwnym wypadku po kilku miesiącach pracy mógłby się wypalić i popaść w zaburzenia psychiczne. Więc ja to "wypranie" tych terapeutów tak interpretuje. Co nie oznacza, że miałabym ochotę się spotykać z tą "bryłką lodu", czyli kimś znudzonym, spoglądającym tylko na zegarek by sesja się jak najszybciej skończyła, bo to odebrałabym jako lekceważenie mnie. Wydaje mi się też, że trochę stygmatyzujesz się przez pryzmat zaburzeń schizotypowych, tak jakby osoby tkz. normalne (bez jakichkolwiek zaburzeń psychicznych) nie mogły tego czuć co TY. Ja tylko chce abyś nieco zmieniła punkt widzenia, może Ci pomoże to zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Jak kończyła mi się godzina zegarowa i akurat płakałam to gdy terapeuta mówił , że na dziś to wszystko to tak dziwnie się czułam, że ja jeszcze nie skończyłam. Oczywiście na poziomie świadomym to rozumiałam, że mógł mi poświęcić tylko godzinę, ale zarazem było mi przykro, że teraz zostanę z tymi emocjami sama, a on mi przerwał. Różnorodne myśli, że dlaczego nie mam kogoś bliskiego kto mógłby ze mną porozmawiać o tym co czuje, kogoś prawdziwego, że dla tego człowieka jestem tylko pieniądzem. Więc nie tylko Ty tak masz, ja też chciałam więcej...

 

A co do Boga, trochę odniosłam wrażenie jakbyś się tego wstydziła. Jeżeli w Bogu znajdujesz siłę, spokój i ukojenie to powinnaś pielęgnować tą relację. Ja naprawdę szczerze podziwiam takie osoby, które wierzą i czują jego obecność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie się jeszcze wydaje że nawet nie powinno być tak, że t zaspokaja te potrzeby wszystkie, bo mamy je poczuć i szukać w normalnym życiu w swoim środowisku dobrych dla nas relacji, prawdziwych a nie wisieć na terapeucie. To pragnienie powinno nas raczej motywować. A zrozumienie i empatia powinny być na tyle żeby nas zachęcać i ośmielać do takich poszukiwań. Jeśli tak się nie dzieje to coś nie tak z tą terapią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

inn@,

Zgadzam się z tobą. Gdyby terapeuci zaspokajali nasze potrzeby to nic bysmy nie robili na tych terapiach bo tak by nam było tam dobrze, miło i przyjemnie. Jedyną w pełni zaspokajaną potrzebą na terapi jest potrzeba uwagi. To mamy dawane prze cały czas a reszta to wcale albo minimalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White Rabbit,

Polecam książkę Lainga- Podzielone ja. Jest poświęcona osobom schizofrenicznym i bardzo dobrze opisuje zaburzenie schizotypowe które jest mocno spokrewnione ze schizofrenią. Dzięki tej książce mozna się dużo o sobie dowiedzieć i siebie lepiej zrozumieć. Mnie ona otworzyła oczy bo wcześniej kompletnie siebie nie rozumiałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za obecność w tym wątku. Odezwę się niedługo, teraz przystępuje do egzaminów zawodowych ze stanami lekowymi, gdzie każdy kontakt z drugim człowiekiem twarzą w twarz jest ogromnym, intensywnie nacechowanym negatywnie przeżyciem, a konwencja stosunku zależności (mój,ej od autorytetu) jest jak obserwowanie i próba schronienia się przed salwą sztucznych ogni w noc sylwestrową, przeniesione na grunt akcji lękowych - mam wrażenie, że aszukam bezskutecznie oazy na wojnie.

 

Wciąż w przerwach staram się dograć grafik, wykonuje telefony.. Przezywam okropne dylematy. Mam za sobą jedna nieudaną próbę wejścia w kontrakt terapeutyczny - fiasko. Kobieta od progu próbowała wzbudzać we mnie poczucie winy za utrzymywanie się objawów, gdzie jest to absolutnym kretyństwem, bo ja ze swoim świrostwem wychodzę na siłę do ludzi, z trudem to wytrzymując i nie angażując świata wokół siebie w ratowanie mne (nie został poinformowany). Pokazałam jej czerwoną kartkę, przy okazji udzieliła mi informacji, że nie poprowadzi terapii w trybie, na jakim mi zależało i finito.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×