Skocz do zawartości
Nerwica.com

Ucieczka w sen, błędne koło


eunice88

Rekomendowane odpowiedzi

Drugi raz próbuje z tym wątkiem - może teraz uda mi się namierzyć kogoś z podobnym problemem... Od około 11 lat choruje na zaburzenia lękowo-depresyjne. Właściwie jestem już na bardzo dobrej drodze ale po depresji pozostał mi taki nawyk, niezdrowy mechanizm - sama nie wiem jak to nazwać. Gdy miałam depresję to czasami po prostu nie wstawałam z łóżka. Teraz objawów depresji nie mam od września, szybciej ataki lękowe, czasem jakiś dołek ale depresja nie. Niestety raz na jakiś czas gdy budzę się rano, stwierdzam jakby mimowolnie "dziś nie wstaję" i po prostu zostaję w łóżku. Czasami wiąże się to z wzięciem urlopu na żądanie. Więc przesypiam sobie tak cały dzień, jakby była w depresji, chociaż jej nie mam. Nic wtedy nie jem i nie piję. Potrafię tak czasem przetrwać nawet dwa dni. Oczywiście im dłużej to trwa tym trudniej jest mi potem wrócić do rzeczywistości. Gdy już uda mi się w końcu pozbierać to w ogóle nie potrafię wyjaśnić dlaczego to zrobiłam. Mam wtedy okropne poczucie winy, czuję że znów to zrobiłam, znów zawaliłam, poodwoływałam spotkania i skłamałam odnośnie powodu. Wyrzuty jakie mi wtedy towarzyszą są okropne. Za każdym razem obiecuje sobie, że to ostatni raz. Obiecuje to również najbliższym bo wydaje mi się, że wtedy będę się bardziej pilnować. Niestety wcale tak nie jest. Minie tydzień, dwa i znów w to popadam. Mam tego dosyć. Chciałabym to w końcu skontrolować. Zresztą jak dalej tak pójdzie to nabawię się problemów w pracy itd. Czy ktoś z Was miał może podobny mechanizm? Jesli tak to jak sobie rodziliście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam identycznie.

Nie ma sensu zakładać sobie, że to już ostatni raz, bo nie masz do końca na to wpływu. To silniejsze od Ciebi pomimo chęci. Ja mam wrażenie, że to jest właśnie epizod depresyjny, gdzie ani ręką, ani nogą. Jeszcze niedawno miałam takie zaostrzenie, gdzie aby się umyc, czy wziąć głupią tabletkę przekonywałam się w myśli pół godziny, że trzeba to zrobić.

Zawaliłam szkołę... od tamtego czasu powoli wracam, ale na zmniejszonym tempie. Od momentu kiedy ściągnęłam z siebie część obciążeń jakoś mi łatwiej. Bardziej wyrozumialej do siebie podeszłam. Cośw stylu - nie mozesz być swoim wrogiem. Przecież przyjacielowi byś nie powiedziała, że jest beznadziejny, tylko stworzyłabyś mu warunki do tego, aby się pozbierał. No i jakoś sie nastawiłam, że jedyne co mnie uratuje to wspieranie się. Tak więc uznałam, że skoro odjęcie nadmiaru obowiązków, pomimo strat jakichś, które wcale nie są az tak ogromne, pomaga mi wrócić do zycia, to niech tak będzie. To moja choroba i nie mogę się za nią karać.

Wielkim wysiłkiem było ubranie się i pójście na rozmowę. Gdzie tu mówić o podejściu do sesji, do uczenia się, kiedy ja nawet tego co lubię czytać, nie daję rady ogarnąć.

 

Czy Ty bierzesz jakieś leki, chodzisz na terapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Chciałabym Ci pomóc, ale ja nie miałam takiego problemu. Mam w rodzinie osobę, która w depresji nie wstawała z łóżka, ale to było jak byłam mała i nie pamiętam za dobrze. Jedyne z czym się trochę utożsamiam to ta niechęć do wstania, bo ja też czasem uciekam w sen (mam nerwicę natręctw), ale jak mam taką możliwość.

 

Więc przesypiam sobie tak cały dzień, jakby była w depresji, chociaż jej nie mam. Nic wtedy nie jem i nie piję. Potrafię tak czasem przetrwać nawet dwa dni. Oczywiście im dłużej to trwa tym trudniej jest mi potem wrócić do rzeczywistości.

To niepokojące, że nie jesz i nie pijesz. Masz kogoś, kto Ci wtedy pomaga? Może jednak to jest nawrót depresji, byłaś z tym u specjalisty?

 

Mam wtedy okropne poczucie winy, czuję że znów to zrobiłam, znów zawaliłam, poodwoływałam spotkania i skłamałam odnośnie powodu. Wyrzuty jakie mi wtedy towarzyszą są okropne. Za każdym razem obiecuje sobie, że to ostatni raz. Obiecuje to również najbliższym bo wydaje mi się, że wtedy będę się bardziej pilnować. Niestety wcale tak nie jest. Minie tydzień, dwa i znów w to popadam. Mam tego dosyć. Chciałabym to w końcu skontrolować.

To nie Twoja wina. Może też być tak, że te wyrzuty sumienia dodatkowo nakręcają Twój depresyjny nastrój.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znajomy, gdy dopadają go problemy, stres odreagowuje spaniem... Potrafi przespać/przeleżeć w łóżku dzień, czy dwa- choć robi przerwy na higienę czy jedzenie. Sam się przyznaje, że to jego pomysł na ucieczkę od problemów- śpi i niczym nie musi się przejmować.

 

Mi osobiście raz zdarzył się weekend, gdy kładąc się do łóżka w piątkowy wieczór, wstałem tak naprawdę w poniedziałkowy poranek. Sobotę i niedzielę przeleżałem w łóżku... śpiąc. Nie był to jakiś głęboki zdrowy sen, ale takie zrywy-drzemki po -naście czy -dziesiąt minut, aby po chwili "czuwania" znów paść na poduszkę.

 

Inna sprawa, że nawet dziś, gdy wali się N spraw na raz lub odwrotnie nie muszę się niczym konkretnym zająć i budzą się wtedy "demony" zdarza mi się walnąć na łóżko i pół godziny czy godzinę zdrzemną. Choć, gdy telefon grzeje się do czerwoności a @ dostają szału, mam wyrzuty sumienia, które.. są słabsze od ucieczki w sen.

 

I tak, jak współczuję problemu, tak zazdroszczę możliwości, gdzie jak rozumiem "tylko" praca jest obowiązkiem i przeszkadza w ucieczce do łóżka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wielkie dzięki za odpowiedzi.

 

Wtedy kiedy popadam w to swoje spanie nikt mi nie pomaga ale staram się jakoś we własnym zakresie ogarnąć chociażby picie.

 

Tak, chodziłam na terapię. Teraz mam chwilę przerwy bo zmieniam nurt na poznawczo-behawioralny. Leki też biorę - Anafranil 150 mg.

 

Mezus, nie ma czego zazdrościć bo są też inne obowiązki, które wtedy zaniedbuję...

 

Tak sobie dzisiaj myślę, że nie ma co roztrząsać sprawy. Po prostu trzeba wrócić na terapię i wziąć byka za rogi. Naprawdę wydaje mi się, że jestem w stanie nad tym zapanować. Wdaje mi się, że to bardziej taki "masochistyczny" mechanizm, którym sobie dokopuje, żeby znów dopuścić do siebie wszystkie te gadki w stylu "nie nadaję się, nienawidzę siebie" itp. Jak długo można tkwić w tym samym. Wiem, że może nie do końca zależy to ode mnie ale kurde, przecież depresja nie odbiera mi wolnej woli. Myślę, że u mnie to już nie jest ten etap kiedy naprawdę nie mogę wstać. Wydaje mi się, że to bardziej takie niezdrowe przyzwyczajenie, błędny nawyk i po prostu trzeba z nim zerwać (tak jak np. z paleniem). I oby mi się udało. Trzymajcie kciuki :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eunice88

 

"Mezus, nie ma czego zazdrościć bo są też inne obowiązki, które wtedy zaniedbuję..."

 

To nie było ani zaczepne ani obraźliwe...

W moim przypadku, gdybym tfu tfu, postanowił przespać kilka dni, to nie mam możliwości.

Nawet jeśli domownicy wykazali by więcej niż maksimum wyrozumiałości, to są rzeczy, które mnie stety lub niestety zmuszą do pobudki i działania. Choćby zwierzęta, których pełno w domu, a z których część to mój pomysł i fanaberia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia poznawczo-behawioralna jest moim zdaniem dobrym nurtem na tego typu problem. Ja sama w takiej uczestniczę i mam efekty. Pracuje na niej od chyba 2-3 lat i zdecydowanie widzę zmiany. Oczywiście warunkiem jest zaangażowanie w nia i praca nad sobą.

W psychodynamicznej nie odnalazłam się, ale nie chcę mówić, że jest nieskuteczna, bo podobno bardzo... ale myślę, że takiego ujęcia problemy jak poznawczo-behawioralna potrzebowałam.

 

Jesli chodzi o ucieczkę w sen - w moim przypadku nawet praca nie była bodźcem aby wstać niestety :? Może dlatego, ze mam fobię społeczną i po prostu boję się ludzi, boję się być wśród nich. Tak więc niejednokrotnie zawalałam pracę.

 

Sama mam w domu zwierzaki będące pod moją opieką i dla nich się zwlokłam z łłózka, zrobiłam co trzeba po czy wracałam z powrotem pod kołdrę. Ucieczka w sen nie jest ak do końca świadomą decyzją w stylu "idę spać i już" . W moim przypadku przynajmniej tak to nie wyglądało. Nie umiem nawet opisać co w danym momencie myślałam. Po prostu lezałam jak kłoda, pomimo chęci pójścia... lęk był mocniejszy, paraliżujący. W pewnym stopniu też paralizujacy mysli. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×