Skocz do zawartości
Nerwica.com

Położenie beznadziejne.


Gość beznadziejniak

Rekomendowane odpowiedzi

Kurcze, a wydawałoby się, że na tym forum można się spotkać ze zrozumieniem i że nikt nie będzie dawał złotych rad w stylu "weź się w garść".

Ja ostatnio ciągle widzę tego typu rady. Ludzie chyba tracą resztki empatii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurcze, a wydawałoby się, że na tym forum można się spotkać ze zrozumieniem i że nikt nie będzie dawał złotych rad w stylu "weź się w garść".

Ja ostatnio ciągle widzę tego typu rady. Ludzie chyba tracą resztki empatii.

 

łączymy się w bulu i nadzieji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chcę wyjeżdżać za granicę.

 

Nie chcesz- nie jedź, proste. Ciekawe czy ci co Ci doradzają siedzą teraz w Polszy czy za granicą.

 

Mam brata który studiuje w seminarium. Brat nigdy jeszcze nie pracował. Wsparcia od niego nie dostanę. Kiedy o tym wszystkim myślę nie mogę normalnie zasnąć.

 

A widzisz. Wziąłeś wszystko na siebie. Nie wkurza Cię, że brat jako przyszły ksiądz i pouczyciel jak żyć zostawił Cię samego z ciężarem? Mnie by wkurzało.

 

Jakie rozwiązanie mogę znaleźć? Potrzebuję większych pieniędzy, aby bez problemu spłacić ratę. Potrzebuję więc pracy, a tej nie dostanę bo jestem cholernym przeciętniakiem i mam co raz większe problemy z logicznym myśleniem. Nie ma rozwiązania.

 

Rozwiązanie jest, tylko nie znajdziesz go wpadając w spiralę paniki i strachu.

Większość z nas to przeciętniacy z problemami z myśleniem.

 

 

Ostatecznym rozwiązaniem jest strzał w głowę. Wtedy już nie będzie mnie interesowało co z rodzicami. Dzisiaj znowu dostałem opr. od ojca za to że "nie myślę". Zamiast wsparcia, otrzymuję ciągle kłody pod nogi, mimo że tylko ja zarabiam. Zostałem nazwany przez ojca "gównem". Jak więc mam się czuć? Jak mam otaczać się opieką i miłością? Nie jestem człowiekiem. Jestem gównem. To że dzięki mnie ma w ogóle co jeść, ma opłacony dach nad głową i dostęp do bieżącej wody, do elektryczności, to wszystko jest nie istotne. Istotne jest to że jestem gównem... Czcij ojca swego...

 

Myślałam, ze Twoi starzy to nieszczęśliwi ale porządni ludzie, którym trafił się rak. Jednak widzę, że Twój stary jest wyrachowany i niewdzięczny. Wychował Cię tak, byś po nim sprzątał i nie miał swojego życia.

Jest opcja, by wyrwać się z ich grajdoła i niech sobie żyją z zasiłków i pomocy społecznej. A może niech ich tak kochany kościół wesprze skoro spłodzili klechę.

Nie masz obowiązku zajmować się ludźmi, którzy traktują Cię jak gówno.

To Ty sam nakładasz na siebie więzy.

Wydaje Ci sie że tak musi być, a nie musi.

 

I tak nigdy nie uda mi się zmienić na lepsze. Zawsze będzie coś lub ktoś kto mi to uniemożliwi. Po co więc tkwić w bezowocnej, destruktywnej egzystencji, skoro można zakończyć swoje marne życie i odejść do piekła na wieczną mękę? I tak od tego nie ucieknę.

Serio wierzysz w piekło? :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

 

A widzisz. Wziąłeś wszystko na siebie. Nie wkurza Cię, że brat jako przyszły ksiądz i pouczyciel jak żyć zostawił Cię samego z ciężarem? Mnie by wkurzało.

 

Ostatecznym rozwiązaniem jest strzał w głowę. Wtedy już nie będzie mnie interesowało co z rodzicami. Dzisiaj znowu dostałem opr. od ojca za to że "nie myślę". Zamiast wsparcia, otrzymuję ciągle kłody pod nogi, mimo że tylko ja zarabiam. Zostałem nazwany przez ojca "gównem". Jak więc mam się czuć? Jak mam otaczać się opieką i miłością? Nie jestem człowiekiem. Jestem gównem. To że dzięki mnie ma w ogóle co jeść, ma opłacony dach nad głową i dostęp do bieżącej wody, do elektryczności, to wszystko jest nie istotne. Istotne jest to że jestem gównem... Czcij ojca swego...

 

Myślałam, ze Twoi starzy to nieszczęśliwi ale porządni ludzie, którym trafił się rak. Jednak widzę, że Twój stary jest wyrachowany i niewdzięczny. Wychował Cię tak, byś po nim sprzątał i nie miał swojego życia.

Jest opcja, by wyrwać się z ich grajdoła i niech sobie żyją z zasiłków i pomocy społecznej. A może niech ich tak kochany kościół wesprze skoro spłodzili klechę.

Nie masz obowiązku zajmować się ludźmi, którzy traktują Cię jak gówno.

To Ty sam nakładasz na siebie więzy.

Wydaje Ci sie że tak musi być, a nie musi.

 

I tak nigdy nie uda mi się zmienić na lepsze. Zawsze będzie coś lub ktoś kto mi to uniemożliwi. Po co więc tkwić w bezowocnej, destruktywnej egzystencji, skoro można zakończyć swoje marne życie i odejść do piekła na wieczną mękę? I tak od tego nie ucieknę.

Serio wierzysz w piekło? :twisted:

Proszę Cię byś nie obrażała mojego brata, który również sporo przeszedł, ale udało mu się wyrwać z domu i realizować się jako duchowny. Cieszę się, że chociaż jemu udaje się cokolwiek. To dobry człowiek, bardzo uczynny i pomocny. Przykro mi, że podchodzisz do niego z takim uprzedzeniem.

Wierzę w istnienie piekła, nieba, wierzę w Boga, chociaż nie jestem dobrym chrześcijaninem. Poznałem na innych forach ateistów, którzy po tym jak obrażali mnie i moją wiarę, sami doznali nawrócenia, zaczęli szukać kontaktu z Bogiem poprzez najróżniejsze wyznania. Jest moc, prawda?

Ojciec dawniej często pił po pracy, po czym wracał do domu i zachowywał się agresywnie względem mnie, brata, siostry i naszej mamy. Mama to zmęczona życiem kobieta, która chyba ma tak samo, albo podobnie zaburzoną psychikę jak ja. Im dłużej na nią patrzę, tym mocniej dostrzegam w niej siebie. Trudno to wytłumaczyć. Ojciec lubił sprawdzać moje prace domowe w zeszytach. Lubił po pijaku przepytywać mnie z tabliczki mnożenia. Lubił w pijackiej wściekłości cisnąć zeszytem o ścianę. Zresztą... nie wiem czy lubił. Po prostu robił to. Tamte lata pamiętam już co raz słabiej. To chyba jakiś mechanizm obronny.

Czego od Was oczekuję? Dobrze jest posłuchać kogoś kto spojrzy na sytuację trzeźwo. Wiem że są na świecie ludzie z problemami i są tacy którzy swoje problemy rozwiązują. Uwierzcie mi, ilekroć próbuję coś zrobić słyszę kilka słów krytyki od kogoś po czym zamykam się i przestaję próbować cokolwiek zmienić. Był taki czas, że rzuciłem gry na pół roku, zacząłem więcej czytać, ale później znowu wróciłem do gier. Każda porażka sprowadza mnie do parteru, po czym naprawdę trudno jest mi się podnieść. Wolę już nic nie robić, by nie pogłębiać złego samopoczucia po kolejnej upokarzającej porażce. Mogę przynajmniej w miarę normalnie funkcjonować, bez popadania w długotrwałe stany depresyjne.

Jeśli chodzi o psychiatrę, to ta kobieta zraziła mnie skutecznie do szukania pomocy psychiatrycznej. Podśmiewała się z moich problemów, a przecież powinna stworzyć pewną więź z pacjentem.

Dorosnąć... Jak?

Czytałem te poradniki dotyczące życia itd. Wszystkie rady w nich zawarte, z trzaskiem rozbijają się o prozę życia codziennego. Nie mam odwagi, by zmienić coś w sobie, by zmienić relacje z innymi ludźmi na co najmniej równe. Kiedyś byłem bardziej odważny. Kiedy moja odwaga została złamana? Nie mam pojęcia.

Wizja kuli penetrującej moją głowę jest kusząca z jednego tylko powodu. Nie miałbym odwagi skończyć ze sobą w inny sposób. Strzał w głowę jest bezbolesny. Pocisk penetruje głowę z taką prędkością, że człowiek nie zdąży nic poczuć.

Jeśli chodzi o pogardę w oczach dziewczyn to jest tak, że odczuwam niesamowity stres. To widać. Żadna kobieta nie będzie zainteresowana facetem, który nad sobą nie panuje. Wszystko da się wyczuć. Dopóki nie wytworzy się żadna więź, nie ma mowy o jakiejś akceptacji wad. Nie ma szans na wytworzenie się więzi bowiem widać jak nie panuję nad sobą. I nie ma znaczenia czy byłbym dobrym partnerem czy nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim masz strasznie zaniżone poczucie własnej wartości. To zapewne wynika z sytuacji w domu, z tego, że jesteś DDA - ojciec alkoholik, matka niedająca sobie rady. Uzależniasz swoją samoocenę od opinii innych ludzi. Dziewczyna krzywo spojrzy - jesteś nieatrakcyjny, ktoś Cię krytykuje - jesteś zerem, ojciec nazwie Cię gównem - jesteś nim. Opinie innych są ważne, ale trzeba brać na nie poprawkę, a nie bezkrytycznie przyjmować jako prawdę. Ładnie to podsumowała wielbłądzica:

Mówię sobie, że opinie innych ludzi są jak lustra. Jedne wyraźnie pokazują odbicie, inne zniekształcają obraz jak w wesołym miasteczku. Niby coś tam widać, najlepiej wady.

Przez to wszystko masz depresję i koło się zamyka.

 

Nie sądzę, żeby to wszystko, co o sobie sądzisz było prawdą. Nie radzisz sobie, ale to nie oznacza, że jesteś nieudacznikiem, frajerem, przegrywem czy innym podczłowiekiem.

Ja przeszłam przez mega zaniżone poczucie własnej wartości, też uzależniałam swoją samoocenę od opinii innych. Ale tak się nie da żyć. Musisz zobaczyć, że potrafisz coś osiągnąć, zacząć się cieszyć z własnych sukcesów. I uświadomić sobie, że ludzie często tak naprawdę Cię nie oceniają, np. z tą pogardą w oczach dziewczyn. Jak masz zaniżoną samoocenę to może Ci się wydawać, że ludzie śmiejący się na ulicy śmieją się z Ciebie, chociaż nawet Cię nie zauważyli.

Poza tym, patrz, dostałeś tu całkiem niezłe komentarze:

Nie jestes przegrywem, czy smieciem!

Jest nim np. ten gosc, ktory Cie gnebil w dziecinstwie, a teraz szyderczo smieje Ci sie w twarz.(...)

Nie porownuj sie z innymi. Ty jestes Jednorazowy. Docen siebie, nie jestes gorszy od innych :great:

Jedyne co mogę napisać to fakt, że jesteś ZAJEBISTY :D

 

Można się nauczyć, jak nie uzależniać swojego samopoczucia od opinii innych. To wymaga trochę czasu i wysiłku, ale dzięki temu będziesz mieć w dupie niekonstruktywną krytykę. Spróbuj jeszcze raz iść do psychiatry, do innego oczywiście. Spróbuj sobie pomóc.

 

Nie znam Cię, ale jak dla mnie wydajesz się być spoko gościem, tylko mocno podłamanym, z dużymi problemami. To Cię nie przekreśla jako człowieka, uwierz w to :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Kurcze, a wydawałoby się, że na tym forum można się spotkać ze zrozumieniem i że nikt nie będzie dawał złotych rad w stylu "weź się w garść".

 

Może by mu wymasować stopy? Nie zmieni się nic od pisania na forum. Nie dawałam żadnej złotej rady - jedyna rada to leczyć. Do leczenia trzeba się samemu zgłosić, szukać odpowiedniego lekarza terapeuty, czasem długo i w bólach. Beznadziejniak poszedł raz szpurnął leki w kąt i doszedł do wniosku że psychiatrzy i terapeuci są beznadziejni i nie zamierza nic zrobić bo twierdzi "że to i tak nic nie da". Może by się ewentualnie zabił. Jakby miał pistolet. Może aktem empatii byłoby mu ten pistolet pożyczyć? Albo nawet do beznadziejniaka strzelić? Skoro się biedak męczy?

 

Dawanie rad nic nie da. Dlatego właśnie że nie ma złotych rad. Leczenie się z zburzenia czy choroby to ciężka praca w której nikt nie wyręcza, musimy sami przejść to wszystko, w dodatku porażki są częste. Inaczej nie istniałoby to forum. Nie napisałam mu że nic mu nie jest ma się tylko częściej uśmiechać i się wziąć w garść, owszem, napisałam że mu współczuję, że ma ciężko i na pewno sam sobie nie poradzi. Dobrze że napisał na forum, ale jak na tym poprzestanie to minie mu kolejnych dziesięć lat, problemy jeszcze bardziej się utrwalą a on dalej będzie tkwił w czarnej d.

 

Przejaskrawiasz i dramatyzujesz, sprawy nie wyglądają nigdy ani całkiem dobrze ani całkiem źle.

 

Myślenie depresyjne na tym polega, że widzi się wszystko w czarnych barwach.

 

Dobrze o tym wiem, bo już od wielu lat zmagam się z tym gó.wnem. Wychodzenie z depresji nie polega na tym, że nagle zaczynasz widzieć w różowym, ale na tym, że umiesz zauważyć to czarnowidztwo a potem wejść z tym w polemikę i obronić siebie przed destrukcyjnym wpływem takich myśli. Nawet w remisji czy po wyleczeniu takie myśli moga atakować, a w nawrocie trzeba odwalać robotę od początku. Ale jednak są to TYLKO myśli. Są jeszcze nasze decyzje, zachowania. Jeśli podejmujemy je pod wpływem nierealnie czarnych myśli to ściągamy siebie na dno.

Jeśli depresja jest ciężka i przewlekła, a tak chyba jest u beznadziejniaka to bez profesjonalnej pomocy się nie obejdzie, leki mogą być konieczne, ale trzeba współpracować z odpowiednim psychiatrą a później znaleźć sobie jeszcze odpowiednią terapię.

Jakby na to nie patrzeć kolegę czeka walka - o życie - w sensie dosłownym i użalanie się nad nim nic mu nie pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Był taki czas, że rzuciłem gry na pół roku, zacząłem więcej czytać, ale później znowu wróciłem do gier. Każda porażka sprowadza mnie do parteru, po czym naprawdę trudno jest mi się podnieść.

 

Nie oceniałabym grania negatywnie, masz dużo stresu i obciążeń, a gry pozwalają Ci pewnie na chwilę o tym zapomnieć, odstresować się. Zapewne można by się zająć czymś wznioślejszym lub zdrowszym (ruch na świeżym powietrzu), ale póki co masz taki sposób i trudno. Na pewno nie jesteś jedyny.

 

Jeśli chodzi o psychiatrę, to ta kobieta zraziła mnie skutecznie do szukania pomocy psychiatrycznej. Podśmiewała się z moich problemów, a przecież powinna stworzyć pewną więź z pacjentem.

 

Nie zrażałabym się tym jednym zdarzeniem, psychiatrzy są różni, są też empatyczni i pomocni. Może warto iść do kogoś polecanego (na forum są wątki dot. różnych miast) albo poczytać opinie w necie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

A widzisz. Wziąłeś wszystko na siebie. Nie wkurza Cię, że brat jako przyszły ksiądz i pouczyciel jak żyć zostawił Cię samego z ciężarem? Mnie by wkurzało.

 

Nie da się uwolnic od swoich demonow, kiedy w sytuacji gdy ktos wychodzi na prostą pomimo, ze my nie, w jakis sposob "wkurzamy się" jak to okresliłas, na ta osobę. Pielęguje się w sobie wtedy taka wewnętrzną trutkę, ktora dodatkowo podsyca i tak juz kiepski stan. I brat, i autor jako ludzie juz dorosli muszą sami wziąć na siebie naprawe jakichś błędów wczesniejszych, nawet nie swoich, jak jazdy z nas. Brat miałby "z nin zostać" w jakims stanie dla towarzystqa czy jak,? Bez sensu. Niczego by to nie zmieniło. Wspierac mozna sie zawsze a moze nawet i bardziej brat bedzie na silach dac wsparcie kiedy bedzie realizował sie w posłudze kapłana.

 

 

Proszę Cię byś nie obrażała mojego brata, który również sporo przeszedł, ale udało mu się wyrwać z domu i realizować się jako duchowny. Cieszę się, że chociaż jemu udaje się cokolwiek. To dobry człowiek, bardzo uczynny i pomocny. Przykro mi, że podchodzisz do niego z takim uprzedzeniem.

Wierzę w istnienie piekła, nieba, wierzę w Boga, chociaż nie jestem dobrym chrześcijaninem. .

 

Myślę, ze nastawienie do Twojego brata przełozyło sie zwyczajnie z innych ksiezy. Ludzie masowo ich oceniaja. Mi tez sprawia to przykrosc zwyczajnie dlatego, ze krzywdzi sie tym drugiego czlowieka nie znajac go. Nic z tym nie zrobimy.

 

Twoja postawa względem brata moim zdaniem świadczy o Twojej wielkiej sile wewnętrznej, co pewnie wyplywa z wiary i dobrze. Przeciez nie z jej powodu masz problemy a za to czyni Cię ons silniejszym od tych, ktorzy toną w zazdrości i frustracji o powodzenie innych ludzi wokoł, co spowalnia proces wychodzenia z problemow. Szukaja kozłow ofiarnych poza soba i tym samym wyzywaja sie na innych, krzywdzac ich.

Takze to daje Ci sporo przewagi i sily moim zdaniem.

 

Pieķo istnieje, ale sam zapewne dobrze wiesz, ze Bog walczy o nas do końca. Czy jest w poblizu Ciebie ktokolwiek, z kim moglbys porozmawiac, zaufac?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beznadziejniak,

Faktycznie masz trudną sytuację, ale to nie znaczy że nie da się z tego wyjść. I to nie jest kwestia dania ci odpowiedniej rady jak to zrobić. Na początek jest potrzebna zmiana nastawienia czyli rozpoczęnia poszukiwania wyjścia z sytuacji. Potrzebne jest jakieś wsparcie, nadzieja, poczucie że się da. Samobójstwo to nie jest dobre wyjście bo jak wiesz masz duszę, która po twojej śmierci będzie ponosiła konsekwencje tego co zrobiłeś czyli będzie dalszy ciąg cierpienia. Po prostu po śmierci jest bardzo podobnie jak za życia.

CZytanie poradników z radami niczego nie daje bo ty nie potrzebujesz rad tylko zorientowania się w swojej sytuacji, poznania siebie, zrozumienia co się z tobą dzieje czyli wiedzy o swoim stanie psychicznym oraz o swojej sytuacji rodzinnej.

Z tego co piszesz to jesteś wykorzystywany przez całą rodzinę. Ale aby to zobaczyć i zrozumieć trzeba czytać odpowiednie książki psychologiczne. Na poczatek wiedza a potem reszta.

Ta pani psychiatra w ogóle nie powinna wykonywac tego zawodu. Jeżeli nie masz szans na razie na terapię to idź chociaż do lepszego psychiatry. No i ksiązki psychologiczne. Tu na forum jest wiele dobrych książek polecanych. Ja ostatnio dostałam namiar na książkę Johna Ruskana którą zamierzam zdobyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Inga_beta. Co do poradników - są dobre i kiepskie. Ja mam na myśli raczej coś takiego jak "W pułapce myśli" to książka terapeutyczna z którą można pracować samodzielnie lub z pomocą terapeuty. Jest przebadana na skuteczność i wypada podobnie do tradycyjnej terapii. Można od tego zacząć. Tam nie ma rad, ale konkretne ćwiczenia i wyjaśnienia. Ja nie czytam żadnych podręczników lub poradników. Nie chcę czytać o swoich chorobach i zaburzeniach. Nie zapytałam nigdy "co mi jest" ani co mi napisali w "papierach".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi o pogardę w oczach dziewczyn to jest tak, że odczuwam niesamowity stres. To widać. Żadna kobieta nie będzie zainteresowana facetem, który nad sobą nie panuje. Wszystko da się wyczuć. Dopóki nie wytworzy się żadna więź, nie ma mowy o jakiejś akceptacji wad.

 

I jeszcze o tym. Odczuwanie paraliżującego stresu nie jest wadą. To tak jakby pisać, że wadą jest dostawać czkawki. Można znaleźć dużo porad, jak sobie radzić ze zdenerwowaniem. Gdyby przy mnie facet się stresował, to byłoby całkiem miłe, pomyślałabym, że zależy mu, żeby zrobić na mnie dobre wrażenie. Myśl, że to neurotyczny użytkownik portalu Nerwica.pl, byłaby dopiero druga ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monster6 racja. Porównywanie się z kimkolwiek nie ma sensu. To po prostu głupie. Zawsze będzie ktoś lepszy i gorszy, żeby nie wiem co można szukać i tych i tych. Po prostu trzeba przestać to robić. Zobojętnieć na to czym kto jeździ, w czym mieszka, w co się ubiera itp. To nie moja sprawa i już.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

Stary plują ci w twarz a Ty mówisz że deszcz pada.Tak się nie da.Trzeba mieć charakter i mieć jaja by to wszystko zmienić.Tak paradoksalnie trzeba się właśnie teraz wziąść w garść.

Właśnie tak! Plują mi w twarz, a ja czuję się co raz bardziej żałośnie, gdyż boję się im przeciwstawić. Czuję się co raz bardziej upokorzony, gorszy. Myślę, że muszę strzelić sobie w łeb. Ukarać się. Właśnie to trzeba teraz zrobić, ale nie mam odwagi, ani broni palnej. Będę więc nadal upokarzany przez innych.

 

Widzicie... Te wszystkie poradniki są naprawdę świetne... dopóki się je czyta w domowym zaciszu. Kiedy jednak napakujesz sobie głowę tymi cudnymi poradami z poradników, wychodzisz do ludzi z pozytywnym nastawieniem i znowu uderza cię ściana upokorzeń, ściana realnego życia, które nijak się ma do tego przedstawionego w poradnikach. Wtedy tracisz wiarę w to, że cokolwiek ci pomoże. Starasz się nie wychodzić do ludzi częściej niż to potrzebne. Z domu wychodzę tylko do pracy i do sklepu. Bardzo rzadko wychodzę do znajomych. Resztę dnia spędzam w domu. Tu nikt oprócz ojca mnie nie wyśmieje. Tu zatapiam się w grach i w filmach porno... jakie to żałosne... Po co żyć?

 

Myślę, że będę siedzieć tak w tych grach do czasu, aż listonosz nie przyniesie mi nakazu eksmisji za niespłacone rachunki. Wtedy trzeba będzie pójść pod pociąg, albo pod tira.

Na początek jest potrzebna zmiana nastawienia czyli rozpoczęnia poszukiwania wyjścia z sytuacji. Potrzebne jest jakieś wsparcie, nadzieja, poczucie że się da.

Nie mam wsparcia, nadziei, ani poczucia że da się coś zrobić.

W moim miasteczku jest jedynie dwóch psychiatrów. Ta kobieta u której byłem i facet do którego już na starcie nie mam zaufania. Nie chcę do niego iść. Na psychoterapię nie pójdę bo pracuję dodatkowo u prywaciarza - szkolę się na jego maszynach. Mam więc całe dnie zajęte i nie mam czasu na psychoterapię. Ktoś napisał, że powinienem poświęcić pracę - zapłać za mnie rachunki i kup mi zapas jedzenia to poświęcę pracę.

Poza tym, patrz, dostałeś tu całkiem niezłe komentarze:

 

cesaria napisał(a):

Nie jestes przegrywem, czy smieciem!

Jest nim np. ten gosc, ktory Cie gnebil w dziecinstwie, a teraz szyderczo smieje Ci sie w twarz.(...)

Nie porownuj sie z innymi. Ty jestes Jednorazowy. Docen siebie, nie jestes gorszy od innych :great:

 

 

Powietrzny Kowal napisał(a):

Jedyne co mogę napisać to fakt, że jesteś ZAJEBISTY :D

Dwa komentarze, osób które mnie nigdy nie widziały, wobec szyderczych spojrzeń wszystkich ludzi wokół. Kiedyś znajomy powiedział mi, że jestem niewłaściwym człowiekiem w niewłaściwym miejscu. Powiedział, że z moim intelektem nie powinienem pracować w fabryce jako zwykły robol, ale na jakimkolwiek wyższym stanowisku. Nawet nie wiecie jak dołująco podziałały na mnie jego słowa. Kiedy skonfrontowałem jego wypowiedź ze stanem faktycznym, załamałem się. Nigdy nie będę kimś więcej niż tylko pieprzonym robolem. Niewykorzystany potencjał umarł już dawno. Mogłem być kimś więcej, ale to się już nigdy nie stanie. Śmieć. Nie potrafię być nawet dobrym robolem. W pracy ciągle mają wobec mnie zastrzeżenia. Użalam się nad sobą? Nic innego mi nie pozostało.

 

Chcę przestać istnieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beznadziejniak, bo niektórzy ludzie są okrutni. Ty być może obracasz się wśród wielu takich ludzi. Te komentarze Cię bolą, ale musisz się na nie uodpornić, znieczulić, zacząć mieć je w dupie. Teraz jest to trudne, ale gdybyś podreperował swoje poczucie wartości to byłoby łatwiej. Nawet nie poczucie własnej wartości, można zacząć od dostrzeżenia, że inni wcale nie są tacy doskonali i lepsi od Ciebie.

 

Widzicie... Te wszystkie poradniki są naprawdę świetne... dopóki się je czyta w domowym zaciszu. Kiedy jednak napakujesz sobie głowę tymi cudnymi poradami z poradników, wychodzisz do ludzi z pozytywnym nastawieniem i znowu uderza cię ściana upokorzeń, ściana realnego życia, które nijak się ma do tego przedstawionego w poradnikach. Wtedy tracisz wiarę w to, że cokolwiek ci pomoże.

A co czytasz? Hurraoptymistyczne poradniki na pewno się nie sprawdzą.

 

Myślę, że muszę strzelić sobie w łeb. Ukarać się. Właśnie to trzeba teraz zrobić, ale nie mam odwagi, ani broni palnej.

Strzelając sobie w łeb też można spudłować, za to przysporzyć sobie ogromnego bólu. Patrz: choćby Robespierre czy fikcyjny Werter.

 

W moim miasteczku jest jedynie dwóch psychiatrów. Ta kobieta u której byłem i facet do którego już na starcie nie mam zaufania. Nie chcę do niego iść.

Dlaczego nie masz do niego zaufania? Może nawet nie być super lekarzem, ale może Tobie by akurat pomógł.

 

Dwa komentarze, osób które mnie nigdy nie widziały, wobec szyderczych spojrzeń wszystkich ludzi wokół. Kiedyś znajomy powiedział mi, że jestem niewłaściwym człowiekiem w niewłaściwym miejscu. Powiedział, że z moim intelektem nie powinienem pracować w fabryce jako zwykły robol, ale na jakimkolwiek wyższym stanowisku. Nawet nie wiecie jak dołująco podziałały na mnie jego słowa. Kiedy skonfrontowałem jego wypowiedź ze stanem faktycznym, załamałem się. Nigdy nie będę kimś więcej niż tylko pieprzonym robolem. Niewykorzystany potencjał umarł już dawno. Mogłem być kimś więcej, ale to się już nigdy nie stanie.

A jaką masz pewność, że te spojrzenia rzeczywiście są szydercze? Masz typową cechę dla człowieka z niskim poczuciem własnej wartości, zauważasz tylko negatywne komentarze na swój temat, a jak już zauważysz pozytywne, to mówisz sobie, że to taki przypadek, oni mnie nie znają itp. A na ile Cię znają te dziewczyny, które niby patrzą na Ciebie z pogardą? Czy wszyscy ludzie, którzy Cię poniżali?

A ten znajomy nie miał na myśli nic złego. Zauważasz tylko jedną stronę medalu - że pracujesz w nieodpowiednim miejscu. Ale tego, że znajomy zauważył, że jesteś inteligentnym człowiekiem już nie doceniasz. Szczerze? Powiedziałabym, że intelekt cenię wyżej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ty wcale nie chcesz nic zrobić z tą sytuacją, a to forum traktujesz jak formę wyżalania się. Na psychoterapię nie pójdziesz bo nie masz czasu, ale na filmy porno i gry to już czas masz? Chcesz tylko głaskania po główce jaki Ty to nieszczęśliwy jesteś. Do psychiatry nie pójdziesz, bo się zawiodłeś, ale umówić się prywatnie w większym mieście to też nie da. Psychoterapia nie. To siedź w tym bagnie do śmierci. I pisze Ci to osoba po pobytach w psychiatryku, po próbach samobójczych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie będę kimś więcej niż tylko pieprzonym robolem. Niewykorzystany potencjał umarł już dawno. Mogłem być kimś więcej, ale to się już nigdy nie stanie. Śmieć. Nie potrafię być nawet dobrym robolem. W pracy ciągle mają wobec mnie zastrzeżenia. Użalam się nad sobą? Nic innego mi nie pozostało.

Każdy z nas mógł być kimś więcej. Gdyby tylko, gdyby tylko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

Na gry mam tyle czasu na ile pozwalają mi moi pracodawcy. Do roboty idę na 8:00 a wracam po 22:00.

 

Chyba macie rację. Nie chcę zmieniać nic w życiu. Boję się zmian. Jest źle ale stabilnie czyli wszystko stabilnie zjeżdża w dół.

 

Brałem setaloft, fluanksol, venlectine, propranolol, memotropil. W niczym mi te leki nie pomogły. Leżą spakowane w pudełku po butach. Czekają na wypieprzenie do śmieci po zakończonym terminie ważności. Nie podniosły mojego poczucia własnej wartości. Nie zmieniły mojego nastawienia. Nie poczułem się po nich lepiej.

Monster6 to o czym piszesz, nigdy się nie stanie. Pierwsze co powinienem zrobić to opuszczenie rodziców. Tak długo jak w tym tkwię, nic się nie zmieni, a nie zmieni się bo muszę utrzymywać ojca który nie może znaleźć pracy. Zdechnę jako kawaler, który nigdy nie był w związku z jakąkolwiek kobietą. Żaden lek nie pomoże, jeśli codziennie będę otrzymywał świeżą dawkę upokorzeń ze strony ojca, szefa w jednej pracy, kierownika i kolegów w drugiej pracy.

Michella wiem że inni nie są tacy idealni, że też mają różne problemy, jednak oni potrafią sobie z nimi jakoś radzić. Ja nie. Ja rozbijam się o ścianę, której nie potrafię pokonać. Wielokrotnie już nabierałem przekonania, że mogę coś zmienić, że teraz będzie już inaczej, że teraz już się nie dam.

 

Taaaaaak...

 

Czytałem, ponoć bardzo ceniony poradnik, bestseller wydany w wielu tysiącach egzemplarzy, "Pokochaj siebie" Wayne'a W. Dyer'a. Kiedy wspomniałem o tym psychiatrze, wyśmiała mnie stwierdzając szyderczo "ale ma pan lektury...". Ja naprawdę nie chcę przechodzić przez kolejne upokorzenia. Mam ich dość. Nie chcę by ktoś się ze mnie śmiał. Nie chcę, nie chcę, nie chcę, nie chcę, nie chcę, nie chcę. Wolę zamknąć się w czterech ścianach i tu zgnić.

 

Aby spudłować, strzelając sobie w łeb, trzeba być człowiekiem ułomnym w stopniu ciężkim.

 

Nie mam zaufania do tego drugiego psychiatry. Kiedyś oszukałem go w prosty sposób. Wysłali mnie do niego na wojskowej komisji lekarskiej. Do WKU zadzwonili z policji z ostrzeżeniem, że na badanie stawi się typ (czyli ja), który planował samobójstwo. Wojskowi wysłali mnie do psychiatry na konsultację. Nawciskałem temu lekarzowi kitu i w ten sposób mam kat. A. Badanie przeprowadził na odwal się. Nie chcę do niego iść. Poza tym, w tej samej poradni przyjmuje psycholożka, która zrobiła mi psychotesty potrzebne do uprawnienia na wózki. Teraz miałbym się u niej stawić i powiedzieć, że to co nagadałem na testach było bujdą po to by zdobyć papier potrzebny mi w pracy?

 

Jaką mam pewność, że spojrzenia są szydercze? W niektórych przypadkach absolutną. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój spieprzony umysł każe mi myśleć, że wszyscy są przeciwko mnie, ale wiem kiedy ktoś realnie patrzy na mnie jak na psa.

 

Ten znajomy nie miał niczego złego na myśli. Chodziło mi o to, że jestem śmieciem, który nie jest w stanie wykorzystać swojego potencjału by coś zrobić, by zmienić swoje życie, bo nadal jest tym małym przestraszonym chłopczykiem, na głowę którego inny chłopczyk wylał całe wiaderko błota. Nadal jestem tym chłopakiem z gimnazjum, który dawał się opluwać innym. Nadal się boję. Nie mam żadnego wsparcia. Moje skrzydła są wciąż podcinane. Nigdy nie wzlecę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Beznadziejniak dołujesz tymi wpisami, pewnie najbardziej samego siebie. Zrozum, że to TWÓJ WYBÓR. Owszem, ktoś kiedyś Cię skrzywdził, może nawet bardzo, nie dostałeś tego co powinieneś dostać od najbliższych, ale teraz to tylko Ty odpowiadasz za swoje życie. Wiele osób dało Ci tu współczucie, wsparcie - wszystko to odrzuciłeś, tak zapewne też traktujesz swoich lekarzy - nic dziwnego że nie są zmotywowani do pomagania Ci skoro łaskę im robisz, że trzymasz lekarstwa w pudełku.

 

Nie ma czegoś takiego jak "nie potrafię". Albo chcesz i walczysz o siebie, albo jesteś leniem i odpuszczasz, włączasz pornola i na złość mamie i tacie odmrażasz sobie uszy. Jak mają pomagać leki, które leżą w pudełku? Leki bierze się kilka tygodni w różnych konfiguracjach żeby stwierdzić czy jest jakiś efekt. Dawkowanie, pora przyjmowania, postać leku też mogą mieć czasem znaczenie. Jest niezliczona liczba różnych kombinacji lekowych. To norma że dopiero po kilku próbach daje się znaleźć coś co pomoże. Obserwuje się objawy, informuje się o nich lekarza, jak trzeba - robi się nawet notatki. Jeśli trzeba - zmienia się lekarza. I tak do skutku. Na poczucie wartości leki nie działają. Od tego jest terapia. Leki pozwalają mieć mniej lęku, smutku, rozdrażnienia. Na poczucie wartości trzeba sobie pracować.

 

Jeśli okłamałeś lekarza to nie dziw się że diagnoza była zła. To nie wiarygodność lekarza ucierpiała ale to Ty jesteś głupim pacjentem bo sam sobie szkodzisz.

 

W jaki sposób odróżniasz to co Twój spieprzony umysł Ci produkuje a co jest realne - powiem Ci - w żaden. Weź wiaderko zimnej wody wylej sobie na głowę i zapamiętaj to uczucie. Nic poza nim nie będzie prawdziwe.

Jestem gotowa się założyć, że nie jesteś w stanie tego zrobić.

Więc nie mów że chcesz się zabić. Bo to dużo bardziej skomplikowane i straszne.

 

Ludzie się z Ciebie śmieją? Chyba żartujesz. Kazdy jest zajęty Tobą??? Jaaaasne! Wszyscy na Ciebie patrzą i się śmieją? Rozmawiaj o tym z lekarzem. Ty też obserwujesz wszystkich wokoło Ciebie i się z każdego wyśmiewasz? Ile osób wyśmiałeś w tym tygodniu?

 

Jesteś po prostu chory. Nie rób z tego afery na całe internety tylko zacznij poważnie traktować swoje leczenie. Współpracuj z lekarzem, znajdź terapeutę. Jak chcesz sobie pojęczeć - jest taki wątek na tym forum - nazywa się "Jęczarnia". Każdy czasem musi pojęczeć. No właśnie. Czasem.

 

Piszesz jakbyś był najnieszczęśliwszy na świecie. Nie jesteś. Poczytaj choćby to forum - tu wszyscy cierpią.

To forum jest o psychoterapii - czyli o doświadczeniach ludzi którzy próbują pracować nad sobą, zbudować swoje życie, często od nowa. Wielu tutaj zaczynało od samego dna. Teraz walczą. Nie próbuj tu nikomu wmawiać że się "nie da" bo tu każdy swoje przeszedł. Jak chcesz to korzystaj z naszych doświadczeń, ale wspólne nam wszystkim jest to że próbujemy odbijać się od jakiegoś dna. Więc nie czaruj tylko bierz się za siebie. Tu nikt nie uwierzy w Twoje czary. Znamy się na takich czarach.

A jak nie - to jęcz dalej (ale niekoniecznie tutaj, bo tu raczej każdy Ci w końcu napisze to co ja). Nie każdy musi się leczyć. Możesz sobie dalej żyć i obwiniać wszystko i wszystkich - rodziców, lekarzy poradniki i kolegę z gimnazjum. Nie jesteś żałosny przez to że chodzisz piechotą. Jesteś żałosny przez to że WYBIERASZ bycie ofiarą choć wcale nie musisz. Że mógłbyś żyć inaczej. Że wybierasz swoją spaczoną wizję świata i odrzucasz pomoc bo nie chcesz uwierzyć że ta Twoja wizja jest gówniana. Nie ma zaklęcia od którego zrobisz się fajny i wesoły. Musisz wziąć każdą ze swoich myśli pod lupę i zdecydować - wypieprzyć, czy zostawić. W tym pomaga terapia. To Twoje myślenie zaśmieca Twoje życie i sprawia że jest ono nieznośne. Sam sobie podcinasz te skrzydła. Sam siebie zastraszasz. Sam sobie udowadniasz że jesteś śmieciem. Nikt i nic nie podniesie poczucia Twojej własnej wartości dopóki sam nie zaczniesz o nie walczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beznadziejniak, a ja Cię podziwiam, zasuwasz mimo depresyjnego samopoczucia od świtu do zmierzchu, obsługujesz jakieś maszyny, utrzymujesz siebie i rodziców. W życiu bym nie dała tak rady.

Mam nadzieję, że jakoś się z tego wyrwiesz i jeszcze zrealizujesz swoje aspiracje - życie nie kończy się dziś. W dzisiejszych czasach można w każdym weku studiować, zacząć coś nowego.

Nie mam rad.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beznadziejniak,

A co myslisz o wspieraniu samego siebie?

Wiesz na czym to polega? Po co to się robi i jakie skutki przynosi?

Dajesz z siebie tak dużo, czy nie zasługujesz aby wieczorem do siebie powiedzieć- tak cieżko dzisiaj pracowałem, więcej niż inni, doceniam siebie za to.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość beznadziejniak

A co myslisz o wspieraniu samego siebie?

Wiesz na czym to polega? Po co to się robi i jakie skutki przynosi?

Dajesz z siebie tak dużo, czy nie zasługujesz aby wieczorem do siebie powiedzieć- tak cieżko dzisiaj pracowałem, więcej niż inni, doceniam siebie za to.

Mój pracodawca twierdzi że nie zasługuję na więcej niż inni. Obniżył mi stawkę o 5 zł na godzinę. To dużo. Nie mam za co siebie doceniać.

Wspierać siebie? Ja siebie nienawidzę.

a ja Cię podziwiam, zasuwasz mimo depresyjnego samopoczucia od świtu do zmierzchu, obsługujesz jakieś maszyny, utrzymujesz siebie i rodziców. W życiu bym nie dała tak rady.
Jeśli nie będę pracować to zdechnę z głodu, ale powoli zaczynam mieć dość.

teraz to tylko Ty odpowiadasz za swoje życie.

 

Dzikie zwierzę wychowane wśród ludzi, po wypuszczeniu na wolność, nie jest w stanie przetrwać. Żyło w niewoli i nie potrafi żyć samodzielnie. Nie potrafi znaleźć sobie pożywienia, nie potrafi walczyć o swoje terytorium, nie potrafi znaleźć partnerki. Jest skazane na śmierć. Nie zna innego życia niż to w niewoli. Nie ma porównania. W wolnym świecie staje się zbędne. Nie pasuje do naturalnego ekosystemu. Staje się pożywieniem innych zwierząt, które urodziły się wolne i wychowywały się na wolności. Powiedz mi jeszcze raz... za co teraz odpowiadam?

Wybieram życie w roli ofiary? To nie jest kwestia wyboru. Ja się na ten świat nie pchałem. Gdyby mnie ktoś zapytał czy chcę się urodzić, odmówiłbym. Tę rolę narzucono mi wbrew mojej woli. Ja po prostu nie potrafię żyć inaczej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybieram życie w roli ofiary? To nie jest kwestia wyboru. Ja się na ten świat nie pchałem. Gdyby mnie ktoś zapytał czy chcę się urodzić, odmówiłbym. Tę rolę narzucono mi wbrew mojej woli. Ja po prostu nie potrafię żyć inaczej.

 

a próbowałeś zyc inaczej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzikie zwierzę wychowane wśród ludzi, po wypuszczeniu na wolność, nie jest w stanie przetrwać. Żyło w niewoli i nie potrafi żyć samodzielnie. Nie potrafi znaleźć sobie pożywienia, nie potrafi walczyć o swoje terytorium, nie potrafi znaleźć partnerki. Jest skazane na śmierć. Nie zna innego życia niż to w niewoli. Nie ma porównania. W wolnym świecie staje się zbędne. Nie pasuje do naturalnego ekosystemu. Staje się pożywieniem innych zwierząt, które urodziły się wolne i wychowywały się na wolności. Powiedz mi jeszcze raz... za co teraz odpowiadam?

Wybieram życie w roli ofiary? To nie jest kwestia wyboru. Ja się na ten świat nie pchałem. Gdyby mnie ktoś zapytał czy chcę się urodzić, odmówiłbym. Tę rolę narzucono mi wbrew mojej woli. Ja po prostu nie potrafię żyć inaczej.

 

Przyznaję, że czasem też tak myślę.

Gdzieś czytałam/ słyszałam, że neurotyk zawsze będzie o dwa kroki za resztą. Co nie oznacza, że mam zamiar przestać starać się w dogonieniu ich. No, tylko właśnie, czasem tych sił brak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Beznadziejniak jesteś jak male dziecko które przestraszyło się smoka. I twierdzi że ten smok jest groźny i zje to dziecko. I weszło pod tapczan i oświadczyło że spędzi tam resztę życia bo jeśli wyjdzie to zostanie pożarte. Co powiedziałbyś takiemu dziecku?

To samo powiedz sobie.

Snujesz podobne czarne wizje. One nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, poza Twoimi bolesnymi emocjami i Twoim schowaniem się pod tapczan. Nie chcesz przyjąć do wiadomości, że tak jak nie ma smoków i krasnoludków, tak samo Twoja wizja siebie i rzeczywistości jest spaczona chorą wyobraźnią i emocjami. Nie chcesz rozstać się z tym wyobrażeniem bo bardzo się boisz (to jest realne). Ale im bardziej się bois zi nienawidzisz siebie, tym bardziej straszny wydaje Ci się smok i głębiej chowasz się pod swój tapczan. Zastanów się jaki to ma sens?

Wybierasz z naszych wypowiedzi tylko to na co możesz odpowiedzieć "nie! nie! nie!". Selekcjonujesz z rzeczywistości to co złe. Twój obraz ewolucji i rywalizacji pomiędzy zwierzętami jest też fałszywy. Nawet życie zwierząt jest bardziej skomplikowane niż to co napisałeś. Nie znasz się na tym i upraszczasz. Upraszczasz też swoje nieszczęście, żeby pasowało do Twojej bierności.

To wszystko co wdzisz i piszesz - to jest kłamstwo. Nie chcesz przyjąc tego do wiadomości bo to głównie ty sam się okłamujesz i na tym polega Twoje chorowanie. Musiałbyś w pewnym momencie zanegować siebie samego i wszystkie przekonania którymi żyjesz. To Cię przeraża i myślisz że tego nie potrafisz. Masz prawo tak myśleć bo to jest choroba. Dlatego w takim przypadku mamy specjalistów którzy pomagają odszukać inne sposoby myślenia bardziej konstruktywne.

Jest tylko jeden gwóźdź - musisz tego chcieć. I nie chcieć już pławić się w swoim nieszczęściu i beznadziejności. WYBRAĆ inne życie nawet jeśli w tym momencie nie wierzysz że jest ono możliwe - zaufać innym którzy tego doświadczyli. To znaczy wypiąć tyłek i pozwolić żeby ktoś Cię kopnął we właściwym kierunku.

NIKT za ciebie tyłka nie wypnie, sory.

Jeśli nadal będziesz oszukiwał siebie i lekarzy oraz próbował w Twoje chore zaburzone myślenie wkręcić ludzi na forum - naprawdę nic to Ci nie da. To że więcej ludzi uwierzy w smoki i Twoją rzekomą beznadziejność nie oznacza że smoki będą bardziej realne.

ps. spróbowałeś z wiadrem zimnej wody? bardzo mnie to ciekawi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×