Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam


Magda Lenka188

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich

Dziś, poraz kolejny śledząc w internecie jakieś informacji i porady jak radzić sobie z lękami, przeczytałam że pewną formą terapii jest otwarcie się przed 'światem' wylanie swoich problemów, a taką możliwość daje nam pisanie na "forum wsparcia". No więc po szukałam i jestem. Choć czytając historie które są tutaj opisane wydaje mi się że moje 'problemy' to cholernie słaba psychika, ale cóż... nie radzę sobie. Mam 18 lat, niedawno skończyłam jednak zamiast zacząć żyć, cieszyć się na imprezy to cieszę się na wizytę u psychiatry. Dostałam skierowanie w styczniu, od lekarza rodzinnego. I zamiast czekać na pełnoletności, czekam na wizytę którą dostałam a maj. Żyłam sobie normalnie choć nie powiem że moje życie było sielanka. Od zawsze byłam słaba i bałam się wielu rzeczy. Ale chyba za bardzo narzekałam bo teraz chciałabym wrócić do tamtego czasu. Wszystko zaczęło się w tamtym roku a dokładniej 27 października. Mój starszy brat od tygodnia leżał w szpitalu neurlogiczny, zawroty głowy etc. I właśnie 27 października podczas kiedy byłam w pracy zadzwoniła do mnie mama. Mój brat. Robili mu mrt i okazało się że ma guza mózgu. Był tak ogromny że odebrali go helikopterem i przetransortowali do Kliniki w Essen (mieszkamy w Niemczech) obrazu z mamą tam pojechaliśmy, okazało się że to nie jeden guz ale trzy... jakim cudem?! Wszystko odbyło się tak szybko na drugi dzień była operacja wycieli prawie wszystko i zbadali. Rdzeniaki. Złośliwość 4 z stopnia. Normalnie pojawia się on u dzieci, a mój braciszek ma 23 więc lekarze byli zdziwienie. Jeździliśmy z mamą do niego codziennie ponieważ jak sobie wyobrazić można... rozcinali mu mózg i po operacji było mu strasznie ciężko, a jak to w życiu jest takie właśnie sytuacje uświadamiają nam jak ważna jest dla nas rodzina. Musiałysmy być dla niego, o nikogo innego nie ma, ale ja również musiałam być dla mamy. Strasznie to przechodziła a w ostatnim czasie wiele ja spotkało. Nerwica... nie chciałam więc aby powróciła. Chciałam ją wspierać. I wspierałam. Mój brat dziś bierze chemię, kolejną serię. Narazić wszystko idzie z planem. Strasznie silny chłopak. Za każdym razem kiedy na niego patrzę zastanawiam się dlaczego musi przez to wszystko przechodzić, ale z drugiej strony podziwiam go. Jezu... wspaniale daje sobie rade. Szkoda że jego siostra się nad sobą uzala. W końcu to on jest chory a nie ja.

Brat powiedział mi przed operacją... że chciałby zobaczyć ojca. Nie mieliśmy z nim wtedy kontaktu od dwóch lat. Starałam się go kiedyś szukać ale on chyba tego nie chciał. Nasz ojciec jest alkoholikiem. Jednak życzenie mojego brata było dla mnie priorytetem. Skoaktowalam się jakimś cudem z ciocia wszystko powiedziałam, i na drugi dzień ona o znalazła. Nie miał pieniędzy, ale że ja oprócz szkoły sobie dorabiam, bez chwili wahania powiedziałam że zapłacę. Wiecie jak ciężko i długo trwało to żeby przekonać go do przyjazdu. Ale przyjechał. Kiedy go zobaczyłam poczułam obrzydzenie. Wyglądał strasznie. Przyjechał bez niczego... nic nie miał. Jeszcze w ten sam dzień pojechaliśmy do brata. Wszyscy nie mogliśmy na tatę patrzeć. Nie czułam nic. Z dumą obydwie z mamą, go ignorowalam. Kiedy wyszliśmy ze szpitala od brata, była noc. O właśnie w ten wieczór cała pękłam. Nigdy tego nie zapomnę. Ojciec szedł za nami. Jezu na samą myśl o tym płaczę jak dziecko. Słyszę ten skowyt. Boże !!! Zaczął krzyczeć jak zombie, mnie zatkało ni zaczęła wołać o pomoc. Upadł na podłogę, zaczął się dlawic i telepalo nim we wszystkie strony. Byłam pewna że to koniec więc zaczęłam krzyczeć że go kocham podczas kiedy mama uratowała mu życie. Jakiś przechodni zadzwonił na policję a ja zaczęłam się modlić. Serce walił jak oszalałe. Tato nie wiedział kim jestem nie chciał wejść do karetki... majaczył i nie wiedział gdzie jest. Strasznie trafiające i bolące przeżycie. Najbardziej zdołało to e nie wiedział... nie wierzył że jestem jego córką. Trafil do szpitala, na ten sam oddział co brat. A ja cały czas słyszałam ten skowyt. Bałam sama się pójść do toalety i tak zostało do dziś. Okazało się że ojciec miał atak padaczki alkoholowej, już kiedyś przy tym byłam... przypomniało mi się to, wspomnienia zostały pobudzone, jako dziecko widziałam też jego atak ale wtedy spałam i obudziłam się jak dziadek go ratował. Powiedzieli mi że tata się upil... i tak właśnie to wszystko wygląda. Na chwilę obecną boję się wszystkiego, boję się sama zostać w domu, boję się ciemności boję się iść sama do toalety czy wracać do domu.w styczniu przeszłam TIA, czyli lekki wstrząs mózgu, i od tego momentu również straszne boje się śmierci. Wszystko mnie męczy, wszystko przytłacza... mam nadzieję że zajdzie się tu ktoś kto zechce to przeczytać. Starałam się streszczac. Wybaczcie. I z góry dziękuję za poświęcony czas, i za jakiekolwiek odpowiedzi i wsparcie.

Magdalena

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Magda Lenka188, Witam Cię, bardzo współczuję, możesz opisać jeszcze co z bratem, jak się czuje. Tobie oprócz psychiatry przydałby Ci się jakiś dobry psycholog do wyładowania ciężaru, a przez to do naładowania akumulatorów i do nauczenia się żyćia z tym wszystkim, bądź silna, chociaż to bardzo trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Magda Lenka188, Witam Cię, bardzo współczuję, możesz opisać jeszcze co z bratem, jak się czuje. Tobie oprócz psychiatry przydałby Ci się jakiś dobry psycholog do wyładowania ciężaru, a przez to do naładowania akumulatorów i do nauczenia się żyćia z tym wszystkim, bądź silna, chociaż to bardzo trudne.

 

 

 

Witam. Dziekuję że pytasz. Mój brat, jak pisałam okazał się bardzo silny. Jest jak najbardziej zmotywowany. Bierze chemię, i za kilka tygodni jego organizm będzie naświetlany. Będzie robione mrt, i sprawdzą czy chemia na pewno zadziałała dobrze. Jednak poinformowali nas, że tak czy siak, brat będzie musiał przejść jeszcze radioterapię... Uratowali mu życie, cieszę się że żyje. Ale pomimo tego, nie mogę patrzeć na jego cierpienie. Podczas chemi, powiem szczerze było i nadal jest okay. Przechodzi ją dobrze, wiadomo jak to chemia, nie są to wakacje. Ale wychodzi, nie wymiotuje, je, nie chudnie i nawet włosy zaczęły mu odrastać :) . Więc bardzo pozytywnie, a teraz cholernie z mamą boimy się tej radioterapi... Ale trzymajcie kciuki! Mamy wszyscy nadzieje że to wytrwa !!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widocznie dopadła Ciebie nerwica lękowa. Przy tych zaburzeniach psychoterapia jest bardzo pomocna. Leki od psychiatry mogą dać ulgę, ale nie wyleczą tego problemu.

 

 

Witam, i dziękuję za jakiś odzew. No właśnie tego najbardziej się boję, że kiedy pójdę na tą wizyte, dostanę leki i psychiatra ucieszony że po problemie tak mnie z tym zostawi.

Od tamtego roku, kiedy mama przechodziła nerwice, i zobaczyłam ją w takim stanie po lekach... Po prostu wolałabym nie brać takich rzeczy. Boję się tego jak będę się po nich czuła, bo leki moim zdaniem to tylko zatajanie emocji.

Mama sama mówi, że odstawiła je po tygodniu bo dziwnie się czuła, ale też bałą się uzależnienia. Myślisz/myślicie, że u psychiatry, dostanę możliwość, i czy w ogóle jest to do możliwe abym samą rozmową pozbyła się w jakiś sposób lęków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślisz/myślicie, że u psychiatry, dostanę możliwość, i czy w ogóle jest to do możliwe abym samą rozmową pozbyła się w jakiś sposób lęków?

U psychiatry raczej nie, ale po rozmowie możesz poprosić go żeby nie dawał ci dużych dawek, powinien zrozumieć. Za to u psychologa możesz rozmawiać do woli, oni nie dawają leków, tylko uczą jak sobie radzić z problemami, np. lękami. Co do leków od psychiatry to one zaczynają działać po 2-3 tygodniach i początki zawsze są trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślisz/myślicie, że u psychiatry, dostanę możliwość, i czy w ogóle jest to do możliwe abym samą rozmową pozbyła się w jakiś sposób lęków?

U psychiatry raczej nie, ale po rozmowie możesz poprosić go żeby nie dawał ci dużych dawek, powinien zrozumieć. Za to u psychologa możesz rozmawiać do woli, oni nie dawają leków, tylko uczą jak sobie radzić z problemami, np. lękami. Co do leków od psychiatry to one zaczynają działać po 2-3 tygodniach i początki zawsze są trudne.

 

 

Mhmm, no tak. Tylko czy jak mogę od tak po prostu chcieć sobie iść do psychologa ? I kolejne czekanie... A mi właśnie najbardziej pomaga wygadać się, więc wspaniale że jest to forum !

A co do leków, to ja robię tutaj szkołe, i mam praktyki roczne w podstawówce, na lekcjach i potem jestem w Świetlicy, więc też mam obawy też z tego powodu, czy nadal będę potrafiła zająć się nadal normalnie szkołą i praktykami, dziećmi tam ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co do leków, to ja robię tutaj szkołe, i mam praktyki roczne w podstawówce, na lekcjach i potem jestem w Świetlicy, więc też mam obawy też z tego powodu, czy nadal będę potrafiła zająć się nadal normalnie szkołą i praktykami, dziećmi tam ?

 

Na każdego inaczej działają leki i trudno przewidzieć jak się będziesz czuła. Ja biorę leki na depresje z lękami i nie odczuwam żadnych skutków ubocznych :)

Jeśli przepisze jakieś leki to radze nie czytać skutków ubocznych i opinii o leku, bo u nerwicowców często pojawia się lęk przed skutkami ubocznymi i można łatwo sobie jakieś wmówić :P Jeśli odczujesz, że coś jest nie tak, to dzwoń do psychiatry i się pytaj czy odstawić :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×