Skocz do zawartości
Nerwica.com

depresja po przebudzeniu


remic1

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, może ktoś z Was będzie w stanie udzielić mi rady. Od dłuższego czasu (1-2-3 lata?) mam problem rano - po przebudzeniu mam doła, strach, nie jestem w stanie wyjść z łóżka, leżę w tym stanie czasem 15 minut, czasem i godzinę-dwie... Zdarzyło mi się ostatnio raz czy dwa, że nie poszedłem rano do pracy. Po wstaniu jest dobrze. Często budzę się wcześnie i czekam do ostatniej chwili z wyjściem z łóżka, kiedy wiem, że muszę wyjść bo nie zdążę do pracy. To jest szczególnie trudne, gdyż rano jestem jakby na wpół świadom, pogrążony w myślach i w strachu. Często jest tak, że chcę bardzo zasnąć i zasypiam kilka razy i budzę się. Czasem mi się udaje wstać od razu po przebudzeniu, ale nieczęsto, może raz na 4-5 dni. Zazwyczaj wstaję wtedy, gdy jestem odpowiednio zmotywowany (jakiś wyjazd lub coś specjalnego). Martwi mnie to coraz bardziej. Mam za sobą kilka psychoterapii i bardzo dużo przez ostatnie lata pracuję nad różnymi problemami (adhd, stany lękowe, zaburzenia osobowości). Obecnie jestem za granicą i nie mam jak skonsultować się z psychologiem, poza tym bardzo chciałbym odpocząć od psychologów, ale ten problem mnie martwi i chciałbym spróbować poszukać jakiegoś rozwiązania. Proszę o jakieś pomysły, za każdy pomysł będę wdzięczny, zarówno profesjonalny jak i nie.

 

Pozdrawiam, Remi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, może ktoś z Was będzie w stanie udzielić mi rady. Od dłuższego czasu (1-2-3 lata?) mam problem rano - po przebudzeniu mam doła, strach, nie jestem w stanie wyjść z łóżka, leżę w tym stanie czasem 15 minut, czasem i godzinę-dwie... Zdarzyło mi się ostatnio raz czy dwa, że nie poszedłem rano do pracy. Po wstaniu jest dobrze. Często budzę się wcześnie i czekam do ostatniej chwili z wyjściem z łóżka, kiedy wiem, że muszę wyjść bo nie zdążę do pracy. To jest szczególnie trudne, gdyż rano jestem jakby na wpół świadom, pogrążony w myślach i w strachu. Często jest tak, że chcę bardzo zasnąć i zasypiam kilka razy i budzę się. Czasem mi się udaje wstać od razu po przebudzeniu

Hej , mam dokładnie to samo .

Ranki są dla mnie najbardziej PRZE___jebane . Mam tak od prawie 2 lat , od kiedy zatrułem się dopalaczami . Teraz to jest znośnie , ale jeszcze pól roku temu to była rzeżnia -ranek w ranek bez wyjątku . Teraz to tylko to co Ty tam u siebie opisujesz , ale kiedyś to na dzień dobry , jeszcze w gaciach leki uspokajające szły w ruch ,żeby w ogóle wstać . Lęk , nastrój depresyjny do godż. 13 ,potem jak prochy zaczęły działać to jakoś jeszcze szło ogarnąć dzionek

Nie ma na to lekarstwa łatwego i szybkiego . Tylko leczenie psychiatryczne i to nie byle jakie .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolego Kalebx3, masz depresję od zatrucia dopalaczami? Brzmi śmiesznie, ale pewnie nie napisałeś wszystkiego :) Mam problem, żeby wyjść z łóżka, później jest dobrze. Tylko tyle - i aż tyle bo to odbiera mi bardzo dużo życia i szczęścia.

 

Dziś to dwie godziny - dwie godziny leżenia w strachu. Do tego dochodzi brak motywacji. Strach i brak motywacji. Chęć leżenia. Ciepło. Przyjemność. Strach. Poczucie bezsensu i że znów przegrałem. Itd. Teraz jak

 

Naprawdę po wyjściu z łóżka jest ok - ale to nie jest takie łatwe. Rano próbowałem ze sobą rozmawiać, jakoś się przemóc... Nie pomogło. Czasami dostanę bodźca i wstanę. Ale dziś mi się nie udało. Dwie godziny. Teraz nie myślę o tym i nie przejmuję się tym, ale to jest przerażające - codziennie rano walka. Bardzo chciałbym dobrze zaczynać dzień. To jedna z ostatnich rzeczy, które po kilku latach walki przeszkadzają mi w tym, żeby wyjść na prostą.

 

Tylko leczenie psychiatryczne i to nie byle jakie

 

Jeśli już naprawdę nic nie pomoże... Ale "tylko" to nieprawda. Można - wszystko można. Tylko czasem nie wiadomo jak. Leki to droga na skróty a ja takich z reguły nie wybieram.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

remic1,

obydwoje mamy ten sam problem , lub bardzo zbliżony . Jak Cię czytam to czasami jakby mi ktoś o mnie opowiadał . Przerażające ranki , zero motywacji , strach , niechęć do nadchodzącego dnia, uciec w sen ,,, i tak dalej i tak dalej .U mnie leki zapewne pomagają , zresztą już bardzo pomogły , bo w większym tkwiłem bagnie .

Jęsli uważąsz ,że nie leki to co ? To co ?

Psychoterapia?, aż mnie śmieszą takie rozwiązania - dobre dla naiwnych . Nie z tym problemem do psychologa , psychoterapeuty .

U mnie zaczęło sie to od zatrucia dopalaczami i trwa do dziś .Czasami się nasila , czasami zmniejsza , ale problem pozostaje .Przyje-bisty ,i brzydki jak świńska dupa na śniadanie,zamiast aromatycznej kawy ,niestety .

Nie mam innych pomysłów niż leki , ale chętnie posłucham Twoich propozycji .

PS .

Przynajniej teraz już wiem ,że nie tylko ja tak mam . To jakiś rodzaj depresji , może jeszcze nieopisanej w annałach medycznych ;)

serdecznie pozdrawiam .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też niestety ma tak,że rano,po przespaniu tych nieszczęsnych 3-4 godzin,czuję się najgorzej.Nie mam siły i ochoty na nic.Nawet oczu mi się nie chce otwierać.Ale zmuszam się do wstania z łóżka.Później,wraz z upływem dnia,jest trochę lepiej.W nocy też jest w miarę.Ale te poranki...tragedia :?

 

Pani Moderator , poprawiło się od tamtego czasu ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ok. Napisze jeszcze raz. Nie chodzi mi o porannego doła i problemy smutku, egzystencji i braku motywacji aż do trzeciej kawy o którym to ludzie w tak poetycki sposób piszą... Chodzi o ten moment kiedy budzę się, ale nie wychodzę z łóżka. Brak dopaminy? Przyzwyczajenie? Toksyczne myśli? Po wyjściu z łóżka jest już dobrze. Chodzi o to, że leżę w łóżku zamiast z niego wyjść i to jeszcze bardziej pogłębia sprawę. Chodzi o godzinę każdego dnia spędzoną w łóżku. W strachu i w ucieczce. Nie kontroluję tego. Jak już wyjdę z łóżka to jest dobrze! Na razie najlepsza rada jaką usłyszałem to żeby pić dużo bo wyjdę albo się zeszczam. To genialne! Ale niestety nie działa. Byłbym wdzięczny za podobne rady :)

 

Jak słyszę slogan "leki pomogą" albo "psycholog pomoże" to się denerwuję, ja naprawdę już bardzo długo pracuję nad pewnymi sprawami i wiem co oznacza "psycholog" albo "leki". Poza tym, że mam problemy z psychiką, to nadal mam wolną wolę i wybieram leki albo nie. Ja wybieram nie. No, chyba, że ktoś zna jakieś sprawdzone leki, które pomogą w tejże dolegliwości, to bardzo chętnie :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy zauważyłeś np że twoje życie od tych 1-3 lat jest bardziej stresujące niż poprzednio? Czy jesteś odpowiedzialny za dużo rzeczy? Albo masz poczucie, że marnujesz czas? Człowiek z rana czuje się gorzej bo wie, że ma zadania do wypełnienia, rozluźnia się na ogół wieczorem, kiedy zrobił to co trzeba. Zrób coś, żebyś musiał wyleźć z łóżka, np ustaw budzik na drugim końcu pokoju, zrób sobie dobre śniadanko wieczorem (o ile nie musi być gorące, bo rano nie będziesz miał dużych chęci). Włącz radio. Ważne by uciąć te myśli, bo to one powodują dolegliwości poranne. Im szybciej zobaczysz relację między ucinaniem myśli a lepszym samopoczuciem tym lepiej. Być może motywacja do szybkiego wstawania wzrośnie- otrzymasz za to mniej lęków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na razie najlepsza rada jaką usłyszałem to żeby pić dużo bo wyjdę albo się zeszczam. To genialne! Ale niestety nie działa. Byłbym wdzięczny za podobne rady :)

 

No dobra. Ale sam tego chciałeś!

1) No to na wieczór zażyj jakiś środek przeczyszczający, który rozkręca się dopiero po kilku godzinach. Akurat prześpisz całą noc, a jak tylko otworzysz oczy to będziesz miał wybór= lecieć natychmiast tam gdzie król chadzał piechotą albo pozostać w łóżku no i... resztę to już można sobie dośpiewać.

2) Jeżeli masz problem z wyjściem z łóżka to wymień łóżko na materac.

3) Jeżeli masz problem z wyjściem z łóżka po przebudzeniu to w ogóle się nie budź. Hm. Po namyśle, stwierdzam, że źle to zabrzmiało... po prostu w ogóle nie zasypiaj, nie kładź się spać. Ponoć 11 dni można wytrzymać bez snu zanim się kopnie w kalendarz( tyle rekordzista wytrzymał).

4) Wariacja pomysłu elo= zamiast pić dużo wody przed snem, to nie pij wcale. Zasypiaj o suchym pysku. Nie trzymaj żadnego picia przy łóżku. Jak się obudzisz to pognasz do wodopoju.

 

No, chyba, że ktoś zna jakieś sprawdzone leki, które pomogą w tejże dolegliwości, to bardzo chętnie :P

 

5) Nie wiem czy to zadziała, ale czytałem kiedyś o takiej koncepcji, żeby na szafce przy łóżku zawsze mieć naszykowaną tabletkę modafinilu i połknąć ją natychmiast po otworzeniu oczu. Nadmiar energii wtedy Cię wypier.doli mimowolnie z łóżka.

6) Już w 1851 zaprojektowano łóżko (nie pamiętam nazwiska wynalazcy...), które po nastawianiu na odpowiednią godzinę przy pomocy mechanizmu sprężynowego wyrzuca śpiącego z łóżka. Może zainwestuj w takie łóżko?

7) Nastaw budzik w jakimś urządzeniu (smartfon itp.) i wpier.dol je gdzieś na szafę, albo schowaj pod komodę czy w jakieś inne trudno dostępne miejsce. Najlepiej też ustaw jakiś dźwięk alarmu, który będzie Cię wyjątkowo wkur.wiał. Wtedy jak się przebudzisz raz, że nie pokojarzysz od razu gdzie schowałeś telefon, więc będziesz musiał go poszukać, a dwa że wymusi to na Tobie wyjście z łóżka, żeby pozbyć się tego upierdliwego dźwięku.

8 ) Jak jesteś bogaty to wynajmij kogoś kto będzie Cię o określonej godzinie spychał z łóżka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję. Izo, moje problemy to brak przyjaciół, nieumiejętność nawiązywania bliskich relacji, porażki osobiste i zawodowe, problemy z dzieciństwa (brak wychowania), adhd i w związku z tym trudności w... we wszystkim. Oraz rodzinna skłonność do depresji. To się nawarstwia. Mam 28 lat.

 

Dziś znów - pomimo tego, że sobota. Półtorej godziny w łóżku. To jak choroba. Naprawde przeszkadza.

 

A więc tak:

 

Adaś z Dnia Świra fajnie ilustruje ten problem. Tylko, że on nie wstaje bo dla niego życie się już zakończyło, nic nie ma sensu. Ja mam jeszcze życie przed sobą a to, co mi dolega jest bardziej kliniczne niż egzystencjalne. Jak sobie z tym poradzę to wyjdę na prostą. Czuję że jestem bliski temu - czuję że trzymam się jeszcze resztkami sił drogi normalności, bez psychologów, bez depresji, bez "nic mi nie wyszło". Jak popuszczę to skończę właśnie jak Adaś Miałczyński.

 

Ustawianie budzików na szafie - mam budzik w telefonie, który mnie budzi jak jest przy uchu, a nie budzi współlokatorów. Niestety głośne budziki to koszmar dla współlokatorów, ale zastanowię się nad tym, od dawna nie miałem dobrego budzika, pomyślę. Może spróbuję,

 

Leki na sraczkę to przesada :P Muszę do pracy! I muszę dobrze zacząć dzień a nie od sraczki! A co jak mnie w pracy sraczka dopadnie?

 

Psychotropy z rana? Jak śmietana :) Nie wiem, wątpię. Po przebudzeniu mam depresję, nie jestem w stanie myśleć klarownie ani działać, nie wiem, czy był bym w stanie. Poza tym wolę nie eksperymentować z lekami.

 

Mam materac, nie lubię łóżek

 

Miałem dziś nie spać, ale co to pomoże? Lepiej spać niż nie spać. Chociaż nie wiem, może mała deprywacja snu mogła by pomóc... Ale nie mam kiedy. Musze chodzić wyspany do pracy. W weekend następny może, zastanowię się i jakoś to zaplanuję. Od czwartku rano do soboty wieczór na przykład :)

 

Nie pić to musiał bym chyba z tydzień żeby było to wystarczającym powodem do wyciągnięcia mnie z łóżka

 

W ogóle NAJlepszy pomysł ever to z tym eksplodującym łóżkiem - super, chcę takie!

 

Niestety nie jestem bogaty ani nie mam przyjaciół którym mogę zaufać na tyle, żeby podjęli się takiego zadania, które wiąże się z problemami osobistymi.

 

Lord Kapucyn, dzięki i pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Moje problemy to brak przyjaciół, nieumiejętność nawiązywania bliskich relacji, porażki osobiste i zawodowe, problemy z dzieciństwa (brak wychowania), adhd i w związku z tym trudności w... we wszystkim. Oraz rodzinna skłonność do depresji."

Myślę (chociaż mogę się mylić), że twoim problemem może więc być strach przed niedopełnieniem obowiązków. Może też praca nie daje ci satysfakcji? No i masz jakiś żal do siebie, pewnie masz skłonność do obwiniania się. Pewnie się nie pomylę, jak stwierdzę- gdy leżysz w tym łóżku i leżysz to nakręcasz spiralę myśli- jak znowu coś zawalasz, jesteś beznadziejny, marnujesz czas, trzeba już wstawać a ty nie masz sił... I tu pewnie tkwi twój problem- twoje myśli powodują, że brak Ci sił, brak motywacji. Od głowy zaczyna się wszystko :P. Dlatego najlepiej będzie jak podejmiesz jakąś terapię, jeżeli specjalista będzie dobry to naprawdę lepiej będziesz radził sobie w codziennym życiu, szczególnie z porannym wstawaniem :P. Póki co, obierz metodę szybkiego wstawania, bez pier***nia się. I pewnie najlepsza będzie terapia szokowa (jakiś wredny budzik) :P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Iza, "jakiś specjalista na pewno pomoże" wybacz ale nie lubię takich stwierdzeń - one mnie bardzo wkurzają. Powinnaś powiedzieć przynajmniej troszku konkretniej, na przykład: "udaj się z tym do psychologa albo psychiatry". Ale jestem za granicą - uciekłem z Polski od psychologów i od problemów - i to okazał się bardzo dobry krok w moim życiu. Wcześniej żyłem w błędnym przekonaniu, że muszę jak najintensywniej poddawać się terapii i to rozwiąże moje problemy - i się tylko nakręcałem, nie miałem motywacji do podjęcia jakiejś pracy, miałem przez tą terapię niskie poczucie własnej wartości. I to nie chodzi o to, że to wszystko mogę powiedzieć Pani psycholog i będzie już wszystko dobrze. Nie, nie chodzi o to!. A nie byłem u byle jakich specjalistów, myślę, że byłem u najlepszych przynajmniej w Polsce. Myślę, że oni mi pomogli, ale do pewnego stopnia - dalej już nie pomogą choćbym się terapeutyzował intensywnie do końca życia.

 

Uważam, że terapia jest bardzo dobrym początkiem pracy nad sobą, ale po niej powinno się podejmować odpowiednie decyzje. Terapia pomaga wydorośleć, a później trzeba już samemu.

 

Blablabla, ale pieprze bzdury :)

 

Ale dziękuję, masz rację. Moim problemem jest to, że bardzo bym chciał dopełniać obowiązki a nie robię tego, przez nadpobudliwość, strach, brak wychowania i te myśli często popadam w zachowania ucieczkowe i przez to marnuje życie, co jeszcze bardziej pogłębia strach. Wczoraj rano zastosowałem Twoją radę (wstawać bez pierdolenia się) ale niestety podczas dnia bardzo trudno mi przez tą kurwicę wewnętrzną skupić się na czymś. Bardzo bym chciał zrobić to, to, to, tamto, a zamiast tego uciekam i jak już za coś się zabiorę to często nie kończę, albo popełniam błędy albo robię to powoli. Trudno mi się skupić bo mam adhd i po latach analizowania myślę że to leży u podstaw moich problemów. Myślę jednak że adhd to nazwa jakiegoś zaburzenia, o którym nauka wie tak mało, że żaden specjalista mi za pomocą cudownej różdżki nie pomoże. Mogą mnie co najwyżej paść Ritalinem (choć sami twierdzą, że nie wiadomo jak działa, ale wiadomo, że często działa) na co się nie zgodzę. Jestem humanistą i nie zamierzam zostawać laboratoryjnym robotem. Adhd sprawia, że trudno mi w pracy i odnoszę wiele porażek. Adhd sprawia, że w rozmowach z innymi często trudno mi się skoncentrować i przez to zawsze jestem 10 kroków z tyłu, przez co mnie nie lubią. Dlatego nie nawiązuję bliższych relacji. Bo do mnie trzeba dużo cierpliwości, a z reguły jej ludzie nie mają. Brak relacji i porażki wywołują depresję i stany lękowe. Depresja pogłębia te wszystkie problemy i koło się nakręca. Psychologowie próbowali mi stworzyć jakąś namiastkę relacji, pseudorelację. Ale jedynym lekiem są prawdziwe relacje, ludzie. To jest jedyny lek na wszystkie choroby. Ludzie. Przyjaciele.

 

Wracając do problemu, to dziś przetestowałem rozwiązanie. Do pewnego stopnia się udało. Kładąc się spać pomyślałem o ranku i wyobraziłem sobie jak będę rano cierpiał. I zamiast kłaść się spać, usiadłem na łóżku i kilka minut prosiłem o to, żebym miał siłę rano wyjść z łóżka. Powiedziałem, że nie pozwalam. Po prostu próbowałem sobie uświadomić, jak to będzie rano wyglądało i się na to przygotować, żeby móc z tym walczyć. Dziś też zamierzam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedziałem, że nie pozwalam. Po prostu próbowałem sobie uświadomić, jak to będzie rano wyglądało i się na to przygotować, żeby móc z tym walczyć. Dziś też zamierzam

wiesz , może ja też tak zrobię . Bo juz mnie kur--wica strzela przez te ranki -wstawanki .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

remic1 dochodzisz do sedna sprawy :) pewne rzeczy trzeba sobie tłumaczyć, szukać rozwiązań- "Powiedziałem, że nie pozwalam. Po prostu próbowałem sobie uświadomić, jak to będzie rano wyglądało i się na to przygotować, żeby móc z tym walczyć. Dziś też zamierzam". Druga kwestia- chłopie, zaakceptuj siebie (tak, wiem, pomyślisz, przyszła mądralińska i pisze pierdoły), tzn pracuj nad akceptacją siebie, pamietaj, że nawet jak jesteś obarczany winą za błędy to KAŻDY je popełnia. Jeżeli twoja samoocena wzrośnie to pewne porażki nie będą tak wyprowadzać Ciebie z równowagi.

Może podam ci swój przykład: Długie lata cierpiałam na bezsenność, w liceum to były 3 godziny snu na dobę. Na studiach zaś włączył mi się perfekcjonizm. On był przydatny, bo wymagano ode mnie wkuwania na pamieć ogromnych ilości materiału (kilka tysiecy stron na semestr), przez co szybko sie wypaliłam. Nie akceptowałam błędów, porażek, wciąż wydawało mi się, że muszę sie wyróżniać. Potem przyszła depresja. Ba i nawet tutaj nie zwalniałam. Dostałam szereg różnych leków zaczynając od leków nasercowych po benzodiazepiny. Leki pomogły mi przetrwać ten ciężki okres i byłam zdolna pochłaniać dalsze książki. Jednak uczucie pustki pozostało. Czułam się jak robot, który musi zrobić to i tamto.

Dopiero z czasem zaakceptowałam to kim jestem. Pozwoliłam na błędy, nie karam się za nie. Dzięki temu moja praca mimo błędów jest płynna. Widzę wokół, że popełniają błędy wszyscy. Niektórzy nawet więcej mimo, iż są w fachu dłużej. Jak się wścieknę to też umiem to rozładować, sięgam po książki.

Pomógł mi terapeuta, taki zwykły (od leczenia nerwic, depresji), ale chyba bardziej pomogła mi osobowość tego człowieka. Nie bał się wtrącać swoich opinii albo mnie chwalić (co nie jest do końca perfekcyjne). Opisywałam swoje odczucia i swoje myśli, wskazywał błędy w rozumowaniu. Podawał techniki relaksacji. Ale co najważniejsze uświadomił mi, że moje odczucia są poprostu normalne. Praca nad sobą nigdy nie jest łatwa, trzeba walczyć z tym lękiem. Ale udało się naprawić wiele błędów w myśleniu, nie ma już błędnego koła.

Jeżeli masz utrudniony dostęp do specjalistów to warto być ze swoimi odczuciami rozmawiał z kimś komu ufasz, nawet wirtualnie. Masz trudną drogę za sobą, ale sobie radzisz- wyjechałeś za granicę i pracujesz. Pora żebyś zaczął również nagradzać siebie za postępy, a nie tylko karać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś rano: Położyłem sobie budzik 3m od łóżka. Wstałem, wyłączyłem budzik i... wróciłem spać błaaaaaaaaeeeeeeeee :( będę płaaakać - ja chce choć raz wstać o pół godziny wcześnie żeby sobie zrobić śniadanie :( Od tygodnia budzę się codziennie punkt 8:00 - serio! Nie o 7:55. Nie o 8:05. Punkt 8. Dzień w dzień - a budzik mam nastawiony na 7. Codziennie jestem w pracy biegiem - bo żeby zdążyć muszę wyjść o 8:20. Codziennie to samo - budzik dzwoni, wyłączam go i kładę się spać, wstaję punkt 8 i biegnę się umyć i do pracy. Czemu życie jest takie do dupy???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×