Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Jaśkowa

Depresja poporodowa (baby blues)

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich, z góry proszę o wyrozumiałość i pomoc. Opiszę co się działa krok po kroku. Bardzo proszę o opinie/ recenzje osób doświadczonych albo specjalistów. Nie wiem co mam robić. Czy dobrzę myślę , co mo się wydaję a co nie. Jak pomóc?

Jesteśmy z żona po ślubie ponad dwa lata. Zuzia urodziła się w kwietniu 2014 . Razem jesteśmy od ponad 7 lat. Mieszkamy razem około 5 lat. Do czasu narodzin córki wszystko było w porządku. Mamy gdzie mieszkać ( żona ma mieszkanie), mamy samochód, obydwoje pracujemy. Układało nam się zadnych większych kłótni itd itp.

Dziecko urodziło się z zapaleniem płuc miesiąc za wcześnie. Dwa tygodnie leżała w szpitalu. Ciągle ulewała/ wymiotowała, co doprowadziło do kolejnego szpitala. Potem było już wszystko ok. Po jakiś kilku miesiącach znowu zapalenie płuc szpital ( 2 tyg). Żona z dzieckiem leżała w rodzinnym mieście pod opieką rodziców ja dojeżdżałem w miarę możliwości ( różnica 100km). W dalszym ciągu ulewała ale wszyscy mówili że tak po prostu ma.

I tu się wszystko zaczyna ... po powrocie do domu po jakimś czasie zauważyłem dziwne zachowanie u żony. Na wstępie dodam że pracuje tylko 8 h od pn do pt. Potrafię zająć się córka, uspać, przebrać wykąpać itd. Tylko chyba nie tak jak ona, nie tak idealnie, tak jak jej się to wydaje Ona była na wychowawczym ( rok czasu), ja pracowałem. Zrobiła się strasznie zdenerowana, nerwowa na cokolwiek, na każdą pierdołę. Ulewanie córki doprowadzało ją do szału. A ja jak tylko stanąłem w jej obronie to i mi się obrywało. Córka bardzo słabo spała przez to ulewanie ( i w dzien i w nocy). Starałem się jej pomóc, mówiłem idz do drugiego pokoju ja z nią zostanę, wyśpij się, odpocznij. Nie chciała nie spały obydwie a żona stawała się coraz bardziej nerwowa. A jak już poszła do drugiego pokoju to wracała po pół godziny że czemu ona jeszcze nie śpi że czemu krzyczy i robiła zadyme na całego po czym oczywiście próbowała ją uspać wymawiając np " czemu Ty nie śpisz czemu tak mnie nie kochasz, co ja Ci zrobiłam". I tak od czasu do czasu.

Z czasem zaczęła skarzyć się na bóle głowy, jak Zuzia spała to ona nie mogła, jak ona spała to Zuzia nie. Bóle brzucha. Słabo jadła . Zdarzały się omdlenia. Byliśmy u lekarza, wszystkie wyniki badan , krwi itd w porządku- wynik przemęczenie. Tylko dochodziło to do takiego stopnia, iż żona przed 7 rano ( ja w tym czasie ubierałem się do pracy ) potrafiła wystawić córke za drzwi do sypialni i powiedzieć że ona nie ma siły , jest zmęczona i ja mam się nią dziś zajmować, po czym zamykała drzwi , wracała do sypialni i to była np środa . Zostawałem, brałem urlop na żądanie , kręciłem w pracy, ale dobra. Tylko doszło to do tego stopnia, że zdarzało się to dwa trzy razy w tygodniu. No więc ja do niej że muszę iść do pracy wrócę za osiem godzin wytrzymasz. No to wtedy pełem wnerw zabierała mi córka i wykrzykiwała że idż sobie, że ja jestem niepotrzebny że ona da sobie rade sama że praca jest dla mnie najważniejsza.

Ja jak przypadkiem obudziłem Zuzie wstawając do pracy to dostawałem takiego jeby że nie pytajcie, Jak już opanowałem sztukę wychodzenie z pokoju ( według mojej żony), to bałem się myć żeby spuszczać wodę w toalecie. żeby tylko ich nie obudzić. Oczywiście one spały w osobym pokoju z zamkniętymi drzwiami a jak już się zdarzyło że spadła mi szczoteczka, stuknołem perfumem , cokolwiek to żona wychodziła robiła awanture i kazała mi zostawać z dzieckiem ( opiekować się ) bo ją obudziłem. Generalnie wstaje o 6:20 a Zuźka żadko później niz o 6 30 . Doprowadziło to do tego że nie myłem się w domu ( albo w kuchni bo było najdalej) i tak wychodziłem do pracy.

Żona stawała się corac bardziej agresywna zła, zdenerwowana. Dzwoniłem z pracy o 9: 00 , wszystko w porządku, fajnie bawi się z Zuźka coś tam coś tam. Dzwonie o 12 : 00 już słyszę po głosie że coś nie tak , że ja to mam dobrze , że jestem w pracy , ona jest dobra, płacze krzyczy, ja na to daj jej mleko idź na spacer, daj jeść cokolwiek ona, że co myślisz że jestem tępa już to wszystko robiłam, i juz jeby na mnie. Po czym wracam po 16 : 00 do domu a ona pełnia życia z powrotem. Jej humory potrafiły się obracać w przeciagu kilka godzin,

Żona nie potrafiła oddać mi dziecka, tak abym to ja mógł się ja zająć. np obiad siedzimy w 3 żona karmi dziecko. Po 3 łyżeczkach czemu Ty nie jesz, czemu brudzisz, co ja Ci zrobiłam że nie jesz pełen nerw. Na to ja daj ja ją nakarmię , no i dawała i co po 3 minutach jeżeli odemnie też nie jadła, zabierała mi łyżeczkę, ty nie potrafisz, ty coś tam. I siedziały i płakały obydwie nad talerzami. Ale nieraz bywało i tak że odrazu, nie dam Ci Ty nie potrafisz TY nie umiesz itd itp. Takie wydaje mi się sado macho troche.

I tak to wszystko trawło awantury robiły się coraz większę i większe . Tych wydawać mi sie mogło zadym było też coraz więcej. Żona pokłociła się z moja matką , nie chciała do nich jeździć , otrzymywać jakiejkolwiek pomocy. Ze swoimi rodzicami utrzymuje średni kontakt ( mieszkaja 100km i raczej nie są rodzinni), posiada trójkę rodzeństwa z którymi też srednio utrzymuje kontakt ( generalnie od świeta do święta, a jak teście przyjeżdżali to w większości przypadków musieli jeździć do wszystkich z osobna) oddaliła od siebie wszystkich na których mogła liczyć ( np. żeby zostali z córka, liczyła tylko na mnie ale i tak w jej mniemaniu w wiekszości spraw ja nie umiałem podołać w jej mniemaniu oczywiście.

Przez ostanie pół roku kilku krotnie wyrzucała mnie z domu, kazała zostawić wszystko, dzieliła odrazu majątek, kazała zostawic kluczyki od samochodu, od domu wynosić się, Straszyła sądem, że nie zobacze dziecka. A powody wyprowadzek były strasznie słabe, np zgubiłem jej trzy pary majtek.

Wszyscy moi znajomi rodzina z którymi przebywaliśmy więcej niż raz, więcej niż godzine mówili mi że coś się z nią dzieje , że tak nie może być. Że ustawia sobie wszystkich, nikomu nic nie pozwoli zrobić przy Zuzi. Tylko o swoich rodziców było wszystko ładnie i pięknie.

Oczywiście próbowałem z nią rozmawiać, że coś się dzieje nie tak, że może wybralibyśmy się do specialisty, że jej pomogę, bedę chodził znią razem, wspólnie. No to odrazu zadyma że jest wariatką i że mogę sie wyprowadzać że ona da sobie radę z Zuźka sama ( że i tak wszystko musi robić sama, że ja jej w niczym nie pomogam )

Pojechałem do Ojca Żony, stwierdziłem że tylko on może nam pomóc . Według mnie jest to ostatnia osoba do której żona czuje jakikolwiek szacunek i respekt. Ty tyko jego się boi, tylko jemu ufa. Opowiedziałem o wszystkim na . Był przerażony. Powiedział że tak nie może być. Ale wiadomo to ojciec nie wiem do końca czy mi wierzył co czuł. Zabrał córke. Wysłali ją do psychologa ale nie mówiac jej o wszystkich. Wysłali pod pretekstem że jest przemęczona, że dziecko jest niedobre że sie źle czuje. O ile tam była, i z jej relacji psycholog stwierdziła że ma przynajmniej godzine dziennie nie zajmować się dzieckiem, zasadzić sobie kwitki na balkonie, nie słuchać sie nie dopuszczac dziadków ( według mnie dziadki się tak bardzo nie wtrącają, kwiatki zasadzone) I to by było na tyle ze strony moich teściów. Wyslali ją raz była/ nie była ale sprawa załatwiona.

Powrót do domu, wszystko ładnie pięknie pare dni, po paru dniach dalej to samo. Żona kompletnie się zamknęła, zablokowała telefon milionami pinów, pisała tam sobie do kogoś ( ja nie mam z tą osobą żadnego kontaktu), nikomu się nie zwierzała , nie mogłem uderzyć jakoś z innej strony, rozmawiała tylko z tą jedną osobą. Jak matka dzwoniła wieczorem to zero jakiegokolwiek podłamania ( zuzka grzeczna, wszystko dobrze ja siedzę obok ...) i tak jej mówiła mimo że przez pół dnia była tragedia.

Wielokrotnie powtarzały się te same zajawiska, mogę mogę wstać do dziecka, problem z jedzeniem, nawet gdu dziecko uderzyło matkę przypadkowo czymś to ta wpadała odrazu w furię. Wykrzykiwała co ja CI zrobiłam, czemu mnie tak traktujesz, a jak ja tylko próbowałem się wtrącić to odrazu gładziła i mnie. I tak tych sytuacji było pełno, co chwile, o coraz bardziej błachy powód .

Skończyło się to teraz gdy były upały, córka nie mogła spać , żona próbowała ją uspać, bez rezeltatu, oczywiście na moje prośby wskazówki propozycje odrazu zjeba, i tak wkoncu wystawiła dziecko za dzwi i zamknęła sa soba i poszła spać. Ja wstałem do niej to już pełna zadyma. Następnego dnia wyszła z domu wróciła kolejnego dnia popołudniu.

O to poszła kłótnia już na całego, wyrzuciła mnie z domu , kazała nie wracać dzielić kasę, samochód a chata jest jej wiec nic mi do tego . Wyszedłem, chciałem jak najlepiej dla dziecka. I tak od paru dni nie mieszkamy już razem, po nią przyjechali rodzice i ja zabrali z Zuzia. Najgorsze jest to że oni nie zdają sobie sprawy chyba z powagi sytuacji. Dla nich w większosci sprawy wszystko było dobrze, z nimi widzielismy sie najmniej. Co jedynie teść mnie wysłuchał . ale chyba i tak z tym nic nie zrobił. Teściowa ( rozmawialiśmy razem w 3 ) wydaje mi sie że bierze wszystko powierzchownie, że teraz taka sytuacja dlatego ona jest nerwowa itd itp zresztą tak samo jak ja . Ale jak zacząłem jej opowiadać o tym co wyżej to trochę ja wmurowało , ale chyba nie przyjmowała tego zbytnio do siebie.

No i mogłbym pisać i pisać o podobnych zachowaniach mojej żony, rodziny... których było mnóstwo. Bardzo proszę o komentarz specjalisty, doświadczonych ludzi... co ja mam zrobić żeby było dobrze... Dziękuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

87bart87, troche zaniedbaliscie sprawy. Było sie tym zajac juz wczesniej. Teraz to juz niewiadomo czy to depresja /na pewno juz nie mozna tego nazwac poporodowa, czy zwykła z nerwica. Zona jak to matka starała sie wszystko robic sama, byc perfekcyjna matka. To typowe zachowanie na poczatku, dalej mieliscie wiele nierozwiaznych spraw typu: dziecko, odleglosc itd. Teraz pozostaje Ci porozmawiac z zona i albo sie zgodzi na wizyte u psychologa albo i nie. Jak nie to nic nie zrobisz -moze zona sama dojdzie do tego jak sie zachowuje. Ewentualnie pozostaje w sadzie Ci walczyc o prawo do dziecka, ale jak jest blisko zwiazane z matka to nic nie zrobisz, chyba ze biegly wydałby opinie ze zona chora. Na pewno widac ze zona ma problem z emocjami, ale tu jest potrzebna chec do leczenia z jej strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

87bart87, jednorazowa wizyta u psychologa nie wystarczy. Twoja żona potrzebuje psychoterapii, wsparcia i to długotrwałego. Jest nerwowa, nie panuje nad emocjami, krzywdzi Ciebie, krzywdzi dziecko, krzywdzi siebie. Niby chce być idealną matką, ale jej to nie wychodzi. Nie pozwala sobie pomóc. Nie potrafi zrozumieć, że nie ma idealnych matek i nieidealny ojciec też może być pomocny. Nie wiem, czy uda Ci się uratować Wasze małżeństwo, ale bez wątpienia Twoja żona potrzebuje pomocy specjalisty. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za komentarze, ale jak jej pomóc? co zrobić ?, ona nikogo nie słucha, nie przyjmuje żadnych argumentów ode mnie, odpowiada odrazu krzykiem złością z flustracją, jej rodzice uważają że to po prostu przemęczenie, nie przyjmują wiadomości że problem może tkwić gdześ głębiej. Widzą tylko to co się działo przy nich, a przy nich nic złego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

87bart87, jak zona sama nie widzi problemu to nie pomozesz. Nikt nikgo nie zmusi do pojscia do lekarza/psychologa jak on sam nie widzi problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam, czytam i nie mogę uwierzyć. Baby blues to nie depresja poporodowa. Przede wszystkim wahania nastroju po urodzeniu dziecka jest normalne, bo hormony szaleją. U różnych kobiet bywa inaczej i może powodować inne objawy. O tego rodzaju stanach polecam dobry artykuł http://www.mlekomamy.pl/baby-blues-objawy-przyczyny-i-srodki-zaradcze/

Depresja poporodowa to stan o wiele głębszy i długotrwały, którego nigdy nie należy lekceważyć. Może doprowadzić do poważnych konsekwencji, które odbiją się na malutkim dziecku. Depresję poporodową najczęściej trzeba leczyć, gdyż sama może nie przejść. Warto w tym celu udać się do dobrego specjalisty. Często nie obejdzie się bez środków medycznych, a na pierwsze efekty trzeba niestety poczekać co najmniej kilkanaście dni. Konkludując, nie da się mieć depresji poporodowej 2 tygodnie po porodzie i żeby odeszła samoistnie. Zwyczajnie to nie depresja tylko tzw. baby blues.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×