Skocz do zawartości
Nerwica.com

Pytanie do psychologa


Rekomendowane odpowiedzi

Witam:) mam pewne problemy z którymi nie potrafię sobie poradzić a mianowicie boli mnie sumienie,chyba zrobiłam coś wbrew sobie,a mianowicie zakochałam się kiedyś w chłopaku bez wzajemności,na początku zauroczenie,miłe pogawędki,na pierwszym spotkaniu już był pocałunek,każde spotkanie było podobne,wszelkie komplementy czułam się wyróżniona, jednak wiedziałam że coś jest nie tak,ukochany z każdym spotkaniem coraz bardziej zalecał się do mnie a ja protestowałam bo jeszcze nie byłam gotowa na coś więcej czego nie chciał zrozumieć,jednak na piątym spotkaniu doszło do stosunku,uległam był to mój pierwszy raz,na tym spotkaniu spytałam się co myśli o związku i dowiedziałam się że ukochany tak naprawdę nie wie co to jest związek lub jak mi się zdaje nie chce tak naprawdę wiedzieć..powiedział że to co nas łączy to pożądanie, stwierdziłam że nie chcę dłużej tego drążyć więc oznajmiłam mu że już więcej się nie spotkamy,jednak jak to mówiłam nie wytrzymałam i zaczęłam płakać,nie chciał uwierzyć że to będzie nasze ostanie spotkanie,mimo płaczu wysłuchał mnie i odszedł,minęło trochę czasu dopiero tez widzę że zrobiłam wielki błąd,myślałam że zatrzymam go takim sposobem,byłam pewna że jeżeli nie ulegnę to nie zaciekawię go swoim charakterem co teraz mnie bardzo boli i czuję niesmak,jednak nie na tym się kończy minęło trochę czasu wysyłał mi miłe sms,spytał się kiedy przyjadę ja powiedziałam że przyjadę jak będę chciała..nie chciałam mu odrazu pokazać że jestem na każde jego zawołanie..minęły dwa tygodnie i nie mogłam się powstrzymać wyznałam przez sms wszystkie moje uczucia jakie do niego żywię i spytałam ponownie co myśli o związku dowiedziałam się iż przy jego stylu życia jest to raczej nierealne chociażby przez ciągłe podróże.. a ja spytałam dlaczego tak myśli to najpierw skłamał jednak pózniej stwierdził że chyba dlatego że boi się wiązać..a na dodatek dodał że dla niego pozostanę wyjątkowa..tak naprawdę nie wiem co o tym wszystkim sądzić teraz... boli mnie sumienie...nie mogę znieść faktu że mogłam zgodzić się na coś takiego..

Następny problem rozciąga się on za mną już dłuższy czas mianowicie brakuje mi sensu życia,wszystko co robię w jakiś sposób mnie męczy, już nie cieszy tak jak kiedyś.. ,chciałabym się czymś tak bardzo pasjonować, chciałabym poczuć że mam jakąkolwiek motywację ale czuję że jej nie mam, ..Bardzo mnie cieszy fakt ze są razem ze mną bliscy ludzie jednak boję się że nie mam im nic do zaoferowania, w dzieciństwie miałam masę kompleksów,koleżanki dokuczały mi, dawałam się łatwo wykorzystywać, chociaż wtedy tego zupełnie nie widziałam, słynne z tego iż jestem dziewczyną bardzo nieśmiałą,jest mi bardzo ciężko otworzyć się przed innymi, mam pozytywne nastawienie do innych ludzi jednak nie wiem o czym z nimi rozmawiać, w związku boję się że chłopak chce mnie tylko wykorzystać i zostawić dla innej lepszej, mądrzejszej:( wiem że to głupio brzmi ale często prześladują mnie takie myśli i nie dają spokoju..nie wiem jak sobie z tym poradzić, czym tak naprawdę warto kierować się w życiu? chciałabym się rozwijać jednak brakuje mi chęci i motywacji , czuję się zagubiona

Czuję się gorsza od innych, mam przeczucie iż wszyscy inni są mądrzejsi ode mnie i potrafią ze sobą się dobrze komunikować a ja tymczasem potrafię wymówić tylko kilka słów, często boję się że nie zdążę czegoś oddać w terminie, mam problemy z punktualnością, chciałabym coś w sobie zmienić,jednak brakuje mi wiary, motywacji :(

Teraz zauważyłam że zaczynam się robić zazdrosna bez powodu..zakochałam się w pewnym chłopaku..jesteśmy razem 5 miesięsy..jest to związek na odległość..umówiliśmy się że on nie będzie pisał do żadnej koleżanki ani nie będzie się z żadną spotykał..ja tak samo obiecałam i już zrezygnowałam z kolegów...a teraz pojawia się jego koleżanka i zaczyna pisać do niego i prosi żeby się z nią spotkał..on się zawsze pyta mnie o zdanie..tym razem się zgodziłam bo była chora i bardzo go prosiła żeby ją odwiedził..jednak przychodzi następny dzień i ona dalej go prosi a ja zaczynam wariować ponieważ zaraz mam w głowie masę podejrzeń..czuję ryzyko zwłaszcza że jest to koleżanka w której się kiedyś zakochał a teraz podobno nic do niej nie czuje..on wie że jestem zazdrosna i mu to nie przeszkadza..mówi że nie chciałby mnie skrzywdzić...napisałam do niego żeby nie mówił mi o żadnych koleżankach czy się z nimi spotyka..już chyba wolę żyć w nieświadomości..chłopak pyta się mnie czy spotkamy się razem z tą koleżanką ale ja nie chcę bo wiem że będę się strasznie złościć i przeczuwam że on będzie na nią zwracał uwagę..już było takie spotkanie że widziałam się z nim i z jego inną koleżanką ale byłam tak zazdrosna chociaż nie miałam do tego powodu i miałam ochotę się z nimi pożegnać i pójść gdzie indziej...boję się że przez tą moją nieuzasadnioną zazdrość nasz związek się prędzej czy pózniej rozleci..najchętniej chciałabym żeby nie miał kolezanek..żeby się z nimi nie umawiał..wiem że ta zazdrość jest chora i wiem że nie powinnam ograniczać go w kontaktach z innymi..ale ja się zakochałam i za każdym razem wariuje..po prostu boję się że go stracę..nie wyobrażam sobie rozstania ale co ja mogę zrobić ? ta zazdrość zaczyna mnie męczyć...

Byłam zawsze małą pozytywną dziewczynką dopóki nie udałam się jeszcze do szkoły..w szkole było różnie..pamiętam te dobre chwile jak i złe..w szkole czułam się bardzo nieswojo..miałam małą grupkę dobrych koleżanek i często lubiłam z nimi spędzać aktywnie czas...w szkole czułam się bardzo nieswojo bo w klasie było kilka osób które się ze mnie wyśmiewało a ja chciałam się z nimi bardziej poznać lecz przez moją nieśmiałość nie robiłam nic w tym kierunku..byli dla mnie troszkę tacy niedostępni z mojego punktu widzenia..a mi bardzo zalezało na ich zdaniu..ogólnie sprawiałam wrażenie osoby grzecznej..miałam strasznie dużo kompleksów..każde zdanie kogoś było dla mnie święte..wydawało mi się że wszyscy są ode mnie mądrzejsi, dlatego wierzyłam w każdą opinię na mój czy inny temat..gdy usłyszałam jakąś opinie na mój temat potrafiłam strasznie się tym przejmować..wracałam po szkole zdołowana..zastanawiałam się co jest z mną nie tak..często płakałam..w szkole cięzko mi było się skupic na nauce..starałam się nie zgłaszac do odpowiedzi..a jak byłam przy odpowiedzi strasznie się stresowałam,czerwieniłam,wydawało mi się ze cokolwiek powiem klasa się będzie z mnie śmiała..bałam się wyrazic własne zdanie..przez to ucierpiała moja nauka..zdałam maturę ale na niskim poziomie..w domu miałam zawsze dyscyplinę..mama zmuszała mnie do nauki, tato oczekiwał ode mnie wysokich ocen..aktualnie studiuje ale wcale nie czuje się lepsza w żadnym stopniu..u mnie w domu zawsze było parcie na studia..moja mama mówiła żebym chociaż spróbowała i powiedziała tez ze za studia mi jeszcze zapłaci..a ja się teraz martwię bo ja nie mam pracy a chciałabym mieć..chciałabym odbyć jakieś doświadczenie i chciałabym zarabiać..aktualnie studiuje kierunek malarstwo i b się martwię że nie znajdę pracy..mój chłopak mówi ze mój kierunek nie ma sensu bo raz ze sam go nie rozumie..nie interesuje sie..nie miał z nim kontaktu to zapewnia mnie ze to nie ma sensu..ja za to bardzo lubię mój kierunek..mój chłopak przepraszał mnie za to ze tak powiedział bo strasznie się załamałam i to zauwazył..teraz juz sama nie wiem co robic..raz ze czuje sie fatalnie z tym ze po tym nie moze być pracy ale za to strasznie to lubię robić a z drugiej strony czuję się gorsza bo zdałam maturę ale na niskim poziomie i nie wiem czy bym się dostała na inną uczelnię..w kazdym bądz razie...chodzę na zajecia ale po tym co mi chłopak powiedział i inni znajomi ja się załamałam że to co robię jest bez sensu..martwi mnie to że tak wszystkim się przejmuję..chciałabym nabrać pewności siebie..chciałabym rozmawiać z znajomymi i z chłopakiem na kazdy temat ale czuje się zablokowana, czuje się ze wypadnę glupio..co mogę zrobić ? zmienić w sobie ? Chciałabym mieć własne zdanie..potrzebuję porady...

Cały czas czuje ból..wachania i gryzie mnie pewna sprawa..

W moim życiu wiele robiłam wbrew własnym odczuciom..chociażby byłam w trzech związkach..niestety te związki trwały krótko..w każdym z nich doszło do szybkiego zblizenia..w każdym z nich byłam zakochana i zgodziłam się na zblizenie bo myślałam że w taki sposób ich zatrzymam przy sobie...byłam pewna że jeżeli odmówię im tego oni nie będą chcieli być dalej z mną..związki te rozpadły się głownie przez zazdrość i brak zaufania..po ostatnim związku stwierdziłam że dam sobie spokój...zabiorę się za naukę i wybrałam się na studia..stwierdziłam że przez cały okres studiów dam sobie spokój z wszystkimi facetami...chciałam skupić się na mojej pasji i zacząć się czegoś nowego uczyć..zawsze byłam typem takiej dziewczyny która nie szukała nikogo na siłę..nigdy nie chciałam być nachalna..w moim przekonaniu to zawsze facet powinien się starać dziewczynę i gdy koleżanki pytały jak tam u nie sprawy miłosne jak odpowiadałam że facet sam się znajdzie i nie będę nikogo szukała na siłę i mówiłam że facet sam się znajdzie..

Aż tu nagle pojawia się on...poznaje go całkiem przypadkowo..chce mnie poznać..dostaje ode mnie numer...pisze dzień w dzień...piszę się nam bardzo fajnie..chce się spotkać a ja się zgadzam...ma do mnie 128km i decyduje się przyjechać...nasze pierwsze spotkanie:ja wystrojona czekam na niego pojawia się idziemy do restauracji jestem cały czas uśmiechnięta wręcz powala mnie swoim humorem i swoją pewnością jest super rozmawiamy,,idziemy na spacer na zakupy..wieczorem zapraszam go do mnie do domu...otwieramy wino..są zapalone świeczki i oglądamy film..w połowie filmu on zaczyna mnie całować i zaczyną się czułosci pyta się czy jestem gotowa ja odpowiadam że nie i on to rozumie..na następnych dwóch mu odmówiłam a za czwartym już się zgodziłam..wiedzialam że chłopak potrafi się mocno zaangazować...troszkę się bałam ze mnie zostawi ale po tym zblizeniu.... byłam zauroczona i doszło do tego...czułam że to było z miłosci...widywaliśmy się co 2 tygodnie bo on cięzko pracował w tygodniu..na pierwszych spotkaniach był w stanie mi tyle kupić.. za każdym razem to on wszystko stawia... kupił mi kwiatki bez okazji..codziennie pisał i dzwonił..był bardzo czuły dla mnie za każdym razem mówi o swoich uczuciach do mnie...widywaliśmy się co 2 tygodnie i za kazdym razem było miło..sympatycznie,,przez te 2 tygodnie potrafiliśmy bardzo za sobą zatęsknić i za każdym razem jak wiedziałam że przyjedzie cieszyłam się jak szalona...na każdym naszym spotkaniu dochodziło do seksu parokrotnie..jemu to się podobało i mi też czułam że to było z miłośći ale coś się stało bo z każdym następnym razem ja chciałam mu się bardziej spodobać..szykowałam się..kupowałam nową bieliznę..rozpuszczałam włosy dla niego..szukałam za każdym razem jeszcze bardziej sposobu jak mu się przypodobać...pewnego dnia sprawdziłam jego sms i zobaczyłam ze pisze z kolega ze moze spotkałby się z inna dziewczyna ale nie wie co powiem na to ja jak się dowiem...nie wytrzymałam..płakałam on się pytał co się stało ja mu powiedziałam szczerze ze zaglądałam mu do sms i powiedziałam ze własnie tak kończy się nasza znajomosć...i właśnie wtedy zrozumiał jak bardzo mu na mnie zalezy..wydzwaniał kilka razy i wytłumaczył i doszło do porozumienia..teraz jesteśmy na takiej zasadzie że on nie pisze do zadnej kolezanki bo wie ze mnie to boli i tak samo ja nie pisze do zadnego faceta i z nikim na osobno się nie spotykam...raz zdarzyła się taka sytuacja poznałam przypadkowo jakiegoś faceta i rzmawiając z nim z nudów doszło do tego ze dałam mu nr zamiast się przeciwstawić..zawsze miałam kłopoty z asertywnością i wyszło na jaw..mój chłopak jak się dowiedział chciał mnie rzucić ale wybaczył mi mimo tego że jest b pamiętliwy..jednak jest w naszym związku coś takiego czego nie rozumiem i chciałabym zrozumieć na czym polega prawdziwa miłość..on jest b uczuciowy i pisze do mnie codziennie swoje odczucia...ale tez za kazdym razem oczekuje ze ja tez mu napisze jednego sms chociaz na jeden dzien..kiedy kończymy rozmowę on mowi na końcu ze mnie kocha i oczekuje ze mu to samo powiem..nieraz dał mi to do zrozumienia..ostatnio popadłam w depresję cały dzień mnie coś gryzło bałam się ze jezeli ja tak szybko z nim poszłam do łózka on mnie będzie nie szanował..ale na razie nie dał mi do tego powodu..poprostu to są moje myśli i zawsze miałam takie załozenie ze facet powinien się starać o dziewczynę i poczekać z tym ile się da do ślubu... i zdałam sobie sprawę że w głębi duszy zawsze o tym marzyłam..zebym miała takie relacje..powiedziałam facetowi zebysmy się wstrzymali z seksem ale nie wiem czy to dobry pomysł jak poprostu nie mogę uwierzyć że on przy mnie zostanie teraz mimo tego że mi mówi ze wszystko dla mnie zrobi i poczeka..czy ja coś robię zle ?przez chwilę chciałam go rzucić bo nie wierzyłam ze przy mnie zostanie..uwazam ze on bedzie na tym cierpiał.. nie wiem co mam mysleć..gdzie jest mój błąd ? jak mogę się zmienić ? jak się otworzyć na innych ? jak poradzić sobie z przeszłoscią ?

jak mieć własne zdanie ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj!

 

Masz niskie poczucie własnej wartości i brakuje Ci asertywności, dlatego często zachowujesz się wbrew sobie. Szybko decydujesz się na zbliżenia, myśląc, że im dłużej będziesz zwlekać z pieszczotami, tym szybciej znudzisz się chłopakowi. W ten sposób doszło do seksu z niejednym chłopakiem, po czym związek się potem rozpadł. Objawem niskiej samooceny jest też Twoja zazdrość - sprawdzanie SMS-ów, żądanie, by chłopak nie spotykał się z innymi koleżankami etc. Napisałaś bardzo długą wiadomość. Zamartwiasz się przeszłością - nie ma sensu. Czasu nie cofniesz, ale możesz uczyć się na błędach z przeszłości i ich nie powtarzać. Nie da się ot tak stać się bardziej pewną siebie. To wymaga cierpliwej i systematycznej pracy. Odsyłam do tekstu: http://portal.abczdrowie.pl/jak-podniesc-poczucie-wlasnej-wartosci. Jeśli spotykasz interesującego mężczyznę, nie dawaj mu od razu do siebie nr telefonu. Zapoznaj się z nim, przedstaw, poznajcie się bliżej, porozmawiajcie o swoich hobby. Napisałaś, że obawiasz się swojej przyszłości, bo chłopak skrytykował twój kierunek studiów - malarstwo. Skoro chłopak nie interesuje się malarstwem, rzeczywiście dla niego ten kierunek może wydawać się "bez sensu". Dla Ciebie malarstwo jest pasją i na pewno nie jest to dla Ciebie "bez sensu". Pamiętaj, że to jest Twoje życie i Twoje wybory. Co z tego, że studiowałabyś np. prawo, bo Twój chłopak uważałby, że ten kierunek "ma sens", skoro wcale nie lubiłabyś uczyć się kodeksów i nie chciałabyś pracować jako sędzia, adwokat czy prokurator. Kiedy ktoś Cię krytykuje, wyraża swoje odmienne zdanie, po prostu powiedz: "Ok, Ty tak uważasz i masz do tego prawo, a ja mam inne zdanie. Nie musimy się we wszystkim zgadzać". Zachęcam Cię do przeczytania artykułu, który Ci poleciłam i do ewentualnej konsultacji z psychologiem. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, podłącze sie do tematu.

Od 3 lat jestem z moim chłopakiem. Problemy zaczęły się w momencie gdy co jakiś czas dowiadywałam się o jego szalonej przeszłości - związanej głównie z marihuana. Dodam na początku, że paliłam 3 razy w życiu i to w takich ilościach, że pewnie nie jest to brane pod uwagę. "trawka" nie podoba mi się, jestem osobą która chce kontrolować siebie a po takich rzeczach raczej kontrola jest bardzo ograniczona - tak wiec nie praktykuje.

O przeszłości chłopak zaczął opowiadać mi dopiero po ok. 3 może 4 msc (tak wyszło że mieszkaliśmy razem od początku) czyli jak już byłam zakochana itd. Powiedział mi że palił przez pare lat (całe studia) i że w pewnym momencie przestał to kontrolować- szczerze jestem pewna, że gdybym taką informacje otrzymała na samym początku znajomości - nie bylibyśmy razem. Co jakiś czas dochodziły nowe fakty: palił z tym, tamtym i jeszcze kimś cała rodzina, całe otoczenie. Z czasem gluipe hasło w tv czy internecie odnośnie używek zaczęło być dla mnie czymś strasznym, jak słyszałam to od razu był wzrost ciśnienia, kłucie w brzuchu i uszczypliwe komentarze w kierunku chłopaka. Teraz po 3 latach nadal nic się nie zmieniło jest tylko gorzej jakbym nie mogła zaakceptować jego przeszłości. On zerwał wszystkie swoje kontakty, i zawsze powtarza że był to najgorszy okres w jego życiu. Wydaje mi się że sterta kłamstw, którą mi zafundował odnośnie tego tematu wywołała u mnie paranoje. Jak tylko słyszę gdzieś o "trawce" to budzi to we mnie agresje/złość robi mi się gorąco jestem nerwowa.

Ostatnio rozważałam zakończenie naszego związku bo nie mam siły na walkę z "tym czymś" myślę że jest najcudowniejszym mężczyznom na świecie ale jego przeszłość nie daje mi spokoju.. Wiem natomiast że nie da się jej zmienić i że nie ma to przecież na mnie wpływu, przynajmniej nie powinno mieć. Zastanawiam się nad wizytą u psychologa ale na razie chciałabym tylko zasięgnąć rady czy jest coś co mogłabym zrobić żeby nie męczyć siebie no i jego bo wieczne wytykanie błędów bardzo boli.

Wiem że tekst ciężko się czyta, przepraszam za to. Problem może po przeczytani wydaje się małostkowy ale jest naprawdę wiele gorzej niż mogło by się wydawać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj kkkklkkkkk!

 

Skoro jesteś szczęśliwa ze swoim partnerem, kochasz go, twierdzisz, że jest najwspanialszym mężczyzną, postaraj się zaakceptować jego przeszłość. Jak słusznie zauważyłaś - czasu nie cofniesz, jego przeszłości nie zmienisz, możesz ją tylko zaakceptować. Z tego, co zrozumiałam partner już od dawna nie pali marihuany, zerwał z tym. Prawdopodobnie na początku Waszej znajomości kłamał albo nie mówił Ci całej prawdy na temat "trawki", bo bał się, że tego nie zaakceptujesz, że go odrzucisz. Przecież całe życie nie możesz go karać, że palił trawkę. To zniszczy Waszą relację i Ciebie. Uważam, że powinnaś skonsultować się z psychologiem. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, mam pytanie ...zauważyłem u siebie ogromne "złoża" nienawiści ogólnie do wszystkich ludzi jakich znam , ogólnie do ludzi...

w życiu wiele się nacierpiałem,byłem przez nich wyśmiewany i poniżany . Są dla mnie po prostu nikim, cały czas chodzę wkurzony bo... bo mam kontakt z ludzmi, jak na nich patrze.... na te ich sztuczne i fałszywe gęby, cieszące się ze wszystkiego, chodzą szczęśliwi , A JA TEGO NIENAWIDZĘ no bo czemu oni mają być szczęśliwi skoro JA Nie jestem...Nienawidzę tej niesprawiedliwośći, czemu oni mają mieć lepsze życie ode mnie ?!

Moje pytanie brzmi: Czy TO podchodzi pod mizantropię ?

I tak z innej bajki - czy "osobowość unikająca " to jest jakieś schorzenie lub choroba ?

 

Z góry bardzo dziękuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy TO podchodzi pod mizantropię ?

Raczej nie, bo mizantropia to niechęć do ludzi w ogóle, łącznie ze sobą. Czy siebie również nienawidzisz?

 

czy "osobowość unikająca " to jest jakieś schorzenie lub choroba ?

Osobowość unikająca to zaburzenie osobowości, wymagające psychoterapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co psycholog (zwykły) może zaoferować pacjentowi.?

 

Rozumiem, że jest to pytanie o to, jaki zakres zdrowotnych usług psychologicznych może świadczyć psycholog na rzecz pacjenta, czy tak?

 

Psychologiczne świadczenia zdrowotne, jakie może świadczyć "zwykły" ( ;) )psycholog, to:

- porada psychologiczna,

- konsultacja psychologiczna,

- terapia psychologiczna,

- rehabilitacja psychologiczna,

- psychologiczna interwencja w kryzysie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

(asz strach byłoby zapytać co oferuje niezwykły....

Podejrzewam, że "niezwykły" psycholog, to taki, który dodatkowo ukończył szkołę psychoterapii, czyli jest psychologiem-psychoterapeutą. :) Psychologa "zwykłego" zinterpretowałam jako tego, który ukończył 5-letnie studia psychologiczne. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Biorę tą kwetiapine ale nie za bardzo mi pomaga na spanie przez rok czasu przespalem może kilkanascie nocy po 8 godzin a tak to góra 4 godz. jestem wykończony fizycznie i psychicznie,bardzo żle się czuje, została mi jeszcze perazyna którą ostatnio brałem bardzo nie regularnie i chyba dostałem od tego psychozy bo budziłem się w środku nocy przestraszony z bardzo mocno bijącym sercem i już póżniej nie spałem nie wiem co robić lekarz chyba na urlopie może wrócic do tej perazyny i brać ja regularnie? sam już nie wiem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AlexCCC2, co masz zdiagnozowane? Napisałeś, że masz problemy ze snem i bierzesz kwetiapinę. Uważam, że nie powinieneś sam "eksperymentować" z lekami. Koniecznie umów się ze swoim lekarzem psychiatrą i wspólnie zdecydujecie, co i w jakich dawkach powinieneś zażywać. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. już sama nie wiem czy ja mam problem czy mój narzeczony. Jesteśmy razem od 3lat, po tym czasie czuje się, że strasznie się narzucalam i na sile budowałam nasz związek, przynajmniej tak mi się wydaje. Przez pierwsze miesiące było nawet dobrze. Po krótkim czasie związku, zaczął mnie oszukiwać, mówił że jest w domu zmęczony, idzie spać i dlatego się nie spotkamy, ja to rozumiałam ale okazało się ze poszedł do kolegi to jest jedna z wielu takich sytuacji, było o wiele więcej o podobnym charakterze. Najbardziej zabolało mnie to jak poszedł na kawalerskie kolegi i trafił do klubu sogo, znał moje zdanie na ten temat wiedział ze tego nie toleruje, oczywiście powiedział mi tylko ze był i nic więcej. Po kilku miesiącach od tego wydarzenia przez przypadek wygadali się jego koledzy i dowiedziałam się prawdy, że miał taniec na kolanach, uważam, że to podchodzi pod zdradę, bo to jest intymna sytuacja, strasznie zrobiło mi się przykro, niby mówił ze żałuję, ale nic się nie staral żeby to pokazać że tak jest naprawdę. Po tych wszystkich kłamstwach prawie codziennie się kłócimy, nie ma tygodnia żeby był spokój. Nie potrafię zakończy tego związku bo go bardzo kocham. Kłócimy się o straszne głupoty, np. o to że ktoś zadzwoni i poprosi żeby gdzieś go zawiózł. Wydaje mi się ze mam w pamięci cały ten czas co mnie oszukiwał, że właśnie zawsze tak było ze ktoś był ważniejszy, był umówiony ze mną a ktoś zadzwonił i musiał jechać z kimś innym niż spotkać się ze mną. Nie wiemmoże ja juz mu nie ufam. Boli mnie też to, że nie okazuje mi uczuc, nie przytula mnie, nie całuje, a sexie chyba nie mam co wspominać. Zawsze ja się przytylam on nie wychodzi z iniciatywa. Nie wiem co już mam robić, potrzebuje pomocy, żeby ktoś mi powiedział czy to ja mam problem i jak go zmienić. staram się zapomnieć wszystkie przykre sytuacje, ale do końca nie potrafię, jestem bez radna. Nie chce kłócić się z nim o żadne głupoty ale nie wiem jak to zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj malami18!

 

Problem, o jakim wspomniałaś, nie jest tylko Twój, czy tylko Twojego narzeczonego. To Wasz wspólny problem, bo dotyczy Waszej relacji. Pojawiła się zazdrość, kłamstwa, brak zaufania, kłótnie, unikanie bliskości. Bez wątpienia Wasz związek przeżywa kryzys. Albo uda Wam się go przejść wspólnymi siłami, albo skorzystajcie z pomocy psychologa. Tutaj potrzeba dobrej woli i zaangażowania z obu stron. Zachęcam do przeczytania tekstu: https://portal.abczdrowie.pl/porozumienie-bez-przemocy Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od dwóch miesięcy leczę się u psychologa na nerwicę. Dziś na terapii poruszany był problem związków. Ogólnie chodziło o to, że nie mogę poznać faceta w którym bym się naprawdę zakochała czy jakoś bardziej zauroczyła. Na początku pani psycholog słuchała, potem stwierdziła że może mam za wysokie oczekiwania a do tego dochodzi wpływ rodziny itp. Pod koniec terapii stwierdziła, że przychodzi jej do głowy jeszcze jedna opcja tj...ukryty homoseksualizm z którego nie zdaję sobie sprawy. Zatkało mnie trochę i mówię tak: przecież faceci mi się podobają i to z nimi dochodziło do intymnych sytuacji typu pocałunki pieszczoty itp. więc jeśli ewentualnie coś mogę mieć ukryte to biseksualizm ( i to nie sądzę, ale myślę, a niech jej tam będzie).Kobiety z kolei nigdy mnie nie podniecały. A ona na to no może ma pani rację, ale jednak ten homoseksualizm może być. Już się nie chciałam spierać więc pożegnałam się i wyszłam, ale nie powiem lekko mnie to zdenerwowało. Bo skoro według niej ta orientacja jest coraz bardziej popularna (tak zrozumiałam) to może mam się nagle przerzucić definitywnie z facetów na kobiety :). Jeśli taka sytuacja się powtórzy zmienię terapeutę. Bo czy psycholog ma prawo do tak mocnych sugestii bez jakichkolwiek przesłanek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×