Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam


Tornado

Rekomendowane odpowiedzi

Na imię mam Ula.

Poprzez dość stresowe dzieciństwo dość szybko nabawiłam się nerwicy, która wręcz podwoiła się w momencie kiedy wpadłam w depresję... Szkolna pedagog, do której się udałam kiedy było już naprawdę źle, namawiała mnie do wizyty u psychiatry - jednak moi rodzice zawsze stwierdzali, że nie trzeba, że mnie nie zawiozą (mieszkałam bowiem wtedy na wsi).

Walczyłam sama ze sobą bardzo długo. Wynik: nerwicę potrafię opanować niemal w każdej sytuacji (choć sporadycznie jeszcze zdarzają się wyjątki), ludzie uważają mnie za stale uśmiechniętą miłą dziewczynę. Pozbyłam się myśli samobójczych, zaakceptowałam samą siebie, potrafię znaleźć optymistyczną nutkę w każdej sytuacji, a jednak jeszcze coś jest nie tak...

Mimo iż układa mi się wcale nieźle - mam pracę, za pół roku bronię licencjat, niedługo będę kończyć kurs prawa jazdy, cały czas coś się dzieje (a należę do osób dość aktywnych i energicznych) to jednak czuję jakby depresja zaczęła powracać...

Jestem znowu wiecznie zmęczona, na nic nie mam ochoty, nie jestem zadowolona z osiągnięć - ale to wszystko chowam w sobie - ktoś, kto mnie obserwuje z zewnatrz - wcale tego nie widzi - przekonałam się już o tym nieraz (i całe szczęście że tak jest). Być może przyczyną jest samotne mieszkanie na stancji - od 3 lat już. Odkąd się wyprowadziłam z rodzinnej miejscowości - nie odnalazłam się w żadnym środowisku - z nikim się nie skumplowałam, wiecznie jestem sama - choć z kontaktami z ludźmi i zawieraniem znajomości problemów nie mam - zawsze czuję się obco, nieswojo. Zauważyłam, że znów zaczęłam się zamykać w sobie, zaczęłam poszukiwać sensu tego co robię...

Być może lepiej poczułabym się wychodząc ze swoich 4 ścian częściej, ale wędrówki samemu nie należa do przyjemności w mieście, a na rozrywkę mnie nie stać.

Dzisiejszy post pisany jest akurat pod wpływem takiego nawrotu depresyjnego, potrafię jednak z dnia na dzień obrócić się o 180 stopni - i chwalić życie pod każdym względem. Jednak zbyt często zagląda do mnie ostatnio pesymizm. Dlatego postanowiłam tutaj w skrócie to wszystko opisać - może i nawet samo wylanie z siebie tego, co przeszkadza, pomoże w jakimś stopniu dojść do siebie..

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ukryłaś, zaleczyłaś w sobie objawy, ale nie wyleczyłaś się, nie dotarłaś do źródeł, nie poradziłaś sobie z nimi i miast objawów słabnących z dnia na dzień aż do zaniku, cały czas obawiasz się ich powrotu.

 

Myślę, że powinnaś zrobić to, czego nie zrobiłaś wiele lat temu z różnych przyczyn - udać się do specjalisty nie czekając, aż być może będzie tragicznie źle. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej się wyleczysz naprawdę.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak... Znaleźć na to tylko czas i pieniądze... No i się przemóc ..

Punktem zwrotnym w mojej depresji było silne postanowienie, że zmienie się, zmienie swoje myślenie, nastawienie do życia, do świata i osiągnę to sama, skoro nie mam mieć pomocy innej niż rozmowa z nauczycielami, że ciężko będzie mi teraz zdecydować się na wizytę - to tak jak bym się przyznała do porażki.

Udało mi się pokonać lęk do ojca, zmienić jego postępowanie w stosunku do nas (mnie i młodszego rodzeństwa), wielu osobom pomagałam poradzić sobie z problemami na codzień, a teraz miałabym się poddać ...

Być może to jest moje błędne koło, ale sama do wszystkiego dochodziłam i chciałabym, aby było tak dalej - czasem tylko potrzebuję podzielić się z kimś problemami.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To zawsze Twoja decyzja, ale powiem Ci tylko, że chyba każdy w tego typu chorobach tak to sobie tłumaczy, przez jakiś czas. W każdym razie, skąd ja znam to o czym piszesz :lol:

 

Tylko po cholerę sobie sztucznie utrudniać i robić sobie wbrew?

 

Ale, oczywiście, jak piszę, to zawsze Twoja decyzja.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że to moja decyzja i noszę się z jej podjeciem od kilku lat. Wszystko jest na tyle złożone, że czasem zwyczajnie tracę kontrolę nad myślami...

Była współlokatorka mi mówiła, że zna jakiegoś psychiatrę w Poznaniu, i przyjdzie mi się o niego zapytać, choć to nie tak miało być...

Ale wiem, że całkowite zamknięcie się w sobie - a do tego niestety powoli wbrew woli dążę - jest zgubne. I najgorsze, że wszystko wiem odnośnie tego jak patrzeć na świat, potrafię poradzić też innym, co zrobić, aby było lepiej, potrafię się też naprawdę cieszyć z życia - a co jakiś czas tak czy inaczej przychodzi dołek - i to na maxa.

 

Dziękuję, że mi odpisujesz Twilight, potrzebowałam wyżucić z siebie to wszystko wiedząc, że ktoś wysłucha i zrozumie...

Również pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

że wszystko wiem odnośnie tego jak patrzeć na świat, potrafię poradzić też innym, co zrobić, aby było lepiej, potrafię się też naprawdę cieszyć z życia - a co jakiś czas tak czy inaczej przychodzi dołek - i to na maxa.

 

Wielu z nas tutaj to zna, naprawdę :smile: Może pocieszy Cię, że to normalne, dość powszechne odczucie nerwicowców. Zdecyduj sie na terapię Słońce, im szybciej to zrobisz, tym szybciej sie wyleczysz. Mi uświadomienie sobie, że to choroba zajęło wiele lat, dotarcie, że jestem chory kolejne, a gotowość do leczenia następne... Razem kilkanaście lat. Ty możesz zacząć się leczyć zanim czujesz się całkiem tragicznie, to dobrze.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Tornado na forum.

To co piszesz, jest mi bliskie. Wiele lat byłam przekonana, że świetnie radzę sobie w życiu. Tak jak Ty, nie miałam problemów z poznawaniem ludzi, nie miałam tez problemów ze znalezieniem towarzystwa. Jednak nigdy nie zidentyfikowałam się z żadną grupą. Znajomości z czasem wygasały. Byłam z siebie zadowolona. Miałam niezłe osiągi w nauce, byłam miałam powodzenie i dużo swobody w działaniu. Tak jak Ty Tornado, ciągle czułam brak, pustą przestrzeń, którą próbowałam zapełnić coraz to nowszymi wrażeniami... aż pewnego dnia obudziłam się z ręką w nocniku. Jakby obuchem trzaśnięta - okazało się, że mam zaawansowaną anoreksję, przez którą straciłam dziecko, że jestem sama, nie mam przyjaciół. To było jak obudzenie się z pięknego snu - kompletna nieświadomość - za to przebudzenie było tak drastyczne, że do dzisiaj nie mogę się pozbierać :D

Patrzę teraz na moje tamto życie - żyłam w innym świecie, zupełnie nie świadoma siebie i rzeczywistości i to niesamowite przekonanie, że wszystko jest w porządku...

Najwyraźniej nadszedł również Twój czas, obudzić się z tej pięknej - ale nieprawdziwej bajki. Warto Tornado! Bo dopiero po przebudzeniu zaczyna się życie!

Pozdrawiam cieplutko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To, że jest coś nie tak - dotarło już do mnie dawno. Wiem, że nie wszystko jest w porządku, skoro nie zawsze potrafię opanować myśli i czasem się wręcz ich boję - tak samo jak boję się ludzi. I też wiem, że z całej depresji którą kiedyś miałam - te dwa czynniki depresję powodującą jeszcze się w moim życiu niestety czasami pojawiają - nie wiem tylko dlaczego.

Co prawda z kilkoma problemami nie umiem sobie poradzić, ale radość z życia odnalazłam - czasami tylko jest ona przesłaniane przez w/w lęki, ale później wraca. Pozbyłam się już wyimaginowanego świata. Zbyt mocno jeszcze tylko chcę utrzymać nad wszystkim w swoim życiu kontrolę - zbytnio się przejmuję jej brakiem.

Choć czasem jeszcze się zastanawiam nad sensem życia tylko dla siebie - partnera nigdy nie miałam (jedynie amantów, którym wiecznie to samo w głowie) - polubiłam życie. Jest w nim wiele piękna - przede wszystkim na łonie natury - nie odnalazłam jeszcze tylko tego piękna w człowieku...

 

...przepraszam - za mocno zaczęłam się wgłębiać w swoje myśli....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W momencie, kiedy codzienność składa się niemal z samych porażek i przez połowę Twojego życia każdą Twoją porażkę ktoś Ci wytyka i próbuje udowodnić, że do niczego się nie nadajesz (dosłownie) - każdy sukces staje się na miarę złota, a porażka przekleństwem.

Już na szcęście osoba, która tyle narobiła szkód w mojej postawie do życia i moim toku myślenia zaczęła mnie doceniać i teraz traktuje jak oczko w głowie, ale nie pozbyłam się braku wiary w siebie - choć już jest i tak coraz lepiej.

Osiągnięcie samodzielnie postanowienia o którym wyżej mowa - była dla mnie zbyt ważna, aby nie potraktować potrzeby pomocy specjalisty jako porażki - porażki w sensie realizacji postawionego przed sobą celu.

 

Jednak, jak śpiewa Turnau: "(...)martwić się przegraną nie trzeba, nie trzeba, skoro jeszcze przegram nie raz".

Zdążyłam się już z tym wszystkim pogodzić - i idę dalej.

 

Dziękuję za komentarze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tornado, szanuje Twoje przekonania, ale nie traktuj tych postanowień jako świętości tylko dlatego, że są Twoje - ty staraj sie, żeby one były mądre!

 

Jeśli chory na raka postanowi sobie leczyć się sam i tego postanowienia dotrzyma - no super, dotrzymał, ale czy to mądre? A czy jeśli w którymś momencie pójdzie jednak do specjalisty, powinien czuć porażkę? Ty staraj się sobie pomoc, bo udowadniać ani sobie, ani komuś, nie musisz.

 

Już na szcęście osoba, która tyle narobiła szkód w mojej postawie do życia i moim toku myślenia zaczęła mnie doceniać i teraz traktuje jak oczko w głowie

 

Łaskawca. Ale co Cię to obchodzi, żyjesz Ty!

 

To oczywiście moje sugestie, zrobisz jak uważasz :smile:

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że nie do końca mnie rozumiecie - ale to normalne. Nie znacie mnie, nie znacie mojego życia - a urywki myśli, które tu umieściłam - zdecydowanie nie wystarczają do zrozumienia w czym tak naprawdę u mnie tkwi problem.

Nie będę jednak już nic wyjaśniać, nie będę nic prostować w Waszych komentarzach, bo nie chcę rozdrapywać ran. Uzyskałam już odpowiednią pomoc - i bardzo Wam wszystkim dziękuję za zainteresowanie sprawą. Pomogło przede wszystkim uwolenie dręczących mnie myśli ;)

Dalej już sobie sama poradzę.

Pozdrowienia dla wszystkich :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem rozczarowana, ponieważ niczego tak naprawdę nie oczekiwałam - chciałam tylko podzielić się z kimkolwiek tym, co mnie od kilku dni męczyło. I nie uciekam, tylko biorę się za siebie. Mam tyle ważniejszych spraw od rozczulania się nad samą sobą i swoimi (drobnymi prawdę mówiąc) problemami.

(Choć te drobne problemy czasami mnie zaczynają przerastać, ale niewiele mi trzeba, aby spowrotem wziąść się w garść).

Już w liceum nauczyłam sobie radzić z myślami, których być tak naprawdę nie powinno - a że mam czasami dni, w których gubię czasami sens - to już inna sprawa. Zawsze jednak wyjście z takiego zagubienia wiele mnie uczy i umacnia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×