Skocz do zawartości
Nerwica.com

Hej.


anti

Rekomendowane odpowiedzi

Witam... przez moje obawy nie będe rozpisywał się o tym ile mam lat, gdzie mieszkam itd. Nie chcę, by ktokolwiek kiedykolwiek skojarzył ten post z prawdziwym mną. Ograniczę się do tego, że jestem młodym mężczyzną około dwudziestki.

 

Po co tu jestem? Do kolejnego, chyba już siódmego albo ósmego psychoterapeuty idę dopiero za tydzień. Wcześniej się nie dało. A teraz siedzę sam w ciemnym pokoju, z głośników zagłuszam myśli death metalowym "darciem ryja". Nie mam do kogo się odezwać, komu się wyżalić, że mam takiego doła że jestem już zmęczony i zaczyna mi być wszystko jedno. Depresja zabrała mi całą młodość i urywek dzieciństwa, chowała się gdzieś na krótkie chwile jakichś miłostek i małych sukcesów, by potem znów wychodzić z ukrycia i wchodzić mi na głowę.

 

Kim jestem na zewnątrz? Cóż, udaje szczęśliwego człowieka. Mam rodzinę, piękną dziewczynę, piszę, rysuję, nie narzekam na brak znajomych. Wszyscy myślą, że już studiuje, choć kibluje wciąż w szkole średniej. Udaje uśmiechniętego, czasami pojadę na jakąś imprezę, raz na jakiś czas wrzucę fotkę na fejsa jaki to jestem szczęśliwy na domówce z resztą zachlanych gęb w kadrze. Słowem - typowy koleś. A tak naprawdę potwornie cierpię i walczę nie tyle z tym cierpieniem, co z tym, by nie przeciekło do reszty mojego życia, bo stracę to wszystko, co jeszcze mam. Ludzie nie lubią nieszczęśliwych ludzi. Unikają niedojd, otaczają się ludźmi sukcesu a współczucie rezerwują dla chorych piesków ze zdjęć z schroniska.

 

We wszystkich testach mój wynik to ciężka albo bardzo ciężka depresja. W teście Becka mój wynik to 40. Nie ujawniam lekarzom pełnej skali rozdzierającej mnie rozpaczy, obawiam się, że rozłożą bezradnie ręce i wyślą mnie do Tworków czy innego wariatkowa. Ale ja mam jeszcze jakieś resztki godności, tym bardziej nie chce się zabijać. Wierzę, że bez tak skrajnych metod dane mi jest kiedyś uwolnić się od tego zamrażającego smutku.

 

Pytanie, czy słusznie? Są na tym forum psycholodzy, liczę, że powiedzą mi coś więcej niż w stylu "dasz radę, ze wszystkiego można wyjść". Czy z takiego stopnia depresji można uwolnić się efektywnie i "skrycie"? (tak jak dotychczas, czyli psychoterapia i leki)?

 

Nie proszę o pomoc, jakaś godność we mnie już na tym etapie się buntuje. Ale z góry dziękuję za odpowiedź, wskazówki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj anti!

 

Po pierwsze niepotrzebnie kryjesz się przed innymi ze swoimi problemami - w ten sposób odbierasz sobie szansę, by ktoś Ci pomógł. Pytasz, czy można wyjść z depresji. Można, ale musisz udać się do lekarza psychiatry, który będzie mógł Cię rzetelnie zdiagnozować (stwierdzić, czy to rzeczywiście depresja, jak głęboka, jakie masz objawy itd.) i zaproponować odpowiednie leczenie (leki i/lub psychoterapię). Połączenie systematycznej psychoterapii z antydepresantami może przynieść oczekiwane efekty. Daj sobie szansę i pozwól sobie pomóc. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolego, przede wszystkim przestań oszukiwać - nawet nie wiesz jak oszukiwanie otoczenia i granie innego człowieka niż się jest, jest mentalnie męczące, uwierz mi. Nawet to może doporowadzić do jeszcze większego doła - np. ciągłe martwienie się, że ktoś zauważy, że coś jest nie tak. Poza tym, jak człowiek udaje kogoś innego - "lepszego" niż jest to w momencie zderzenia z rzeczywistością może dostać jeszcze bardziej się zdołować. A co gorsza finalnie człowiek może sam siebie zacząć oszukiwać co jest najgorszą rzeczą jaką może zrobić. Poza tym, niewiele napisałeś - czemu tego doła masz itd. więc to tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Specjalnie nie pisałem, skąd może się brać moja depresja, bo... nie wiem. Pamiętam, że poczułem w pewnym momencie życia jakiś wiercący we mnie niedostatek, pustkę i... złość. Moim "motorem napędowym" jest tylko i wyłącznie zazdrość - wszystko robię oglądając się na innych. Czasami to motywuje, a czasami przygniata, a czasami rozsadza tak, że mógłbym komuś z tej zawiści zrobić krzywdę. Jestem świadom, że wewnętrznych pragnień i potrzeb nie mam. Życie jest dla mnie ciągłą walką, rywalizacją, więc to otwarcie się na innych... dla mnie to jednoznaczne z porażką, z taką definitywną i... po prostu nie wyobrażam sobie mojego funkcjonowania. Może w tej presji i paranoi jest też napęd dla depresji, nie wiem. Nie wiem jak to nawet nazwać. Szukałem po zaburzeniach osobowości i paru innych terminach ale nie znalazłem tam "siebie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy w życiu miał "chwilowy" dołe większy lub mniejszy. Ile to ja razy nie imałam ochoty rzucić wszystkiego bo zupełnie bez przyczyny wszystko wydawało się marnością i bezsensem pomimo, iż życie zarąbiste. Nie wiem jak długo masz tego doła ale jesteś w takim wieku, że człowiek powoli zaczyna być samodzielny, zaczyna decydować o swojej przyszłości, musi zacząć planować itd. To często może przytłoczyć i doprowadzić do dołka mentalnego. I w takim wieku człowiek też ogląda się na innych, podpatruje jakie ludzie mają plany, osiągniecia itd. i jesli samemu stoi się z miejscu to faktycznie człowiek może bardzo mocno zazdrościć innym. Ogólnie, niewiele napisałeś o swoim życiu więc i tak wiele powiedzieć się nie da ale może usiąć i zastanów się. Nie wiem, masz jakieś plany konkretne na przyszłość itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Otaczanie się tymi wszystkimi pozorami, o których pisałeś - jeśli jest to sztuczne, a z natury takie jest, to ma to charakter wyłącznie kompensacyjny.

Ani imprezy, ani kumple, czy nawet talenty i ta ciężka muzyka - nie zapełnią twojej pustki...

Według mnie tutaj bardziej niż o psychikę - chodzi o twojego ducha.

Posłuchaj, ,,samotność" jest czasami dobra, ale ty nigdy nie byłeś samotny. Przecież dobrze wiesz, że masz wokół kochające cie, bliskie osoby. Wiesz również, że tak naprawdę zawsze mogłeś z nimi porozmawiać. Może i tego nie dostrzegasz, lub nie dopuszczasz tego do swojej świadomości - ale oni chcą ci pomóc, ponieważ jesteś tak bardzo cenny.

Według mnie coś, co możesz zrobić natychmiast - to np. wyjście wieczorem do lasu i szczera rozmowa z samym sobą, wyrażenie tego całego żalu i rozpaczy. A po takim czymś, zawsze pojawia się nadzieja - jeśli było to szczere; bądź szczery, bo prawda wyzwala.

Nie wiem o tobie zbyt wiele, nie wiem czy jesteś wierzący. Ale według mnie... Ty sam już dobrze wiesz, co powinieneś zrobić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×