Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Separacje, rozstania, rozwody - wątek wsparcia

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. Jest to wątek dla osób, które są w trakcie separacji, rozwodu bądź rozstania z partnerem i potrzebują wsparcia innych. Jak przetrwać, w jaki sposób poradzić sobie z emocjami i uczuciami, jak umożliwić sobie "pójście dalej". Mile widziane zarówno teoretyczne rozważania, jak i opinie oraz własne doświadczenia. Możecie tutaj opisywać to, co przydarzyło się Wam przy rozstaniu oraz to, jak udało się Wam sobie poradzić - może to pomóc innym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spakowałam wszystkie swoje rzeczy, zajęły prawie cały mały pokój... Siedzę razem z nimi i ryczę. Nie mam się jeszcze gdzie wyprowadzić, ale musiałam to spakować. Żeby widzieć, że to się dzieje na prawdę, na żywo, ostatecznie... Nienawidzę go teraz. Po prostu go nienawidzę z całego serca. Nienawidzę go za to, że się w nim zakochałam kompletnie bez pamięci. Od samego rana pakowałam się próbując rozładować wkurwienie, złość, nienawiść, a teraz siedzę pośród tych toreb, siatek, kartonów i ryczę jak pieprzony bóbr... Ja pierdolę, nienawidzę tego skurwiałego świata, jebanej w dupę miłości, w ogóle wszystkiego nienawidzę. :cry: Dlaczego ta bajka skończyła się jak koszmar? Było tak pięknie, po prostu najcudowniejsza sielanka. Było najlepiej. Czy to było zbyt piękne by trwać? Dlaczego innym się udaje, a mi nie? Czy to moja wina? Dlaczego to nie mogło trwać? Dlaczego się skończyło, wyczerpało... :cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, podczytałam Twój wątek w socjologii i miałam podobną sytuację. Pracę, która nie była dobrze płatna, związek, który się rozwalił i brak możliwości wyprowadzenia się dokądkolwiek. Chciał nie chciał wynajęłam sobie pokój u starszej Pani. Mała klitka, ale przynajmniej miałam dach nad głową. Później jakoś się poukładało. Domyślam się, że ciężko by Ci było mieszkać z kimś obcym, ale wierz mi, jeśli masz alternatywę zostać bez dachu nad głową, a mieszkać z obcymi ludźmi, to jednak druga opcja jest korzystniejsza. No i też można spojrzeć na to od drugiej strony - zawsze jest szansa, że trafisz na ludzi, którzy Ci "podpasują". Najgorsze, co można zrobić, to siedzieć i płakać. Rozwiązanie po prostu musi się znaleźć. Może masz też jakichś znajomych, którzy przenocowaliby Cię do momentu aż coś sobie znajdziesz? Może ktoś ze znanych Ci osób też szuka mieszkania? Może warto popytać?

I nie, nie jesteś przeklęta, bo nie każdemu się udaje. Zobacz, ile jest zranionych osób choćby na tym Forum. Ile osób ma za sobą rozstania, nieudane związki. Tak niestety bywa w życiu. Ludzie się schodzą i rozchodzą.

W każdym razie trzymaj się tam i nie załamuj się. Jakoś to na pewno da się poukładać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artemizja, dzięki za wsparcie, naprawdę mocno tego potrzebuję w tej sytuacji. Pozostaje mi przeglądać te beznadziejne ogłoszenia i szukać czegokolwiek co będzie miało choć częściowo ludzkie warunki i będzie w miarę tanie. Nie mam żadnych znajomych, którzy by mnie przenocowali, nie chce też pytać w pracy, bo zaraz się wieść rozniesie, że mój związek się rozwalił, a taka byłam z niego szczęśliwa. Wiem, że jest wiele zranionych osób, ale jak rozglądam się wokół siebie, to widzę same szczęśliwe pary, które są albo długo razem, albo krótko i już się żenią, bo są w pełni szczęścia, albo zakładają rodziny, opowiadają o swoich wspólnych planach, domach, remontach, itp... Po prostu ogarnia mnie gorzki żal, czemu akurat ja pośród tego całego szczęścia jestem nieszczęśliwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, nie wiesz, czy szczęście innych będzie trwało długo. Na razie jesteś zraniona, w trakcie rozstania i w ciężkiej sytuacji, więc widzisz jedynie tych dookoła, którzy są szczęśliwi. Ale wierz mi, że tak nie jest. Niemniej jednak, to i tak żadne pocieszenie.

Spróbuj poszukać ogłoszeń o wynajem na lokalnych portalach. Tam zazwyczaj jest więcej tańszych ofert niż na ogólnopolskich serwisach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znowu ryczę po powrocie do "domu". Znowu dzisiaj nie znalazłam niczego sensownego na wynajem. Chyba na weekend pojadę do rodziców, bo przy nim przeryczę cały weekend... Już od samego patrzenia w jego oczy chce mi się ryczeć. Z jednej strony już miałam go dość, to traktowanie mnie jak małe dziecko, które lata po mieszkaniu i wszystko brudzi i niszczy, a z drugiej to ze świeczką takiego faceta szukać, który lubi porządek i lubi sam sprzątać. I nawet potrafi usmażyć mięso lepiej ode mnie... Chciałabym z nim zostać, bo się do niego przyzwyczaiłam, przyzwyczaiłam się do rozmów, do liczenia na siebie, do wsparcia, do wzajemnej pomocy, bo mi się wygodnie z nim mieszka. Ale z drugiej strony nie chciałabym z nim zostać, bo czasami czuję się z nim jak u rodziców, milion zasad co do mieszkania, sprzątania, kładzenia rzeczy itp. I jego marudzenie na mnie i na to, co znowu zrobiłam nie tak. Z jednej strony mnie rozumie, ma w wielu sprawach takie samo zdanie jak ja, mamy wiele wspólnych cech charakteru, a z drugiej on jest domatorem, a ja jestem żądna przygód, nosi mnie gdzieś daleko, on woli zbierać kasę na jakieś sprzęty do domu, ja wolę zbierać kasę na wycieczki, na które potem musiałabym jeździć sama... Niby mamy tyle wspólnego, a jednak jest między nami tyle różnic. Na początku wydawało się, że wszystko mamy wspólne, że jesteśmy prawie jak dwie krople wody. Czemu? Czemu różnice zaczęły wychodzić powolutku dopiero po roku, aż po półtora stały się wręcz nie do zniesienia? Czy byliśmy oboje tak zaślepieni i ogłupieni zakochaniem, że ich nie widzieliśmy? Przecież logiczne myślący człowiek widziałby od razu tak duże różnice pomiędzy nami. A nam się wydawało, że wszystko nas łączy, a nic nas nie dzieli. Z perspektywy czasu nie wiem, jak to było możliwe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, a rozmawiałaś z Nim o tym, jak się czujesz, jak odbierasz Jego zachowanie? Może On nie jest świadomy, że w ten sposób to odczytujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest, praktycznie codziennie rozmawiamy na temat tego co nawzajem robimy źle...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, a próbujecie jakichś kompromisów, czy każde chce postawić na swoim? Ciężko coś w tej sytuacji doradzić. Zwłaszcza, że z tego, co napisałaś wynika, że nie jest Ci obojętny. Może po prostu faktycznie do siebie nie pasujecie i te różnice wyszły dopiero po czasie? Tak naprawdę przez pierwszych kilka miesięcy zazwyczaj ma się różowe okulary i nie jest się w stanie dostrzec rożnic. A gdy już opadają i dwoje ludzi nie potrafi się porozumieć i "spotkać" się gdzieś w połowie racji, to źle wróży na przyszłość i czasami lepiej się rozstać. Tu już decyzja należy do Was.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artemizja, niestety każde z nas jest bardzo uparte i oboje nawzajem sobie zarzucamy, że każde z nas chce zawsze postawić na swoim. Mówiłam kiedyś, że nie wytrzymałabym ze samą sobą i tu proszę, spotkałam faceta z podobnym charakterem i sprawdziło się to, co mówiłam. Próbowaliśmy różnych kompromisów, niestety po jakimś czasie i tak kończy się na kłótniach. Takie coś jak inne przyzwyczajenia, nawyki nie powinno nas w sumie dzielić, nie są to pierwszoplanowe sprawy. Może to właśnie podobieństwo charakterów po jakimś czasie zaczęło nas dzielić? To, że oboje jesteśmy uparci, oboje chcemy żeby było po naszej myśli, obojgu nam wydaje się, że mamy zawsze rację, oboje jesteśmy dość egoistyczni, oboje jesteśmy strasznymi marudami, oboje wszystko chcemy robić po swojemu, oboje mamy dość emocjonalne reakcje, postępujemy pod wpływem impulsu, oboje równie łatwo się wyprowadzamy z równowagi. Obawiam się, że może przez to, gdy pojawia się jakaś różnica zdań, przestajemy ze sobą wytrzymywać. Czy to brzmi logicznie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, na pewno logiczne jest to, że może być Wam ciężko przez wzgląd na charaktery, aczkolwiek można spróbować nad tym pracować. No, ale tutaj potrzeba woli obojga i jednak chęci wypracowania środka. Czasami trzeba postawić na swoim, a czasami ustąpić. W praktyce jest to niewyobrażalnie trudne i często przerasta ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artemizja, ja bym nad tym chętnie jeszcze popracowała, tylko on wydaje się już nie chcieć. Ma żal do mnie o czepianie się go o wiele rzeczy, nie mówienia mu nic dobrego, tylko wypominania samych negatywów. Nie wiem, może na jego miejscu też bym tak miała, ciężko mi powiedzieć. Może rzeczywiście przesadziłam z "jechaniem" po nim, byciem przewrażliwioną, słabo uzasadnionym czepianiem się różnych rzeczy. Może to mu zepsuło obraz mnie? Może wydaje mu się, że to jest coś niewybaczalnego? Chociaż z mojej perspektywy nie było to jakieś straszne. Może boi się, że to nie zmieniłoby się? Jako pesymista pewnie widzi naszą ewentualną przyszłość w czarnych barwach, więc pewnie dlatego woli z niej zrezygnować. Aby uniknąć kolejnej porażki. No cóż, ja nie mam zamiaru mówić mu, że może być inaczej, byłoby to tylko niezręcznym odbiciem się od ściany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, wiesz, nie jestem znawczynią związków i nie mam zamiaru rzucać utartymi frazesami, które nijak mają się do rzeczywistości. Sprawa wygląda tak: albo chcecie walczyć o związek - obydwoje, albo dajecie sobie spokój. Chyba jedną z najgorszych kwestii jest to, gdy jednej stronie zależy, żywi masę uczuć do drugiego człowieka, w jakis sposób się stara, a i tak nic to nie daje. To przykre. Ogólnie kryzysy sa ciężkie. Pozostaje mi jedynie życzyć Tobie, Wam tego, byście jednak mimo wszystko próbowali, a jeśli dojdzie do rozstania, to nie robili tego w gniewie...

 

-- 05 mar 2015, 00:05 --

 

Powietrzny Kowal, tutaj akurat nie chodzi o mnie, a jeśli w przyszłości ten temat by mnie dotyczył, to nie napisałabym o tym tutaj. Przez wzgląd na to, że jesteśmy obydwoje na Forum i sytuacja byłaby delikatnie rzecz ujmując krępująca, a także dlatego, że akurat z takimi rzeczami wolałabym sobie poradzić we własnym wnętrzu. Jesteśmy ludźmi dorosłymi i podejmujemy decyzje, a te decyzje niekoniecznie muszą być do wglądu na Forum. Tutaj chodzi zarówno o moją, jak i Twoją prywatność, więc nie miałabym prawa decydować za Nas oboje. Niemniej jednak, są osoby, które potrzebują porozmawiać, bo samym jest im ciężko, a że są anonimowe, ich partnerzy nie są Użytkownikami Forum, to sprawa wygląda trochę inaczej i to, czy napiszą o tym tutaj jest kwestią indywidualnej decyzji. Nie mam zamiaru służyć za wróżkę i wybiegać w przyszłość, bo to jak wróżenie z fusów. Dla mnie liczy się to, co ktoś przeżywa w danym momencie i czy rozmowa na ten temat może mu pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powietrzny Kowal, no to powiem tak, nie jestem w stanie powiedzieć ludziom, co będzie w przyszłości, ale na podstawie nierzadko własnych minionych przeżyć bądź też próby postawienia się w ich sytuacji, jestem w stanie spróbować ich wesprzeć bądź coś doradzić. Czasami nawet sama rozmowa pomaga. I tak, uważam, że jeśli w grę wchodzą wyniszczające emocje ( a przy rozstaniu jest ich cała masa), to dobrze jest o tym choćby napisać, a nie dusić w sobie. Jako osoba, która kieruje się praktycznie tylko logiką, systemem binarnym, nie jestem pewna Słońce Ty Moje, czy rozumiesz destrukcyjną siłę emocji przy rozstaniu. Skoro pytanie wynika z ciekawości, to chyba jednak zrozumienie emocji, a przede wszystkim zidentyfikowanie ich i określenie skali jest dla Ciebie czymś nieznanym. Inaczej nie musiałbyś pytać ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

JAk sobie radzicie z rozstaniem bedac bardzo przyzwyczajeni do partnera? w co uciekacie? co robic?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi pomogło jego wymyślanie różnych ciekawych historyjek na mój temat i pisanie tego do mojej rodziny i wspólnej znajomej. Od razu stał mi się obojętny :mrgreen: Można spróbować tak sprowokować, żeby wyprowadzić z równowagi i własnie tak to się kończy. Zazwyczaj sposób udany. Zapominam na amen :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

samotny_wilk, kiedy rozchodziłam się z moim poprzednim partnerem, to uciekłam w pracę. Nie chciałam mieć wolnej nawet chwili. A jak nie pracowałam, to wychodziłam na miasto bądź rozmawiałam w Necie z ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

black swan, a zdarza się/zdarzało w ogóle, że siedzicie z partnerem i rozmawiacie o tym co w Was na wzajem się podoba?

Jest mnustwo par, które w pewnych kwestiach niebotycznie drą ze soba koty ale mimo wszystko wyżej stawiają te pozytywy. Fakt, że jeśli dwie osoby są uparte to cięzko o jakikolwiek kompromis ale skoro takie "czepianie" się wiecznie o te same rzeczy, jeśli nie są jakieś faktycznie rażące może warto po prostu olać. Trochę się pokłócić ale finalnie obrócić to, że tak to ujmę w żart - tupnąć nogą i żartobliwie się obrazić, żeby finalnie sytuacje jakoś rozładować. Chyba nie ma pary idealnej i zawsze w jakiś sprawach zdania będą różne ale jeśli nie da się dojśc do porozumienia w jakiejś kwestii może czasem warto to odłożyc na bok. Nie czytałam Twojego innego wątku ale z tego co tutaj piszesz jak dla mnie wynika, że może zbyt dużo czasu spędzacie ze sobą (poza pracą), Ty lubisz podróżować, a On kupować wyposażenie do mieszkania - cóż, na wycieczki możesz jeździć z innymi znajomymi, a partner w zamian może ładować pieniądze w jakąs swoją pasję. Mam wrażenie, że albo oboje na chama szukacie powodu, żeby ze sobą nie być albo faktycznie po prostu nie pasujecie do siebie a zaślepiło Was ślepe zauroczenie, które niestety często zaburza i idealizuje obraz drugiej osoby.

A generalnie - ludzie tak na prawdę uczą się nawzajem przez całe życie, więc to nie jest nic dziwnego, że "nagle" zaczęły wynikać jakieś sporne sytuacje ;).

Są ludzie, którzy przez 30 lat żyli w szczęsliwym związku małżeńskim i się rozwodzą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, jak sytuacja? Coś się wyjaśniło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

black swan, mam nadzieję, że Wam się uda. W każdym razie, tego Wam życzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i nie wiem co napisać...

powinnam się rozstać z gościem, w zasadzie to zrobiłam przez facebooka, bo inaczej chyba bym nie potrafiła...

Jednak już tylko po tym tęsknie i boje się co będzie dalej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem pewny podjętej decyzji odejścia od żony z powodu jej zdrady i romansu. Jestem przed rozwodem ale Ona ciągle nie jest mi obojętna. Wybaczyłem jej i zostałem jeszcze rok w domu. Jestem juz prawie rok od wyprowadzki z domu a rozwód jeszcze się nie zaczął. Trwa tylko pozew mojej żony o zabezpieczenie potrzeb rodziny choć co miesiąc dobrowolnie płace jej 500zł na syna. Od samej przeprowadzki wspiera mnie kobieta która twierdzi że mnie bardzo kocha i nigdy by mnie nie skrzywdziła. Ja nie jestem pewny swoich uczuć i dlatego jest mi jeszcze ciężej bo najlepiej to by było się odkochać od jednej i zakochać w drugiej. Nie wiem co mam robić :) Problem się zwiększa ponieważ jestem poza granicami kraju na misji zagranicznej. Jak dzwonie na skype do syna to nieraz widzę żonę i wspominam miłe chwile, z drugiej strony jak rozmawiam z "nową" kobietą i widzę jak się o mnie stara jak nikt wcześniej to chciałbym z nią być :) życie jest pojebane nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie jestem pewny podjętej decyzji odejścia od żony z powodu jej zdrady i romansu. Jestem przed rozwodem ale Ona ciągle nie jest mi obojętna. Wybaczyłem jej i zostałem jeszcze rok w domu. Jestem juz prawie rok od wyprowadzki z domu a rozwód jeszcze się nie zaczął. Trwa tylko pozew mojej żony o zabezpieczenie potrzeb rodziny choć co miesiąc dobrowolnie płace jej 500zł na syna. Od samej przeprowadzki wspiera mnie kobieta która twierdzi że mnie bardzo kocha i nigdy by mnie nie skrzywdziła. Ja nie jestem pewny swoich uczuć i dlatego jest mi jeszcze ciężej bo najlepiej to by było się odkochać od jednej i zakochać w drugiej. Nie wiem co mam robić :) Problem się zwiększa ponieważ jestem poza granicami kraju na misji zagranicznej. Jak dzwonie na skype do syna to nieraz widzę żonę i wspominam miłe chwile, z drugiej strony jak rozmawiam z "nową" kobietą i widzę jak się o mnie stara jak nikt wcześniej to chciałbym z nią być :) życie jest pojebane nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić ;/

 

Może spróbuj uporządkować swoje uczucia i życie. Dlaczego się jeszcze nie rozwiedliście ? Twoja żona jest w innym związku? Jak ta druga kobieta wkroczyła w Twoje życie ? Staranie się o kogoś jest miłe ale nie wiem czy wystarczy do stworzenia związku.

Noramalne jest, że uczucia nie wygasają natychmiast, czasami trwają jeszcze długo po zakończeniu zwiĄzku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam nie widziałem że już jest odpowiedź.

Dogadaliśmy się że dopiero jak będę w kraju to się rozwiedziemy;/ Żona nie jest w innym związku. Jeszcze do czasu chciała do mnie wrócić ale praktycznie w ogóle się o to nie starała. Później zaczęła się złościć i robić wszystko pod górkę. Druga kobieta w sumie wkroczyła szybko i szybko zaczęła mnie kochać i się starać o mnie. Poznaliśmy się na kursie i zdradziłem z nią żonę ;/ w sumie spotykaliśmy się raz na miesiąc na sex i tak z przyjaźni przeszło na kochanie. Sporo rozmawialiśmy przez telefon bo nie bardzo umiałem rozmawiać z żoną. Szybko zaczęła mnie ustawiać ograniczając wszelkie kontakty z żoną i jakimi kolwiek kobietami. W rozmowach złościła się często chciała kończyć znajomość. Ja byłem w niej zauroczony a do żony zacząłem czuć coraz większą nienawiść. Teraz zauroczenie przechodzi i nienawiść też przeszła. Z żoną byłem od 16 roku życia i zawsze ją kochałem i chyba dalej kocham. Ale uniosłem się honorem i się wyprowadziłem z domu a ta szybko wzięła mnie pod skrzydła w sumie dogadując co i jak robić. Dzieli nas w kraju 750 km ona chce żebym się do niej przeprowadził a ja nie wiem czy dam rade ograniczyć przez to kontakty z synem do jednego może dwóch w miesiącu;/ Znalazła jakieś mieszkanie które jest przerabiane pod nas bo robi to jej kumpela i już podpisała umowe przedwstępną. Zgodziłem się na to, miało to być wspólne mieszkanie. Teraz jak zaczęło do mnie wszystko dochodzić nie wiem co mam ze sobą zrobić.

W jaki sposób mam uporządkować życie i uczucia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×