Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
BeOk

Rzućmy się na głęboką wodę

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

z nerwicą natręctw mam do czynienia od dłuższego czasu. Wcześniej borykałam się z nerwicą lękową (myślę, że dalej jest, ale się czai) i wiem, że można z niej wyjść - tylko TRZEBA CHCIEĆ. Nerwica natręctw przede wszystkim zabiera czas, chęci i męczy. Męczy strasznie. I choć każdy z nas jest normalny, bo jest! codziennie walczy sam ze sobą.

 

Przeczytałam w jednej z mądrych książek, że należy pamiętać o tym, że TO OD NAS SAMYCH ZALEŻY WSZYSTKO. Jeżeli nie chce panikować, nie będę. Nie zrobię swoich natrętnych rzeczy dzisiaj i koniec. I przyznam się, że staram się tak myśleć. Ostatnio stwierdziłam, że robię sobie jeden dzień wolny od tego wszystkiego - sobota - UDAŁO SIĘ! Przeżyłam, obudziłam się w niedziele i życie było dalej takie samo. W sobotę myślałam - jeżeli coś ma stać się, niech stanie się to dzisiaj - najwyżej będę panikować, a jak wiadomo panika mija. O tym też warto pamiętać. Ale zmęczona tym wszystkim w niedzielę znów się nakręciłam.

 

Do czego dążę - chcę dzisiaj skoczyć na głęboką wodę. Nie robić nic, nie słuchać myśli. Chce zrobić sobie test ostateczny. Wolę umierać tydzień aniżeli całe życie. I trzymajcie za mnie kciuki.

 

Skacze ktoś ze mną?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

BeOk, trzymam za Ciebie kciuki i mocno kibicuję w Twoich staraniach, by uwolnić się od nerwicy. Napisz proszę, jak Ci idzie, czy dajesz radę zapanować nad nieprzyjemnymi, dokuczliwymi objawami. Pozdrawiam serdecznie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznaje, że zaczyna robić się ciężko i walczę z myślami...

 

Jedne podpowiadają mi Dziewczyno Nie Poddawaj Się, inne Przełóż To Może na Jutro...

 

zaczynam się gubić i nakręcać się, coś w stylu - wczoraj zrobiłam to lepiej, dzisiaj tego nie powtarzaj bo wyjdzie ci gorzej - ciekawe czy coś to da.

 

-- 11 lut 2015, 10:56 --

 

Nawaliłam na całej linii. Nie wykonywałam swoich czynności prawie przez cały dzień. W głowie stale siedziały mi myśli, było ciężko. I byłam zadowolona. Ale kiedy nadszedł wieczór, wróciły silne obawy i zaczęłam się nakręcać, dodatkowo robić rzeczy, których do tej pory nie robiłam. Noc zleciała szybko, a dzisiaj mam ochotę walnąć sobie głową o ścianę, że nie dałam rady.

 

Chce dzisiaj na nowo spróbować. Czy w ogóle ktoś z Was próbował rzucać się na głęboką wodę? Jak to wyglądało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

BeOk, fajny temat, gratuluję odwagi! :smile:

 

Ja też męczę się już długo, bardzo długo,

ale raz na jakiś czas, najczęściej pod wpływem różnych pozytywnych bodźców

(coś przeczytanego, inspiracja od kogoś z forum, jakiś nowy pomysł na natręctwa itd.)

zbieram się w sobie, zbieram chęci, energię i biorę się za to dziadostwo.

 

U mnie polega to dokładnie na "nie robieniu niczego" ;) , bo mam natręctwa sprawdzania wykonanych czynności,

i jedyne co mam robić, to mam powstrzymywać się od tego sprawdzania. Ale właśnie ta, tak prosta i oczywista rzecz, jest dla mnie cholernie trudna.

 

No więc w takie "lepsze dni" rzeczywiście, coś się udaje, wtedy sobie myślę: no, chyba znalazłem sposób, będę tak właśnie sobie radził, muszę zapamiętać ten stan, gdy mi się to udawało itd.

Ale przychodzi kolejny dzień i nagle ten pozytywny nastrój, chęci, to "coś" nieuchwytnego, co wczoraj tak dobrze działało... po prostu znika.. :(

Jeżeli dojdzie do tego zmęczenie, różne codzienne drobne problemy, to znów wpadam w poprzednie natręctwa, czasem nawet silniejsze, tak jakby nadrabiając ich brak z tego lepszego dnia.

Chciałbym móc zrobić takie "zdjęcie stanu umysłu" z tego lepszego dnia, zachować to na następne dni,

ale jak to zrobić ??

 

Ale kiedy nadszedł wieczór, wróciły silne obawy i zaczęłam się nakręcać, dodatkowo robić rzeczy, których do tej pory nie robiłam.

No właśnie, nerwica ma to do siebie, że jest podstępna. Sam to też zauważyłem, że gdy uda mi się uniknąć jednych rzeczy, to zaraz czają się inne, nawet zupełnie niespodziewane.

Bo nerwica musi gdzieś się uzewnętrznić, jak nie tu, to w innym miejscu.

 

BeOk, póki co, ja chyba nie mam dość odwagi, żeby tak rzucić się na głęboką wodę...

 

Może jednak lepszą metodą jest iść krok za krokiem ??

Zdobywać teren stopniowo, opanowywać go, okopywać się na zdobytych pozycjach,

osłabiać przeciwnika, a potem skłonić do pewnej ugody:

OK, wiem że jesteś nerwico, sama sobie nie pójdziesz, może nawet będziesz już zawsze,

no więc ja pozwalam ci istnieć obok mnie, ale ty nie przeszkadzaj mi w miarę normalnie żyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciesze się, że w końcu ktoś się wypowiedział. OptyMistic dzisiaj jest mój dzień. Postanowiłam pewne rzeczy odrzucić. Sobota jak zwykle była moim dniem odpoczynku (aż śmiesznie to brzmi w przypadku nn) ale udało się. W niedziele byłam zmuszona pewnych rzeczy nie wykonywać. I również się udało. Dzisiaj postanowiłam sama z siebie zawalczyć. Póki co jest dobrze. Nakręcam się, że nie dam się temu cholerstwu, choćby nie wiem co. Jutro przyjdzie kolejny dzień i zapewne o tej porze będę z siebie duma. Na to liczę. Musi się to w końcu stać. Są momenty, że serce szybciej bije, czuję jak uszy robią mi się ciepłe, to zdenerwowanie. Ale przejdzie, zawsze przechodzi.

 

Będę odganiać myśli choćby i do samego rana.

Świat należy do odważnych... chce małymi kroczkami w końcu do niego wkroczyć.

 

Trzymajcie za mnie kciuki.

Wierze, że będzie dobrze.

Cholera musi być:)

 

-- 24 lut 2015, 11:09 --

 

Udało się :)))

 

Pierwszy krok do wolnością osiągnięty. Nie poddałam się jednej wielkiej dla mnie rzeczy. Przed snem przychodziły myśli, ale starałam się zastąpić je czymś innym. Odnaleźć w sobie spokój. Czułam, że w środku są obawy, ale wiedziałam, że jeżeli tylko zagłębie się w nie to wyjdą. Chce żebyście wiedzieli, że to jest do pokonania. Wczoraj był mój dzień, czekałam na niego i to właśnie wczoraj poczułam, że warto spróbować.

 

Radą moją jest żebyście powoli starali się przygotowywać do odrzucenia nn. Nic na siłę. Myśleli o tym, że przyjdzie taki dzień, że w końcu nie zrobicie czegoś i nic się nie stanie. I ten dzień przyjdzie, zobaczycie. I uda Wam się. Dzisiaj kolejny dzień. Wierze, że znów dam radę. Powoli, krok po kroku wyzbędę się tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że nie ma co od razu rzucać się na głęboką wodę. lepiej chyba krok po kroczu zniemiać się (walczyć z nerwicą). Pewnie to zalezy od człowieka i jego charakteru, ale uważam ,że stawiając sobie małe cele przed sobą będziemy spokojniejsi i mniej rozczarowani niż jakbyśmy stawiali sobie duże cele i ich nie realizowali. Powodzenia! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, BeOk, to super, że mimo wcześniejszych niepowodzeń, zdobyłaś się na ten "skok" i z takim powodzeniem! :D

Tak, przede wszystkim trzeba chcieć...

Czekam na wieści, jak Ci poszło w kolejnych dniach.

 

albercik, tak sobie pomyślałem, że tak naprawdę jest rzeczą względną to, czy się idzie kroczkami, czy robi "skoki".

Dla kogoś pokonanie jednej rzeczy już może być wielkim skokiem, a dla kogoś innego - tylko małym krokiem na długiej drodze.

Ważne, żeby iść do przodu, na miarę swoich możliwości.

 

Ja na przykład, mam mnóstwo natręctw przez cały dzień, od rana do wieczora. Dla mnie "skokiem" byłoby zignorowanie większości z nich od razu, za jednym zamachem. Natomiast krok za krokiem to mogę ignorować je walcząc z pojedynczymi z nich.

Tylko kto wie co jest łatwiejsze ?

 

BeOk, a Ty możesz opisać charakter (ilościowo/jakościowy) Twoich natręctw ?

Na czym u Ciebie polegał ten skok ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze mną było tak, jeszcze z dwa miesiące temu nie miałam żadnych natręctw. Później nadciągnęły niczym plaga. Nowa myśl, nowy wkręt. Są mniejsze i większe. A w głowie myśl, że jeżeli nie wykonam mniejszych czynności a wykonam większe to będzie źle... Więc wszystko musi być na tip top. Dlatego chciałam stanąć do walki z tymi większymi, bo te mniejsze myślę, że z czasem znikną, nie obchodzą mnie na tyle by się nimi przejmować, gdy większe są wykonane.

 

Jeżeli chodzi o charakter ilościowo/jakościowy to można powiedzieć, że wszystko zaczyna się w mojej głowie po skończeniu pracy, kiedy zaczynam myśleć, że dzień się kończy i muszę tyle nadrobić. Mogłabym napisać o co chodzi dokładnie z tymi czynnościami większymi, być może wtedy byłoby to bardziej zrozumiałe... ale nie wiem czy to zrobić, bo ktoś inny się w to wkręci. Niemniej jednak trzy dni wolności mam już od pewnych czynności :)

 

Ich miejsce zajęły inne głupoty, ale to te małe...

 

I choć trzy dni wolności minęły, bez robienia większych rzeczy, czuję się jakbym przeszła z 500 km... stres w środku daje się we znaki. Dzisiaj kolejny dzień... zmęczona, mam ochotę wysiąść na chwilę z tego wszystkiego, odpocząć... Trzymam jednak w sobie pozytywne myśli :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ten typ nerwicy (jak sądzę) wymaga od każdego dotkniętego kompletnie innego podejścia (nic odkrywczego). Natręctwo - jak sama nazwa wskazuje - to coś co przychodzi nam do głowy , a jak wiadomo każdy jest indywidualnością. Pół biedy jeśli jest to natręctwo "zewnętrzna" ... np. sprawdzanie czegoś czy dobrze stoi, czy wyłączone , zamknięte etc. Sam żyję z takim natręctwem od dziesięcioleci i chyba wiem gdzie jest podstawa... zawsze po wszystkich wszystko sprawdzam, bo nie mam za bardzo zaufania do ludzi. Tak się złożyło , że wielokrotnie w życiu w najbliższym otoczeniu poprawiałem po kimś to zamknięte drzwi, to nie wyłączone światło, to niedokręcony gaz... Wydaje się to niewinne, ale przez lata wykształcił się mechanizm , że teraz mierzi mnie po prostu jak nie sprawdzę sam czy wszystko jest prawidłowo wg moich subiektywnych reguł. To jak piszę jest pół biedy. Zewnętrzne natręctwa można teoretycznie zignorować, choć jest to trudne - np. jak wcześniej nie pomyślę by dać se na luz to będę sprawdzał czy domknięto drzwi etc... Gorszą wg mnie jest forma natręctw wewnętrznych, gdzie bijąc się z myślami typu stanów lękowych , czy , że coś nam dolega lub w organizmie przeszkadza, wsłuchujemy się w to powodując często jakieś dolegliwości. U mnie dajmy na to włączyło się kiedyś irracjonalne wydaje się kontrolowanie przełykania śliny... :))) Przez ok 4 lata wydawało mi się , że muszę to kontrolować, najgorsze , że to cholerstwo jak się wbije w głowę, trudno jest zagłuszyć lub wyłączyć.... Jest oczywiście metoda wspomagająca... wziąć np. xanax... ma to zarówno działanie farmakologiczne (zmniejsza wsłuchiwanie się chemicznie) jak i placebo (wzięliśmy więc czujemy się HERO)... Ale nie tędy droga mi się zdaje. Ja poradziłem sobie (w miarę) zagłuszając dolegliwość silnym skupieniem nad innymi czynnościami (praca + słuchanie radia)... dodatkowo żucie gum :)))) tak to pomagało. Polecam ! Nie wiem czy to pomoże w innych natręctwach, ale co szkodzi spróbować, trzeba ciut skupić się nad tym żuciem.... Każdy musi znaleźć swój zagłuszacz... i do tego zmierzam. Natręctwa to myśli, myślimy cięgle, jak natręctwo mija myślimy (sprawdzamy) czemu minęło i jaka to różnica... i wraca... nie wiem czy to słowa pocieszenia, ale WG MNIE ZAGŁUSZACZ to słowo KLUCZ

 

-- 05 mar 2015, 01:14 --

 

Aha dopiszę jeszcze , że trochę boję się pisać więcej o moich problemach, bo czytając podatni na natrętne myśli mogą się zarazić.... dlatego nie myślcie za dużo nad moim tekstem :) bo chciałbym tego uniknąć. Mamy się leczyć nie rozprzestrzeniać śriwa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hej koledzy/koleżanki

Jestem pod wrażeniem waszej determinacji i chęci do walki z tym dziadostwem.

Dlatego także przyłączam się do naszej wspólnej walki z tym dziadostwem.

Mam podobnie jak kolega powyżej "pozytywny 15" zmagam się z tym ok. 10 lat i moim najlepszym narzędziem w walce jest zagłuszanie.

To praca to inne zajęcia. Wiadomo czasami się nie da, ale swego czasu osiągnąłem już stan że czułem się w 100% zdrowy i to bez leków.

Jednak dobry okres nie trwał długo. Teraz potrafię kontrolować swój stan i cieszyć się życiem tak na 80%.

Jednak najwięcej otuchy do walki dawała mi zawsze rozmowa z inną osobą.

Tak czy inaczej dziś jestem po wizycie i znów zamierzam schodzić z leków.

Dlatego walczmy!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na luzie też się na głęboką wodę rzuciłam w grudniu zeszłego roku, trzymam kciuki za Was. Dawajcie znać jak progres i co właściwie robicie, dajcie jakieś natchnienie innym zaglądającym tutaj ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O przypomniało mi się. Polecam ćwiczenie rozluźniające Długi Relax , mp3 na pewno znajdziecie w sieci. To tzw. metoda Silvy z przydźwiękiem działającym na fale mózgowe. Ja się na tym nauczyłem np. spowalniać tętno. Bardzo ciekawa sprawa. Polecam potestować. O chyba ktoś na chomiku nawet zapodał: http://chomikuj.pl/jawjol/Afirmacje+i+muzyka+relaksacyjna/Kr*c3*b3licki+Zbigniew/Z.Kr*c3*b3licki-D*c5*82ugi+relaks

 

-- 06 mar 2015, 01:19 --

 

o dokładniej to jest to: http://chomikuj.pl/Peter354/Audiobook/Krolicki+Zbigniew/Kr*c3*b3licki+Zbigniew+-+D*c5*82ugi+relaks,15590923.mp3(audio)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem Wam, że dużo zależy od nastawienia i dobrego dnia. Są dni, że nakręcam się i chrzanie nn. W inne dni całkowicie się jej poddaje. Odnośnie psychoterapii to przeszłam swoją podczas nerwicy lękowej. Dowiedziałam się co miałam dowiedzieć. Dzisiaj sama mogłabym takową stosować innym. Receptą na pozytywne nastawienie się do walki z nn jest rozmowa, z kimś bliskim czy nawet tutaj, gdzie nikt krzywo nie spojrzy, każdy zrozumie.

 

I powiem Wam ciekawą anegdotkę z mojego życia. Osobiście lekarka kiedyś mi powiedziała "Wy młodzi, przecież wy nie macie problemów. Nie lepiej walnąć sobie kielicha". Mam 31 lat teraz. Gdy mi mówiła myślałam sobie, co ta baba gada, to było kilka lat temu. Teraz zaczynam zdawać sobie sprawę, że miała rację.

 

Kiedyś też uważałam, że nerwicę kocham i nienawidzę. Może warto ją pokochać. Skoro przyszła może czegoś nas nauczy. A jak przyszła to przecież może też odejść. Głowy do góry kochani. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Ewentualnie przyprawi nas o wrzody ;)

 

PS. Momentami chce mi się z samej siebie śmiać. Jakie to wszystko jest głupie. Tym bardziej mua, która się temu poddaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teza prawdziwa... Co nie zabije to wzmocni... pod warunkiem, że nie zabije...

 

Natręctwa to wg mnie pewna forma samodestrukcyjna. Człowiek intelektualny, dużo myśli i wpada w pułapkę. Nasz gatunek nie jest stworzony prawdopodobnie by za dużo myśleć. Mentalność chłopa od łopaty jest prawdopodobnie z punktu widzenia przetrwania lepsza od mentalności naukowca - myśliciela.

 

A ja jako myśliciel i to bardzo intensywny dochodzę do wniosków z pobocza medycznego leczenia. Po pierwsze problemy nazwijmy to szczerze z głową sa o wiele gorsze od np. uciętej ręki. Tę drugą przypadłość wszyscy widzą, jest organoleptycznie nieprzyjemna dla otoczenia i każdy współczuje/ pomaga takiemu kalece. Problemy depresyjne są niewidoczne dla otoczenia. Trudno o zrozumienie zachowań takiego z problemami, bo tego nie widać. Jeszcze trudniej w skrajnym przypadku o rentę... a co ma zrobić taki co mu to uniemożliwia jakiekolwiek działanie? A ubezpieczenia pod przymusem płaci takie same! Do tego taka osoba jest rozdrażniona i potrafi być dla otoczenia nieprzyjemna. Co skutkuje odrzuceniem w odróżnieniu od przypadku braku kończyny. A w obu sytuacjach utrudnienia motoryczne skutkujące ciężką sytuacją materialną mogą być identyczne. Sam zmagając się z moją formą świra mam momenty, że absolutnie nie potrafię się za nic zabrać, za nic co może przynieść profity, a jestem w sytuacji , gdzie sam muszę utrzymać dom co dodatkowo pogłębia dyskomfort (brak poczucia elementarnego bezpieczeństwa). Do tego dochodzi specyfika naszego kraju , gdzie nawet mając pracę człowiek żyje w wiecznym stresie bo profity często nie starczają na podstawowa egzystencję "biedronkową" - o jakiś szaleństwach typu lody z budki na ulicy nawet nie wspominając...

 

Teraz dochodzi do sytuacji gdzie taki nieszczęśnik ze świrem zbiera się nawet w sobie i idzie po pomoc. Z kasy chorych pójdzie ??? ZAPOMNIJCIE. Wizyta u znanego w regionie psychoanalityka to z 200 zeta, a sesji trzeba dużo jeśli ma to sens. Sam próbowałem się kiedyś testowo zapisać do lokalnej lecznicy przez formularz gdzie zaznaczyłem w uwagach , że chcę wreszcie z czegoś skorzystać w ramach NFZ, a oni taką opcje wspierają... NIKT MI NA MAIL NIE ODPOWIEDZIAŁ!

 

Teraz leki... GDYBY ONE MIAŁY KOGOŚ WYLECZYĆ TO BY REBE NIE BYŁ ŻADEN GESZEFT.... Śmiem twierdzić że jedyną rolą leków szczególnie w temacie psycho jest od nich uzależnienie. One owszem zagłuszą skutki, ale wątpię by likwidowały przyczyny. Interesem big farmy jest leczyć i zdobywać STAŁYCH KLIENTÓW zwiększających dawki, a na czas odstawienia przeskakujących na alternatywę i tak w kółko.

 

Dlatego ja uważam , że istnieje tylko jeden skuteczny sposób pozbycia się lub zycia z nerwicami. Znalezienie swojego niefarmakologicznego sposobu na nie. Może być rozmowa, może grupa wsparcia i wymiany doświadczeń.

 

GŁOWA WIĘC do góry . Szukajcie sposobów i dzielcie się nimi. Szkoda , że nie ma już tu tego czatu bo widziałem jak wielu ludzi korzystało w chwilach słabości, ale cóż....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja kiedyś też tak próbowałam, ale szybko okazywało się, że to jest silniejsze ode mnie, więc dawałam sobie spokój. Teraz od czasu do czasu też coś w środku we mnie buntuje się przeciwko temu przymusowi, ale ostatecznie i tak robię to, co każą myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kiedyś też uważałam, że nerwicę kocham i nienawidzę. Może warto ją pokochać.

No może bez przesady, z tym pokochaniem nerwicy... :?:

Powiedziałbym raczej, że można uznać jej obecność,

że jest to znak czegoś, co w nas głęboko siedzi, a co się objawia właśnie poprzez natręctwa...

 

Skoro przyszła może czegoś nas nauczy. A jak przyszła to przecież może też odejść.

tak, gdzieś to już było napisane, żeby spróbować sprawdzić, czego właściwie ta nerwica od nas chce...

o czym chce nam powiedzieć ? co mamy w sobie poprawić ?

(jak to już zrobimy, to pewnie sobie pójdzie...)

 

Natręctwa to wg mnie pewna forma samodestrukcyjna. Człowiek intelektualny, dużo myśli i wpada w pułapkę.

zgadzam się, trzeba myśleć jak najmniej, a poświęcać czas na normalne życiowe sprawy,

znajdować sobie absorbujące i możliwie satysfakcjonujące zajęcia,

a gdy te myśli się pojawiają, to próbować wszelkimi sposobami odwracać uwagę od nich

 

Pierwszy krok do wolnością osiągnięty. Nie poddałam się jednej wielkiej dla mnie rzeczy. Przed snem przychodziły myśli, ale starałam się zastąpić je czymś innym. Odnaleźć w sobie spokój. Czułam, że w środku są obawy, ale wiedziałam, że jeżeli tylko zagłębie się w nie to wyjdą. Chce żebyście wiedzieli, że to jest do pokonania.

BeOk :brawo::brawo::brawo:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznam się, że tak jak wychodziło mi odchodzenie od nn tak czuję, że znowu wracam do tego wszystkiego i to ze zdwojoną siłą. Już sama nie wiem, byłam tak pozytywnie nastawiona, teraz znowu to samo. Nie mogę się skupić na pracy, na leniuchowaniu. Ciągle się nakręcam. Jakiś natłok myśli. Mieliście tak, że to odchodziło i wracało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy ma lepsze i gorsze dni,

i dłuższe okresy też: jedne łatwiejsze, inne trudniejsze,

wiele rzeczy ma na to wpływ, również to, co dzieje się wokół nas

i co nie jest od nas zależne.

 

BeOk, spróbuj przetrzymać ten gorszy czas,

potem przeczytaj sobie jeszcze raz swoje wpisy w tym wątku, bo są naprawdę motywujące.

No i zobaczysz, że znów spróbujesz! ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potrzebujesz mentoringu, coachingu lub terapii? Zajrzyj na KonsultacjePsychologiczne.pl. Z pewnością znajdziesz tam pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, ten wewnętrzny przymus, dyktujący nam co jest dobre a co złe, co mamy robić a co nie, jest do odstrzału. Ciężko jest go odrzucić na raz, bo towarzyszy temu taka niepewność i lęk, że znajduje się inną instancję tego samego, ale trzeba w końcu zacząć samemu decydować, a nie zrzucać ciężar decyzji na jakąś wewnętrzną wyrocznię. Myślę że to dobry temat :great: .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×