Skocz do zawartości
Nerwica.com

witam i opowiadam swoją smutną historię...


kasiakkkk

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, mam na imię Kasia , mam 29 lat i chciałam opowiedzieć co mi się przytrafiło bo może to komuś pozwoli ogarnąć się i pozbyć się choroby która siedzi głęboko w głowie.

 

A więc mam ślicznego zdrowego synka , przystojnego kochanego męża (mimo tego ,że jestem zakompleksiona) ,mamy pięknie wyremontowany dom, samochód itp. ....wydawało by się że Pana Boga za nogi złapałam, a ja jestem od kilku lat nieszczęśliwa bo gnębi mnie nerwica a może hipochondria sama już nie wiem. Największemu wrogowi tego nie życze. Od rana do wieczora myślałam tylko o tym że się źle czuje, ciągle to złe samopoczucie, na spacer z dzieckiem nie wyjdę bo boję się ,że zesłabnę, samochodem jak jechałam to też myślałam tylko o tym kiedy przytomność stracę. (mimo tego że przytrafiło mi się to tylko raz w życiu w kościele bo miałam za mało żelaza) Ale najgorsze te napady lękowe które pojawiały się przeważnie na wczesną wiosnę i jesień. Nie potrafiłam się z niczego cieszyć bo cały czas myślałam o tym że się zle czuje ,że coś ze mną nie tak. (mimo dobrych badań) Zakupy, galerie to dla mnie był jakiś koszmar nie mówiąc już ze nie wejde do kościoła. Ciągle płakałam ,że już nie jestem taka jak dawniej , rozrywkowa , wesoła, płakałam że zawiodłam męża że musi się ze mną męczyć ,że nie zasługuje na niego.

 

No i się doigrałam, wywołałam sobie wilka z lasu, opisuję moje objawy w czasie przeszłym bo to problem który jest zbyt mały przy tym co mi teraz jest. Wyciełam sobie coś tylko dlatego ,że nie wyglądało estetycznie ,nawet po wyniki nie poszłam bo byłam pewna że to nic...ale okazało sie jednak inaczej..że to czerniak w bardzo zaawansowanym stadium. Nie będe opisywać jak się teraz czuję bo tego się opisać nie da.... Dlatego APELUJĘ kochani do was wszystkich cieszcie się życiem i wywalcie z głowy tą chorobę bo ja teraz zalewam się łzami patrząc na synka i żałuję ,że wczesniej nie cieszyłam się z życia bo teraz każdy dzień to dla mnie Błogosławieństwo....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kasiakkkk, Witaj na forum,leczysz się na tę nerwicę ?wiesz co spowodowało takie jej objawy?co do reszty w każdej chorobie nastawienie psychiczne to połowa sukcesu nie zamartwiaj się na zapas i walcz o siebie !masz rację nie doceniamy tego co mamy dopóki tego nie stracimy,dużo siły i wiary Ci życzę i wierze że mimo wszystko będzie dobrze.Znajdż w sobie siłę dla siebie dla rodziny to duża motywacja .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona takim życiem poszłam do psychiatry, który powiedział ,że leki mi nie są potrzebne tylko psychoterapia. Pełna wiary że przerwe to błędne koło napędzania strachu który napędzał objawy zaczełam chodzić na psychoterapię...niestety po kilku wizytach padła diagnoza i stwierdziłam ,że już nikt nie może mi pomuc i zrezygnowałam. Bardziej potrzebny jest mi chyba psychoonkolog albo jakaś wróżka która powie że jeszcze trochę nacieszę się rodziną.

 

jeżeli chodzi o początki objawów to zaczeło się chyba jakoś od kiedy jestem z mężem, może życie na odległość mnie tak dobiło, a do tego doszła śmierć mojej kochanej bratanicy , małżeństwo ,macieżyństwo, poronienie ... chyba to sie tak kumulowało ,że moja głowa sobie nie radziła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kasiakkkk, Nie powinnaś przerywać terapii pomimo diagnozy a zwłaszcza !wtedy kiedy wsparcie psychiczne i praca nad swoimi emocjami była i nadal jest Ci najbardziej potrzebna.Z góry załozyłaś przegraną to jak ma się udać?Wygrywają Ci co walczą do końca i nie chodzi tutaj o długość zycia ale jego wartość.Masz wsparcie ze strony rodziny?męża?kogokolwiek?Tobie nie potrzebna jest wróżka ale wiara w siebie,walka o siebie i chęć życia pomimo wszystko.Każdy z nas nie zna tak naprawdę ani dnia ni godziny więc starajmy się zyć tak jakby każdy dzień był ostatnim czyli walczyć by jakoś tego zycia była jak najlepsza.Mimo wszystko nie poddawać się,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mój mąż jest cudowny i baaardzo go kocham ale on mnie nie rozumie, on jest wiecznym optymistą i myśli ,że skoro wycięto to jużpo problemie. A rodziny jużmartwić nie chce.

Dlatego wspomniałam tutaj o psychoterapii najbardziejTy sama teraz możesz sobie pomóc .Wsparcie rodziny nie zaszkodzi od tego są bliscy.Nie kazdy może liczyć na wsparcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z tym się nie można oswoić i nie wierzę ,że ktoś może mi pomuc, muszę jakoś z tym żyć i cieszyć się moją rodzinką i cieszyć się tym ,że to mnie spotkało a nie mojego synka bo tego bym nie wytrzymała...

Rozumiem tylko wiara w wyleczenie jest tutaj podstawą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety często zaburzenie jest niezależne od czynników zewnętrznych. ja wiem, że nawet jakbym miał własną rodzinę, dom, samochód itp. to moje problemy skutecznie uniemożliwiłyby mi cieszenie się tą sytuacją życiową.

Dlatego nie do końca rozumiem ludzi, którzy mówią, że jakby mieli to czy tamto to by byli szczęśliwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

natrętek, też mam takie zdanie.

zima, takie postrzeganie "materialistyczne" (on ma to, ona tamto,itp.) na dłuższą metę powoduje frustrację i mimowolnie pogarsza się sobie nastrój, a przy okazji postrzega się siebie jako osobę mniej "wartościową";natomiast nie dostrzega się swojej i innych ludzi prawdziwej wartości.

 

-- 28 sty 2015, 12:10 --

 

kasiakkkk, siły życzę i WALCZ!!! pozdrawiam serdecznie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×