Skocz do zawartości
Nerwica.com

Ból głowy, chowanie złości


samotny76

Rekomendowane odpowiedzi

Kilka lat temu (nie pamiętam dokładnie ilu; aktualnie mam 18 lat) pojawiły się u mnie zauważalne bóle głowy. Nie jakieś silne czy nie do wytrzymania, ale jednak lekkie pulsujące bóle głowy. Dodatkowo doszło do tego pewnego rodzaju otumanienie, zmęczenie, senność (ciężkie powieki), kłopoty z koncentracją, tracenie kontaktu z rzeczywistością.

 

Nie jest to na pewno spowodowane chorobą, bo okoliczności pojawiania się takiego stanu są jednoznaczne. Nie pojawiają się, gdy jestem sam, w domu. Pojawiają się natomiast, gdy zaczynam się obracać wokół ludzi. Gdzie na przykład? Oczywiście w szkole. Pierwsza lekcja jest w miarę spokojna, moje myśli skoncentrowane, a rozum przytomny. Druga i trzecia lekcja też w miarę dobrze. Od czwartej natomiast zaczynam już odczuwać szum w głowie, lekkie pulsowanie (wiecie o co chodzi), trudności z koncentracją, nie nadążam z tym, co się dzieje na tablicy. Wlepiam się w jeden punkt na ścianie i potrafię tak kilka minut odlatywać myślami po różnych tematach (głownie związanych z negatywnymi myślami o sobie). W drodze do domu jestem już tak oszołomiony, że nie mam siły na nic. W domu kładę się na łóżku i czuję błogą ulgę mogąc położyć głowę na poduszce. Wstaję, siadam przy komputerze, nadal oszołomiony. W końcu jednak przechodzi.

 

Problem jest oczywiście natury mi wiadomej. Kłopot z tym, co sobie ostatnio uświadomiłem. Otóż, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem zły. I nie chodzi mi tu o czas liczony w miesiącach. Ostatni raz, kiedy uzewnętrzniałem swoją złość, pamiętam z czasów... przedszkola? 1, 2 klasy podstawówki? Mimo wszystko, byłem wtedy jeszcze bardzo mały. Nawet nie pamiętam już uczucia towarzyszącego złości. Nie pamiętam jak to jest być złym. Skala problemu jest, jak widać, bardzo poważna.

 

Teraz problem jest wyjątkowo doskwierający. Nie mogę normalnie prowadzić życia. Podczas przerwy świątecznej wszystko było z głową dobrze, bo byłem odizolowany. Pierwszy dzień w szkole - z powrotem do istnej męczarni (mimo że miałem nadzieję, że uda mi się po prostu tego uniknąć, wszystko powróciło dokładnie tak samo jak to zostawiłem przed świętami; ten sam ból głowy).

 

Nie wiem właściwie jakie jest moje pytanie. Przepraszam. Ale nie chcę już dalej tak żyć. Bo to jest życie z dnia na dzień (carpe diem? nie sądzę), tzn. będąc w szkole marzę, żeby już być w domu i się położyć, a w domu siedzę przy komputerze i mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Dupa, nigdy nie było lepiej. W istocie jest coraz gorzej.

 

Czy ktoś przechodzi coś podobnego? Jakie są rokowania? Rozumiem, że uzewnętrzanie złości na siłę nie przyniesie niczego dobrego. Czy da się jakoś przywrócić swoją psychikę do balansu? Jakkolwiek, kiedykolwiek? Czy już zawsze tak będzie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A byłeś z tym u lekarza? Jeśli okaże się że to jakaś nerwica to po prostu pójdź z tym do psychiatry.

Chodzę już na terapię. Mimo wszystko to jest tylko 50 minut tygodniowo. Ledwo człowiek zacznie, ledwo się wczuje, a tu już koniec czasu. Tyle jest do powiedzienia. A w 50 minut można najwyżej powiedzieć, co było ciekawego na obiad.

 

Chciałem się spytać ludzi na tym forum, bo po pierwsze czekanie na kolejną sesję jest męczące (czuję że problemy które w sobie zauważam tracą wyrazistość w wyniku takiego czekania i potem już sobie darowuję zainteresowanie nimi), a po drugie chciałbym też poznać zdanie innych ludzi niż tylko mojego terapeuty (z którym dopiero doszedłem do tego tematu).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam identyczny problem jak autor tematu, kiedy przychodzę ze szkoły do domu to wtedy łapie mnie straszna senność i z wielką ulgą mogę się położyć i zdrzemnąć,zrelaksować i poużalać nad sobą.W szkole często jestem przymulony i ciągle męczą mnie negatywne myśli, dochodzą jeszcze u mnie do tego problemy z żołądkiem jelitem? Czuję po powrocie do domu uczucie ssania i pomimo najedzenia się to i tak uczucie głodu nie mija, zwykle też głowa mnie pobolewa czuję się wręcz wyczerpany psychicznie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W czasach szkolnych miałam tak samo. Po powrocie do domu razem z plecakiem zrzucałam z siebie cały ciężar udawania kogoś kim nie jestem, całą tą maskę, przyklejny uśmiech. Padałam na łóżko i zdarzało mi się spać do samego wieczora. Potem odrobienie lekcji na szybko i byle jak i dalej w sen. Zbyt wiele wysiłku kosztowało mnie trzymanie siebie w ryzach w szkole, robienie dobrej miny do złej gry. To strasznie męczy. W domu człowiek czuje się jak po ciężkim treningu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W czasach szkolnych miałam tak samo. Po powrocie do domu razem z plecakiem zrzucałam z siebie cały ciężar udawania kogoś kim nie jestem, całą tą maskę, przyklejny uśmiech. Padałam na łóżko i zdarzało mi się spać do samego wieczora. Potem odrobienie lekcji na szybko i byle jak i dalej w sen. Zbyt wiele wysiłku kosztowało mnie trzymanie siebie w ryzach w szkole, robienie dobrej miny do złej gry. To strasznie męczy. W domu człowiek czuje się jak po ciężkim treningu.

Dokładnie tak samo u mnie z tą maską. W szkole jestem zupełnie innym człowiekiem niż w środku. Właściwie to nawet nie wiem jaki jestem w środku, bo nigdy przed ludźmi nie byłem sobą. Wszystko się dzieje automatycznie. Na zewnątrz zawsze uśmiechnięty, żartobliwy, nigdy nie mający problemów. Cud, miód! A po dniu (nawet nie całym, bo to przecież pół dnia) takiego "cyrku", czuję się, jak to trafnie ujęłaś, niczym po ciężkim treningu. Jakbym w ciągu jednego dnia rozwiązał cały zbiór zadań z matmy przeznaczony na cały rok, albo jakbym został przejechany walcem po mózgu :/ Tylko że ja po przyjściu ze szkoły zamiast spać, to siedzę przy komputerze i jeszcze bardziej się męczę...

 

-- 11 sty 2015, 22:22 --

 

Zaskakujące jest to ile już rzeczy robiłem, próbując wyjść z tego stanu (zanim jeszcze wiedziałem, co jest tego przyczyną). Zacząłem pić więcej wody, bo zauważyłem, że piłem za mało. Zacząłem ćwiczyć, więcej i bardziej regularnie spać. Wcześniej wstawać, wcześniej kłaść się spać. Jeść zdrowiej. Nic nie pomogło, ani nawet w małym stopniu. A jest coraz gorzej.

 

Czy ktoś mógłby wypowiedzieć się na ten temat? Co z tym robić? Nie mam już siły. Każdy kolejny dzień jest dla mnie coraz bardziej bez sensu. W każdym kolejnym dniu mam coraz mniej energii...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważyłem że to wyczerpanie zmniejsza się kiedy mam lepszy dzień w szkole.Zastanawiałem się nad tym skąd się to u mnie bierze i myślę że to przez nerwice i objawy fs muszę cały dzień bez chwili wytchnienia kontrolować siebie a potem po powrocie do domu jestem totalnie wyczerpany i nie mam na nic sił, a może to przez jakieś problemy z tarczycą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×