Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
marewski

Pomóżcie czekam na odpowiedz

Rekomendowane odpowiedzi

Hyte i Martusia mają 100 % rację.Żeby ułatwić sobie kontakty koniecznie musisz nauczyć się i innych patrzenia z przymruzeniem oka.Mnie to się udało(oczywiście po wielu nieudanych próbach).Teraz uchodzę za osobę wesołą,a nawet śmieszną,jak twierdzą niektórzy i tak mi weszło to w krew,że chyba po prostu taka się stałam.Myślę,że u ciebie to nie tyle fobia społeczna,co niemozność znalezienia swojego image w grupie.Trzymaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hyte, Martusia, Róża - wielkie dzieki za posty i slowa pelne otuchy ;)

 

mam nadzieje ze chociaz w 40% mnie zrozumiales!!

Rozumiem Cie nawet w 41 % ;) Mysle, ze pragnienie bycia pod jakimis wzgledami lepszym posiada kazdy. Mimo tego nie wszyscy daza do bycia kims innym i mysle, ze ja tez jestem od tego "wolny".

 

wydaje mi sie ze poprostu zabardzo tego chcesz , czasami jak bardzo czegos chcemy to nasz mozg rejestruje inaczej,zaczynasz sie denerwowac i cos zjada twoje mysli

Swieta prawda. Niby to takie oczywiste a na to nie wpadlem jeszcze. Mysle, ze to moze byc to, tylko jak teraz zapomniec o tych lękach, niepewnosci i zrelaksowac sie. Mam nadzieje, ze jak spelnie te trzy rzeczy to umysl mi sie sklaruje i co najwazniejsze bedzie bardziej spontaniczny.

 

Witam.

Szczęście w nieszczęśku, bo w końcu spotkałam kogoś kto tak ma.

Plejady,

nie opisałabym chyba tego bardziej obrazowo.

Dokładnie to co mnie dręczy.

Ale sposobem raczej jest wyłączenie myśli na ten temat, nie kontrolowanie siebie cały czas i "język się rozwiązuje"

Powodzenia.

 

Szczescie w nieszczesciu ale zawsze szczescie! - vice versa. Mozliwe, ze przejmowanie sie tym jakim to sie jest milczkiem wypelnia a raczej paralizuje caly swiat mysli. Idac tym tropem wystarczy o tym nie myslec a zwolni sie wiele przestrzeni dla nowych spontanicznych mysli o ktorych sie nie mysli/zastanawia nad nimi ... zamieszane :P. Szczegol w tym, ze chyba to nie ja to katroluje. Mysle, ze tedy droga tylko za cholere jeszcze nie wiem jak zrobic krok nie mowiac o chodzeniu ... no ale kazdy musi sam nauczyc sie chodzic.

 

Mnie to się udało(oczywiście po wielu nieudanych próbach)

Zachecajacy fakt :). Mialas Różo cos konkretnego na mysli mowiac o probach? Chodzi o jakies "cwiczenia"(nie znajduje chwilowo lepszego okreslenia) czy jest to raczej na zasadzie przelamania psychicznego ? ... a moze cos jeszcze innego ?

 

Myślę,że u ciebie to nie tyle fobia społeczna,co niemozność znalezienia swojego image w grupie

Calkiem, calkiem mozliwe - o tym image'u tez nie myslalem. Co do fobii spolecznej to jetsem podobnego zdania - to raczej nie to.

 

Tak czy tak ciezko dalej mi roszyfrowac przyczyne a bez niej ani rusz. Chyba bede musial poprostu usiasc na pare godzin i myslec co wynika z czego, czemu tak a nie inaczej i wszystko notowac bo takie przemyslenia sie zapomina szybko. O mojej depresji wiem juz sporo ale o tym czyms tak naprawde nic. Autoterapia jeszcze nikomu nie zaszkodzila.

 

Hyte dziekuje,

Martusia dziekuje,

Róża dziekuje.

 

Pozdrawiam !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poradźcie mi, co mam robić. Boję się spać, kiedy zbliża się wieczór, zaczyna mnie boleć brzuch, nachodzą mnie myśli, ile ludzi teraz śpi, a ile dusz się błąka, jak mija dzień za dniem a ja jestem coraz starsza, coraz mniej szczęśliwa, właśnie dlatego, ze starsza. Jeju, w tym roku miałam iść na studia, ale zrezygnowałam- nieważne, straciłam kontakt z przyjaciółmi, oni wszyscy studiują, pracują itd. Ja tylko siedzę w domu z dziadkami i mamą, oni mi bardzo pomagają, cały czas spędzam z nimi, rozmawiamy, mam wspaniałą rodzinę, ale nie mam nikogo więcej, oprócz nich i chłopaka, a do tej pory, do matury miałam tylu znajomych. Tak często się spotykaliśmy, moja przyjaciółka, mój przyjaciel, oni zachłysnęli się już nowym życiem, a ja próbuje się odnaleźć w tej nietypowej sytuacji... "Samotność to taka straszna trwoga..." Przez te studia złapałam doła, do tego brak przyjaciół, brak jakiejkolwiek, najmniejszej rozrywki, a przede wszystkim tańca, które tak kocham... Mieszkam w maleńkiej miejscowości z typowym, stereotypowym myśleniem i chociaż nie powinnam się przejmować tym, co mówią inni, to jednak nie chciałabym być wytykana palcami- ta, co studia zostawiła, a takie miała plany, ta co teraz tak źle wygląda itd. Moim balsamem dla duszy jest mama i mój Marcin. Ale przecież nie mogę zamknąć się tylko w ciasny krąg ludzi, a z drugiej strony nie chcę znajomości z byle kim, tzn. z kimkolwiek, byle tylko nie być samej. Ostatnio spotykałam się z z daleką koleżanką, ale zrezygnowałam, wolałam już posiedzieć sama, niż słuchać, jaki różowy odcień paznokci lubi i jaki jest jej facet w łóżku...

 

Wiem, że powinnam się czymś zająć, ale cokolwiek, czytanie, szydełkowanie, sprzątanie, czy spacer- to wszystko samotność, ********* samotność... Brak emocji, brak babskich plotek i wygłupów, brak niezapomnianych na całe życie słów, brak podejmowanego ryzyka i tej cudownej adrenaliny i satysfakcji, jak coś się udawało...

 

A może na to nie ma innego lekarstwa, jak czas? Jeśli tak, to ile mam czekać, bo minuta jest wiecznością...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mysle ,ze masz duzo milosci ze stony rodziny i chlopaka> wiesz znajomi sa i odchodza zawsze sie nadaza okazja do poznania kogos, najwazniejsze jest, ze masz kogos naprawde na kim mozesz liczyc!Noc jest piekna ,popros swojego chlopaka na spacer ,popatrzcie w gwiazdy oswoj sie z tym klimatem a zobaczysz ze ci przejdzie!taniec to tak jak ja uwielbiam tanczyc w ogole uwielbiam muzyke, wiesz tez nigdzie za bardzo teraz nie wychodze al czesto wlaczam sobie muzyke i sam tancze najlepiej na mnie dziala gloria estefan! !polecam i pozdrawiam!XX

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fobią społeczną bym tego w ogóle nie nazwał. Raczej pewną formą nieprzystosowania do kontaktu z otoczeniem, ale nie fobią.

Przedmówczynie uderzyły moim zdaniem w sedno: więcej luzu, mniej ciamkania się w sobie :D

P.s. leki rzeczywiście mogą dawać takie dziwne odczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wg mnie nie mas depresji, tylko tak, jak celnie ujęła Gusia, problem z dziewczyną. Depresja to problem przede wszystkim fizjologii, bo chorują na nią także osoby spełnione/szczęśliwe. A Twój problem jest psychologiczny. Jak go rozwiążesz, radość życia powinna powrócić. A jak go rozwiązać? Rozejrzeć się dookoła w poszukiwaniu innej osoby. To wcale nie takie trudne.

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jesteś jedyny. Miałem podobne symptomy. To siedzi gdzieś wewnątrz dlatego możesz nie wierzyć iż to problem nieśmiałości / niskiej samooceny. Najdziwniejsze jest to uczucie że tak naprawdę masz coś więcej do zaoferowania niż te Twoje zdawkowe interakcje, które dokonują się w towarzystwie. To odczuwa się zupełnie tak jakby w towarzystwie drastycznie spadał Twój czynnik IQ i zasób słów którymi dysponujesz - rezultat czujesz się jeszcze mniej interesujący. Często masz uczucie że nie możesz prowadzić konwersacji na Twoim normalnym poziomie.

 

Część Twojego mózgu pochłaniają podświadome procesy, które skupiają się na tym żeby dobrze wypaść / by czegoś nie chlapnąć głupiego. I tutaj tkwi problem. Automatycznie dla kreatywnej świadomości kurczą się zasoby ;).

 

Alarmujące symptomy to:

-tworzysz sobie scenariusze jak będzie przebiegać przywitanie, rozmowa.

-podczas spotkania towarzyskiego nie wiadomo dlaczego obniża Ci się nastrój.

-masz uczucie że powinieneś dodać coś ciekawego do dyskusji.

-po spotkaniu czujesz ze twoje oczekiwania co do niego się nie spełniły.

 

 

Na szczęście dokładnie tak jak powiedziała Róża można z tego wyjść. Mam na to swój sposób. Dobrze jest przed spotkaniem zawrzeć z sobą umowę iż w towarzystwo idzie się przede wszystkim jako obserwator, nie po to by się czymkolwiek wykazać (człowiek pewnie ma wew. ukrytą taką potrzebę). Należy mocno słuchać ludzi, dosłownie z całą koncentracją (forma medytacji?). Starać się nie odnosić do ich problemów które mogą część tej uwagi przenieść na własną osobę.

 

Pierwsze skutki u mnie to notabene zainteresowanie towarzystwa moją małomównością i ciekawość co się ze mną dzieje. Dalej zostałem doceniony jako nowo narodzony cierpliwy słuchacz - ludzie chętniej ze mną rozmawiają. Po kliku miesiącach mam w dużej mierze spokojniejszy i czystszy umysł podczas spotkań towarzyskich. Nie wiem czy to akurat się u Ciebie sprawdzi, ale u mnie raczej działa. Choć z drugiej strony pracuje nad swoimi problemami ogólnie i nie mam pewności że to jedynie ten sposób daje rezultaty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marku mam cały czas podobny problem, poprzednicy napisali ze to problem z dziewczyną i mają racje ale np. u mnie wystąpił całkowity brak snu przez co zacząłem codziennie pic (tylko to pomaga ) z braku niewyspania :) dostaje różnych schiz np. ze wszyscy w pracy mnie obgadują i sie patrzą na mnie, czasami nie wiem gdzie sie znajduje trwa to około minutę a jesli chodzi o kontakty z innymi ludzmi to poza pracą pozostaje dom i 4 sciany w którym siedze ciągle i nigdzie nie wychodzę jak nie pije to płaczę trwa to dopiero połowe roku pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Toshiro a te symptomy, co mogą alarmować? Ponieważ niestety ale zauwałyłam, że mam wszystkie te zachowania w mniejszym bądź większym nasileniu. Szczególnie uciążliwe dla mnie jest obniżanie się nastroju w towarzystwie i tworzenie scenariuszy w głowie. Kiedyś byłam bardzo bezpośrednią osobą, która potrafiła swoją spontaniczną reakcją rozśmieszyć towarzystwo. Teraz czuje sie sztywna, sztampowa i próbuje stworzyć taką rozmowę jaką wymyśliłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z przedmówcami,że lekiem na miłość jest następna miłość w myśl przysłowia- czym się strułeś,tym się lecz...chociaż szczerze mówiąc nie chciałabym być w skórze tej dziewczyny która będzie lekarstwem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Symptomy które podałem są raczej ogólne i każdy może się zdarzyć pojedynczo zdrowej emocjonalnie osobie. Jednak gdy wysterują na raz i zdarzają się nagminnie mogą sugerować niską samoocenę czy niemożliwość odnalezienia swojego miejsca w grupie. Człowiek posiada zorganizowane potrzeby społeczne i pragnie posiadać, jak to fajnie Róża nazwała „swój image” w grupie. Ma to być coś co go określa i daje pewną przestrzeń jego osobie. Za pomocą grupy określamy różnice i odgradzamy nasze ja (izolacja prowadzi do zamazania własnego ja i kryzysów psychicznych - syndrom wariata na wyspie). Uczucie iż jesteśmy inny daje nam zwykle komfort psychiczny, odczucie iż jesteśmy normalni, czy gorzej przeciętni - wprost przeciwnie.

 

Sami również zwykle tak postrzegamy osoby, np.: „to jest ten co wszędzie jest ze swoim rowerem”, lub „to jest ta która zawsze, nawet latem nosi długie szale”. Wynajdujemy najbardziej charakterystyczną cechę ludzi często widząc nią ta osobę. Potrzeba indywidualizmu jest jedną z silniejszych potrzeb. Zamazanie naszej osobowości (szczególnie gdy kiedyś mieliśmy mocną pozycję lub gdy potrzeba indywidualności rodzi się nagle) jest dla nas dyskomfortowe. Tutaj raczej należałoby szukać źródła gdzieś w podświadomości. Procesy które toczą się tam w głębi odczuwamy jak ciąg niemożności komunikacji i nagłych obniżeń nastroju w grupie.

 

Zwalczyć te odczucia można (o czym Róża również wspomniała) traktując siebie z przymrużeniem oka i zbieraniem dystansu do siebie. Mój sposób który opisałem post wyżej może Ci się przydać choć na pewno do normalnych dróg nie należy (wynika z troszkę innych celów). Z kolei szukanie swojego image na siłę może przyczynić się do jeszcze większych frustracji, bo będziemy chcieć wiedzieć jakieś niezwykłe efekty i pewnie pojawią się nowe rozczarowania. Moim zdaniem najfajniej w dzisiejszym świecie jest mieć swój image (bo tak ten świat działa), a przy tym samemu przed sobą tak naprawdę go nie potrzebować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam juz pisalem kiedys na forum i od razu chce napisac ze wspolczuje wam ze wogole tu zagladacie.Moja historia jest dluga i upierdliwa od razu chce zaznaczyc ze jestem na zejsciu po anfetaminie i ze kiedys bylem uzalezniony od tego srodka pewnie ma to jakies znaczenie a nawet napewno. Wyszedlem z tego ale co jakis czas ugne sie i biore np jak wczoraj i tydzien temu a wczoraj sam chcialem.Moje zycie wyglada tak ze nie pracuje nie ucze sie jestem po liceum siedze w domu prawie calymi dniami przed kompem wiec niby nie mam wiekszych problemow do depresji.Tylko jest maly problem ja caly czas sie czyms przejmuje jak mam wyjsc z psem na dwor to np wychodze o danych godzinach wtedy kiedy wiem ze nie spotkam nikogo kto niby mogbly mi zagrazac jakis kolesi z osiedla albo godziny szczytu mam leki ze mnie beda zaczepiac i cos mi sie stanie ogolnie jestem taki ze mam malo znajomych a przez te leki nie mam ochoty gadac z nikim obcym nawet przez 5 sekund bo sie stresuje. Koledzy ah koledzy jak sie z nimi spotykam tak raz w tyg 2 to pijemy a jak mysle ze mam do nich isc do mnie skreca w zoladku ale nie moge sie chowac caly czas bo jak tak robie przez tydzien to uznaje ze musze isc sie napic wyluzowac a to jeszcze wiekszy stres po takiej imprze nie chce mi sie ogladac ludzi przez pare dni czuje jakas niechec. mam dziewczyne ktora mnie wspiere praktycznie tylko przez nia wychodze ale tez nie za czest bo jest zajeta stara mi sie pomagac ale tez juz nie wie jak. .Musze jeszcze dodac na zakonczenie ze mysle ze ludzie mnie obgaduja i mnie wysmiewaja ze ten swiat to jakies truma show w ktorym gram glowna role i do tego mysli samobujcze bywaja. Juz sam nie wiem co mam robic moj swiat to dom a ja mam tylko jedno mazenie wyjsc nie przejmowac sie ludzmi ich opiniami rozmawiac jak czlowiek ! ! ! ! Ten swiat chyba nie jest dla mnie nie chce tak zyc ! ! POMOCY ! !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No no no Toshiro kawal dobrej roboty. Jakbym pisal doktorat jakis to sobie wydrukuje poprostu pare Twoich postow ;) Dzieki wielkie za odpowiedz. Czyli rozumie, ze takie problemy z kontaktami miedzyludzkimi (a przynajmniej wiekszosc z nich) to wina podswiadomosci i procesow tam zachodzacych. Procesow ktore sa odpowiedzia na niska samoocne, niesmialosc i inne takie swinstwa siedzace gdzies gleboko w psychice. Tylko wydaje mi sie, ze to co siedzi we mnie to nie niesmailosc - intuicja ... chociaz moge sie myslic. No chyba, ze da sie to podzielic na plytka niesmialosc, taką odrazu widoczna oraz gleboka ... taka zakopaną w ziemi na ktorej to rosna niby normalne kwiatki i ciezko dojsc czemu czegos im jednak brakuje. Tak czy tak jesli to wina podswidomosci to tez podswiadomoscia da sie zniszczyc to cos myslac pozytywnie ;) Chyba juz nie bede dochodzil co tak naprawde mi jest bo naprawde w tym wypadku samemu nie umie pozbierac mysli a co dopiero przelac je na papier (czytaj klawiature ;)) Napewno byloby latwiej wiedzac co i jak ale poprostu bede dobrej mysli i pozytywnymi myslami bede powolutku wykopywal to cos z "srodka ziemi" ;) Dzieki jeszcze raz Toshiro za pomoc. Teraz jestem jeszzce bardziej przekonany, ze to napewno problem wynikajacy z wewnatrz a co za tym idzie bedzie latwiejszy do rozpracowania - przynajmniej teoretycznie ;)

Pozdrawiam

Plejady

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Są generalnie dwa rodzaje depresji:

Depresja endogenna - choroba niezależna od czynników zewnętrzych i Depresja reaktywna spowodowana stratą /najczęściej kogoś bliskiego/

Reakcję Marka zaliczyłbym do typu drugiego jako reakcji na stratę dziewczyny. Problem Marka to fakt że Marek nie pozwala jej odejść. Sprawdza, pisze dzwoni choć tak naprawdę wie że juz jej nie ma.

Drogi Marku przestań chodzic do kredensu w którym nie ma juz chleba bo za rogiem jest piekarnia w której moze byc pełno świezego pieczywa. Pozwól sobie na ból i smutek po utracie dziewczyny. To boli wiadomo..jest to prawie jak amputacja... ktos zabrał Ci cząstke samego siebie. Prawda jest czasem bolesna ale musisz przez to przejść aby do następnego związku wejśc bez żadnego balastu emocjonalnego.

Jestesmy z Tobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
przestań chodzic do kredensu w którym nie ma juz chleba bo za rogiem jest piekarnia w której moze byc pełno świezego pieczywa.

 

 

Mądre słowa.. Aczkolwiek trudne do realizacji w niektórych życiowych sytuacjach.. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Może faktycznie w przypadku Marka to jeszcze nie depresja, chociaż tak to wygląda. Ale widać od razu, że chłopak jest wrażliwy i jeżeli ni fposzuka pomocy u specjalisty to może się to skończyć tak jak w moim przypadku.

Przez lata wszyscy mi mówili, że jestem histeryczką, że powinnam się wziąć w ggarść, zagryźć zęby, iść do przodu. Że tego kwiatu pół światu. Że na facecie świat się nie kończy. Ale każdy z nas jest inny. Dla jednego sięnie kończy dla innego tak się właśnie dzieje. Stres, ból po stracie bliskiej osoby, złamane serce... To bardzo często może doprowadzić do depresji. I stwierdzenie znajdź sobie kogoś innego to Ci przejdzie chyba nie zawsze jest dobre. A coi jeśli znowu się nie uda, i znowu? Jeden człowiek to zniesie inny wpadnie w taki stan w jakim ja teraz jestem.

Dziś żałuję, że tak późno poszukałam pomocy u psychologa. Może gdybym zrobiła to kilka lat temu teraz byłoby mi łatwiej. Umiałabym radzić sobie z penymi sytuacjami i może moje życie wyglądałoby inaczej.

Psycholog nie boli. I na pewno nie zaszkodzi. Ludzka psychika jest bardzo skomplikowana i często sami sobie z nią nie radzimy. A są ludzie, którzy mogą nam pomóc. Wszystkim wrażliwym osobom mogę powiedzieć jedno : NIE WARTO ZWLEKAĆ Z WIZYTĄ U SPECJALISTY!

Marku, nie czekaj. Ja czekałam za długo i teraz przedemną długa droga. Może uda mi się wyprostować swoje życie. W każdymrazie, bardzo żałuję, że tak późno sie na to zdecydowałam.

E.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurde, nie wiem, co robić, żeby sobie pomóc... Kiedyś żyłam, można powiedzieć, w świecie iluzji, tak mi się teraz wydaje, bo byłam niezwykle szczęśliwa ze zwykłych często rzeczy, chodziłam przede wszystkim do szkoły, to najpiękniejszy okres w życiu- szkoła... Do czegoś się dążyło, do zaliczenia semestru, potem do nagrody na koniec roku, i zawsze wizja matury w przyszłości. A teraz już to wszystko za mną... To destrukcyjna myśl, że życie jest fajne, ale dla nastolatków, bo od dorosłych tyle rzeczy się wymaga,a zwłaszcza totalnej samodzielności, niezależności. Cholerka, nawet na płaszczyźnie mojego związku zaczęło mnie to nurtować! Jestem z Marcinem 1,5 roku i kocham go, a zarazem czuję, że nic mnie nie zaskoczy, nic mnie nie rozbudzi, wspominam tylko nasze pierwsze randki, chwilę poznania, wtedy było cudownie, tyle emocji, nieprzespane noce na rozmowach... A teraz kompletna stagnacja w całym moim życiu. Na pewno jest już lepiej, niż było 2 miesiące temu, kiedy zostawiłam studia na starcie, wtedy dużo myślałam o samobójcach i czułam, że naprawdę potrafię ich poniekąd zrozumieć... Ale nie jestem wciąż ta dawną Pokahontaz z marzeniami, taką siłą wewnętrzną...

Do tego wszystkiego boję się nocy, nigdy nie śpię sama, zawsze z Marcinem, czasem z babcią. Po prostu mam taki silny wewnętrzny lęk przed duchami itd. nastrój przed snem jak w "Ringu". Chyba przestałam w siebie wierzyć, nikt mnie nie chwali, nie mówi, że w czymś jestem wyjątkowa, inaczej niż podczas liceum, kiedy było wokół, tylu wspaniałych ludzi, a teraz oni wszyscy porozjeżdżali się po dużych miastach, rzadko bywają w domu, a co mówić jeszcze o spotkaniach ze mną...?

Tak więc moja dorosłość zaczęła się nieciekawie i absolutnie nie motywuje mnie do dalszego egzystowania, skoro tak ma wyglądać? Zawsze byłam bardziej dojrzała, odpowiedzialna niż rówieśnicy, także dawno już dorosłam i od mojego pierwszego związku (w którym byłam w wieku 16 lat) wiedziałam czego chce, nigdy nie byłam z facetem dla szpanu itd. i kierowałam się tymi samymi zasadami, co dziś. Byłam takim dojrzałym nastolatkiem, a teraz nie potrafię sobie pomóc... Poradźcie coś, najbardziej, co u was oznacza dorosłość??? Piszcie, proszę!!! Pzdr for Hyte :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sorry ale ja sobie niewspolczuje ze tu zagladam !! wrecz przeciwnie nic leprzego mnie nie spotkalo aby pomoc walczyc mi z choroba! i jak wyzdrowieje to i tak bende tu wpadal bo lubie!wiesz cierpisz na tak mi sie wydaje shizofrenie po amfetaminowa radze ci przestac brac to gowno i isc do specjalisty jak najszybciej! pomoze ci !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

pokahontaz czy nie jest tak, ze w szkole chcialaś być jak najlepsza?

i chcesz by nadal Cię chwalono za to co robisz?

Pracujesz? Tam możesz sie wykazać.

Tylko pamiętaj, ze aby poznać swoja wartość nie koniecznie trzeba być otoczonym przez tlumy podziwjających nas osob.

 

Dorosłość? Mam 18 lat (prawie 19 ale csssii... :) )

Uważam, ze to glupi wiek, bo niby wymaga się od nas postawy na poziomie, a jst tak niewielka roznica między 18-latkami a rok młodszymi, których uważa się za dzieci. Wiecie co mam na myśli?

Poza tym, niby człowiek odpowiada za siebie, a w rzeczywistości zazwyczaj jeszcze mieszka u rodziców, jest uczniem szkoły średniej, więc konkretnej pracy też nie może podjąć itd.

Dla mnie dorosłe życie zaczyna się w sposobie jak postrzegam pewne sprawy. Przemyślę wiele, zanim rzeczywiście będę mogla wcielić to w życie.

Marzę by być w 100% samodzielną osobą mimo młodego wieku, niestety ciągle mam kłody pod nogami.

A i jeszcze to, ze wiek nie odzwierciedla tego czy jesteśmy dziećmi czy już dorośli. Wiek to tylko numerki, liczy się to co mamy w głowie i jak potrafimy to wykorzystać.

W tym temacie ja niestety wypadam blado.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Popieram hyte. Amfa na 100% Ci nie pomaga, a na 100% Ci szkodzi. Nie byłem nigdy uzależniony, nie wiem co czujesz, i jak trudno jest to przerwać. Ale jeżeli chcesz z tego wyjść, musisz z tego zrezygnować.

Wspomniana wizyta u psychiatry również jak najbardziej wskazana. Takie objawy jak Ty, ma tutaj większość osób, nie przejmuj się, że akurat Ty też tak masz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje wszystkim za zainteresowanie moim przypadkiem.

Nie wiem czy to mi coś da wizyta u psychologa?

Wysłucha mnie i co mi może pomóc poza tym?

Macie może jakiś namiar na kogoś takiego z Krakowa?

 

 

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czesc . psycholog z Krakowa ? ja wlasnie takiego poszukalam gdyz stad jestem :) zadzwonilam do poradni psychologicznej i tam udzielili mi pomocy ,pierwsze spotkanko z psychologiem dopiero przedemna , mam nadzieje ze to bedzie dobry wybor i ze mi pomoze .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy dobrze trafiłam...Nie wiem czy mam depresję, nerwicę czy jestem jakimś psycholem... Ale wiem, że nie radzę sobie z moim życiem. Jestem sama(w sensie nie mam faceta - czego mi brakuje, ale nic na siłę), mam przyjaciół,wspaniałych ludzi ale jeśli nie zacznę wreszcie czegoś ze sobą robić to ich stracę. Jestem nieśmiałą przylepą, która nie potrafi funkcjonować bez ludzi obok siebie...Dlaczego? Bo nie akceptuję swojej własnej osoby i szukam potwierdzenia swojej wartości u innych. To wszystko ma swoje korzenie już w dzieciństwie. Miałam 5lat jak zaczęłam nosić okulary (takie mega gogle w sumie) i dzieci w przedszkolu mnie odrzuciły. Nikt nie chciał się ze mną bawić, wszyscy ze mnie szydzili... Potem trafiłam z deszczu pod rynne, na koleżankę z rodziny patologicznej, która mnie szantarzowała i wykożystaywała (pamiętam jak dziś, że któregoś dnia pomyślałam o samobójstwie choc miałam tylko z 8 lub 9 lat). Ale Nina sie wyprowadziła i koszmar minął. Ja mam kochających mnie nade wszystko rodziców ale brak mi zdrowego kontaktu z otoczeniem. Wygląda to też tak, że każda impreza (a jestem studentką i trochę ich jest) kończy się dołem i tym, że się upijam a jak ktoś w takim stanie próbuje ze mną rozmawiać to jest histeria i awantura. Kolejna sprawa, że nie pogodziłam się jeszcze z rozstaniem z moim byłym facetem (choć minęły już 2 lata od rozstania). Cały mój związek z nim był okupiony jedną wielką schizą, płaczami i wyssał ze mnie wszelkie siły... Marek powraca w moim życiu jak bumerang ale tylko na chwilę. Efekt tego taki, że zalana wypisuje do niego sms-y co jest już totalnie dla mnie dobijające bo on na nie nie reaguje... A ja go nadal kocham bo zbudowałam sobie w głowie jego obraz jako osoby dla mnie idealnej.I tak robię z każdym napotkanym facetem. Jak mi nie wychodzi z nim to jest znowu upijanie się awantury i wielki, wielki wstyd...I tak zapętlam się i zapętlam, wszystko tłumaczę trudnymi przejściami, upijam się, wszczynam awantury, wciągam w to wszystkich swoich znajomych i na drugi dzień jak sobie to uświadamiam to jest znowu deprecha, brak chęci do życia, brak pomysłu co dalej... Jak pisałam mam kochających rodziców ale im nie potrafię nic powiedzieć, nie chcę żeby się martwili, mają tylko mnie. Jestem na wymarzonych studiach, trochę ciężkich ale nawet tego nie odczuwam... Chociaż sytuacja w mojej grupie jest gorzej niż tragiczna... Nie wiem już gdzie szukać pomocy, na dobrego prywatnego psychologa czy psychiatrę mnie nie stać. A nie chcę trafić na osobę, która zagłuszy to wszystko lekami. Może ktoś zna dobrego, uczciwego lekarza, który na Kasę Chorych potrafi pomóc... Ze mną już tylko gorzej, coraz częściej tracę motywację do życia, coraz częściej odnoszę wrażenie, że wszystko nie ma sensu. Ale bardziej martwię się o tych wszystkich ludzi, którzy muszą znosić moje zachowanie. Ile można oczekiwać od drugiej osoby, że będzie wysłuchiwała moich pijackich wywodów tudzież zbierała mnie po dołach na własne życzenie? Nie potrafię już tracić ludzi... po tym jak poddałam się i straciłam Marka panicznie się boję, że już nikogo nie znajdę, że mam takie schizy, że nikt ze mną nie wytrzyma, że zbyt wielu ludziom pozwoliłam odejść bo nawet nie próbowałam ich zatrzymać... Teraz robię dokładnie odwrotnie i każdy facet ucieka z krzykiem... Jestem nieśmiała, nie jestem brzydka ale nie jestem Miss Polonią (choćby ze względu na wzrost), ale brak mi wiary w to, że jest na tym świecie ktoś kto mnie pokocha bezwarunkowo, że zawsze będę musiała toczyć ciężką walkę o drugiego człowieka i zawsze skończy sie to upadkiem... Jeśli napisałam to wsszystko chaotycznie to przepraszam, jestem na takim zakręcie życiowym, że nie potrafię spokojnie o tym pisać... Będę wdzięczna za każde słowo, adres lub telefon do lekarza... Za wszystko...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marku daj sobie spokój z tą dziewczyną wyrzuć ją z pamięci bo życie trwa dalej jesteś młody znajdziesz sobie kogoś :P trzymaj się bo każdy przechodzi jakiś zawód miłosny pozbieraj się i wyrusz na poszukiwania jakiejś nowej sympati

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×