Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Praca kontra życie prywatne

Rekomendowane odpowiedzi

Celowo w jednym narożniku umieściłam pracę, a w drugim życie prywatne. Nie wiem, czy zaobserwowaliście, ale spora część osób nie potrafi pogodzić pracy z życiem prywatnym. Przeważa praca. Jest wszechobecna. Telefony z zakładu pracy potrafią dzwonić nawet w dniu wolnym. Czy taki stan rzeczy jest dla Was do przyjęcia? Czy potraficie/potrafilibyście pogodzić pracę z własnym życiem i zachować odpowiednie proporcje? A może jesteście typem pracoholików, którzy poza pracą nie widzą świata i dosłownie nie mogą żyć bez pracy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja znam chłopaka,lat 37 nauczyciel angielskiego.Kawaler,który nie ma życia prywatnego,cały czas poświęca nauce dzieci i młodzieży.Ale,jak sam mówi,za mało zarabia.

Ja uważam,że każdy ma prawo do życia prywatnego.I niech robi co chce,byle to było zgodne z prawem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam nic innego oprócz pracy... Moja praca to moje hobby...

Siedzę wieczorem, nie mam z kim pogadać, nie mam gdzie wyjść... więc pracuję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w okresie jesienno -zimowym w tej pracy obecnej pracuje po 60-70 h tygodniowo to trudno o to aby mieć po tym jeszcze prywatne życie. W tej pracy raczej jest to nie do pogodzenia jedynie latem można se pozwolić na coś więcej niż prace ale soboty pracujące także też ciężko. W pracy tez wszyscy gadają o robocie głównie albo ewnetulanie rodzinie, serialach ja ani rodziny nie mam ani seriali nie oglądam to o niczym innym pogadać prócz pracy nie mogę bo tam się nikt polityką czy ogólnie sprawami społecznymi, szeroka pojętą kulturą czy nawet sportem nie interesuje. Ja zawsze maiłem problem z pogodzeniem pracy życia nawet jak pracowałem krócej niż obecnie to np praca mnie tak stresowała że o niczym innym oprócz ewentualnie zapijaniu alkoholem nie potrafiłem myśleć. A jak nie pracuję to tez nie mam życia prywatnego tylko siedzę w domu ukrywając się przed ludźmi i światem, słowem nigdy nie mam tzw życia prywatnego albo tylko w jakiejś szczątkowej formie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

carlosbueno, też pracuję po tyle godzin tygodniowo, bo Nam się Ekipa wykruszyła ;) W tym miesiącu prawdopodobnie wyjdzie mi gdzieś około 100 nadgodzin. W sumie, to nie narzekam, bo jestem typem pracoholika, ale zmęczenie zaczyna już powoli doskwierać. Życia prywatnego praktycznie w ogóle nie mam. Wracam do domu, czasami coś z Moim pooglądamy, chwile porozmawiamy i tyle. Ostatnio, że udało Nam się gdzieś wyskoczyć do kina, ale to też było wszystko na wariackich papierach, bo na drugi dzień o piątej pobudka do pracy.

 

Tak się czasami zastanawiam, co będzie, jak któregoś dnia się obudzę i dotrze do mnie, że poza pracą, nie ma nic innego. Nie można mieć tylko jednego punktu zaczepienia w życiu, bo jeśli coś się z nim stanie, to cały świat się posypie. Mam zamiar coś z tym zrobić. Kiedyś takim punktem zaczepienia była szkoła. Szkoły zabrakło, a ja przez lata nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. To tak, jakby nagle zmniejszono mi dopływ tlenu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artemizja, istotny temat poruszasz. Też miałem tak ze szkołą. W jeden dzień wszystko się posypało. Warto mieć kilka punktów zaczepienia. W informatyce to się nazywa redundancja czyli nadmiarowość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jestem od ponad dwóch miesięcy na zwolnieniu. I dostałem właśnie robotę do domu. Ale chyba nawet się cieszę, bo lubię to co robię... Chociaż na razie ciężko idzie, bo nie mogę się skupić. Ale jak rzucę psychotropy do końca to mi się we łbie rozjaśni na pewno i pójdzie do przodu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem pracoholikiem. Praca i studia przeważają nad życiem prywatnym. Nie jestem specjalnie z tego powodu szczęśliwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, nie mam za bardzo prywatnego życia, próbuję je od paru miesięcy budować, ale idzie dość ślamazarnie. Zawsze liczyła się dla mnie raczej praca (kiedyś szkoła), rozwój. Mojej obecnej pracy nie bardzo mogę się oddać w takim zakresie, jak bym chciała! Jest po prostu nudno, monotonnie, nikt za bardzo nie docenia mojej roboty, tempo pracy w firmie jest dość wolne i chaotyczne. A mi tak brakuje mi tego zaangażowania w pracę na 200% - ja tylko wtedy czuję, że naprawdę żyję...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patrząc na ostatni rok - nic nie zmieniłam jeśli chodzi o pracę. Dlaej jest tylko ona i brak życia prywatnego. Czasami się zastanawiam, czy praca po tyle godzin nie jest wymówką, żeby jednak nie mieć życia prywatnego...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Jestem typem "lenioholika" (czyt. "lenioholizm" od lenistwa różni się tym, czym "pracoholizm" od pracowitości). Chciałbym mieć taką pracę, aby po dniówce mieć spokój. Najlepiej pracowałoby mi się w urzędzie, tam się odwali dniówkę i potem jest czas na życie prywatne (wyjątkiem są wydziały IT, tam jest wszechobecność pracy), zostawanie po godzinach jest rzadkością, no i urzędnik ma kilka dni więcej urlopu (a przynajmniej kilka lat temu tak było).

 

Edytowane przez mark123

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 27.08.2019 o 22:35, mark123 napisał:

Najlepiej pracowałoby mi się w urzędzie, tam się odwali dniówkę i potem jest czas na życie prywatne (wyjątkiem są wydziały IT, tam jest wszechobecność pracy), zostawanie po godzinach jest rzadkością, no i urzędnik ma kilka dni więcej urlopu (a przynajmniej kilka lat temu tak było)

I znacznie mniejszą pensję niż w sektorze prywatnym. Spójrzmy prawdzie w oczy - wszędzie są plusy i minusy. W sektorze publicznym pracujesz 8 h, ale nie zarobisz zbyt wiele. W sektorze prywatnym pracujesz jak dziki osioł, ale i pieniądze są większe. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Lilith napisał:

I znacznie mniejszą pensję niż w sektorze prywatnym. Spójrzmy prawdzie w oczy - wszędzie są plusy i minusy. W sektorze publicznym pracujesz 8 h, ale nie zarobisz zbyt wiele. W sektorze prywatnym pracujesz jak dziki osioł, ale i pieniądze są większe. 

Nie wiem, gdzie kto ile zarabia, ale myślę, że ok byłaby dla mnie pensja 2500 brutto miesięcznie

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, mark123 napisał:

Nie wiem, gdzie kto ile zarabia, ale myślę, że ok byłaby dla mnie pensja 2500 brutto miesięcznie

Jakbyś nadal mieszkał z rodzicami, nie musiał się wyprowadzić, to jak najbardziej. Dla osób, które muszą jeszcze myślec o dachu nad głową, ratach, kredycie - to o wiele za mało. Dlatego wybierają sektor prywatny. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś pracowałam na okrągło...u mnie pensja to prowizja czyli im więcej pracuję tym więcej zarabiam. Teraz już przystopowałam na rzecz życia rodzinnego. Nie dałam rady na dłuższą metę harować....zrozumiałam, że prócz pieniędzy są ważniejsi ludzie których kocham i im pragnę też poświęcać czas. Zarabiam trochę mniej ale i tak nieźle więc mogę sobie na to pozwolić...

Dodam, że pracuję na państwowym stołku ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Lilith napisał:

Jakbyś nadal mieszkał z rodzicami, nie musiał się wyprowadzić, to jak najbardziej. Dla osób, które muszą jeszcze myślec o dachu nad głową, ratach, kredycie - to o wiele za mało. Dlatego wybierają sektor prywatny. 

Jak mieszkam z rodzicami, to i 1000 byłoby ok

A żyjąc samemu, no to 2500, tylko no może faktycznie nie brutto, tylko netto

 

Wyprowadzać to się być może nie będę. Wstępne ustalone z rodzicami plany są takie, że mieszkam z nimi do ich śmierci, a potem mieszkanie jest moje.

Emocjonalnie nie mieszka mi się dobrze z nimi, ale podchodzę do sprawy kalkulatywnie, analizując subiektywny bilans potencjalnych zysków i strat mieszkając z nimi, a wyprowadzając się, mniejszym złem jest mieszkanie z nimi do ich śmierci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×