Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Cisza w psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Jak rozumiecie pojęcie ciszy w procesie terapeutycznym? Czym jest dla Was cisza? Jak ją wykorzystujecie? Czy zastanawiacie się, dlaczego zapada i czego jest sygnałem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na mojej ostatniej sesji psychoterapii zapadła właśnie taka dłuższa cisza, ani ja ani terapeutka się nie odzywała, po czym powiedziała, że ma wrażenie, że mniej więcej tak to ujęła, że ja się odzywam kiedy ona się odzywa, co nie do końca jest prawdą, bo na ile jestem gotowy, na tyle mówię.

 

Ale cisza jest potrzebne na pewno - na zagłębienie się w sobie, na przemyślenia, na analizę, na przeżycia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

maverickWAW, owszem, jeśli nie trwa zbyt długo. Wówczas pacjent o wiele bardziej traci niż zyskuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie cisza jest tylko na początku, kiedy terapeutka czeka od czego zacznę. Myślę, że to ma dla niej znaczenie. Potem już rozmowa idzie płynnie bez przerw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie psychoterapeutka robi kilkuminutową przerwę po każdej mojej odpowiedzi/opowieści, ale mnie się to nie podoba! Wtedy czuję się niezręcznie, nie wiem czy mam coś powiedzieć, o coś zapytać, wyjść czy zostać..wolę jak rozmowa przebiega płynnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na mojej terapii też często zapada cisza. Kiedyś w takiej sytuacji czułam się bardzo niezręcznie i zastanawiałam co mam powiedzieć. To była reakcja zgodna z moim schematem reagowania.

Potem udało mi się wyjśc poza schemat, i odtąd staram się wykorzystac tę ciszę do pracy nad sobą.

Obserwuję jakie uczucia wywołuje we mnie cisza i mówię o tym co czuję, a wtedy dochodzę do głebszych odczuć, w wyniku których wychodzi na wierzch jakaś głebsza sprawa do tej pory ukryta.

Z tym że nieraz idę za schematem i zapominam że przecież mogę to wykorzystać do zastanowienia się nad swoimi uczuciami i opowiedzenia o nich.

 

-- 01 paź 2014, 09:53 --

 

Wczorajsza cisza na poczatku terapii bardzo mi pomogła.

Jak zwykle siadłam i siedzę czekając aż pojawią mi się jakieś odczucia. I jestem zdziwiona skojarzeniem które mi się pojawia. Bo zaczęłam się czuć tak jakbym była u seksuologa który ma mi pomóc w moich problemach seksualnych, czyli wytłumaczyć dlaczego ja nie czuję przyjemnośći seksualnej.

Moja seksualność nie istnieje od wielu lat i jest to temat który kompletnie mnie nie interesuje. Nigdy na terapii nie mowiłam o swojej seksulaności bo ten temat dla mnie nie istnieje a moje libido wynosi zero. I nie mam z tym związanych żadnych emocji. Sama z siebie nigdy bym nie podjęła tego tematu i nawet nie przyszłoby mi na myśl żeby o tym mówić. Dlatego byłam bardzo zaskoczona że mam takie skojarzenie i że podśaidomie o tym chcę mówić.

A terapeuta jak się przyssał do tego tematu tak nie chciał już odpuścić.

A dla mnie okazało się to tak trudne że fizycznie nie mogłąm się zmusić do mówienia na ten temat i albo zmieniałam temat albo milczałam długo i nieustępliwie.

Na moje pytanie odpowiedział, mówiąc że nie czułam przyjemnośći dlatego że nie miałam kogoś kto by mnie kochał i wtedy doszłoby między nami do zbliżenia.

Ja po tej odpowiedzi poczułam się tak że albo zmienię temat albo będę musiała stamtąd uciec. Pojawiło się we mnie coś czego moja psychika nie mogła wytrzymać.

I gdyby nie ta cisza, gdyby nie to pozwolenie sobie na analizę odczuć w ciszy, to nie rozpoczełabym tak ważnego dla mnie tematu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie ostatnio nastąpiła cisza. I była dla mnie niezręczna. Coś z siebie wycisnęłam i rozmowa jakoś dalej się potoczyła, później znowu cisza. Stwierdziłam, że nie będę siedzieć tylko dlatego, że zostało jeszcze trochę czasu do końca sesji i wyszłam. Nie czuję, żeby takie obustronne milczenie dało mi coś więcej niż poczucie dyskomfortu i bezsensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
U mnie ostatnio nastąpiła cisza. I była dla mnie niezręczna. Coś z siebie wycisnęłam i rozmowa jakoś dalej się potoczyła, później znowu cisza. Stwierdziłam, że nie będę siedzieć tylko dlatego, że zostało jeszcze trochę czasu do końca sesji i wyszłam. Nie czuję, żeby takie obustronne milczenie dało mi coś więcej niż poczucie dyskomfortu i bezsensu.

 

A frustracja, dyskomfort i poczucie, że coś jest bezsensu jest rozwijające...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czasem zapada cisza, kiedy się zastanawiam nad odpowiedzią na trudne pytanie. Wtedy, naturalnie, muszę się wsłuchać w siebie, zastanowić, ubrać swoje emocje czy reakcję na dany temat w słowa, jakoś to "skonsolidować".

Ale często cisza zapada wtedy, kiedy jestem na terapeutkę zła albo mi smutno. Zaczynam się wtedy wycofywać, zapadać w siebie bezrefleksyjnie, jakoś tak katatonicznie. Wydaje mi się, że terapeutka nauczyła się rozpoznawać te dwa rodzaje ciszy u mnie - i kiedy widzi tę drugą, zadaje pytanie (np. "jesteś ze mną?"). I to mnie wybija, przywraca rzeczywistości. Czasem mnie to irytuje, bo nie pozwala mi zapaść się w depresyjne zobojętnienie, a tak bym chciała ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak rozumiecie pojęcie ciszy w procesie terapeutycznym?

 

kiedy ani psychoterapeutka nic nie mówi ani pacjent.

 

Czy zastanawiacie się, dlaczego zapada i czego jest sygnałem?

 

cisza może zapadać z różnych powodów, często bywa tak, że t. milczy czeka aż pacjent coś powie a pacjent milczy bo czeka aż t. coś powie :lol:

czasem jest to kwestia zastanowienia się na odpowiedzią, danie sobie chwili na przeżycie emocji, itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie rzadko jest cisza, bo sporo mówimy w trakcie sesji. Czasem nawet muszę czekać aż terapeutka skończy, zanim coś powiem. Nie jest to takie dobre, bo bardziej skupiam się na swojej kwestii, niż na słowach psychoterapeutki... Długie momenty ciszy pojawiły się w trakcie najtrudniejszych sesji, gdzie poruszaliśmy problemy, o których bardzo trudno mi mówić. Wtedy bardzo ciężko było coś ze mnie wyciągnać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×