Skocz do zawartości
Nerwica.com

Siema. Też macie problem z czasem wolnym?


alejakto

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

 

Znam i czytuje to forum od dawna. Zazwyczaj w momentach kiedy gorzej sobie radze i szukam jakiegos pocieszenia. Zalozylem nawet kiedys swoj temat, ale zapomnialem hasla wiec zalozylem nowe konto poza tym nie chce nawet do niego wracac bo byl zbyt dramatyczny a na chwile obecna nieaktualny. Postanowilem jednak znowu sie uzewnetrznic bo uznalem, ze to co mi sie dzieje to juz lekka przesada i tak dluzej byc nie moze. Mianowicie mam niesamowity problem z zagospodarowaniem czasu wolnego. Ale tylko w konkretnych specyficznych przypadkach. Na codzien moje zycie wypelnione jest zadaniami i setkami problemow, ktore tylko czekaja w kolejce na odhaczenie z listy. Generalnie wiecej tego przybywa niz ubywa. Ale kiedy ktoregos dnia robie sobie wolne, ot tak po prostu mowie sobie dzisiaj olewam wszystko i nie robie nic to wtedy przychodzi mi do glowy milion pomyslow. Mam ochote robic rzeczy, na ktore nie mam na codzien czasu albo takie ktorych nawet nie tykam bo wiem, ze zaczne a i tak nie skoncze. I wtedy pojawia sie ogromny problem. Poziom niezdecydowania prowadzi do tego, ze w koncu zazwyczaj nie robie nic. Nie umiem sie zdecydowac miedzy czytaniem ksiazki, graniem w gre czy ogladanie zaleglych odcinkow jakiegos serialu. Nie umiem bo wiem, ze jakbym chcial zrobic z kazdego po trochu to ostatecznie nie zadowole sie zadnym wiec teoretycznie lepiej skupic sie na jednej rzeczy, ale niestety reszta nie daje mi spokoju i caly czas o nich mysle. I pojawia sie takie bledne kolo. Kolejna pula pomyslow sa najwieksze pasje, z ktorych juz pare lat temu zrezygnowalem na rzecz marnej i smutnej prozy zycia. A wszystko zaczelo sie od tego jak w liceum odkrylem, ze muzyka jest dla mnie lekiem na cale zlo. Niestety perfekcjonizm potrafi zniszczyc wszystko bez skrupulow i tak wlasnie stalo sie tez z moja najwieksza pasja. Na poczatku muzyka byla priorytetem, ale niestety nie szla w parze z wynikami w szkole a wyjazd na studia przybil juz ostatecznie gwozdz do trumny. Dzieje sie tak dlatgo, ze dla mnie nie ma kompromisow. Jesli cos robie to na sto procent. Wiec kiedy robilem muzyke wpadalem wrecz w furie kiedy nie moglem czegos dokonczyc bo mialem inne obowiazki albo ktos mi przeszkadzal. Z drugiej strony mialem ciagle wyrzuty sumienia z powodu zaniedbywania innych spraw. I tak na skutek powolnego procesu mijaly lata, nie skonczylem zadnych studiow i nie robie nic zwiazanego z muzyka juz od dawna. Efekt psychiczny mozecie sobie wyobrazic. Do tego dochodza inny typowo nerwicowe czady. Mam wrazenie ze podswiadomie wybralem zwykle zyciowe zmagania i nie dopuszczam swojej kreatywnej strony do glosu bo tak jest latwiej. Ja po prostu nie chce kolejnej niedokonczonej sprawy. A tak to niestety juz jest, ze kiedy cos tworze to sie w tym zatracam a na sama mysl o tym, ze nie moge tego skonczyc bo ide do pracy albo jutro mam zaplanowane cos innego dostaje szalu. Ten proces tworczy oddzialuje na mnie tak intensywnie uruchamiajac takie mechanizmy w mojej glowie, że ze strachu przed kolejnym murem, ktory postawi przede mna zycie w postaci nie wiem nagle zepsutego samochodu, telefonu od znajomego zeby mu w czyms pomoc, choroby mojej dziewczyny, zepsutego kranu czy komputera - po prostu go nie zaczynam. A kiedy czasami sie przelamie i juz zaczne cos robic to mam ogromne wyrzuty sumienia, ze to nie ta kolejnosc, ze powinienem w tej chwili robic cos innego, ze marnuje czasu, ze to jest nie rozwijajace, ze tak nic nie osiagne, ze moglbym juz byc tu a jestem dopiero tu i zajmuje sie bzdurami. Nie potrafie sie odprezyc. Nie dac sobie luzu. Moje zycie to ciagle rozwiazywanie problemow i wyrzuty sumienia kiedy tego nie robie. Nie wiem czy ja przyciagam te problemy, czy je wymyslam, czy mam po prostu w zyciu pecha, czy zaburzony obraz juz od lat, ktory prowadzi do tego, ze zamiast sie rozwijac to gmatwam sobie wszyzstko jeszcze bardziej. I coraz czesciej sklaniam sie ku temu ostatniemu. I powiem wam, ze piszac to dociera do mnie jaki jestem nienormalny a takze przypomina mi sie setki spraw o ktorych moglbym tu pisac godzinami, ale skupie sie narazie na tej chyba najwazniejszej opisanej powyzej.

 

Czuje ktos ten klimat ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć.

 

Mam podobny problem. Zjawisko odkryłem już w podstawówce. Mianowicie jak miałem dużo gier na komputerze to nie wiedziałem za którą się zabrać i często nie grałem w nic. To tzw. prawo Dawida-Mateusza. Nie wiem jak to działa, może mózg wyobraża sobie wszystkie możliwości i wtedy pojawia się mur, że można skorzystać tylko z ułamka możliwości. Więc powstaje uczucie zmarnowanej okazji i zniechęcenie.

 

Cieszmy się, że mamy komputery i dobra kultury, bo inaczej w jakiejś wiosce na końcu świata zdechlibyśmy z nudy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Roznie ale na ogol niezle. Kiedys owszem odkładalem wszystko na potem i dzisiaj w pewnym stopniu tez mi sie to zdarza ale chyba w granicach normy bo pamietaj ze moim glownym celem jest takie odkopanie sie ze spraw albo zaspokojenie swojego ego zebym mogl z czystym sumieniem zajac sie pasjami.

 

-- 21 wrz 2014, 15:02 --

 

To prawo mnie zaintrygowalo ale niezbyt musi byc popularne bo google nic nie pokazuja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×