Skocz do zawartości
Nerwica.com

Prawidłowy rozwój a inność, moralność i sens życia


torres

Rekomendowane odpowiedzi

To jest najtęższa rozkmina jaką miałem.

 

Człowiek rodzi się i nabywa zaburzenia i wzorce. Rozwijamy reakcję na odrzucenie (które dziecko odczuwa nawet kiedy go realnie nie ma) i nabywamy światopogląd, który opiera się na wzorcach społecznych. Załóżmy, że każdy rozwijałby się prawidłowo - wtedy świat byłby idealnym rajem, nikt by nikogo nie krzywdził i każdy postępowałby tak jak się powinno.

 

I teraz tak: jest jakieś prawidłowe przeznaczenie człowieka lub idea, która jest w stanie zintegrować wszystko i wszystkich. Jeśli nie ma to na czym opierać swoją moralność? I co jest tak naprawdę normalne oraz co jest sensem, do którego każdy powinien dążyć?

 

Czy inność to od razu zaburzenie czy może geniusz, jaki wziąć punkt odniesienia?

 

Załóżmy, że nie ma czegoś takiego jak prawidłowy rozwój, mówi się, że każdy powinien akceptować siebie i innych. Jak pogodzić więc sprzeczne interesy róznych ludzi, które są prawidłowe? Są zresztą nieprawidłowości jak pedofilia czy morderstwa i czy osoby, które to robią też mają to zaakceptować? Raczej nie. Skąd więc wiedzieć co trzeba zaakceptować i jest prawidłowe a co jest już nieprawidłowością, której nie należy akceptować? Ciężko powiedzieć bo może i jedzenie mięsa jest niemoralne. To, że ja mam jakiś styl i buduję swoją wartość to też tworzy kontrast z ludźmi, którzy tego nie mają i czują się gorsi, często nie mają możliwości poprawy. A może ten styl nie jest czymś potrzebnym? Rozkminiając co jest prawidłowe i moralne powstaje zawsze pomieszanie. Skąd brać więc prawdę, na której można się oprzeć? Co jeśli ja nie pasuję do tego co uważam za prawdę a nie umiem się zmienić, to by było wyrzekanie się siebie? Nie mam pomysłów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Normalność to tylko sztuczne pojęcie. Może wiele znaczyć, ale ma zazwyczaj wydźwięk pozytywny lub neutralny. Prawda jest taka że sami ją tworzymy i oceniamy co da się zaakceptować a co nie. Co przynosi pożytek, co jest koniecznym kompromisem a co działa tylko na szkodę.

Moim zdaniem nie ma sensu za bardzo oglądać sie na ludzi co wypada, bo każdy będzie miał inne zdanie, komuś coś nie będzie pasować. Najlepiej robić swoje. A człowiek kształtuje swoje poglady przez całe życie by w końcu być i myśleć niezależnie. Nie ma żadnej złotej formuły na to jak powinna wyglądać moralność ale najlepiej nikogo nie krzywdzić i traktować ludzi odpowiednio do ich poziomu (oczywiście można też pomagać i robić inne dodatkowe rzeczy acz nie uważam tego za obligatoryjne).

Człowiek jest sumą innych ludzi, których w życiu spotkał. Zalezy tylko czy się dobre czy złe cechy nabywa oraz jak sie pracuje nad wlasnymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale jeśli to nie jest jedna rzecz tylko większość tego co uważam za siebie i swoje cele oraz upodobania? Te cechy, które cenię w sobie są negatywne ale rozwijałem je nie dlatego, że trzeba sobie radzić tylko dlatego, że cenię je też u innych ludzi. Nie byłbym w stanie być ascetą i rezygnować z bycia sobą ale jednocześnie chcę postępować moralnie. Często jednak nie wiadomo co jest moralne a co nie jest np kara śmierci, jedzenie mięsa itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie chce mi się o tym teraz pisać ale jak wszystkie to wszystkie :P

 

-- 27 sie 2014, 19:38 --

 

Albo jednak opiszę o co mi chodzi :P

 

Człowiek żeby być sobą i być jednocześnie kimś porównuje się z innymi. Ja nie myślę tak jak inni i nie mam takich jak oni poglądów na życie. Nie zgadzam się z większością zasad społecznych i wszystko to było zawsze uzasadnione moją moralnością i wyjątkowością (wysokie IQ i fakt, że widzę więcej szczegółów i poziomów niż inni i ogólnie więcej myślę, mam swój styl bycia sobą jaki mi się podoba). Mam inne upodobania muzyczne niż większość, podobają mi się inne dziewczyny niż większości i w ogóle inne rzeczy. Zawsze jak coś było popierane albo lubiane przez większość to mi się nie podobało już na starcie :D Właśnie dzięki temu mogłem lepiej obserwować od zewnątrz to społeczeństwo i motywy psychologiczne ludzi po czym zorientowałem się, że wszystko jest oparte o algorytmiczne działanie jakie jest trybem naszego mózgu, na który nie mamy tak naprawdę wpływu, a wolna wola to ok 5% czyli te 5% mózgu, które podobno wykorzystujemy świadomie wg badań. No i jak się zwiększa tą świadomość, odstawia się używki, ma się czysty umysł to widzi się więcej, myśli się lepiej, jest się bardziej moralnym, widzi się złe postępowania ludzi. Z tego punktu widzenia postępuję całkowicie źle, moje podejście do życia jest złe, to jaki jestem jest złe, to jakie podobają mi się dziewczyny jest złe, to że nie robię tego co społeczeństwo jest przejawem niedostosowania i patologii, nie mam z tego punktu widzenia żadnej wartości i żadnego racjonalnego poglądu.

 

Jeśli człowiek ma się rozwijać i być naprawdę sobą powinien więc najpierw wyrzec się tego co teraz uważa za siebie a to są wzorce społeczne, uwarunkowania genetyczne, instynkty, upodobania włożone do głowy przez kulturę itd. jak tutaj ktokolwiek może mieć dodatnią wartość? Posiadanie dodatniej wartości i bycie z niej dumnym jest niemoralne, porównywanie sie z innymi i ocenianie innych jest niemoralne, jedzenie mięsa jest niemoralne, używki są ogłupiające tak jak zła żywność. Czyli człowiek żyjąc tak jak jest to przewidziane przez naturę jest równy z innymi i z pkt widzenia tej natury wiele dogmatów religijnych ma sens a to są rzeczy wymierzone w indywidualność i bycie sobą. Czyli człowiek, który jest sobą i wyróżnia się robi tak bo to reakcja obronna ego przed doświadczeniem cierpienia i bycia nielubianym. Ale sam nie akceptuję innych. Ciężki temat bo na silę nie zaakceptuję a jak zaakceptować siebie zjebanego skoro ze swojego obecnego punktu widzenia byłbym zjebany postępując prawidłowo i zawsze moralnie?

 

Człowiek może rozwijać się prawidłowo lub nieprawidłowo. Widocznie jestem taki bo rozwinąłem się nieprawidłowo i większość nieprawidłowości w społeczeństwie wynika również z tego samego.

 

-- 27 sie 2014, 19:39 --

 

Jakieś poglądy są prawidłowe a ja głoszę nieprawidłowe opierając na tym swoją wartość. Głupie bo tak naprawdę jestem bezwartościowy z pkt widzenia "wszechświata".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie mieszasz człowieku i bawisz się w etykiety, które nie są tak ważne. Jak z tym masz większy problem to możesz iść na terapię bo tu nie znajdziesz odpowiedzi na to co Cie dręczy. Mówię serio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mieszam tylko piszę jak jest. Na terapię nie ma sensu iść bo zawsze tak było, że miałem większą wiedzę o duchowości niż terapeuta a psychologia nie zna się na takiej duchowości, o której piszę. Zresztą terapeuta nie ma prawa mówić jakie poglądy są dobre, jakie złe i wcale tego nie wie bardziej niż ja a to jest moim problemem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mieszasz, bo wszystko łączysz jak np. dumę ( która czasem jest ok jeśli sie odnosi sie do tego co sie naprawdę zrobiło a np. bycia Polakiem), a porównywanie się do innych jest normalne ok, jeśli nie kładziesz większej presji na to.

Terapia nie ma celu podanie Ci odpowiedzi na tacy, tylko zmianę myślenia na tyle byś doszedł do tych odpowiedzi. Poza tym samo życie weryfikuje dużo rzeczy.

Jak poszukasz może znajdziesz odpowiednich interlokutorów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam i tak sobie myślę, że może czasem warto uprościć, żeby się nie zakręcić. Nie ma normy i jednej prawidłowej idei. Idea sama w sobie nie jest ważna, ważny jest ładunek jaki z sobą niesie - myślę, że najbardziej integrującą ideą jest działanie z dobrą intencją w stosunku do innych i dążenie do tego żeby realizować się zgodnie z tym co wydaje się satysfakcjonujące czy przyjemne. Każdy człowiek jest nieco inny od drugiego, nie wychowujemy się w laboratoriach, jesteśmy od siebie różni i to trudno jest wymazać. Z resztą po co? Nie ma nic złego w zróżnicowaniu. Dla mnie nie jest ważne to jacy jesteśmy- w sensie co lubimy robić, jaki uważamy, że jest sens życia, jakie stawiamy sobie cele, ważne są te dobre intencje, otwarcie na nowe pomysły, nie myślenie szablonami, działanie w dobrej wierze. Nie musimy się niczego wyrzekać. Jeśli coś sobie przemyślisz i dojdziesz do nowych wniosków nie wyrzekasz się siebie, a przechodzisz przemianę. Jedyne co jest prawdziwe w Tobie (moim zdaniem) to to, że istniejesz, a reszta może się zmieniać zależnie od doświadczeń i odczuć, przemyśleń. Nie znajdziesz jednej ścisłej reguły, tak jak nie sprawisz, żeby każdy lubił smak truskawek. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzi o to, że na podstawie porównań z innymi buduję swoją wartość. Żebym był lepszy ktoś jest gorszy, żebym wygrał ktoś musi przegrać. Dumę czułem bez powodu, po prostu bo jestem i na to zasługuję. Psychologia powiedziałaby, że miałem wtedy zdrową samoocenę a duchowość mówi, że to cechy diabła powodujące zło na świecie bo właśnie z tego porównywania się ego i chęci by mieć więcej i być lepszym pochodzą wszystkie wojny , konflikty, bieda - bo wtedy ktoś jest gorszy. Nie mogę przez to normalnie żyć i być sobą bo mam poczucie winy z powodu tego jaki jestem i boję się, że przez to w moim życiu będzie jeszcze gorzej (prawo przyciągania działa tak, że jak myślę o złych rzeczach to wtedy powstają różne problemy i choroby w życiu czyli zła karma).

 

Trzeba się wyrzec siebie żeby żyć prawidłowo i nie być karanym ale powinienem to zrobić sam z siebie a nie ze strachu. Tylko, że nie umiem bo kocham i szanuję ludzi zawsze za coś. Kocham tych, którzy w porównaniu z innymi mają cechy jakie mi w nich odpowiadają co oznacza, że to są złe cechy. Podobają mi się tylko dziewczyny z nadwagą co nie jest zgodne z tym co myślę na ten temat. Muszę się tego wyrzec ale to jest wyrzekanie się siebie, tzn nie da się zainstalować sobie upodobań do innych dziewczyn więc teraz jestem prawie aseksualny. Przy okazji zawsze jest to zły typ kobiet a taki wydawał mi się właśnie najlepszy więc już marzenia i ideały zniknęły z mojej głowy. Jedyne co czuję to ogromną niechęć do ludzi wierzących w to, że taki świat stworzył Bóg - wg mnie prędzej zrobili to jacyś źli kosmici i hodują nas jak w ZOO bo do wizji miłosierdzia to nie pasuje. A potem umrę i i tak ta sama karma i tak na zawsze, super co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Torres, nie wyrzekaj sie czegoś na co nie jesteś gotowy by się tego wyrzec. Jeśli będziesz to robił na siłę osiągniesz efekt odwrotny od zamierzonego. Ego może sobie istnieć, kwestia tego jakie będziesz miał do niego podejście. Jeśli potraktujesz je jako coś co pozwala Ci wchodzić w interakcje ze światem, ale podejdziesz do niego z dystansem ,to przestaniesz się tak szarpać ze sobą. Po co się w kółko porównywać? Po co oceniać wszystko? To jest największa pułapka. Robiąc to faktycznie ustalasz świat hierarchii, wyższości i niższości, gorszości i lepszości, w kółko szufladkujesz, a może rzeczy po prostu są , ludzie też, to czy są lepsi czy gorsi to tylko koncept zależny od punktu widzenia- dobry i zły, tak samo. Koncept nigdy nie jest obiektywny. Dlatego nie możesz znaleźć jednej teorii i tak się z tym szamoczesz, bo jeśli teoria ma oceniać z założenia, to zawsze będzie subiektywna i nie można będzie powiedziec, że jest uniwersalna. Tak przynajmniej ja to widzę. Ah i nie musisz budować swojej wartości na byciu lepszym od innych. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli to co lubię i ja nie jest lepsze od innych to nie ma wartości, bo niby jaką? Dla mnie w życiu zawsze liczyły się 3 wartości

- miłość - podstawa wszystkiego

- wolność - żeby nikt mi nie mówił co mam robić i co myśleć

- kozactwo czyli posiadanie swojego stylu bycia, który jest lepszy niż większość plebejuszy - nie porównuję się z każdym bo np jak kogoś lubię to tego nie robię ale porównuję się do ogółu ludzi i dzięki temu mogę mieć większe poczucie wartości (że mam więcej przemyśleń od nich, że potrafię się zachowywać pewnie siebie [właśnie dzięki temu przekonaniu, bez tego znika pewność siebie i upodobania do czegokolwiek bo wartość ma coś co mi się podoba bo sam fakt, że to moje nadaje temu sens] ale przerażający jest fakt, że nie ma obiektywnej miary tego wszystkiego i gdyby ktoś to zbadał bo by się dało wyszłoby, że to ja jestem całkowicie wypaczony

 

Miłości nie będzie, wolności nigdy nie było i pewnie nie będzie. Ludzie tak jak i media kłamią, przedstawiają siebie w jak najlepszym świetle a oczerniają innych. Fajnie tylko, że trzeba to robić żeby nie zwariować...

 

Poza tym to co myślę o świecie jest całkowitą odwrotnością od tego co chciałbym myśleć na temat świata i tego co mi się w nim podoba. A świat, w którym wszyscy są równi jest dla mnie przerażający i bezwartościowy a jednocześnie okropnie mi żal tych, którzy przegrywają. Wręcz mam blokadę osiągania swoich celów bo myślę, że ktoś na tym straci. Nie mogę mieć dużo pieniędzy bo ktoś ma przez to mało itd. Czyli z natury świata wynika, że dopóki będę tu żył to będę nieszczęśliwy.

 

A wszystko co lubię ma skutki uboczne i jest negatywne :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Torres, chyba usiłujesz przejąć odpowiedzialność za innych ludzi, to znaczy martwisz się, że Twoje szczęście odbierze szczęście komuś innemu i że TY jesteś za to odpowiedzialny, że wygrana zawsze oznacza czyjąś inną przegraną. Tak jest i nie jest, bo to ,że np zdobędziesz pracę gdzieś, tj. wyeliminujesz kogoś na rozmowie kwalifikacyjnej, nie znaczy, że tamten człowiek nie znajdzie roboty gdzie indziej, która też mu będzie odpowiadała. Kasy na świecie jest sporo, więc to, że zarobisz jej dużo nie znaczy, że ktoś inny się też nie będzie mógł wokół niej zakręcić. Interesy ludzkie są nie raz sprzeczne, ale też czasem dlatego, że nie są elastyczni. Pewnie, że jeśli ktoś się upnie, że jak kupi ostatnią gazetę w kiosku to ktoś inny jej nie będzie miał, ale czy to taki problem że nie będzie miał akurat tej, albo że kupi ją jutro? Można analogicznie podawać "poważniejsze" przykłady.

 

Jeśli chodzi o wartośći, to moim zdaniem wartość tkwi sama w sobie w ludziach. Tkwi też w ideach i rzeczach jeśli dają satysfakcje, są przyjemne, dają spełnienie. Czy mógłbyś być szczęśliwy nie porównując się? Spróbuj trochę...

 

Miłość jest tylko trzeba ją nosić przede wszystkim w sobie, ona nie tylko pochodzi ze związków damsko męskich, może być po prostu takim fajnym ciepłym wypełniającym uczuciem pomiędzy ludzmi, więzią, życzliwością. To można zainicjować samemu. Nie musisz przyjaźnić się z przechodniami, możesz mieć fajną więź z kilkoma ludźmi (może takich masz a może takich poznasz) i z tego czerpać siłę.

 

Wolność na pewno nie będzie absolutna, bo żyjemy aktualnie w takiej strukturze, że chociażby trzeba chodzić do roboty, ale możesz mieć na tyle wolności ,żeby wybierać gdzie chcesz pracować, z kim chcesz się widywać, jak chcesz organizować sobie dzień, dążyć do tego żeby rzeczy wyglądały po Twojemu.

 

Do tego potrzebne jest trochę kompromisów z rzeczywistością. Nie da się przerobić struktury świata, wywalić wszystkich uwarunkowań, ale to, co możesz zrobić , to zmienić filozofię. Sam powiedziałeś, że nie ma obiektywnej miary. Może to wcale nie jest przerażające? Może to jest właśnie uwalniające, że nie musisz marnować energii na to żeby w kółko wszystko ze sobą porównywać, oceniać, wywyższać się, zaniżać.

 

Wszyscy są równi jeśli przestajesz ich oceniać non stop, jeśli będziesz usiłował patrzeć na równość w kategoriach jakiegoś kryterium, to nigdy jej nie uzyskasz, chyba, ze zrobisz tu drugą Koreę, gdzie wszycy będą łazić na defilady w tych samych mundurkach i nie będą mieć prawa do żadnych przemyśleń. Ale to faktycznie jest przerażające i nie ma sensu.

 

Poza tym skoro chcesz coś myśleć a myślisz inaczej, to pewnie jest jakiś powód. Nie dziwię się, że dziwnie się czujesz w swoich rozmyślaniach próbując odrzucić całego siebie. Poza tym jak to możliwe, że wszystko co lubisz ma skutki uboczne i jest negatywne? Nie wierzę w to. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W pojedynczych sytuacjach tak ale w momencie kiedy ja jestem wartościowy ponieważ ktoś jest mniej wartościowy to zawsze będą ludzie, którzy pod tym względem będą mieć gorzej. Zakładając nawet, że udałoby się zbudować na Ziemi system idealny pod względem finansów tak, że nie byłoby biedy to i tak ludzie będą cierpieć z powodu takiego, że są gorsi. I ja się specjalizowałem w technikach przekonujących do tego, że wcale tak nie jest. Ale jeśli zostanę coachem i ludzie dzięki mnie będą czuć się bardziej wartościowi, będą tak tez postrzegani przez innych i będą odnosić sukcesy. Jeśli wszyscy będą to automatycznie trzeba będzie zrobić coś więcej niż inni żeby jednak dalej mieć wartość. Czyli na rękę jest mi to żeby inni byli głupsi albo myśleli, że racy są bo wtedy ja mogę wygrać. Ale to się wiąże z żalem i poczuciem niesprawiedliwości.

 

Jeśli chodzi o wartośći, to moim zdaniem wartość tkwi sama w sobie w ludziach. Tkwi też w ideach i rzeczach jeśli dają satysfakcje, są przyjemne, dają spełnienie. Czy mógłbyś być szczęśliwy nie porównując się? Spróbuj trochę...

 

Sama w sobie nie tkwi. Tkwi w wartości jaką ci ludzie przedstawiają. W pewnym sensie szanuję każdego ale są pewni ludzie, którzy są lepsi i ja też chcę do nich należeć. Nie umiem być szczęśliwy bez porównywania się, chyba że jak znieczulę się używkami. Nawet jak słucham muzyki to czerpię głównie przyjemność z tego, że jest bardziej kozacka moim zdaniem od tego co słucha większość ludzi, których nazywam plebsem.

 

Więź z ludźmi mam ale nie wnoszę żadnej wartości do ich życia. Lubią mnie bo znają inny mój obraz niż jestem naprawdę a nie chcę żeby ktokolwiek poznał moje prawdziwe ja. Tylko, że przez to relacje nie wyglądają tak jak powinny a i tak ludzie dodają dużo od siebie i kłamią żeby przedstawić się w lepszym świetle. Mam coraz mniejszą ochotę na relacje z ludźmi a strasznie nie chcę być sam. I robię wręcz wszystko żeby nie być samemu, a jak nie mam z kim gadać i siedzę przy kompie to siedzę na fejsie albo jakichś forach żeby tylko mieć kontakt z ludźmi. Jak zostaję sam ze swoimi myślami to wtedy jest koszmar i wewnętrzny głos w głowie obala coraz bardziej całą wartość wszystkiego co w moim życiu ją miało. Niestety to co było do tej pory nie broni się logiką a prawda jaką odkrywam jest okropna dla mnie.

 

Jeśli chodzi o wolność to mam na myśli to, że rząd i ludzie dla pieniędzy manipulują prawdą i właśnie przez to niczego nie wiadomo. To ostatecznie odbiera chęć do życia bo wcześniej swoją wartość zbudowałem na tym, że mam spójny światopogląd i nie da się go podważyć. Specjalnie taki budowałem żeby móc osiągnąć spokój a to i tak padło.

 

Najgorsze jest z kobietami. Nie dość, że podobają mi się nie takie jak powinny i nie da się ich kochać i szanować bo mają zły charakter (tak, tylko że kocham co powoduje okropne rozdarcie wewnętrzne), też złe poglądy, też te cechy jakie miałem do tej pory i uważałem za pozytywne. Inna nie ma szans mi się spodobać bo nie ma tej wartości i "tego czegoś" a z taką na pewno nie zbuduję bliskości i pewnie by mnie prędzej czy później zdradziła albo cały czas okłamywała. Muszę więc pozbyć się jedynego pragnienia jakie mam czyli miłość, związek i założenie rodziny. Ale dziewczyna musi mieć wartość i ja muszę ją mieć a tak nie jest tylko wręcz przeciwnie. Ludzie potrafią być tacy spokojni, prowadzić normalne życie i nie piją nawet kawy i nie jedzą mięsa a ja lubię wszystko to co złe. Zaczynając od jedzenia, poprzez używki i muzykę, a kończąc na ludziach, których lubię i upodobaniach do dziewczyn, które mają nadwagę co już jest samo w sobie niezdrowe i do tego ten charakter - do tej pory myślałem o dziewczynach prawie non stop, zawsze kiedy chciałem się pocieszyć a teraz te myśli dalej przychodzą automatycznie ale powodują ból i okropny dysonans plus poczucie, że przez to zawsze będę sam. Zawsze myślałem, że wygląd dziewczyn jakie mi się podobają odzwierciedla taki charakter i cechy jakich szukam a jest odwrotnie. Pocieszałem się też wspomnieniami jak robiłem coś dobrze, wymyślałem błyskotliwe riposty i gry słów, które są moją wartością a z pkt widzenia duchowego/moralnego brakiem szacunku do innych. Bez tego braku szacunku do jednych nie umiem zbudować szacunku do innych. Mógłbym nic nie robić tylko siedzieć i palić skuna ale ostatnio nawet na to nie mam ochoty bo zioło przypominało mi zawsze o tym co lubię a teraz nie ma czegoś takiego.

 

Poza tym czuję niechęć do spokojnego nudnego życia, do ludzi niepijących alkoholu, nie palących zioła (nie chodzi o to, że nie lubię takich ludzi tylko, że te cechy są dodatnie dla mojego postrzegania kogoś, podobnie jak spryt i poczucie humoru łamiące tabu i autorytety bo nie lubię zasad społecznych ustalonych i narzuconych z góry). Lubię takich ludzi i potrafię się z nimi dogadać ale spotykając się na co dzień z nimi nie miałbym o czym rozmawiać i ich towarzystwo by mnie zbudziło. W tej sytuacji chyba tylko samobójstwo albo pozbycie się sumienia i pragnienia miłości może pomóc. Póki co chyba dzieje się to drugie.

 

-- 31 sie 2014, 16:16 --

 

Przez to wszystko znienawidziłem siebie i totalnie nie ufam mojej podświadomości. Boję się, że wymyśli coś jeszcze gorszego i dojdę do jeszcze gorszych wniosków. To się jakoś połączyło z tym, że jak sobie coś przypominam to myślę, że źle pamiętam (sprawdzam zawsze i okazuje się, że dobrze) i jak coś mówię to się zastanawiam czy powiedziałem prawdę, czy to co mówię jest logicznie prawidłowe itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie da się tego zagadnienia rozwiązać. Moralność nie istnieje, sens życia też ani nawet prawidłowy rozwój. Sami sobie tworzymy to wszystko.

Za prawidłowy rozwój uważamy ten który daje jak największe szanse dla przetrwania gatunku biorąc pod uwagę "zdrową większość". Jednak są ludzie daleko odbiegający od normy, mogący być uznanymi za innych nie prawidłowo rozwiniętych jeżeli to ma negatywne skutki dla nich bądź innych ludzi, chociaż nie zawsze bo mogą sobie istnieć jednostki dobrze czujące się ze sobą ale odbiegają od normy. Dajmy np. psychopatę i geniusza. Ten pierwszy jest uznany za zagrożenie, jego osobowość ma charakter destrukcyjny dla ludzi a drugi za konstruktywny, chociaż w niewielkiej ilości procentowej z punktu widzenia dobra ogółu tacy ludzie mogą być przydatni. A że ten pierwszy może wybić trochę społeczeństwa jest wykalkulowane przez naturę. Ogólnie to służyło do tej pory całkiem dobrze ludzkości pomijając niewielkie straty w ludziach. Z różnych punktów widzenia moralność jest różna. Nie istnieje prawda, natura nie wie co jest dobre a co złe, ona wie co jest dobre dla naszego przetrwania ale też nie do końca. Bo to że jest głupia jak but to inna sprawa. Psychopata może zniszczyć ludzkość, chory człowiek może ją zniszczyć, frustrat może to zrobić mając obecną technologię o której natura nie wie. Więcej geniuszy może się przyczynić do szybszego rozwoju ludzkości ale to nie ma znaczenia (chociaż może mieć z innego punktu widzenia). Natura, ewolucja ma to gdzieś, nie rozumie tego, nie ma osobowości.

 

Powszechnie uznajemy że sprawianie cierpienia innym jest nie moralne, z naciskiem na cierpienie ludzi a pewne bardziej skomplikowane normy ulegają zmianie, wraz z rozwojem zrozumienia.

Ja, ty inni, każdy ma inny punkt widzenia. Również wiąże się to z naszymi doświadczeniami, przeżyciami. Ktoś kto doświadczył cierpienia ma inne normy których ktoś może nie rozumieć. Wcale to nie musi oznaczać gorszej inności. Jeżeli ktoś się rodzi bardziej wrażliwym lub/i nabywa tych cech nie koniecznie jest gorszy, słabszy. Gorsza może być większość, nie akceptująca jego inności. Takie cechy jak pracowitość, rzetelność, uczciwość ponad normę może przyczynić się do rozwoju zaburzeń i jednostka może być uznana za gorszą, jednak to nie koniecznie jest prawda. Gdyby inni ludzie byli jak ten osobnik nie wykształcił by w sobie takich cech. Nie miałby czego, kogo się bać.

 

Nie istnieje jakaś jedna najwyższa moralność. Co niektórzy nawet uważają że lepiej by było żeby życie nie istniało, bo gdzie życie tam cierpienie. Nie istnienie nie zawiera w sobie bólu, więc z pewnego punktu widzenia jest lepsze niż życie z cierpieniem jak i też ze szczęściem. Czy ważniejsze jest dobre samopoczucie jednych podczas gdy inni cierpią? Można się zastanawiać czy ból jednych jest do przyjęcia dla dobra innych, dla wyższych idei. Ludzkość kiedyś może daleko zajść a nawet cierpienie może nie istnieć ale kosztem bólu przez tysiące, miliony(?) lat.

 

Dlatego takie dylematy będą zawsze i nigdy ich nie rozwiążemy, chyba że będziemy wiedzieć "wszystko", wtedy z tego punktu widzenia będzie można lepiej ocenić jakie co jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie nie wiadomo czy moralność nie istnieje. Rozwinięci duchowo buddyści i oświeceni ze wschodu są np bardzo moralni. Ja do tego chciałem dążyć bo tak mi mówi sumienie a serce mówi coś całkowicie odwrotnego. Zgadzam się z tym, że lepiej nie istnieć niż żyć i cierpieć.

 

A co do rozkminy to jeszcze bycie kozakiem opłaca się bo wtedy dziewczyny są namiętne i nie patrzą tylko na kasę i status. Większość facetów ma seks z braku laku i związki, które się sypią nie z powodu różnicy charakterów tylko braku namiętności. Sama miłość musi być połączona właśnie z tym.

 

-- 31 sie 2014, 17:19 --

 

Jest jeszcze coś takiego, że żebym mógł osiągnąć spokój musiałbym wiedzieć, że to co obserwuję jest takie jakie to widzę. 1% cienia wątpliwości na jakąś kwestię przekreśla ją. Nie wiem skąd brać teraz swoje przekonania skoro nic nie wiadomo. Niech ten koszmar życia się już skończy :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×