Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

PROBLEMY W ZWIĄZKACH I RODZINIE-pytania do psychologa

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. W związku z tym, że w tym dziale nie ma możliwości tworzenia tematów przez Użytkowników, zakładam wątek zbiorczy, który umożliwi zadanie pytania forumowej Ekspert.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam podobnie. Całe związki traktuję o walke być albo nie być i nie potrafię dać sobie luzu zawsze czuję jakby to była szansa jedna na milion i że jeśli nie teraz to już do końca życia. Jeśli już wiem co bedzie unikam związków jak ognia bo boję się że kogoś skrzywdzę, starałem się być szczery otwarty pomocny wierny itp ale pierwsze zwiazki juz daly mi do zrozumienia ze w dzisiejszych czasach milosc jest chuja warta choc niepewnosc ze znowu zechce miec kogos przy sobie i co za tym idzie "uczyc" sie uczuc jak dziecko jest takze bardzo niepokojaca :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak radzić sobie z chorobliwą zazdrością?

W związku nie chodzi o to, by walczyć z zazdrością, bo ona jest potrzebna, tylko o to, by zazdrość zachować we właściwych proporcjach. Jest przecież piosenka "Nie ma miłości bez zazdrości...". I to prawda. Jeśli nie jesteśmy zazdrośni o partnera (kiedy to uzasadnione), to znaczy, że nie kochamy, że nam nie zależy - co to za różnica, czy partner spędzi wieczór ze mną, czy z koleżanką z pracy... Wiadomo, że w normalnym zdrowym związku taka sytuacja rodzi zazdrość u jednej ze stron. To naturalne. Jeżeli jednak w każdej sytuacji, w każdej osobie, z jaką spotyka się nasza druga połówka dostrzegamy potencjalnego wroga, rywala i rodzi w nas to gniew i chorobliwą wręcz zazdrość, to pojawia się problem, który może poważnie zaszkodzić nawet najlepszemu związkowi. Jak sobie z tym radzić? To zależy od tego, jaka jest przyczyna zazdrości. Czy istnieje obiektywne zagrożenie dla związku, np. wokół związku kręci się "ktoś trzeci", kto ewidentnie dąży do rozbicia relacji? Czy u podstaw zazdrości leży nasza niska samoocena, obawa, że nie jesteśmy dostatecznie dobrzy i atrakcyjni dla partnera i może on chcieć poszukać sobie kogoś innego, lepszego od nas? Czy wynieśliśmy z domu rodzinnego schemat miłości warunkowej, czyli że kocha się "za coś", że na miłość partnera trzeba sobie zasłużyć? Czy zazdrość wynika z przeszłości, z wcześniejszych nieudanych związków, zdrady etc.? Nie znając przyczyn zazdrości, trudno sobie z nią poradzić. W niektórych wypadkach konieczna jest psychoterapia. Zachęcam też do przeczytania artykułów: http://portal.abczdrowie.pl/chorobliwa-zazdrosc, http://portal.abczdrowie.pl/jak-sobie-radzic-z-zazdroscia i http://portal.abczdrowie.pl/zazdrosc-w-zwiazku. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niewiem juz co mam robic ze soba czuje ze mamsilna depresje zwiazana z sytuacja rodzinna.Miesac temu zona stwierdzila ze bierze rozwod podajac dziwne dla mnie umotywowanie ze ma juz dosc takiego zycia.Po tygodniu spania na podlodze w pokoju syna korzystajac z nieobecnosci w pracy ,akorzystajac z pomocy tesciowej(dom jest tesciowej ajednoczsnie korzystajac z tego ze niebylem tam zameldowany)wyrzucila mnie z domu .Po dwoch tygodniach mieszkania w samochodzie gdzie przechodzilem stany depresyjne od samobojczych alkoholowych itd udalo mi sie zakwaterowac w normalnym domu.Od poczatku tej sytuacji probowalem rozmawiac o nas.o probach ratowania zwiazku(17 latmalzenstwa i dwoch synow),jednak to nie przynosilo zadnych skutkow(jestem normalnym mezczyzna starajacym sie o dom,robiacym zakupy do domu,nienaduzywajacym alkoholu)kocham zone gotow jestem dac jej rozwod bez orzekania o winie jedynie nieumiem sie znalezc w tej sytuacji i niewidze dalszego zycia bez niej.Niewiem co juz robic aby uratowac ten zwiazek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Mam 32 lata. Od lat choruje na różne nerwice, fobie itd, ale mój stan drastycznie sie pogorszył w 2012 roku, kiedy to nie udała mi sie próba samobójcza. Trafiłem do lekarki która mnie z tego bagna wyciągnęła. Ale sa inne problemy: kobieta jest po 80-tce często jej sie mylą miligramy itd. mimo że jest aktywna umysłowo i jeździ na zagraniczne staże. Rodzice nakazują mi mówić w jej gabinecie że wszystko u mnie w porządku, "żebym nie pierdolił jej głupot" bo znoowu coś mi przepisze. I stan sie drastycznie ostatnio pogarsza. Na ostatniej wizycie udawałem uśmiechniętego mimo że w środku byłem rozstrzęsiony fobią społeczna która teraz mi dokucza. Przepisała clonazepam, który ma pomóc mnie uspokoic wewnętrznie, ale rodzice twierdzą że to narkotyk i biore po kryjomu. Czasem mam myśli samobójcze. Moja siostra 7 lat starsza ma wszystko, dom, pracę, męża, ogród, psy itd. i wysoko nosi nosa. Ja nie mam nic. Lekarka zabroniła m i robienia doktoratu, jedzenia słodyczy a także picia kawy. Zna się z moimi rodzicami bo początkowo z nimi do niej jeździłem. Ona się prawdopodobnie nbioe dokształca bo nie znała sieci prywatych poradni zdrowia psych. w jej duzym miescie. A moim celem jest wlasnie doktorsat i nauka jezyka - pasjonuje sie pewną częścią Europy, ale nie znam jezyka. Dostalem dzieki niej rente, mam na papierosy przynajmniej. Mam także szanse na zagraniczne stypendium, ale rodzice nie chcą mi sfinansować studiów do certyfikatu wymaganego przez moje uczelnie. Obecnie jestem bezrobotny. Rodzina kieruje mnie na kasę do biedronki. Jestem tym gorszym bo chorym. Z leków pomaga tylko klonazepam. Mam naprzemiennie okresy dobrego i zlego samopoczucia podobnie jak w chadzie ale lekarka nie chce dac mi diagnozy. Nie wiem co mam robic, czuje ze stroje w miejscuy, ze nic mi sie nie udaje, czesto nawet zdarza mi się zmieniac zainteresowania. Rodzice maja prawdopodobnie lokaty, ale ich raczej nie ruszą dla mnie. Czy nadal mam tak cierpiec w samotnosci? Prosze pomozcie i wybaczcie moj styl bo jestem zdenerwowany. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam moje pytanie jest takie to ze gdy chce porozmawiac ze swoja kobieta o swoich problemach depresji ktora mnie dopadla i gdy sie jej zale i tym podobnym zawsze mnie olewa zmienia temat i mowi mi ze w zwiozku sie nie rozmawia o takich zeczach i czy takie cos jest normalne i gdy chce ja przytulic wieczorem to mowi mi daj mi spokoj odwroc sie na bok dodam ze jest to moja pierwsza kobieta w zyciu ale mamy dwujke dzieci jestesmy mlodzi po 25,26 lat i to ze wlasnie przez brak uczuc i wsparcia tak zglupialem i gdy prosze swoja kobiete o pomuc ciagle mnie odrzuca tylko zmienia jakis temat i tym podobnym czy da sie cos z tym zrobic?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

buszujacywtrawie, musisz zmienić leki i lekarkę i skończyć z tym że Ci mówią co masz robić

bo inaczej g......... z życia będziesz miał

a zapewniam że będzie ono krótsze jeśli będziesz nic z tym nie robił i chował w sobie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

filip57, rozumiem, że jesteś w trudnej dla siebie sytuacji życiowej i emocjonalnej. Po 17 latach małżeństwa żona stwierdziła, że chce rozwodu, że nie chce dalej z Tobą być, wyrzuciła Cię z domu. Nie wiem, jak dotychczas wyglądała Wasza relacja, ale najwidoczniej żonie coś nie pasowało. Szkoda tylko, że na bieżąco nie komunikowaliście sobie swoich oczekiwań, próśb, potrzeb – wówczas mógłbyś coś zmienić w trakcie trwania związku. Teraz jest tylko konkretna decyzja żony, która chce rozwodu. Ty chyba jesteś w szoku, nie wyobrażasz sobie, jak piszesz, życia bez żony i chciałbyś tez związek ratować. Pytanie tylko, czy żona też tego chce, czy jest jeszcze szansa na uratowanie tego małżeństwa? Ale to pytania do żony, do przedyskutowania między Wami. Powodzenia!

 

buszujacywtrawie, proponowałabym skonsultować się z innym specjalistą niż 80-letnia lekarka i do tego znajoma Twoich rodziców. Idź do niezależnego lekarza, który Cię zdiagnozuje i zaproponuje odpowiednie leczenie. Możliwe, że zamiast samej farmakoterapii przydałaby Ci się psychoterapia. Jesteś pod silnym wpływem rodziny, masz ponad 30 lat, a słuchasz się, jak małe dziecko, co masz mówić, jak masz mówić, jak masz żyć, gdzie pracować, a gdzie nie pracować, jakie pasje rozwijać, a jakie zainteresowania rzucić. Nic dziwnego, że czujesz się nieszczęśliwy, ograniczany, traktowany jako ten gorszy, bo chory. Wcale tak nie musi być. Masz prawo do własnej autonomii, do spróbowania napisania doktoratu, skoro to jest Twoje pragnienie, do nauki języka obcego, który Cię interesuje. Odważ się działać, nawet gdy Twoje pomysły spotykają się z krytyką ludzi z zewnątrz. Żyjesz dla siebie, nie dla innych. Jesteś dorosłym mężczyzną i masz prawo decydować o sobie. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

 

taterka25, przykre to, co piszesz. Masz depresję, potrzebujesz wsparcia i odrobiny zrozumienia, a Twoja partnerka nie dość, że jest oziębła, to dodatkowo próbuje Ci wmówić, że „o takich rzeczach w związku się nie rozmawia”. Jak najbardziej w związku rozmawia się o takich problemach, również o tym, że ktoś cierpi na depresję! Nie mam pojęcia, dlaczego Twoja kobieta zachowuje się w ten sposób. Może nie radzi sobie z tym, że jesteś chory? Może to dla niej obciążenie, szok i dlatego ucieka przed tego typu rozmowami? Może sama czuje się obciążona wszystkim – obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi, Twoją chorobą – dlatego trzyma Cię na dystans? Nie wiem. Powinniście ze sobą rozmawiać o wszystkim, o swoich emocjach, uczuciach, oczekiwaniach, również o Twojej chorobie i o tym, czego wzajemnie pragniecie. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam męża o symptomach DDR ddd i ciągle się nad sobą uzala nie potrafi się za nic zabrać... Próbuje go namówić na terapię ale ciężko mi to idzie,sama planuje udać się do psychologa by o nas porozmawiać czasem mi ręce opadają

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kafka32, zdaję sobie sprawę, że trudno jest kogoś namówić do skorzystania z pomocy psychologa/terapeuty, jeśli ten ktoś nawet nie dostrzega problemu albo nie chce go dostrzec, bo to oznaczałoby konieczność zrobienia coś z tym problemem. Jeśli nie uda Ci się przekonać męża do konsultacji u specjalisty, to nie zapominaj o sobie i szukaj wsparcia dla siebie samej. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

buszujacywtrawie,

ty zacznij od zmiany lekarki, musisz do niej łazic i spróbuj sie dostac na dzienny doktorat, jest pare osób na forum co robia dzienny doktorat i zapewniam cie ze nie pytały sie rodziców czy moga.masz 32 lata i chodzisz do tego lekarza co ci mama mowi i mówisz u lekarza to co ci mowia w domu,ze masz powiedzieć , ty nie jestes zaburzony , ty jesteś chyba niedorozwiniety umyslowo, sorry za szczerosć

 

-- 20 paź 2014, 16:38 --

 

taterka25,

zwiazek jest własnie od tego zeby rozmawiac o takich problemach, czuc zrozumienie i wsparcie w trudnych momentach, od zabawy to sa koledzy, którzy nie musza wiedziec wszystkiego o mnie partner jest tez od tych innych trudniejszych rzeczy i od wsparcia, po co oosba , ktora nie umie wesprzec, współczuc tylko jest od fajnie, taki ktos do zwiazku mi potrzebny nie jest, miłósc to własnie cos wiecej niz znajomi od wycieczek,mam wrazenie ,ze źle trafiłeś po porstu na laske , która chce zeby byłó prosto , fajnie, pobawic sie , wyskoczyc na miasto ze znajomymi, pojechac na week gdzies i spoko a problemy spadaj to twoje problemy , ona mowi mnie to nie interesuje, jak dla mnie ja osobiscie wymagam wiecej od człowieka , który ma byc mi bliski,

partner to ktos kto wie o nas duzo wiecej ktokolwiek inny, che byc obok jak jest ciezko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ie wiem czemu przeżywam duże wahania uczuć w relacjach z mężczyznami. Raz jestem szczęśliwa chcę pocałunków przytulenia itp innym razem nie mam ochoty na bliskość zastanawiam się czy jestem zakochana i czy to to. Mam przez to wyrzuty sumienia wobec chłopaka z którym się spotykam, denerwuję się, płaczę i w końcu zrywam. Poza tym zauważyłam że gdy jakiś mężczyzna jest niedostępny i trzyma mnie na dystans to zainteresowanie jest większe. Nie jestem już nastolatką a do tej pory kilka razy zdarzały mi się podobne sytuacje ( i to mnie właśnie niepokoi).Sama kiedyś stwierdziłam, że gdy ja się naprawdę zakocham to będzie cud. Czasem mam wrażenie, że nie nadaję się do związku choć z drugiej strony jestem osobą wrażliwą i jak każdy człowiek potrzebuję miłości. Czy powodem mogą być trudne relacje w rodzinie?A może to kwestia osobowości? Jestem osobą która dużo analizuje rozmyśla zdarza mi się też wracać do przeszłości. 2- krotnie przeszłam epizody nerwicy w tym jeden był poważny i trwał 7 miesięcy.Sama już nie ufam sobie i mam tego dość. Co powinnam zrobić żeby to zmienić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj kasia5266!

 

Niestety przez Internet nie da się stwierdzić, co jest źródłem Twoich problemów w relacjach z mężczyznami - czy to wynika z trudnych relacji w rodzinie, czy z problemów osobowościowych, czy może z jednego i drugiego. To, że "zakazany owoc" wydaje się smakować najlepiej, to nic dziwnego. Czasami tak jest, że podoba nam się najbardziej ten, kto trzyma nas na dystans, jest niejako niedostępny albo udaje niedostępnego. Wówczas chcielibyśmy go poznać, bo nas pociąga, pociąga nas ta "tajemnica", którą wokół siebie roztacza. Gdy jednak mamy kogoś, kogo kochamy prawdziwie, na kim nam rzeczywiście zależy, to raczej nie zastanawiamy się nad innymi "opcjami", również tymi mniej dostępnymi. Po prostu pracujemy nad jakością relacji, w którą się zaangażowaliśmy. Może po prostu nie trafiłaś na partnera, przy którym rzeczywiście być poczuła, że to "ten"? Nie wiem. Jeżeli zależy Ci na rzetelnym rozpoznaniu, warto zastanowić się nad konsultacją u psychologa. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kasia moze nauczylas sie patrzec jak w domu byly przekazywane uczucia albo wogle ich nie bylo i teraz Ci samej obojetne czy ktos jest czy nie..... masz blokade......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety możemy tylko gdybać i domyślać się przyczyn problemów kasi5266. Możliwe, że kafka32 masz rację, ale to tylko hipotezy. Najlepiej, gdyby Kasia skonsultowała się jednak ze specjalistą, który byłby w stanie przepracować z nią jej trudności w relacjach z mężczyznami. Może to schematy wyniesione z domu, doświadczenia z dzieciństwa, a może jeszcze coś innego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi. Jeśli chodzi o relacje w rodzinie to faktycznie są one trudne. Między moimi rodzicami nigdy nie układało się dobrze, mama była nerwowa, krytyczna wobec nas i nie potrafiła okazywać nam uczuć. Tato z kolei jest lekkoduchem, który niczym się nie przejmuje i nie da się z nim poważnie pogadać. Jako dziecko byłam nerwowa i miałam problemy z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Pierwszą przyjaciółkę miałam dopiero w wieku 18-lat. Poza tym ogólnie nie wierzyłam w siebie. Nigdy nie byłam w poważnym związku a większość znajomości z mężczyznami wspominam negatywnie. Raz spotykałam się z chłopakiem, który był bardzo wrażliwy i emocjonalny. Miałam coraz bardziej dość jego zachowania i po zerwaniu odetchnęłam z ulgą. Potem był facet który naprawdę mnie zauroczył, ale okazało się że byłam dla niego zabawką. Z tej znajomości pamiętam głównie ciągłą niepewność tęsknotę i cierpienie. Rok po tym jak ze mną zerwał poznałam chłopaka który od razu się we mnie zakochał ale z racji tego, że wszystko działo się za szybko i mieliśmy zdecydowanie inne poglądy w ważnej kwestii życiowej szybko miałam dosyć. Po prostu nie ufałam mu i czułam się stłamszona (czasem miałam wrażenie że miał obsesję na moim punkcie). Pozostali faceci których poznałam to tacy którym chodziło tylko o seks, lub flirt albo mieli duże problemy emocjonalne ( niektóre ich wypowiedzi były po prostu chore i niezrozumiałe). Na szczęście po kilku spotkaniach orientowałam się jacy są i zrywałam kontakt. We wrześniu poznałam chłopaka który mnie zauroczył. Super nam się spędzało ze sobą czas i zaczęliśmy się spotykać. Przez większość czasu jest fajnie i są nawet chwile gdy czuję się szczęśliwa ( choć ciężko mi w to uwierzyć) ale gdy tylko będąc z nim jakaś sytuacja skojarzy mi się z którąś z poprzednich relacji nachodzą mnie wątpliwości i boję się że znów coś nie wyjdzie. Nie jestem już tak otwarta na miłość jak kilka lat temu. Za dużo myślę i analizuję. Chodzę do psychologa 2 razy w miesiącu i następnym razem porozmawiam z nim o obecnej relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kasia5266, pamiętaj, by nie oceniać aktualnej relacji z chłopakiem przez pryzmat przeszłych związków i doświadczeń. To, że wcześniejsze związki nie powiodły się nie oznacza, że tym razem musi być tak samo. Więcej optymizmu i wiary. Mam nadzieję, że rozmowa z psychologiem pomoże Ci przeanalizować sytuację i dojść do źródeł Twoich problemów z mężczyznami. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Zwracam się z prośbą/ pytaniem.

Mam 23 lata i jestem samotna.

Brzmi banalnie ale coraz częściej myślę o tym że mój problem ma jakieś głębsze podłoże.

Nigdy nie byłam w żadnym związku. Nawet jako nastolatka nie rozumiałam swoich zauroczonych koleżanek- wtedy myślałam ze na mnie przyjdzie czas- ale nie przyszedł: nie potrafię się zakochać, nie mam pociągu seksualnego: do żadnej płci.

Kiedy jakiś chłopak się mną zaczyna interesować: odpycham go: zawsze tak było. Damsko męskie relację są dla mnie okropnie stresujące. Mam dużo męskich kumpli: od wypadów na piwko czy bilarda- ale jeżeli relacje te zmieniają się w bardziej intymne: odpycham ich. Czuje irytację, skrępowanie, i ogólne przytłoczenie.

Czy może to być wywołane tym że nie miałam wzorca relacji damsko- męskich (ojciec zmarł gdy miałam roczek, mama nie związała się później z nikim). Na dodatek całe dzieciństwo bawiłam się jak typowy chłopiec z innymi chłopcami- lalki barbie nie były w moim klimacie ;). Mam jeszcze 3 starszych braci- oni także nie mają drugich połówek- przypadek??

Czuje ze będę sama a chciałabym kiedyś założyć rodzinę, wybudować biały domek etc.. Dziś wychodzę z znajomym na dyskotekę: już czuje mdłości i obgryzam pazury bo boje się tego spotkania ;/ ten niepokój towarzyszy mi zawsze- nie radzę sobie z nim. Dlaczego tak jest, Co robić?

Pozdrawiam serdecznie

Emilia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Od 4 lat leczę się na depresję, od roku chodzę na terapię. Po ostatniej terapii "rozsypałam się", nie mogłam przestać płakać, nie potrafiłam załatwić sobie zwolnienia lekarskiego. Z marszu przyjęła mnie psychiatra, zaproponowała szpital, ale się nie zgodziłam. W zamian zamieszkałam u rodziców, tata, który od lat zmaga się ze schizofrenią mojej mamy, pilnuje moich leków, budzi na śniadanie, woła na obiad i kolację. Pełen luksus i zrozumienie. Nie pogania mnie. W domu została 7 letnia córka, mąż i ciocia która nam pomaga. Jak wytłumaczyć córce moją nieobecność, moją chorobę i to, ze nie chcę na razie wracać do domu? Czy lepiej wrócić i starać się zachowywać normalnie (np. spać pod jej nieobecność, udawać że słucham itd?) Maż i ciocia chcą żebym wróciła. Dzis ciocia przyjechała z córką, poszłam z nią na spacer, pouzupełniałam książeczkę, potem się odseparowałam i...jest mi smutno, źle, czuję się beznadziejnie. Jak postępować by wyzdrowieć i nie skrzywdzić córki? Choroba mojej mamy naznaczyła mnie. Jak tego uniknąć w przypadku mojej córki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Emily91!

 

Przez Internet nie da się stwierdzić, co leży u postaw Twoich problemów w relacjach z mężczyznami. Warto byłoby to przepracować na genogramie - przyjrzeć się z bliska Twojej rodzinie, tym bardziej, że wspominasz i masz trzech starszych braci, którzy również nie mają swoich "połówek". Możliwe, że ma to związek z wczesną utratą ojca i brakiem wzorca męskości. Zachęcałabym Cię z całego serca do konsultacji z psychologiem.

 

Witaj Zuzola!

 

Nie odpowiem Ci na zadane pytania, bo wierzę, że sama wcześniej czy później będziesz wiedziała, co dla Ciebie jest najlepsze, co będzie lepsze dla Twojej córki - chwilowe rozstanie z nią, by trochę nabrać sił i potem szybki powrót do domu, czy raczej natychmiastowy powrót do domu i próba zaadaptowania się do warunków, jakie są. Dlaczego zdecydowałaś się zamieszkać u ojca? Czy mąż nie daje Ci wsparcia, nie może przypilnować, czy bierzesz leki? Nie cieszysz się z tego, że możesz spędzić czas ze swoją córeczką? Trudno mi powiedzieć, co masz robić, bo nie wiem, w jakiej jesteś formie, jak się czujesz. Być może hospitalizacja nie jest złym pomysłem, skoro leki i terapia zawodzą. W każdym razie trzymam kciuki i życzę powodzenia! Pamiętaj, że depresję daje się skutecznie leczyć. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Mam na imię Dawid, mam 23 lata. Od 2 miesięcy jestem w bardzo szczęśliwym związku. Niestety od samego początku urok naszego związku niszczy moja chorobliwa zazdrość. Pojawiła się ona po około miesiącu znajomości.

 

Co prawda nie szperam w rzeczach dziewczyny, nie szpieguję go, nie czytam jej wiadomości. Wiem o tym, że ona mnie kocha równie mocno co jak ja ją i oboje mamy do siebie ogromne zaufanie. Problem największy jest w tym, że ma ona znajomego który ma ciężką sytuację życiową i kiedyś jej się żalił i wgl a do dnia dzisiejszego mają ze sobą kontakt codziennie tzn codziennie piszą do siebie. Wiem, że ona nic do niego nie czuje i nie ma szans aby mnie zdradziła z nim ale myśl, że on coś do niej czuje i mógłby zrobić wszystko aby ją zdobyć mnie wykańcza i niszczy nasz związek.

 

Bardzo proszę o porady co z tym zachowaniem zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj tooojaaa!

 

Dawidzie, rozumiem Twoje obawy i wątpliwości. Bardzo zależy Ci na Twojej partnerce, więc boisz się, że jej kolega, z którym codziennie pisze, może stać się dla Ciebie rywalem i odbić Ci dziewczynę. Wiesz jednak, że dziewczyna kocha Cię, jest Ci wierna, zatem nie ma podstaw, by czuć zazdrość. Co możesz zrobić w tej sytuacji? Radziłabym szczerze porozmawiać z dziewczyną i powiedzieć jej o swoich uczuciach, że martwisz się, kiedy tak ze sobą nieustannie SMS-ują, że czujesz się troszkę odstawiony na boczny tor. Może zapytaj, czy ich kontakty mogą być rzadsze? Pomyśl też na spokojnie, co tak naprawdę wzbudza Twoją zazdrość. Czy dziewczyna nie daje Ci powodów do zazdrości, czy jest w porządku wobec Ciebie, czy przypadkiem nie masz zaniżonej samooceny i podświadomie nie porównujesz się z tym kolegą? Mam nadzieję, że szczera rozmowa wyjaśni Wam wszelkie wątpliwości i zbliży Was do siebie. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję za odpowiedź.

Po rozmowie ona nie chce zmniejszyć z nim kontaktu, twierdzi że znają się już bardzo długo i ona by z nim nigdy nie była i że nie chce i nie zostawi mnie.

Po prostu ona traktuje go jako przyjaciela i on ją także.

Moje obawy są przypuszczam spowodowane tym, że w dwóch poprzednich związkach kobiety mnie zostawiły dla innego.

Dziewczyna wie o tym i stwierdziła, że rozumie i nie mam się o co bać.

Ale moja podświadomość robi swoje i nie mogę nad tym panować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×