Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

DDA/DDD-pytania do psychologa

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. W związku z tym, że w tym dziale nie ma możliwości tworzenia tematów przez Użytkowników, zakładam wątek zbiorczy, który umożliwi zadanie pytania forumowej Ekspert.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy w przypadku, jeśli było się wychowywanym w rodzinie, w której jeden rodzic był pijakiem lub alkoholikiem, ale:

 

- nie było się ofiarą przemocy fizycznej ani psychicznej

- nie było się często ani ostro krytykowanym

- przez jednego rodzica było się normalnie chwalonym oraz miało się przez niego okazywaną miłość

- miało się poświęconą uwagę przez obydwóch rodziców

- ze strony jednego rodzica miało się zawsze bardzo duże wsparcie, wręcz "podstawianie wszystkiego pod nos na gotowe"

- awantury dotyczyły tylko dorosłych członków rodziny i zdarzały się tylko we wczesnym dzieciństwie

 

można być DDA/DDD, czy raczej w takim przypadku obecność cech DDA/DDD wynika z czegoś innego ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, nawet jeżeli w rodzinie z problemem alkoholowym był ktoś, kto stanowił swoisty bufor chroniący przed negatywnymi konsekwencjami alkoholizmu w rodzinie, to niestety istnieje spore ryzyko, że można zostać DDA/DDD.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witam. Od jakiegoś czasu choruję na schizofrenię. Dlatego chodzę na terapie, ale teraz rozmawiamy o innym problemie. Chodzi o lęk, który odczuwam praktycznie od zawsze. Na przykład nie mogę się wyluzować oglądając film, bo ciągle jest coś, jakiś problem, który zajmuje moje myśli. A jeśli żadnego problemu nie ma, to czuję jeszcze większy dyskomfort, bo wyobrażam sobie, że za chwilę okaże się, że mam jakiś nowy, wielki problem i "uderzy" mnie on znienacka.

 

Terapeuta uważa, że ten lęk ma związek z przemocą psychiczną z czasów dzieciństwa (ojciec poniżał mnie i wyzywał na każdym kroku, mówił że jestem inna niż pozostałe dzieci i wyjechał do pracy za granicą). Ta negatywna motywacja według terapeuty skutkuje tym, że teraz jestem perfekcjonistką.

 

Moje pytania: 1. Czy ten nieustannie odczuwany lęk może być związany z przemocą psychiczną z czasów dzieciństwa, jak twierdzi terapeuta? Przecież ojciec chciał dobrze, żebym się wzięła w garść. 2. Czy pierwszy atak schizofrenii w wieku 17 lat też może być tym spowodowany?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1. Czy ten nieustannie odczuwany lęk może być związany z przemocą psychiczną z czasów dzieciństwa, jak twierdzi terapeuta?

Tak, jak najbardziej. W dzieciństwie odczuwałaś lęk przed potencjalnym atakiem ze strony ojca, dlatego teraz jesteś w ciągłym stanie oczekiwania na najgorsze. Jeśli nie ma aktualnie problemu, którym mogłabyś się dręczyć, wówczas odczuwasz dyskomfort i przewidujesz, że niepostrzeżenie spadnie na Ciebie problem nie do ogarnięcia. Jesteś w ciągłym stanie oczekiwania na coś złego, co stanie się w Twoim życiu.

 

2. Czy pierwszy atak schizofrenii w wieku 17 lat też może być tym spowodowany?

sailorka, przyczyny schizofrenii są różne, np. brak równowagi biochemicznej w mózgu, czynniki genetyczne, ale wymienia się też niespecyficzne źródła schizofrenii, jak: czynniki środowiskowe, np. zażywanie narkotyków, ciężkie przeżycia (tutaj mogłaby się mieścić przemoc ze strony ojca, której doświadczyłaś w dzieciństwie), powikłanie chorób zakaźnych.

 

Jak radzić sobie z głodem uczuć żeby nie zadręczając innych swoja osobą?

520m.n.p.m., to zależy, z czego wynika ten "głód uczuć". Najlepiej byłoby chyba podjąć psychoterapię i przepracować problemy, które teraz utrudniają satysfakcjonujące relacje z ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dziękuję za odpowiedź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój "głód uczuć" wynika z braku czułości od rodziców, byli są i będą zimni jak lody arktyczne, a teraz jestem sama, nie mam przyjaciół, znajomych, rodziny, nikogo. Bo byłam zbyt nachalna, za często się chciałam spotykać, rozmawiać itp. Teraz mi to przeszło w drugą skrajność, nie chcę się już z ludźmi spotykać i rozmawiać, boję się każdego słowa i gestu, że to będzie za dużo i ten ktoś ucieknie. Tylko w środku czuje się z tym źle. Nie stać mnie na terapię. Jeżeli możecie mi dać jakieś wskazówki to proszę, a jeśli nie da się tak przez internet to trudno, zrozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

520m.n.p.m. a terapia na NFZ? Wiem, że czeka się długo i nie odbywa się może w super komfortowych warunkach, ale jednak jest.

 

-- 10 paź 2014, 10:47 --

 

Tak, jak najbardziej. W dzieciństwie odczuwałaś lęk przed potencjalnym atakiem ze strony ojca, dlatego teraz jesteś w ciągłym stanie oczekiwania na najgorsze. Jeśli nie ma aktualnie problemu, którym mogłabyś się dręczyć, wówczas odczuwasz dyskomfort i przewidujesz, że niepostrzeżenie spadnie na Ciebie problem nie do ogarnięcia. Jesteś w ciągłym stanie oczekiwania na coś złego, co stanie się w Twoim życiu.

 

Czy to się da wyleczyć terapią poznawczo-behawioralną?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy to się da wyleczyć terapią poznawczo-behawioralną?

sailorka, terapia poznawczo-behawioralna jest jedną z najskuteczniejszych, zatem wierzę, że Ci pomoże. Trzymam kciuki! ;)

Mój "głód uczuć" wynika z braku czułości od rodziców, byli są i będą zimni jak lody arktyczne, a teraz jestem sama, nie mam przyjaciół, znajomych, rodziny, nikogo. Bo byłam zbyt nachalna, za często się chciałam spotykać, rozmawiać itp. Teraz mi to przeszło w drugą skrajność, nie chcę się już z ludźmi spotykać i rozmawiać, boję się każdego słowa i gestu, że to będzie za dużo i ten ktoś ucieknie. Tylko w środku czuje się z tym źle. Nie stać mnie na terapię. Jeżeli możecie mi dać jakieś wskazówki to proszę, a jeśli nie da się tak przez internet to trudno, zrozumiem.

520m.n.p.m., Twój problem, którego źródła tkwią w dzieciństwie, jak najbardziej kwalifikuje się na terapię. Nie wiem, skąd dokładnie jesteś, ale warto byłoby rozejrzeć się za terapią, chociażby na NFZ, żeby nie musieć płacić z własnej kieszeni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam straszne problemy z niezdecydowaniem i ogólnie z żciem w społeczeństwie. Okropnie mnie to męczy, a przy okazji moje otoczenie. Mam 21 lat i powinienem umieć podejmowac decyzje, ale mam wrażenie jakby brakowało mi jakiejś opcji w mózgu i jak niby mam sie na cos zdecydowac, jesli nie czuje zadnej pewności , ze dana opcja bedzie lepsza. Po prostu zawsze 50/50 i nie wiem co robic

swoje problemy z niezdecydowaniem opisałem po częsci tutaj dlaczego-zawsze-jestem-niezdecydowany-t52019.html

Nie wiem o co chodzi, ale to nie może być normalne, ludzie są niezdecydowanie, ale do pewnego stopnia. Noigdy nie spotkałem sie z takim przypadkiem jak ja, zeby wybierac laptopa przez 2 miesiące i przy ostatnim wyborze nadal nie byc pewnym, czy wybierajac studia 2 tygodnie po rozpoczęciu będąc zapisanym na 2 uczelniach, jeszcze chce sie na trzecią zapisać :/ bo nie potrafie sie zdecydowac

 

To wina mojego beznadziejnego charakteru, czy moze wychowania, a moze mam coś z mózgiem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj live!

Juz wolalbym, zeby ktos za mnie podejmowal decyzje, jesli ktos mi w czyms doradzi to czuje sie pewniejszy, ale sam nie nie potrafie podejmwac decyzji, strasznie sie męcze , nie potrafie podjąc tak jak gdyby nigdy nic decyzji, kiedy mam rpze soba kilka opcji, bo boje sie ,ze moja decyzja okaze sie błędna i bede zalowal i czuje jakby pustkie w glowie

Przeczytałam Twój wpis i wydaje mi się, że wiele objawów może korespondować z osobowością zależną, chociaż oczywiście drogą wirtualną diagnozy nie da się postawić. Osobowość zależna bowiem charakteryzuje się następującymi objawami:

- trudnością podejmowania codziennych decyzji bez ciągłych rad i wsparcia ze strony innych;

- potrzebą, żeby inni brali na siebie odpowiedzialność za większość istotnych sfer naszego życia (np. za wybór studiów);

- trudnością w robieniu czegoś samemu, wynikającą raczej z braku zaufania do własnych sądów lub zdolności, niż z braku motywacji czy energii;

- poczuciem niewygody lub bezradności, kiedy jest się samemu, wynikającym z wyolbrzymionych obaw co do bycia zdolnym do zaopiekowania się samym sobą.

 

Osobowość to raczej zlepek różnych wpływów - i biologii, uwarunkowań charakterologicznych, genów, środowiska, wychowania itd.

 

Czy konsultowałeś swój problem z jakimś psychologiem?

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To moze teraz ja zadam pytanie.

Chodzi o to, ze mam wiele róznych zaburzen, zespol depresyjno lękowy, lęki miałam od dziecka, martwienie się na zapas, nerwica natręctw w wieku 11 a potem 15 lat, nastawienie ksobne w recz urojenia. Do tego straszny glod uczuc, czułam się wiecznie porzucona przez przyjaciol, facetow. Fobia spoleczna zaczęła się około 13 roku zycia. Doszlo do tego, ze szukając ulgi zaczelam brac narkotyki przez 10 lat( od 18 roku zycia). One niwelowały wszystkie te problemy.

Teraz już od 7 lat prawie nic nie biorę. Wszystkie problemy się pogłębiły. Wszystko wrocilo oprócz nerwicy natręctw.

 

Nie wiem czy jestem DDD, bo DDA na pewno nie, rodzice wogole nie pili. Ale mój ojciec maial chad i napady furii. Jako dziecko byłam świadkiem jak bił mamę, pmietam jak miałam 3 lata, siedze mamie na kolanach a on ze wscieklosci pluje na nia i wyzywa. Nie zwazajac na mnie.

Gdy miałam 7 lat wyprowadzil się, Rodzice rozstali się w zgodzie, wiec ojciec przychodzil 2 razy w tygodniu, niby,ze do corki. Jaka terapia by mi pomogła? Obecnie biore leki antydepresyjne, teraz Wellbutrin,

Wtedy tez nieraz potrafil robic awantury, gdy miał zly humor bez powodu darl się na mnie a potem majac wyrzuty sumienia załagadzal sytuacje, ale był nieobliczalny.

 

Czy moje problemy wynikają z tych przezyc? Czy jestm DDD?? Mama bardzo mnie kochala,dawala mi cala siebie.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ekspert_abcZdrowie, czy jeżeli byłam bita, popychana, wyzywana przez ojca w dzieciństwie, czy może to być powodem, że w wieku dorosłym noszę w sobie syndrom ofiary, który powoduje że myślę o sobie źle, niewiele mi się udaje a w relacji z terapeutą zgrywam tą ofiarę nieświadomie - płacząc ciągle ze strachu przed oceną mojej osoby?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witaj live!
Juz wolalbym, zeby ktos za mnie podejmowal decyzje, jesli ktos mi w czyms doradzi to czuje sie pewniejszy, ale sam nie nie potrafie podejmwac decyzji, strasznie sie męcze , nie potrafie podjąc tak jak gdyby nigdy nic decyzji, kiedy mam rpze soba kilka opcji, bo boje sie ,ze moja decyzja okaze sie błędna i bede zalowal i czuje jakby pustkie w glowie

Przeczytałam Twój wpis i wydaje mi się, że wiele objawów może korespondować z osobowością zależną, chociaż oczywiście drogą wirtualną diagnozy nie da się postawić. Osobowość zależna bowiem charakteryzuje się następującymi objawami:

- trudnością podejmowania codziennych decyzji bez ciągłych rad i wsparcia ze strony innych;

- potrzebą, żeby inni brali na siebie odpowiedzialność za większość istotnych sfer naszego życia (np. za wybór studiów);

- trudnością w robieniu czegoś samemu, wynikającą raczej z braku zaufania do własnych sądów lub zdolności, niż z braku motywacji czy energii;

- poczuciem niewygody lub bezradności, kiedy jest się samemu, wynikającym z wyolbrzymionych obaw co do bycia zdolnym do zaopiekowania się samym sobą.

 

Osobowość to raczej zlepek różnych wpływów - i biologii, uwarunkowań charakterologicznych, genów, środowiska, wychowania itd.

 

Czy konsultowałeś swój problem z jakimś psychologiem?

 

Pozdrawiam!

 

W sumie to chyba wszystkie objawy sie zgadzają, a co do psychologa, to nie byłem chociaż od dawna wydaje mi sie, ze powin ienem sie do neigo udać, ale jakoś głupio mi tak. Nie chciałbym komus o sobie opowiadać. A w domu to by mnie pewnie wyśmiali

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lucy1979, przez Internet nie jestem w stanie postawić diagnozy i stwierdzić, czy jesteś DDD (Dzieckiem z Rodziny Dysfunkcyjnej). Spełniasz kryteria „definicyjne”, by można było Cię uznać za DDD. Twoje dzieciństwo było niestabilne i brakowało w nim poczucia bezpieczeństwa, mimo iż matka Cię kochała. To dlatego przez wiele lat i teraz borykasz się z rozmaitymi problemami (narkotyki, nn, lęki, depresja, urojenia itd.). Trzeba pamiętać, że DDD to określenie bardzo szerokie, zatem trzeba uważać, by nie wpaść w pewną pułapkę. Przecież rodzin idealnych praktycznie nie ma i zawsze można mieć o coś żal czy pretensje do rodziców. Nie każda jednak rodzina jest rodziną dysfunkcyjną. Rodzina dysfunkcyjna to termin, który zazwyczaj rezerwuje się dla rodziny, której poszczególni członkowie nie pełnią we właściwy sposób swoich funkcji (rodzica, żony, męża, dziecka), przez co cały rodzinny „system” działa w dysfunkcyjny sposób. Stan ten jest permanentny i utrwalony, a problemy – stałe, a nie przejściowe. Świat dziecka z rodziny dysfunkcjonalnej jest nieprzewidywalny. Są to zwykle rodziny, w których jest uzależnienie, wykorzystywanie, przemoc, zaburzenie psychiczne któregoś z rodziców, brak któregoś z rodziców (niekoniecznie wskutek rozwodu, ale np. tzw. euro-sieroctwo). Ja terapia by Ci pomogła? Najlepiej gdybyś udała się do specjalisty, który najpierw Cię zdiagnozuje, a następnie obierze odpowiednie metody i kierunek pracy. Myślę, że dobrym pomysłem jest skorzystanie z grup wsparcia dla DDD.

 

ekspert_abcZdrowie, czy jeżeli byłam bita, popychana, wyzywana przez ojca w dzieciństwie, czy może to być powodem, że w wieku dorosłym noszę w sobie syndrom ofiary, który powoduje że myślę o sobie źle, niewiele mi się udaje a w relacji z terapeutą zgrywam tą ofiarę nieświadomie - płacząc ciągle ze strachu przed oceną mojej osoby?

Luktar, owszem, przemoc, jakiej doświadczyłeś w dzieciństwie ze strony ojca mogła sprawić, że wchodzisz teraz dość łatwo w rolę ofiary, niemniej jednak trudno mi to stwierdzić przez Internet. Najlepiej, by mechanizmy Twojego postępowania zinterpretował terapeuta, z pomocy którego korzystasz. Pozdrawiam!

 

W sumie to chyba wszystkie objawy sie zgadzają, a co do psychologa, to nie byłem chociaż od dawna wydaje mi sie, ze powinienem sie do neigo udać, ale jakoś głupio mi tak. Nie chciałbym komus o sobie opowiadać. A w domu to by mnie pewnie wyśmiali

live, skoro odczuwasz, że potrzebujesz pomocy specjalisty, to nie powinieneś zwlekać. Skorzystanie ze wsparcia psychologa/psychiatry/terapeuty to żaden wstyd, ale decyzja należy do Ciebie. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

520m.n.p.m., by pozbyć się wyuczonej bezradności, trzeba zmienić swoje przekonania, a więc popracować nad własną samooceną, a także stworzyć okazje do doświadczenia własnej skuteczności, by zmienić zdradliwy styl atrybucyjny, jakim dotychczas się posługujemy. Owszem, są ćwiczenia, które pozwalają zredukować, a nawet pozbyć się wyuczonej bezradności, ale wymaga to pracy z terapeutą. Odsyłam Cię jednak do artykułów:

 

http://portal.abczdrowie.pl/wyuczona-bezradnosc (tutaj wyjaśnienie, w jaki sposób myśli osoba z wyuczoną bezradnością)

http://portal.abczdrowie.pl/jak-podniesc-poczucie-wlasnej-wartosci (tutaj niektóre ćwiczenia)

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1. Czy można stwierdzić np. na podstawie książki Susan Forward - Toksyczni Rodzice, że pochodzę właśnie z takiej rodziny? Czy potrzebna do tego diagnoza psychologa?

2. Mieszkam nadal z rodzicami, czy pierwszym krokiem terapii jest wyprowadzenie się? Czy mogę wcześniej podjąć jakieś inne kroki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czarna_mysza, nie znam Twojej sytuacji rodzinnej, bo nic o niej nie napisałaś. Możesz przeczytać książkę Susan Forward dla własnej świadomości problemu, w oparciu o wiedzę będziesz mogła określić, czy rzeczywiście Twoi rodzice przejawiają zachowania toksyczne. Będzie to rodzaj uświadomienia siebie... Autodiagnozą bym tego nie określiła. Diagnozy i przytaknięcia ze strony psychologa też nie potrzebujesz, jeśli wiesz, że w Twoim domu rodzinnym nie dzieje się zbyt dobrze, a rodzice stosują wiele destrukcyjnych zachowań, które odbijają się na Twoim zdrowiu psychicznym. Wspomniałaś o chęci wyprowadzenia się... Ile masz lat? Jak wygląda Twoja aktualna sytuacja życiowa? Uczysz się, studiujesz, pracujesz, masz kogoś, kto mógłby Ci pomóc? Jeśli czujesz, że rodzice faktycznie Cię wyniszczają i źle przez to funkcjonujesz, i jednocześnie masz możliwość wyprowadzenia się "na swoje", to rozważyłabym tę opcję. To jest dobry krok do usamodzielnienia się i odetchnięcia. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedź!

Mam 21 lat, uczę się, szukam pracy. Mam narzeczonego i jest możliwość wyprowadzenia się. Odnośnie sytuacji w domu to dopiero kiedy zaczęłam bywać w domu chłopaka zobaczyłam, że w moim jest coś nie tak. Byłam pozostawiana sama sobie, nigdy nie byłam doceniana, nigdy nie usłyszałam, że jest ktoś ze mnie dumny. Jeśli coś osiągnęłam i byłam z tego zadowolona mama zawsze znalazła coś, co można było skrytykować. Jakiś czas temu pękłam, powiedziałam wszystko co mi leżało na sercu - że od miesięcy nikt nie pyta co u mnie, jakie mam plany na przyszłość, kiedy zaczynałam rozmowę to olewano mnie. Kiedy skończyłam mama powiedziała, że to moja wina. Że jeśli chce, żeby ktoś mnie pytał "co u mnie" to muszę zadbać o to, żeby to kogoś interesowało. Kiedy powiedziałam, że nigdy nie usłyszałam, że jest ze mnie dumna odpowiedziała, że kupiła mi pierścionek po maturze. To właśnie po tej rozmowie zdałam sobie sprawę, że jest coś nie tak. Poczytałam w internecie o toksycznych rodzicach i trafiłam też tutaj. Większość wypowiedzi różnych osób opisywała mój dom. Kiedy mama usłyszała, że w niedalekiej przyszłości chciałabym się usamodzielnić wyśmiała mnie, że co to za usamodzielnienie się jak będę mieszkać z teściową, że nie dam sobie rady. Mam wyrzuty sumienia, że myślę o mojej mamie w kategorii "toksyczna matka", mam wyrzuty sumienia kiedy się na mnie obraża nawet o głupoty. W okresie dojrzewania wszystkie informacje zdobywałam w szkole, prosiłam się o pierwszy biustonosz i było mi wstyd, że zabieram jej czas na te zakupy. nie traktuje poważnie mojego związku. Nauczyłam się zaciskać zęby od małego, kiedy było mi przykro zaciskałam zęby i płakałam dopiero w poduszkę, bo w dzień możliwe, że bym dostała za to, że płaczę. Mój brat też to odczuwa ale on inaczej na to reaguje, potrafi krzyknąć, trzasnąć drzwiami. Mam trochę oszczędności, ale często pożyczam rodzicom bo mimo dobrych zarobków często brakuje na rachunki i jedzenie, bo nowy motor czy markowy alkohol są ważniejsze, bo można się pochwalić. Codziennie słyszę jakieś słowo, które mnie boli, jakąś krytykę, kpinę albo zwyczajny brak "dziękuję" kiedy coś zrobię.

Czuję wyrzuty sumienia, bo inni mają gorzej i pewnie znajdą się ludzie, którzy stwierdzą, że przesadzam. Ja też myślę, że przesadzam.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czarna_mysza, masz 21 lat, jesteś dorosłą kobietą i możesz samodzielnie decydować o sobie, np. w zakresie wyprowadzki z Narzeczonym. Nie musisz mieć akceptacji swoich decyzji ze strony rodziców, tym bardziej, kiedy jest jak piszesz, że nigdy Cię nie docenili, wiecznie krytykowali. Jesteś dorosła i masz prawo do autonomicznych decyzji. Pamiętaj o tym. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedź ! :)

Wydrukuję ten post i powieszę nad łóżkiem, żeby mieć gdzie zerknąć kiedy zabraknie mi motywacji! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

chciałbym przedstawić swoją sytuację... Widze brak sensu w tym co obecnie robie ze swoim zyciem ... koncze trudne techniczne studia dzienne na ktore sie zdecydowalem jak jeszcze miałem zerowe pojecie o zyciu... od ponad roku nie widze w tym sensu kompetnie ale robie to bo nie chciałem odwracac zycia do gory nogami ze strachu ze potem bede załować, że co powie rodzina z ktorą mieszkam itd... od skonczenia liceum moje zycie towarzyskie było tylko tam na uczelni i ewentualnie czasami miedzy zajeciami z kolegą gdzies na piwo skoczylismy itd w weekendy sie uczyłem a poniewaz na studia dojezdzam 40 km to zrezygnowałem z zycia studenckiego bo stwierdziłem ze itak zawsze nie umiałem sie cieszyc zyciem w gronie znajomych tylko zwykle uciekalem do zacisznego miejsca swojego domu gdzie mieszkam obecnie z dziadkami mamą i jej partnerem poniewaz moi rodzice są po rozwodzie ... od kad pojawił się ten "partner mojej mamy" to nie potrafie sie odnaleźć w domu totalnie sie sprowadziłem do parteru i swoje zycie tez ... nie wiem jak mam wogole zyc teraz tutaj.... odciąłem sie kompletnie od tych ludzi tu na wsi z ktorej jestem nie potrafie czuc sie swobodnie w domu (przesiąkłem problemami w domu) nie mam gdzie wyjść itd czuje sie jak w wiezieniu ... jestem więźniem i jedyna opcja jak się pojawiła to wyjazd do angli daleko stad od tego durnego zycia ktore sobie zbudowałem z myslą że robie coś innego niz wszyscy tutaj to jestem od nich lepszy a prawda taka ze czuje sie jak śmieć. Finansowo daje rade bo pracowałem w wakacje w angli potem troche tu w polsce w robocie za 7 zł na godz... daje sobie jakos rade ale ciagle jest cos nie tak... ciagle jestem smutny czuje ze zmarnowalem te 3,5 roku na tych studiach i na znajomościach z kobietami ktore mnie zaostawiały po roku lub po poł roku teraz jestem sam siedze jak flak w domu i czekam na obrone ktora mam pojutrze a głowę mi rozwala od mysli o kompletnie czyms innym i o tym ze czuje się tutaj obcy. Boje sie że to zycie jakie prowadzilem jest wynikiem jakiejs choroby. Bo jak mozna swoje zycie ograniczyc tylko do uczelni domu i kilku znajomościach z kobietami oraz internetu?? a tu na wsi mi sie urwał caly swiat poczynając od bramy mojej działki na ktorej jest dom w ktorym mieszkam no i ewentualnie przystanku na ktory codziennie goniłem zeby dojechac na uczelnie... boje sie ze jestem chory... byłem u psychiatry ktora stwierdziła że mam jakiś lęk przed oceną i zespol stanow lekowych... to prawda tak jest boje sie ze ktos patrzac z boku na mnie i to jak zyje moze powiedziec ze jestem nienormalny chory i jak jakaś cio...a ze jeszcze tutaj mieszkam. Boje sie zmian w zyciu a chce teraz wyjechać do siostry do angli i tam pracowac i zyc samotnie bo tak sie nauczylem zyc chociaz mi z tym cholernie zle. Sory ze tak duzo napisałem... Mam nadzieje ze ktos to wogole przeczyta, i powie mi czy jestem normalny czy moze chory i powinienem się leczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz co ... myślę, że to Ty musisz się sam zastanowić czy Ci jest źle, czy cierpisz ... i czy sam jesteś w stanie zmienić to, czy nie.

A jeżeli tak - to idź do psychoterapeuty, a nie do psychiatry.

 

W sumie dobrze piszesz ;) że w domu obecnie to nie twoje miejsce ---> jesteś w takim wieku, gdzie SAM decydujesz co robić dalej, jak sobie SWOJE własne życie układać. Jasne, posiadanie ojczyma tylko jakoś bardziej uwypukla że czas wyfrunąć ;)

Pewnie wyprowadzka - czy gdzieś w PL za pracą, czy do Anglii - nie spowoduje że twoje problemy znikną (jakby nie było swoje lękowe stany weźmiesz z sobą ;)), ale bardziej Cię "uruchomi do życia" . Abstrahując od tego, na pewno lepiej jakbyś się wyprowadził ...

De facto, sam zrobiłeś to - że zrezygnowałeś z życia towarzyskiego, sam wybierasz samotność ... I może z tym warto pójść do terapeuty ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×