Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

DEPRESJA- pytania do psychologa

Rekomendowane odpowiedzi

Z racji tego, że bardzo często pojawiają się prośby o wypowiedź psychologa odnośnie podejrzeń depresji, objawów i tak dalej, zakładam temat, który umożliwi bezpośrednie zadanie pytania forumowej Ekspert.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, leczę się na depresję i nerwice lękową od stycznia. Co wizytę dawki rosły, w końcu zatrzymałam się na 300 mg efavalonu i 30 mg mirtagenu. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że leki i psychoterapia zaczynają działać, czułam się też lepiej, przestałam mieć myśli samobójcze...

Niestety, od ok. dwóch tygodni depresja wróciła - i to z taką siłą, że jestem przerażona. Przestałam sypiać, mam natrętne myśli s., doszło paskudne swędzenie, nic nie wskazuje na jakąś alergię ani uczulenie... Z dnia na dzień czuję się coraz gorzej, boli mnie dusza, nie mam już siły płakać.

Skąd mógł się wziąć taki nawrót depresji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Sonka_85!

 

Niestety, przez Internet nie da się określić przyczyn Twojego nagłego gorszego samopoczucia. Może stało się ostatnio coś w Twoim życiu, co mogłoby spowodować spadek nastroju? Nie wiem - jakaś trauma, przemęczenie, stresy w pracy albo w domu, kłopoty w rodzinie? Czy nadal kontynuujesz leczenie (branie leków i psychoterapię), czy zrezygnowałaś z jakiejś formy leczenia?

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem w głębokiej depresji lękowej, mam także nerwicę.

Dziś pochylając się coś mnie ogromnie zabolało w dole kręgosłupa i prawie przewróciłam się na podłogę.

To było 7 godzin temu i do tej pory odczuwam ogromny ból przy próbie poruszania się. nie mogę chodzić.

Czy to może być na tle psychicznym?

 

Pamiętam, że przy poprzednim napadzie depresji miałam wiele różnych takich dziwnych objawów, jednak nie aż tak bolesnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

earth, owszem w głębokiej depresji z towarzyszącą jej nerwicą mogą pojawić się objawy somatyczne, np. różnego rodzaju bóle. Przez Internet jednak nie jestem w stanie stwierdzić, czy to, co Ci się przydarzyło, jest na tle psychicznym, czy faktycznie coś nie tak z kręgosłupem. Powinnaś skonsultować się ze specjalistą i udać się np. do ortopedy, żeby sprawdził, czy wszystko OK. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam! Mam 18 lat. Jestem w klasie maturalnej. Kiedyś (tj. do ukończenia szkoły gimnazjalnej) byłam naprawdę szczęśliwą osobą. Zawsze miałam dobre oceny, przyjaciół, rodziców napawających się dumą ze swej córki, brak problemów zdrowotnych. Po ukończeniu gimnazjum poszłam do jednego z najlepszych liceów w Polsce. Miałam ambicję, aby pójść na studia medyczne. Zamieszkałam w internacie, z dala od domu, rodziny, przyjaciół. W pierwszej klasie jakoś sobie radziłam. Dostawałam 3, a nie 5 i 6 tak jak dotychczas, jednak myśl, że to jest normalne na początku liceum, dawała mi normalnie funkcjonować. Jednak jak w 2 klasie sytuacja nie poprawiła się, wręcz się pogorszyła, moja samoocena i ambicje zaczęły drastycznie spadać. Przestałam sobie radzić ze stresem. Moja temperatura ciała jest wiecznie podwyższona. Jestem podatna na wszelkie choroby. Często boli mnie głowa, mam problemy z koncentracją, a ostatnio zaczęło mnie boleć serce w najmniej spodziewanych sytuacjach tj. siedzę w łóżku ucząc się na sprawdzian, w totalnej ciszy i spokoju. Boję się chodzić do szkoły, przez co opuszczam sporo zajęć. Podczas lekcji biologii, gdy pani profesor postanowi mnie odpytać, nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Pomimo, że się z tego uczyłam i wiem, o co chodzi, nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo nie potrafię złożyć słów tak, aby się nie skompromitować. Dłonie mi drżą, a pot z nich spływa dosłownie strumieniem. Po czym jak nauczycielka odpuszcza bezskuteczne odpytywanie mnie - w myślach wypowiadam całą wyuczoną formułkę! W klasie przez to uchodzę za nieuka i jestem obiektem drwin. Ciągle słyszę, że niszczę opinię klasy. Przerwy spędzam samotnie. Nauczyciele dodatkowo kopią pode mną dołki. Sami się ze mnie nabijają, że nie wiem tak oczywistych rzeczy (a je potrafię, tylko ze względu na nich i na klasę nie potrafię nic z siebie wydusić!). Uważają, że nie zdam matury i w ogóle mnie do niej nie dopuszczą, czym dodatkowo mnie demotywują do działania. Przez nich wszystkich moja samoocena jest na tyle niska, że nie widzę swojej przyszłości. Już teraz wiem, że w takim tempie i z takim podejściem nie dam rady się nauczyć do matury na tyle, aby dostać się na medycynę. Nie widzę siebie w innym zawodzie. Po szkole często płaczę, choć czasem już nie mam na to sił. Mam problemy z zasypianiem, a jak już zasnę, to albo budzę się co jakieś 2h, albo śpię jak zabita przesypiając połowę następnego dnia. Nie potrafię się cieszyć dosłownie z niczego. Wszystko jest dla mnie męczące. Nie chcę tak dłużej żyć, a szkoły nie mogę zmienić. Przez jakieś pół roku chodziłam do szkolnej pani psycholog, która zaleciła mi pójść do specjalisty - psychiatry - stwierdzając, że być może popadłam w depresję z nerwicą. Nie poszłam, bo wiem, że poprawa mojego nastroju byłaby wywołana jedynie "tabletkami szczęścia".

Czy istnieją jakieś szanse, że poradzę z tym sobie sama? Istnieją jakieś metody na odzyskanie w krótkim czasie energii witalnej? Czy oblanie klasy przez frekwencję jest dobrym pomysłem aby w tym czasie nadrobić wszelkie zaległości i po roku powrócić do szkoły z pełną wiedzą i przygotowaniem do matury?

Wiem, że się rozpisałam, ale chyba jedynie w ten sposób mogłam rozjaśnić chociaż trochę moją sytuację. Martwi mnie już moje pogorszenie zdrowia i kondycji psychicznej, tak więc byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź!

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj sisilia!

 

Podejrzewam, że wpadłaś we własne sidła ambicji, którym trudno Ci sprostać. O ile w pierwszej klasie potrafiłaś sobie zracjonalizować problemy, że przecież trójka to nie jest zła ocena, do tego w tak dobrym liceum, o tyle później było coraz trudniej, a Ty nie otrzymałaś wsparcia znikąd. Stres narastał, problemy się kumulowały, wymagania rosły, a Ty coraz mniej sobie radziłaś. Prawdopodobnie masz depresję (jak i nie nerwicę), stąd zaburzenia snu, brak radości, niska samoocena, spadek motywacji, płaczliwość, smutek, przygnębienie, pesymizm, problemy z koncentracją itd. Czy sama sobie z tym poradzisz? Muszę Cię rozczarować, ale chyba raczej nie i nie sądzę, by oblanie klasy, by zyskać na czasie, jeśli chodzi o przygotowanie się do matury, było dobrym sposobem na poradzenie sobie z problemem. Tutaj nie szkoła ani nie Twoja nieudolność w uczeniu się jest problemem. Ty umiesz się uczyć, sama napisałaś, że podczas odpytywania znasz odpowiedzi na pytania, jednak coś Cię blokuje, żeby wyartykułować sensowne zdania itd. To jest nadmierny stres, który Cię paraliżuje, nad którym nie potrafisz panować. Proponuję skonsultować się ze specjalistą, ale nie po to, by łykać "tabletki szczęścia". To nie musi być farmakoterapia. Możesz pomyśleć o psychoterapii. Poza tym proponuję zadbać o aktywne spędzanie wolnego czasu. Nie ograniczaj swojego życia tylko do szkoły, uczenia się, książek i zakuwania. Zdaję sobie sprawę, że medycyna to wymagający kierunek, ale musisz zadbać o siebie. Jeżeli nie radzisz sobie z napięciem psychicznym, pomyśl o sporcie. Może basen, biegi, fitness? Masz jakiś przyjaciół, znajomych, z którymi mogłabyś fajnie spędzić wolny czas, trochę się zrelaksować? Wiem, że jesteś ambitna i masz cele, do których chcesz konsekwentnie dążyć, ale czasami przerostem ambicji możemy sobie zrobić krzywdę na własne życzenie. Przemyśl to. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, jestem mezatka mam dwojke wspanialych dzieci ,ostatnio zrobilam sie strasznie nerwowa,chociaz nie powiem ze wczesniej bylam osoba beznerwowa ale teraz czesto wybuchma bez powodu,wszystko mnie denerwuje,nie umiem tak jakos wszystkiego wziasc na spokojnie tylko tak nerwowo,mysle ze to zaczelo sie przez chorobe,bo choruje na RZS,i choroba czasami mnie ogranicza bo czasami miewam taki bole zwlaszcza rak i nog ze nie idzie nic zrobic,a tutaj niestety 2 dzieci i nie da sie sias i siedziec bo trzeba wszystko zrobic,czesto wybucham tez na dzieci co one naprawde sa niczemu nie winne,ale tak jakos nie umiem sie opanowac zaluje dopiero juz jak jest za pozno jak juz na nie nakrzyczalam,boje sie zeby kiedy nie doszlo do jakies gorszej sytuacji,sama nie wiem czy to nerwica czy depresja czy juz sama nie wiem co,nie mam jakis zawrotow glowy czy kolatania serca,teraz ostatni mam problemy ze snem czesto budze sie w nocy ale nie wiem czy to bez bol czy cos innego, moze pani postara mi sie jakos pomoc,a jak nie to bardzo prosze, zeby mi pani napisala gdzie mam sie udac z takim problemem,do jakiego lekarza,pewno psycholog albo psychiatra ale wolalabym obesc sie bez nich,moze udaloby sie jakies tabletki ziolowe uspokajajace albo cos

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj malinka79!

 

Nie postawię diagnozy przez Internet, bo w ten sposób jest to niemożliwe.Napisałaś, że jesteś drażliwa, że łatwo wpadasz w gniew, krzyczysz na dzieci, łatwo Cię zdenerwować nawet z błahego powodu. Niewykluczone, że jest to objaw nerwicy, ale to tylko przypuszczenie, które musiałby zweryfikować lekarz psychiatra. Na pewno powinnaś popracować nad ekspresją negatywnych emocji. Zanim krzykniesz na kogoś, wybuchniesz, usiądź, postaraj się wyciszyć i weź 10 głębokich oddechów. A potem wstań i powiedz, co Ci się nie podoba, co Cię zdenerwowało. Powiedz, nie krzycz, np.: "Przykro mi, kiedy sprzątam, a wy rozrzucacie zabawki dookoła. Proszę pozbierajcie te klocki do pudełka". To znacznie lepiej brzmi niż krzyk, wrzaski, wyzywanie i obelgi pod adresem dzieci. Ponadto polecam techniki relaksacyjne albo chociaż odprężenie się przed snem i posłuchanie jakiejś muzyki relaksacyjnej (znajdziesz nawet w Internecie). Domyślam się, że na Twoje samopoczucie ma wpływ choroba przewlekła, na którą chorujesz - reumatoidalne zapalenie stawów - ale Twoje dzieci nie mogą obrywać po głowie tylko dlatego, że chorujesz. To nie jest ich wina. Diagnozę nerwicy uprawdopodabnia fakt, iż masz problemy ze snem. Słusznie się domyślasz, że najlepiej by było, gdybyś skonsultowała się z psychologiem albo psychiatrą (do psychiatry nie potrzeba skierowania od lekarza rodzinnego). Możesz próbować "ratować się" na własną rękę. Co może pomóc? Oprócz tego, co napisałam powyżej, polecam pić zamiast kawy melisę. W aptece natomiast popytaj farmaceutę o ziołowe leki uspokajające, np. NEO-PERSEN, Extraspasminę, Nervomix, NervoCalm, Tonaxinum Forte itp. Stosuj zgodnie z zaleceniami zapisanymi na ulotce i nie bierz dłużej niż zalecono. Jeśli to nie pomoże, konieczna będzie konsultacja u specjalisty. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam !

 

Mam 21 lat. Wydaje mi się , że zaczynam popadać w depresję. Powodem jest samotność, tylko czy może tak być? Bardzo chciałabym wejść z kimś w związek , ale wszyscy moi znajomi to przeważnie kobiety, zwyczajnie nie mam gdzie spotkać tej drugiej połowy. A żeby wyjść samej do ludzi, zwyczajnie, na miasto mam opory. Przed innymi ludźmi na studiach ( studiuje typowo damski kierunek ) staram się zachować twarz i nie daje po sobie poznać, że cierpię, prawdziwe piekło zaczyna się, kiedy wracam do mieszkania. Do tej pory byłam '' w związku'' tylko z jednym chłopakiem i tak naprawdę nie można tego uznać zdrowym związkiem, bo byłam wykorzystywana psychicznie i notorycznie manipulowana. Mam kompleksy dotyczące nagości, swojego ciała, dotąd nie byłam w stanie się przed kimś obnażyć. Takie stany depresyjne przeżywałam już wcześniej, było to mniej więcej rok temu, kiedy zakończył się mój pseudo związek. Nie myślę o niczym innym, jak o tym , że będę sama do końca życia, że umrę w pustym mieszkaniu i każdy o mnie zapomni. Pojawia się lęk ogarniający całe moje ciało, ogromna pustka wewnętrzna, brak motywacji do działania, brak potrzeby wyjścia do ludzi. Próbuję sobie to jakoś na zdrowy rozsądek tłumaczyć, ale kończy się to albo załamaniem, albo wyparciem problemu, który zamiast powoli zniknąć, wraca z podwójną siłą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj rudaa93!

 

Samotność może być przyczyną rozwoju depresji. Jesteś jednak młodą kobietą i wierzę, że w Twoim przypadku z samotnością da się skutecznie walczyć ;) Troszkę wiary w siebie i odwagi. Dlaczego miałabyś nie wyjść na miasto, np. z dziewczynami ze studiów? A może pomyśl o czymś, co lubisz robić, jakie masz zainteresowania i pasje i zapisz się na jakieś zajęcia, na których mogłabyś się rozwijać i poznać przy okazji interesujących mężczyzn? Kurs tańca, kurs językowy, kurs gotowania, kółko fotograficzne, basen, fitness? A może udział w jakimś wolontariacie, w którym udzielają się nie tylko dziewczęta, ale też i faceci? Opcji jest wiele, tylko musisz się wyrwać z tej stagnacji. Głowa do góry i powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję za odpowiedź :) muszę nad sobą popracować, spróbuję zmienić myślenie na bardziej pozytywne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rudaa93, nie ma za co! ;) Trzymam kciuki i życzę powodzenia! A jeśli chodzi o zmianę myślenia na bardziej pozytywne, to nie zniechęcaj się po pierwszych niepowodzeniach. Wiem, że trudno tak od razu przestawić się z opcji "zwątpienia i przygnębienia" na opcję "radości i entuzjazmu". Powolutku do przodu - nie od razu Kraków zbudowano ;) Odsyłam też do tekstu: http://portal.abczdrowie.pl/myslenie-pozytywne. Może się przydać:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzień Dobry.

Mam na imię Asia, mam 16 lat i w tym roku rozpoczełam nauke w liceum. Przepraszam że moja wypowiedź może być troche nieskładna, ale sprawia mi trudność przedstawienie tego co sie ze mną dzieje.

Od około roku, towarzyszą mi prawie codzienne wahania nastroju i zmienne myślenie. Wiem że dorastam i wgl ale to nie jest tak że po prostu mam zły nastrój. Budze się rano, mam niezły humor, i w jednej chwili w dodatku ZAWSZE BEZ POWODU moje samopoczucie drastycznie spada. Zmienia się wszystko, pogrążam się w jakiejś żałości, rozpaczy nawet nie wiem jak to nazwać. Popadam w beznadzieje, wszystko traci dla mnie sens, jest puste, nieszczere. Trwa to około godziny może krócej, potem przychodzi jakieś rozweselenie także nie spowodowane niczym, i wtedy sobie myśłe że wszystko jest okej, że wyolbrzymiam, że powinnam się ogarnąć. Ale potem znowu łapie tego masakrycznego doła, i naprawdę próbuje codziennie z tym walczyć, ale to jest tak jakbym się próbowała wyciągnąć z jakiejś studni. Te wszystkie zmian są spowodowane niczym. Mam już dość samj siebie, tego że nie moge sobie ze sobą poradzić. Czuje się jakby mieszkał we mnie 2 różne osoby, i to bardzo przeszkadza w normalnym życiu, ponieważ w trakcie tego pesymistycznego nastroju, wyłączam się, życie jakby przelatuje obok mnie, jakbym w nim nie brała udziału. Zauważyłam że coraz rzadziej się uśmiecham, mimo tego że wiem iż tak naprawdę jestem osobą szczęśliwą. Mam obojga rodziców, pasje (trenuje piłke nożną), ale to wszystko zamiast sprawiać mi radość, zasmuca mnie. Nie potrafię być w pełni sobą, sprawia mi to trudność aby żyć tak jak ja chce. Wczoraj miałam chyb jeden z najgorszych dni do tej pory, ponieważ nagle ogrneła mnie jakaś złość na wszystko i na wszystkich. Zaznaczam żę nic sie nie stało, a miałam ochote powiedzieć każdemu kto się do mnie zbliżył, że mam go w dup.. i żeby się odwalił. Chciało mi się też bardzo płakać, ale byłam w szkole i jakoś dałam rade się powstrzymać. Mam wrażenie że moje nerwy są już na wyczerpaniu, nie mam siły już z tak dłużej żyć. Chciałabym być w reszcie sobą i dać sobie sama ze sobą radę.

Dopiero miesiąc temu zdecydowałam sie o tym powiedzieć mamie. Mama mnie wspiera i martwi się, a ja mam wyrzuty sumienia że sobie nie daje rady.

Czy ktoś wie czego to mogą być objawy? prosze o odpowiedź, bo z dnia na dzień cieszy mnie coraz mniej rzeczy i mam wrażenie że wszystko traci sens.

Dziękuje za odpowiedź ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj jj23!

 

Niestety przez Internet nie da się określić, czego to są objawy, co Ci dolega i czy w ogóle dolega w sensie klinicznym. Tak jak słusznie zauważyłaś - masz 16 lat, jesteś w wieku dojrzewania i takie nagłe, niczym konkretnym niespowodowane zmiany nastroju mogą być charakterystyczne dla okresu dojrzewania i burzy hormonalnej, jaka Ci teraz towarzyszy. Bardzo dobrze zrobiłaś, że o swoim pogarszającym się samopoczuciu powiedziałaś mamie, która Cię wspiera. Mam nadzieję, że huśtawki nastrojów są tylko chwilowe i miną wraz z Twoim dorastaniem. Jeśli jednak kiepski nastrój będzie się pogłębiał, a do tego dojdą inne objawy mogące np. świadczyć o depresji (pesymizm, problemy ze snem, zmiana apetytu, utrata zainteresowań, unikanie kontaktu z rówieśnikami, problemy w nauce itp.), wówczas radziłabym skonsultować się ze specjalistą, chociażby z psychologiem szkolnym. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Mam takie oto pytanie. Odbyłem terapie grupową dzienna (uzależnień) i teraz chciałabym się zająć na indywidualnej problemem depresji, mojego domu, emocji i może trochę mniej koncentrować się na alkoholu. Teraz czy dobrym pomysłem jest zabrać ,,nowego'' terapeutę nie zaznanego z moją osobą, czy lepiej wybrać terapeutę z którym miałem grupę uzależnień?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Kontrast!

 

To powinna być wyłącznie Twoja własna decyzja, nie będę więc doradzała i rozsądzała, która opcja jest korzystniejsza. Każdy z wyborów ma jakieś plusy i minusy. Rozpoczynając terapię indywidualną z terapeutą, który zna Twoje problemy, jest z jednej strony szansa, że ma większy wgląd w Twoje trudności, zna Cię, wie, jakie postępy zrobiłeś na terapii grupowej itd., a z drugiej strony jest ryzyko, że terapeuta ten będzie na Ciebie patrzył głównie przez pryzmat nałogu i tak naprawdę tylko w niewielkim stopniu będziesz mógł przepracować inne swoje problemy niż uzależnienie, jego przyczyny i skutki. Decyzję pozostawiam Tobie, licząc, że dokonasz najlepszego dla siebie wyboru. Zaufaj sobie! Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

Chciałbym zapytać czy schizofrenia występuje częściej z depresją czy z manią?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Filista12, nie znam dokładnych statystyk, ale na bazie własnego doświadczenia skłonna byłabym stwierdzić, że schizofrenia częściej występuje z depresją. Schizofrenii bardzo często towarzyszą objawy negatywne charakterystyczne dla depresji, np. spowolnienie myślenia, obniżony nastrój, smutek, apatia, wycofanie społeczne, a także niepokój, lęk, bezsenność, napięcie psychiczne. Objawy negatywne są znamienne dla schizofrenii rezydualnej (ubytkowej), jak i schizofrenii prostej, w której stopniowo pogarsza się codzienne funkcjonowanie chorego. Często lekarzowi może być trudno przeprowadzić diagnozę różnicową, tzn. stwierdzić, czy pacjent choruje na depresję, czy są to zwiastuny schizofrenii. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sisilia,

 

Wbrew wszelkim pozorom nie zgadzam sie z opinia,iz nie nie dasz rady poradzic sobie z tym stanem sama. Jak sama napisalas potrzebujesz i chcesz pomocy,natomiast tylko w Tobie tkwi wewnetrzna sila,zeby moc to zrobic zrealizowac w PRAKTYCE. Nawet jesli potrzebujesz pomocy specjalisty to tylko TY mozesz po nia siegnac badz nie na bazie swojej swiadomej decyzji,niezaleznie od tego co ci powiedzieli inni na ten temat,tak samo jak Ty najlepiej znasz odpowiedz na pytanie czy dasz sobie rade sama czy nie i co powinnas zrobic w tej sytuacji,bo inni,postronni ludzie moga sie mylic,a ich intencje pomagania innym moga byc spowodowane przymusem pomagania,co owocuje zazwyczaj kleska.

Nikt tak naprawde (ani nauczyciele ani pozostali uczniowie ) nie maja prawa dokuczac Ci i sie z Ciebie nabijac... Nawet gdyby mialo sie stac tak,ze nie zdasz matury to co z tego??? Wyniki matury mozna zawsze poprawic za rok. Poza tym Twoja wartosc nie zalezy od tego,czy zdasz dobrze mature,bo tak jak pisalam juz wyniki matury zawsze mozna poprawic,a poza tym nauczyciele powinni szanowac Twoja indywidualnosc,to kim jestes i jaka jestes,a nie jak w danym momencie,na danym etapie zycia sobie radzisz. Czy wiesz np.ze Albert Einstein mial problemy z ukonczeniem szkoly sredniej i dwa razy nie dostal sie na uniwersytet?Czy wiesz ile setek czy tysiecy razy Thomas Edison probowal skonstruowac zarowke,zanim mu sie to udalo?Wiesz ilu znanych,slawnych ludzi,w tym wybitnych wynalazcow i geniuszy musialo radzic sobie z porazka,czesto wielokrotna i wyciagac z niej wnioski,zanim osiagneli spektakularny sukces? wielu z nich nie skonczylo w ogole edukacji na takim etapie ,na jakim chcieli,czesc z nich bylo samoukami.

 

Skad u Ciebie taki przymus pojscia na medycyne??? Powiedzialas,ze nie widzisz sie w innym zawodzie. Dlaczego tak sie dzieje? Skad ta idea ,ze akurat medycyna? :)

 

 

 

Miss Daisy,

Emerytowana Hipochondryczka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej to i ja dorzucę swój grosz.

Mam 21 płeć (mężczyzna. Od dłuższego czasu czuję ,że cos uleglo zmianie. Mniej więcej od ok 3 lat. Nic nie sprawia mi praktycznie żadnej przyjemności. Życie stało się tylko rutyną w szczególności to co robiłem kiedyś, bo to kochałem. Teraz doszedłem do takiego miejsca ,że już nie widzę sensu robić to co robiłem. Brak chęci , brak zmian. Idę do szkoły automatycznie zakładam maskę. Maskę która ma jedynie zamaskować to drugie ja , udając zadowolonego , szczęśliwego staczam się coraz bardziej w dół. Przychodzę do domu tu normalka. Włączam PC rutynowo na nim działam. Dziewczyny nie mam... I nie czuję bym posiadał miejsce do którego bym należał. Kontakt z ludźmi posiadam.

Nieważne co robię. Ciągle myślę co nie pozwala mi się skupić na tym co robię. Idę spać myślę , o tym jak bardzo żałosny jestem. Myślę o tym co tutaj mam napisać i przewiduję ewentualne odpowiedzi. Piszę ten tekst myśląc znowu o czym innym przez co robię błędy np. Wpisanie nie tego słowa co chciałem. Czy też myślenie o pięciu rzeczach na raz...

Kim jestem. Cieniem samego siebie.

Która maska prawdziwa. Nie wiem

Cele. Posiadałem ,ale już nie sądzę ,że wypalą przez ^ , przestałem dążyć do celów niegdyś wyznaczonych i nie chodzi o zwykłe (poddanie się)

Surowo określam to co się dzieje.

Coraz mniej emocjonalnie podchdzę do wszystkiego. Czuję jakbym się wypalił.

Chciałbym płakać,ale nie potrafię. Łzy nie polecą choćby niewiem co.

Tak , myślałem ,że może najlepszym wyjściem będzie kupić klamkę i sprzedać sobie kuleczkę. Ale wiem ,że jestem słaby aby to zrobić...

Czasem wszystko mi obojętne.

Z dnia na dzień jest coraz gorzej ,a przed snem najgorzej...

Czy kiedykolwiek gdzieś uczęszczałem z ^ powodu. Nie ,nigdy.

Osoby które znam , często szukają wsparcia we mnie i robię za Drzyzgę. Doradzam ,a sam nic nie robie by się zmienić. Nie żeby moje porady były złe czy coś. Często mówię "a nie mówiłem"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

plmnb, skoro Twoje kiepskie samopoczucie trwa już od około trzech lat i sam dostrzegasz, że z dnia na dzień jest coraz gorzej, to powinieneś już dawno zgłosić się do specjalisty. Naprawdę nie warto bagatelizować swojego zdrowia psychicznego, tym bardziej, że masz już myśli samobójcze. Koniecznie idź do lekarza psychiatry. Nie musisz mieć żadnego skierowania. Pozwól sobie pomóc i opowiedz innym o swoich problemach. Przez Internet nie da się określić, czy to depresja, czy nerwica, czy jakieś zaburzenie osobowości. Po diagnozę musisz udać się do lekarza. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

popadam w depresje...bylam zareczona,byl to toksyczny zwiazek ale nie umiem sie pogodzic z tym ze go stracilam.Nie jem,nie funkcjonuje normalnie,kiedy sie budze popadam w stan jakby ktos umarl..placze,bierze mnie na wymioty bo zdaje sobie sprawe ze to nie byl sen ze to jest realne,ze jego nie ma obok...placze jak opetana a momentami leze jak kolek bez ruchu patrzac w jedno miejsce...chudne w oczach...ponizam sie proszac go by wrocil choc wiem ze ten zwiazek nie ma szans..jak sie uwonic od tego stanu??wiem ze latwo powiedziec wez sie w garsc,nie mysl tyle,wyjdz do ludzi....to nei pomaga..nie moge zniesc mysli ze on moze miec inna..zabilabym chyba obojga a potem siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×