Skocz do zawartości
Nerwica.com

muszę sie wyspowiadac - część 1..


Ax_lonewolf

Rekomendowane odpowiedzi

cześć. możecie na mnie mówić "wilk". 36 lat. próbuję pozbierać myśli żeby tu napisać co mnie boli. Niektórzy mówią, że mam talent pisarski, więc może nie będzie aż tak chaotycznie... Chyba głownie tu piszę po to żeby się wygadać. trochę doskwiera mi samotność i mam po prostu potrzebę "oczyszczenia się". może ktoś mnie zrozumie albo będzie chciał podyskutować. ostatnio jestem w takiej sytuacji, że czuję się przygnieciony przez właściwie wszystko. od 4 lat żyje w ciągłym stresie. zrobiłem się strasznie drażliwy i wybuchowy chociaż podobno "zawsze taki byłem" a jak trochę się wyciszę to łapią mnie doły takie do 1-2 tygodni. nie wiem, może to za dużo obowiązków sobie na głowę nabrałem, może za dużo chciałem, może zbyt wiele porażek na raz. Mimo tego że udaję "twardziela" to czasami chce mi się zwyczajnie wyć. może zacznę od początku..

będę pisać etapami, bo dla mnie to są spore przeżycia i chce to jakoś poubierać w słowa..

Dzieciństwo

od 6 roku wychowuję się bez ojca który chlał i podobno tak się schlał ze któregoś dnia się powiesił. od tamtej pory wychowywała mnie babka i matka. życzliwe otoczenie cały czas powtarzało że "z niego to bandyta będzie" - hgw czemu, do dziś tego nie rozumiem. żyłem z takim piętnem jakiegoś wybrakowanego stworzenia. np posłali mnie do podstawówki i matka chciała zapisać mnie do klasy gdzie chodziła kuzynka, z którą w tamtym czasie miałem dobry kontakt, a klasa była pełna dzieci "tzw" elyty (dzieci nauczycieli itp motłoch). była taka jedna stara ciotka - nauczycielka - która jak się o tym dowiedziała to zrobiła larum "że jak to taki nie może chodzić do tej klasy".. jakoś to tak pamiętam do dziś a tej starej k... niecierpie. Przez całe życie brakowało mi wzorców męskich a jedynymi które miały na mnie jako taki wpływ to był dziadek i Wujas. Dziadek - poczciwy i dobry człowiek, zdominowany przez babkę (taki niemiecki dryl ordnung muss sein). całymi dniami siedział w swoim warsztacie żeby mieć św. spokój. Pamiętam jak dał mi swojego "Komarka" i uczyłem się jeździć na nim albo jak razem w tajemnicy przed babką pędziliśmy bimber na działce. byście widzieli ten błysk w oku - że zrobił coś przeciw systemowi. Dziadek zmarł paręnaście lat później na raka. pod koniec był taki chudy ze nosiłem go na rękach. Czasami w nocy jeszcze mi się śni. Drugą osobą - męskim wzorcem w moim życiu - był Wujas. obecnie wyklęty przez rodzinę, własne dzieci. Wujas, inżynier, kiedyś właściciel całkiem nieźle prosperującej firmy. Z biegiem lat coraz bardziej się stoczył i zaczął chlać. jakbym miał tak pi razy oko policzyć ile wypił, to pewnie z morze bałtyckie. To właśnie Wujas zabierał mnie na wycieczki, wpoił rożne przemyślenia i "filozofie spod budki z piwem" które potem okazały się najprawdziwszą prawda, a które wtedy wydawały się pijackim mamrotem. W latach 90-tych razem z kuzynami zjeździliśmy całą Polskę i prawie całą Europę. dla takiego szczyla jak ja wtedy to było mega przeżycie. My w błyszczących dresach w Niemczech i ten kontrast tamtego świata. Później wiele razy jeździliśmy na flomarki, i do dziś jest masa wspomnień i kupa śmiechu z tych przygód które mieliśmy.

 

W domu zawsze była chujnia. pamiętam że zawsze byłem sam. jedyne wspomnienie z matką co mam to jak jeździliśmy takimi samochodzikami w lunaparku w gdansku. po śmierci ojca przez 2 lata mieszkaliśmy w 1 pokoju z babką i dziadkiem (+ nas troje, m + ja i siostra) w takiej norze gdzie w kuchni łaziły karaluchy i takie obrzydliwe ślimaki. po jakimś czasie matka zapoznała faceta. wszyscy wiedzieli ze to jeden z największych pijaków w mieście, wszyscy ale najwidoczniej oprócz starej, która jakimś cudem wyszła za niego za mąż. Pamiętam to wszystko jak przez mgłę.. matka sprzedała dom, który ojciec wybudował i za to kupiła chałupę w mieście gdzie nadal mieszkam. No i wprowadziliśmy się tam z panem Stachem - żulem. Ja nie wiem, może ja mam jakiś problem z myśleniem, ale jak można zafundować sobie i rodzinie po takiej traumie ze starym kolejne jazdy z jakimś śmieciem w klimacie 40%. W domu od tej pory było jedno wielkie chlanie. Stach z kumplami grali w karty, i chlali. a jak nie grał to tłukł starą. Pamiętam akcje p.t. wylewanie wódki do zlewu, chowanie wódki w szafach, zabieranie niedopitej wódki, ciągniecie starej za włosy w poszukiwaniu wódki i tłuczenie kijem od miotły. i tak parę lat było. w końcu się rozwiedli. od tego czasu minęło wiele lat ale pamiętam tylko takie chujnie właśnie. Pan Stach snuje się po mieście, czasami tego śmiecia widzę. Żyje z zasiłku - bo taki przecież chory alkoholik, a dnie spędza pod fontanną w towarzystwie innych żuli. jedna wielka pierdolona patologia. sorry za słownictwo ale inaczej tego się nie da opisać, a ja strasznie klnę.

 

Mijały lata, miałem wtedy może z 9 - 10 lat. stara wynajmowała pokój lokatorom. jeden taki skurwysyn p.A, przyłaził do mnie w nocy i mnie molestował. zdarzyło to się parę razy. nic z tego nie rozumiałem. dopiero później zdałem sobie sprawę co się stało. Kiedy po parunastu latach powiedziałem o tym starej to "a co ty gadasz" i takie "wyparcie", nie wiem nie chce słyszeć takich rzeczy. no i zostałem z tym sam. jak zawsze. pamiętam ze tez "tak się bawiliśmy potem z siostrą". pogubieni, samotni. do dziś mi wstyd za to. chore to ze ja pierdole. Parę lat później stara związała się z jednym facetem ze Śląska - panem Ryśkiem. "Rysiek ma melinę, .." - nie no żartuje. na początku było fajnie. to był górnik to i kasy miał i jakiś taki normalny się wydawał. Przekupił nas (mnie i siostrę) wypadami na desery i pepsi oraz sokiem z kartoników. Parę miesięcy później, rychu wpadł w sidła pobliskiej pijalni piwa. no i znowu to samo. już nie będę opowiadać. skończyło się tak jak musiało się to skończyć.

 

Przez podstawówkę przebrnąłem - byłem raczej dobrym uczniem. zdolnym i kumatym ale leniwym ( co ja w pewnym stopniu uważam za zaletę bo to rodzi kreatywność). raz czy dwa mi sie nawet z czerwonym paskiem trafiło świadectwo. pamiętam jak kiedyś na lekcji wychowawca zapytał kim chcemy być w przyszłości. każdy ze "traktraristą w kołchozie, albo murarzem etc.." a ja pamiętam że od zawsze chciałem być biznesmenem. teraz wiem skąd to. Całe życie dążenie do bycie niezależnym i wolnym. bycie panem swojego losu. Wtedy nie miałem jeszcze o tym pojęcia. Pamiętam że od zawsze miałem problem z nawiązaniem jakichś relacji z innymi ludźmi. Byłem typem "tego co stoi w kącie jak kołek". W podstawówce miałem jednego przyjaciela. razem robiliśmy pierwsze interesy - np lepiliśmy bałwany ze śniegu i chcieliśmy je sprzedawać przechodniom. potem mając 11-12 lat jeździliśmy na stacje benzynowe myc auta. pierwsze interesy, pierwsza kasa. pamiętam jak kiedyś podjechał taki ówczesny bogacz fajną furą. no i myjemy mu tą brykę polerujemy szyby itd. facet podszedł do nas, rzucił kasą. pogadał, zapytał jaki mamy sprzęt . To było dla nas coś wtedy. zarobiliśmy w czasie tej roboty pierwsze pieniądze - dla nas dużo. Handlowaliśmy też na "rynku" sprzedawałem komiksy. To były czasy. A znajomość z kolegą przetrwała mimo tego ze nasze drogi się rozeszły po świecie. ostatnio znowu po 20 latach się skumaliśmy i robimy interes. Wkrótce szkołą podstawowa miała się skończyć. Skończyła się też era "wujków", pijaństwa i panów stachow. Przetrwałem tą erę, w oparach patologii i alkoholu. Wydaje mi się ze to właśnie ten etap w znaczący sposób ukształtował mnie i moje podejście do świata. Rozpoczynał się nowy rozdział...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nomm.. Fajnie się czytało. To mówisz, że będzie kolejny rozdział?

 

Jak to jest, że

jeden jest teraz turbowany realiami zarabiania upodleniem,

druga jest gwałcona,

trzecia w trakcie rodzinnej awantury kuli się w kącie. Jej duchowość jest jej zgubą,

czwarty kona w miejscu, w którym przeżył ćwierć życia, bo nie chciał po obcemu w pokoju hospicjum

?

Gdzie to życie (n/as) rzuca?

 

Cześć!

 

Też jestem fanką bluzgów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, Czyli ile masz teraz lat?

Historia wesoła nie jest, ale wiadomo ty jej za dużo nie pisałeś. Dopiero teraz trzymasz swoje pióro i kartkę, na której powstanie Twoja historia.

Czy masz nerwice/depresje? Leczysz się?

 

Pozdrawiam,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzisiaj / jutro jak czas pozwoli napiszę dalszą część. mam nerwice - chyba lękową. czasami mam takie napady ze paraliżuje mnie to w taki sposób że nie jestem w stanie nic konstruktywnego zrobić przez cały dzień, bo boję się że znowu jakies złe wieści spłyną. żyję terminami od 10, do 20, do 25. kto ma firme to wie o co chodzi. Jak widzę listonosza to mi ciśnienie skacze. łapię się na tym że o 13:30 sprawdzam czy w skrzynce na listy nic nie ma np jakiegos awizo - jak nie ma to chwila spokoju. Najśmieszniejsze jest to że "jak wszystko grało to byłem super misiem". od paru miesięcy mam troche problemów, w tym finansowych. obsuwa z rachunkami, przesunięcia w projektach z terminami, zatory płatnicze. mieszkamy w domu z moją starą (my mamy pół domu, ona dół) . no i od czasu jak się te moje problemy zaczęły to jest straszny konflikt o kase. stara jest "tresowana" przez siostrę. obie pracują w urzędzikach i nie rozumieją że jak masz dg to nie wyczarowujesz forsy z powietrza. teraz chodzi obrażona od tygodnia i jeszcze robi takie udupianie mnie. teraz jak o tym myslę to widzę ze to zawsze tak bylo. dołuje mnie to strasznie i dodatkowo jeszcze pogłębia mój i tak zrypany stan. tak jak pewnie z pierwszej częsci wywnioskowaliście, cale zycie sam bez zadnego wsparcia czy chociażby zrozumienia. Jedynie w mojej kochanej żonie mam prawdziwe wsparcie, ona widzi co się dzieje. sorry za może trochę chaotyczne i wyrwane z kontekstu ale jak pisze to mi to pomaga chociaż troche. moze jak skoncze tu pisać to mi się wszystko wyklaruje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie się czyta, bo jednak zawsze próbowałeś coś sam zdziałać.

 

Mówisz, że też mieliście w podstawówce klasy dla lepszych i gorszych dzieci? Bo myślałam, że tylko u mnie była taka preselekcja na podstawie zawodu rodziców (A - nauczyciele, architekci, lekarze; B - bibliotekarze, kierowcy, pielęgniarki; C - sprzedawcy marchwi, bezrobotni).

 

A to że jak kobieta ma pierwszego męża alkoholika to często kolejnego też alkoholika wybierze to jest częste.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×