Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak wasze 2 połówki zareagowały na waszą chorobę?


Niki333

Rekomendowane odpowiedzi

Mój, nazwijmy to partner, dowiedział się po czasie.

 

Zareagował, co mnie zdziwiło, bardzo przychylnie. Co więcej - o wszystkim wiedzą jego rodzice (kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia, żeby tak obcy ludzie wiedzieli o moich problemach) i, co mnie jeszcze mocniej dziwi, podchodzą do tego bardzo przyjaźnie. Ojciec nawet podobno przez parę tygodni studiował internety w celu przyswojenia sobie wiedzy na ten temat. W ogóle zero dyskryminacji i negatywnego podejścia z ich strony.

 

Co do samej wiedzy mojego, niech i będzie, partnera - to nie jest tak, że by nie wiedział o tym, po prostu nie znałby nazwy. Moje zachowanie i tak jednoznacznie utrudniało bycie razem. Myślę, że odkąd wie, chyba jest bardziej tolerancyjny w stosunku do mnie, chyba stara się mnie przed sobą samym tłumaczyć. Coś w stylu "to nie ona, to jej problemy".

 

Inna sprawa - która mnie mocno denerwuje - odkąd wie, bagatelizuje moje uwagi. Tzn. jeśli np. mam o coś pretensje (i są to naprawdę uzasadnione pretensje), to on i tak twierdzi, że problemu nie ma, tylko ja, przez to jaka jestem, stwarzam problem. Ja rozumiem - kiedy czepiam się o nic, to ma racje. Ale czasem chodzi mi o rzeczy, o które każdy by się zdenerwował. A to i tak sprowadza się do uzasadnienia "masz pretensje, bo jesteś wariatką".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś mój były już chłopak był świadkiem mojego napadu paniki i pamiętam jak dziś,że powiedział wtedy do mnie co się tak kiwasz jak czubek,potem jak się poklocilismy to śmiał się ze mnie...tak więc nie zawsze jest kolorowo,naprawdę ciężko jest trafić na kogoś kto w pełni zaakceptuje nasze problemy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, ja nie mówię, że jest kolorowo - mój, nazwijmy to związek, to jedna wielka bomba, która odpala się przy byle okazji. Czasem sobie myślę, że większość moich problemów by zniknęła, gdybym nie była uwikłana w żadne romantyczne relacje.

 

Fakt, że mój "chłopak" też potrafi ze mnie zakpić - i to chyba nawet gorzej niż podany wyżej przykład. Ale z drugiej strony - jestem tak ciężką osobą do współżycia, że ideał, który zawsze będzie znosił moje dziwne akcje, będzie cierpliwy, wyrozumiały i zachowa zimną krew - po prostu nie istnieje. Dajcie mi najbardziej cierpliwego człowieka ever na miesiąc i zrobię z niego znerwicowaną kulkę smutku. Taka prawda.

 

Natomiast chodzi mi o fakt - ja miałam ogromne obawy przed powiedzeniem partnerowi, co mi dolega. Po prostu z góry założyłam, że spisze mnie na straty, że się przestraszy, że nie będzie chciał się męczyć. I co mnie zdziwiło - wcale nie poczułam się gorzej odbierana tylko dlatego, że się dowiedział, że coś mi jest i co to dokładnie. Choć prawda jest taka, że bez względu, czy by wiedział, czy nie, to i tak by to odczuł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale z drugiej strony - jestem tak ciężką osobą do współżycia, że ideał, który zawsze będzie znosił moje dziwne akcje, będzie cierpliwy, wyrozumiały i zachowa zimną krew - po prostu nie istnieje. Dajcie mi najbardziej cierpliwego człowieka ever na miesiąc i zrobię z niego znerwicowaną kulkę smutku. Taka prawda.

 

pewnie gdyby istniał i tak byś na niego nie spojrzała :P

 

iate, a co Ci dolega?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy bym nie spojrzała, mój wydawał mi się oazą ciepła, spokoju i cierpliwości na początku, co mnie niesamowicie do niego ciągnęło. Niestety, teraz przypomina momentami znerwicowanego cholerycznego chomika :D Znaczy jak za bardzo go przemęczę swoją osobą.

 

Biorąc pod uwagę podpis chyba nie będę oryginalna - pogranicze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój chłopak od samego początku wiedział co mi dolega. To on mnie namówił, żebym znowu zaczęła znowu się leczyć, uratował mnie po próbie samobójczej i odwiedzał mnie prawie codziennie w ciągu mojego pobytu w szpitalu. Często traktuję go jak gówno, a on nadal we mnie wierzy. Nie wiem co bym bez niego zrobiła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój chłopak od samego początku wiedział co mi dolega. To on mnie namówił, żebym znowu zaczęła znowu się leczyć, uratował mnie po próbie samobójczej i odwiedzał mnie prawie codziennie w ciągu mojego pobytu w szpitalu. Często traktuję go jak gówno, a on nadal we mnie wierzy. Nie wiem co bym bez niego zrobiła.

 

tylko pozazdrościć :smile: Trzymaj go mocno przy sobie :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Partner akceptuje moją naturę, lękową, ostatnio miałam trudny dla siebie okres i zachował się jak należy :). Od początku wie o tym.

Poprzedni zaś udawał że akceptuje, jak mnie zostawił, obrócił to przeciwko mnie.

Poznajcie kogos dobrze, zanim zaufacie, jeżeli wyczujecie fałsz w jego/jej zachowaniu to nie ufajcie bardzo.

No i starajcie sie go źle nie traktować, w związku zdarzają sie kłótnie ale to od was zalezy jaki kierunek obiorą.

Poprzedni partner stawiał wyżej nawet znajomych ode mnie, i sie dziwił "dlaczego sie złoszczę"? spędzic 1 dzien w tygodniu razem to było za dużo.

Uciekajcie od takich ludzi. Póki nie poczujecie, że zajmujecie ważne miejsce w sercu to zastanówcie sie czy mówic mu o tego typu sprawach.

Na dzień dzisiejszy jestem spokojniejsza, nie kłócę sie, nie wyśmiewamy problemów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×