Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwica lękowa z narkotykami w tle


janonim

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich, szkoda, że nie trafiłem na to forum kiedy byłem w największej potrzebie, no ale ciesze się, że odkryłem to miejsce dziś przypadkiem, z chęcią podzielę się swymi przeżyciami i skorzystam z ewentualnych rad i dzisiaj :)

 

W zasadzie chciałbym, abyście m.in. pomogli mi ustalić czy mam prawo nazywać się osobą cierpiącą na nerwicę lękową, a więc do rzeczy:

 

Zaczęło się od bad tripu na marihuanie. Kiedyś paliłem dużo, później byłem niedzielnym palaczem (a raczej odświętnym), aż do pewnego feralnego wieczoru kiedy jak głupek dałem się namówić na palenie z wiadra (tzw. bocian), a było to około 2 lata temu. Po 'przyjęciu' potężnej dawki dymu już po kilkunastu minutach zacząłem czuć się niekomfortowo, każdy dowcip znajomych, każde spojrzenie w moim kierunku wydawało mi się być szyderą wymierzoną w moim kierunku. W końcu pod 'naporem spojrzeń' zacząłem myśleć co ze mną jest nie tak i zdałem sobie sprawę, że po ludzku śmierdzą mi stopy, serce mi prawie zamarło, zdenerwowałem się strasznie, zburaczałem na twarzy i aż mnie rozbolał brzuch ze stresu (a smród sobie prawdopodobnie wyimaginowałem :D ), jak najszybciej pozbierałem się, pożegnałem ze wszystkimi i poszedłem na autobus by wrócić do domu (cały czas pod wpływem, przekonany, że wszyscy widzą że coś jest ze mną nie tak i mają o to pretensje, szydzą ze mnie z tego powodu).

Autobus do domu był początkiem tylko prologiem koszmaru. Był to pierwszy a zarazem najgorszy atak paniki w moim całym życiu. Akcja miała miejsce zimą, wszędzie śnieg, błoto i woda. Autobus był zatłoczony, a ja stałem obok stanowiska kierowcy. Powoli trzeźwiałem po bocianie, no ale jak się później okazało nie do końca. Prawdziwa jazda zaczęła się mniej więcej w połowie drogi do domu. Usłyszałem jakiś dziwny dźwięk, jakby coś pękło (chyba opona najechała na kamień-tyle), spojrzałem na dół i zauważyłem że stoję w kałuży wody (zima-śnieg naniesiony przez pasażerów stopniał, no ale o tym nie pomyślałem). Cały czas byłem pod wpływem i starałem się wyglądać normalnie, nagle za plecami ktoś zaczął rozmawiać o marihuanie, padały zwroty typu 'ale zjarany', 'jak ja paliłem to coś tam, coś tam', 'ostatnio paliliśmy', wszystko automatycznie odbierałem jako szyderę w moim kierunku (pewnie nie słusznie, ale o tym też nie wiedziałem). Uświadomiłem sobie, no cholera skoro w autobusie już tak gadają o mnie to faktycznie muszę być zjarany :D.

Znowu kałuża wody pod moimi nogami zwróciła moją uwagę i nagle "wszystko stało się jasne" przeszyło mnie podobne uczucie paniki jak wówczas gdy "uświadomiłem sobie" że walą mi stopy. Te dziwny dźwięk pęknięcia to musiało być coś z moich wnętrzności (nerki) a teraz stoję tutaj w kałuży własnego moczu z przodu autobusu. Koszmar, czuję jak wszystko się we mnie gotuję, chcę uciec, jak najszybciej, jak najdalej. jest dosyć ciemno i zimno, macam się po gaciach jeansowych żeby sprawdzić czy są mokre i nie umiem tego wykluczyć, czuje zimno jak je dotykam. Koszmar i strach. W końcu zaczęły dochodzić do mnie głosy zza pleców, czułem się obgadywany, nawet to słyszałem, ale nie miałem odwagi się odwrócić by to zweryfikować, w końcu przystanek. Wybiegam z autobusu i spieprzam jak najszybciej, nie obchodziło mnie już czy ktoś mnie weźmie za wariata albo złodzieja, byle uciec stamtąd. W końcu schowałem się w jakiś krzaczorach obok garażów niedaleko centrum miasta. Siedziałem tam dosyć długo i próbowałem ustalić co ze mną jest nie tak, czy się posikałem ze zjarania, czy pękły mi nerki, czy może jeszcze coś gorszego, ale ciężko było to zrobić przez wszechobecną wilgoć i chłód...

W końcu zadzwoniłem do rodziców i później do przyjaciela, ale słabo się z nimi dogadywałem przez atak paniki, narkotyki i próbę dyskretnego przekazania że chyba narobiłem w gacie :D . W obawie o zdrowie wezwałem pogotowie, jak się okazało w jasnym ambulansie oczywiście spodnie miałem suche, przynajmniej w 'miejscach strategicznych', reszta była mokra od ukrywania się w śniegu, lekarz coś tam mnie postukał po brzuchu, powciskał palce i stwierdził,że wszystko jest okej, ostatecznie chyba skończyło się na ich podejrzeniu, że jestem chory psychicznie, albo naćpany, no ale puścili mnie do domu. resztę drogi oczywiście pokonałem już pieszo...

 

Chciałbym aby ta zabawna historyjka na tym się skończyła i pozostała jedynie zabawna anegdotą do opowiadania znajomym. Jednak niestety następne długie miesiące były dlamnie koszmarem przez to co się wówczas wydarzyło. Najgorszy był pierwszy rok...

Już po paru dniach podczas jazdy tramwajem nagle złapał mnie ten sam lęk, zdałem sobie sprawę że chyba mam mokre gacie (najgłupsza fobia świata chyba! ...), musiałem czym prędzej wybiec. Później sytuacja stawała się coraz gorsza, lęki towarzyszyły mi bezustannie, czasem dochodziło do tego przekonanie, że jestem obiektem drwin innych, np. w miejskich środkach transportu słyszałem urywki rozmów które automatycznie odbierałem jako kpina ze mnie, wydawało mi się, że jestem obgadywany przez innych, obcych, ludzi, był moment, że byłem przekonany, że tracę zmysły, a przecież całe życie uważałem się za osobę inteligentną, myślącą, a tu naglę psikus- chyba zaczynam wariować. Nie spotkało mnie w życiu nic gorszego niż świadomość tego,że z moim umysłem jest coś nie tak.

Okropne były wszystkie momenty niezręcznej ciszy, kiedy próbowałem się dostać do psychologa nie potrafiłem wytrzymać nawet w kolejce, centra handlowe, autobusy, taksówki, zatłoczone chodniki- wszystko sprowadzało się do ucieczki w ustronne miejsce by sprawdzić czy wszystko jest ze mną okej, a później piesza wędrówka do domu.

Do tego doszło sporo problemów osobistych (rodzina, szkoła, praca, życie towarzyskie- wszystko rozpadało się na moich oczach).

 

Ostatecznie postanowiłem sam sobie z tym poradzić. Odciąłem się od ludzi, wszystkie wyjścia ograniczyłem do niezbędnego minimum, szkoła i spotkania w gronie przyjaciół raz na tydzień mniej więcej. Do tego pomogła mi pewna bliska osoba, której zaufałem na tyle by móc sie podzielić swoimi problemami (zawsze byłem raczej zamkniętym w sobie introwertykiem). oczywiście przestałem palić marihuanę, dałem się parę razy skusić ale za każdym kończyło się podobnie- silny atak paniki, wstyd i ucieczka do domu, a później dni, tygodnie czy też miesiące starań o powrót do poprzedniego stanu, dziś już nawet nie próbuję brać 'buszka'. Alkohol też musiałem swego czasu ograniczyć bo również w pewnym okresie zawsze, ZAWSZE, powodował u mnie ogromnego kaca moralnego, poczucie winy i wstydu, chociaż rzadko rozumiałem dlaczego.

W końcu zacząłem coraz bardziej rozumieć sam siebie, ciężko to opisać ale gdy próbowałem zdefiniować swoje problemy (nazwać je paranojami, nerwicą, depresją czy też lękami paranoidalnymi) zaczęło to jakoś pomagać. Znalazłem pracę która dała mi sporo czasu na przemyślenia (nie żebym się opieprzał- taka robota po prostu ;) ), to poczucie stabilizacji również mi pomogło, chociaż lęki dalej mi towarzyszyły.

 

Dziś już jest lepiej, chociaż mam wrażenie, że nigdy nie będzie już tak jak kiedyś... Lęki nadal się pojawiają, chociaż dawno już nie miałem ataku paniki. Ostatnio 2-3 tyg temu czułem, że się zaczyna podczas jazdy autobusem, że już nie jest coś w porządku, że znów ktoś się gapi na mnie bo coś jest nie tak... Pomaga mi jednak to, że jestem mądrzejszy o te około 2 lata, jestem w stanie opanować oddech i skierować myśli na inne tory, uświadomić sobie, że to wszystko to tylko moja wyobraźnia i zmysły płatają mi figle. Lęki i dyskomfort są nadal ale udało mi się przezwyciężyć panikę, przynajmniej narazie. Rzuciłem całkowicie palenie marihuany, chociaż kilka osób z mojego towarzystwa jest już chyba nałogowcami i nie do końca rozumieją moją decyzję to jednak potrafią ją uszanować, rzuciłem też po 5 latach palenie fajek co również dodaje człowiekowi wiary w swoje możliwości i poprawia samopoczucie :) .

 

Wybaczcie błędy i pewnie to, że trochę zamieszałem w wątkach, ale jestem osobą raczej mało uzdolnioną jeśli chodzi o tak długie wypowiedzi i opowiadania, postanowiłem opisać swój przypadek ponieważ ucieszyłem się z tego, że nie jestem osamotniony w swoich problemach. Zdążyłem pobieżnie przejrzeć forum i zauważyłem, że niektóre osoby znajdywały się w podobnych sytuacjach, nie jest jednak pewien czy do końca tutaj pasuję, dlatego jeśli ktoś poświęcił się na tyle by przeczytać temat to również proszę o opinię/komentarz/korektę/pytania czy też naganę w moim kierunku.

 

Serdecznie pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej, dobrze, że spisałeś historię. miałem podobnie. to co MJ wyciągnęła na wierz, to lęk przed lękiem. Było to w tobie, także nie wiń MJ, po prostu dostałeś możliwość uporania się z tym. to co ci pomoże, to pozwolić by to, czego się obawiasz (kpin, wyśmiania) stało się, a nawet żebyś był za to WDZIĘCZNY. Przestań negatywnie oceniać takie sytuacje, nie są one miłe, ale są potrzebne, byś stał się bardziej ODPORNY i SILNY. teraz założe się, że raczej nie działasz w zyciu odważnie, a raczej zachowawczo. pozdrawiam

 

-- 23 maja 2014, 13:20 --

 

i z ciekawości - ile masz obecnie lat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam 21 lat. Nie winię do końca marihuany, chociaż faktycznie od niej się zaczęły lęki. Ale nadal jestem za legalizacją :P .

Wiem, że to siedzi we mnie, bo nie tylko po marihuanie się tak czułem, ona po prostu przez swój sposób działania pogłębia ten niekorzystny stan. Nawet teraz gdy w przeciągu roku zapaliłem może 2 razy...

Nie bardzo rozumiem co masz na myśli, że nie działam odważnie? Faktycznie przez długi okres w życiu czułem się przez to jakbym przechodził depresję, co trochę mnie zmieniło.

Sam nie wiem, być może coś w tym jest, trudno mi ocenić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

HEJ!

 

Właściwie powinienem się do Ciebie zwrócić per "Przyjacielu" :) bo przechodzimy przez to samo.

 

Ja ze swoimi lękami borykam się już od 2 lat... Scenariusz 'tego' wieczoru był całkiem podobny - atak paniki wywołany MJ. Nagle zaczelo mi sie wydawać że jestem otępiały i chcialem poprostu zeby to się skończyło... bałem się jak wytłumacze matce że przez palenie trawy będe teraz otępiałym warzywkiem. (Zwróć uwagę na podobne zogniskowanie lęku- matka.). Też myślałem że to przejdzie - niestety stany lękowe towarzyszą mi już dwa lata.

 

Z czasem robi się oczywiście lepiej... choć nie ukrywam że właśnie przez nerwówkę zajrzałem znowu na to forum. Tak jak pisałeś - nazywanie swojej choroby czy przypadłości pomaga. Ja np. cierpiałem na derealizację - natomiast po przeczytaniu artykułu na jej temat, odeszła jak ręką odjął. Moja pani Psychiatra (przez 5 miesiecy brałem SSRI ale o tym poźniej) powiedziała że to typowe dla nerwicowców. Ważne jest, żebyś wiedział że problem który Cie dotyczy nie jest ... wykuty w tobie jak w kamieniu - to nerwica a nie trwałe uszkodzenie ukladu nerwowego.

 

Podam Ci kilka objawów które również mogą Ciebie dotyczyć, chciałbym poprostu żebyś wiedział że nie jesteś w tym sam:

brak weny(ja osobiście jestem grafikiem więc to dość obciążający objaw)

introwersja połączona z lękiem społecznym(gubienie słów w rozmowie, masz wrazenie że rozmowca Cie nie rozumie)

problemy z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą

apatia

część objawów ustępuje pod wieczór (ważne, typowe dla depresji i nerwicy)

uczucie braku sensu czegokolwiek

pustka w głowie

obserwowanie świata jak zza klosza nałożonego na głowę (derealizacja)

problemy z czytaniem i liczeniem (to na szczescie mam juz za sobą... ale pierwsze 'czarne' pół roku było najgorsze)

 

Brzmi znajomo? :)

 

Jak już pisałem, ja ze swoim problemem walcze już od ok. 2 lat - w tym czasie próbowałem SSRI, rzuciłem papierosy, próbowałem się suplementować (magnez, cynk, lecytyna itp itd... nerwica wywolana niedoborem różnych substancji w organizmie jest dosc powszechna), od miesiąca jeżdżę 2h dziennie (do pracy) na rowerze... Moja dziewczyna (choć przez 1,5 roku myślałem że nie bede w stanie utrzymać relacji jakiejkolwiek) mowi że widzi poprawę (zwlaszcza rower - mowi ze jestem mniej nerwowy). Może warto sprobować - sport pomaga, w moim przypadku ociupinke, ale to nie mit :)

 

Plus, jak ktoś wcześniej napisał - to co Cie spotkało sprawi że dużo się o sobie dowiesz. Pamiętaj że ta choroba dotyka głównie osoby, wrażliwe i ponadprzeciętnie inteligentne.

 

Teoria naszej przypadłości która ostatnio wpadła mi do głowy to PTSD czyli post traumatic stress disorder. Innymi słowy traumatyczne przezycia zwiazane z bad tripem wywolują objawy podobne do nerwicowych. W moim przypadku dochodzi do tego poczucie winy, że w ogole dałem się namowic na sprobowanie (mimo ze juz wczensiej palilem trawe bez takich akcji). A jako że źródłem tej traumy był atak paniki - lęk kierowany jest do wewnątrz (zamiast jak np. ofiary ataku nożem - nóż albo nieznajomi, gwałtu - mężczyźni, wypadku samochodowego - wiadomo, samochod).

 

Ok, pisałem o SSRI, więc rozwijam. SSRI jest lekiem psychotropowym który sprawia że organizm "nie wypłukuje" serotoniny. Brak serotoniny wywołuje objawy nerwicowo, depresyjne. Dla mnie, moment w którym zacząłem się leczyć był bardzo ważny - ten lek pokazał mi że... wraz z atakiem paniki nie straciłem "siebie". Znowu zacząłem tworzyć, myśleć, śmiać się. To było bardzo ważne gdyż myślałem że zrobiłem sobie krzywde na całe życie (a jestem niewiele starszy - mam 23 lata). Więc zapewniam Cie :) że "stary TY" nadal tam jest - tylko przykryty warstwą lęku.

 

Chciałbym Ci opisać jeszcze pewien serotoninowy epizod w moim życiu. Podczas majówki, ja, moja dziewczyna i jej ojciec wyjechaliśmy w góry. Drugiego dnia wycieczki, ja, nastawiony na spacery górskimi szlakami, doznałem szoku gdy ojciec mojej dziewczyny wyciągnął ze starej szopy 3 rowery. NIGDY wczesniej w swoim zyciu nie jezdzilem na rowerze (wiem, dziwne). Tak czy siak... ajzda po niebezpiecznych gorskich szlakach była dla mnie zupełnie nowym przezyciem - jednoczesnie czulem sie dumny że dałem rade nauczyć się zupelnie nowej umiejetnosci. Przez cały czas trwania wyjazdu byłem duszą towarzystwa m.in "sypałem żartami" jak za dawnych lat, czułem się ogólnie świetnie. Ten stan oczywiście minął z czasem, aczkolwiek swoje dobre samopoczucie przypisuje wlasnie skokowi serotoniny, który prawdopodobnie został wywołany tym, extremalnym dla mnie, sportem ;)

 

Podsumowując, bo się rozpisałem(pewnie chaotycznie), a już 15 min temu powinienem wyjsc z pracy:

Nie jesteś jedyną osobą którą to spotkało!

 

Twój problem może rozwiązać terapia :) ... do której sam, z powodów finansowych, jeszcze się nie zabrałem... ale mam to w planach.

 

Trzymaj się i jak coś to wal na priv :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też od dłuższego czasu (nie pamiętam czy przypadkiem nie przed atakami paniki już), miałem wrażenie, że palenie zamienia mnie w tępą górę mięcha. Czułem że wszyscy chcą mnie ignorować z powodu tego jak mało kontaktowy jestem (nie rozumiałem żartów, nie umiałem załapać wątku rozmowy itp.) oczywiście to prowadziło już do "typowo moich" lęków ;). I pomyśleć, że kiedyś po prostu miałem po paleniu dobry humor i kupę śmiechu

 

Z objawów faktycznie kilka wydaje się być znajomych. Bezsensowny był dla mnie dosłownie cały świat, teraz z resztą niewiele zmieniło się od tego czasu, jednak pamiętam jak doznałem pewnego dnia"olśnienia". Wtedy uznałem, że nasze istnienie nie ma najmniejszego sensu, że jesteśmy jak stado mrówek, niektórzy mogą wspiąć się na szczyt, zostać kimś wielkim, ale to nie ma tak naprawdę najmniejszego znaczenia, tak samo znaczenia nie ma zakładanie rodziny czy inne ustatkowanie się, wydawało się mi to jakimś absurdem, uznałem, że skoro i tak kiedyś umrę to sam chciałbym ruszyć w świat (choćby i jutro, sam) i chociaż coś zobaczyć, zamiast zajmować się takimi pierdołami, wydawało mi się, że stoję trochę z boku w stosunku do tego wszystkiego (ciężko mi nawet opisać czego konkretnie). Nigdy tego jednak nie łączyłem z moją nerwicą, a być może była to jakaś reakcja obronna. Reszta objawów również w mniejszym lub większym stopniu jest mi znajoma, parę razy nawet złapałem się na tym, że nie jestem pewien czy wypowiedziałem swoje myśli na głos czy jednak nie, wydaje się to być absurdem, a jednak ... :)

 

Pamiętam, że pierwszym naprawdę udanym dla mnie dniem od kiedy wszystko się zaczęło, był pierwszy naprawdę słoneczny dzień nowego roku, już bez szarych i brudnych kup śniegu w każdym kącie miasta. Pierwszy 'atak' miałem jakoś pod koniec roku, a pamiętam, że naprawdę piękny wiosenny dzień był wówczas jakoś dopiero pod koniec marca/na początku kwietnia, także naprawdę długo czekałem na chwilę szczęścia, pamiętam, że aż musiałem wrzucić jakąś wesołą nutę na facebooka po powrocie z pracy, oczywiście to też nie trwało wiecznie.

 

Hmm terapia :). Kiedyś naprawdę nad tym myślałem, nigdy jednak nie skorzystałem z niczyjej pomocy, być może to był błąd. Próbowałem kiedyś iść do psychologa, ale za pierwszym razem nie wytrzymałem w kolejce z powodu lęków, za drugim nie dotrzymałem terminu, bo miałem wrażenie, że teraz to już jest wszytko ok i mogę sprawę olać.

Może kiedyś wyląduję na kozetce, ale zawsze miałem wrażenie, że przez swoje "emocjonalne upośledzenie" nie jestem zdolny do wszelakich wyznań/zwierzeń czy uzewnętrznień (1 osoba na świecie wie chyba to wszystko co tutaj napisałem;)).

Pomogła mi za troszkę sztuka(szczególnie muzyka i filmy). Kiedy zobaczyłem tą komedię: http://www.filmweb.pl/film/A+Fantastic+Fear+of+Everything-2012-631022 to w paru momentach naprawdę nieźle się uśmiałem, takie utożsamiania się z głównym bohaterem poprawiało mi humor.

 

Narazie jest dobrze jak nigdy, chociaż czasem mam wrażenie, że całkiem dobrze i normalnie to nie będzie już nigdy.

Sam nie wiem teraz czy za bardzo nie rozmyłem swojej wypowiedzi, ale trochę późno już jest więc chętnie kontynuuje ten wątek ale dziś nic więcej już nie napiszę.

 

Dobranoc i wielkie dzięki za odpowiedź, na pewno jeszcze nieraz ją przestudiuję ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×