Skocz do zawartości
Nerwica.com

Właśnie rzuciłam psychoterapię.


bedzielepiej

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem sama co o tym myśleć, po tym co się stało. Muszę to przeanalizować, zapiszę wszystko jak to widziałam i jakie myśli przebiegały mi przez glowę. Proszę o jakieś uwagi, bo ja nie wiem serio, czemu to tak dziwnie wyszło. Pustka totalna.

 

Nie chciało mi sie dzisiaj jechać na tą terapię- deszcz padał, koniec tygodnia, jestem przed okresem itd ale zmusiłam się.

 

Na ostatniej sesji terapeutka zaczęla ze mną terapię schematów i myślałam że dzisiaj będziemy ją kontynuować. To było dwa tygodnie temu.

Dzisiaj przychodzę, a ona "No, to co chciałaby pani mi powiedzieć". Poczułam jakis niepokój, wyczułam coś nieprzyjaznego w jej glosie, nie wiedziałam za bardzo do czego zmierza, ale coś tam zaczęlam mówić. Rozmowa się potoczyła dalej, mimo że mówiła do mnie jakimś innym głosem-zwykle uprzejma, a dziś jakby jakaś wkurwiona. W którymś momencie skomentowała to co mowilam kiwając głową : "i to jest właśnie ten rys osobowości borderline, pani nie jest żadnym fobikiem społecznym jak pani na poczatku się określiła, bla bla". Zdziwiłam się, bo po co mi takie coś mówila? przecież pogodziłam sie już z tym borderline i nie podważalam jej opinii. I to jeszcze powiedziała takim pelnym wyższości tonem. Mimo to, zaczęłam się jej zwierzać z jakichś problemów, dość wstydliwych. a ona "a czego pani ode mnie oczekuje, po co mi to pani mówi?" Ja na to pokornie że chcialabym wiedzieć jak sobie z tym radzić, bo to uciążliwe problemy, choć wiem że na zdrowy rozum głupkowate. W tym momencie mi przytaknęła, co mi się nie spodobało, bo uważam że jako terapeutka nie powinna uznawać czyichś problemów za głupie, nawet jeśli takie są. Zamiast tego "Tak, to są głupoty, jaki sens się w to zagłebiać?" Poczułam się wtedy żałosna i pożałowalam, że w ogóle jej się zwierzyłam. Ona spytala, czemu umilkłam, ja na to, że chciałabym zmienić temat. Ona na to: "A co pani proponuje. Odkąd z panią pracuję, to z mojej strony wyglada to tak, że jest pani całkowicie bierna. Zero przejmowania inicjatywy. Nie muszę z pania mieć tej terapii schematu, tylko chciałabym wiedziec czego pani w ogole chce". Odpowiedziałam, że na 1 spotkaniu dalam jej listę z conajmniej 20 rzeczami które uprzykrzają mi życie i chciałabym zmienić. "No i co ja powinnam na to zrobić. Ja nic nie mogę za panią zrobić, a pani nie wykazuje żadnej motywacji. Jak się pani nic nie chce, to mi tym bardziej nie. Jeśli przychodzi do mnie klientka to powinna określić cel, nad jakim chce pracować. Więc pytam się czego pani chce ode mnie.".

 

Jak mi tak powiedziała, to poczułam pustkę w głowie. Zblokowałam się i wystraszyłam, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Czułam się jak w szkole, wywołana do tablicy. Totalna dezorientacja. Było mi też jakoś przykro, bo z jej słów wynikło, ze nie zależy jej na mnie jako na człowieku, tylko na klientce, która płaci kasę. W dodatku jeszcze wytknęła mi: "Postanowilam nie robić z panią terapii schematu, bo my nie musimy jej robić, jak pani ostatnio stwierdziła że tego nie chce." Sprostuję, że to nie tak, że nie chcialam robić tej terapii, tylko tydzień temu przeraziło mnie jej wolne tempo. Oraz to, że polegało tylko na tym, ze czytałam definicję schematu z książki, a następnie wygrzebywałam z przeszłości sytuacje pasujące do tego kiedy się tak zachowywałam i dlaczego. Gdybym chciała rozgrzebywać przeszłość, poszłabym na psychoanalizę, tutaj chciałam konkretnych rad, jak wyjść z bagna, jak budować poprawne relacje z innymi itd. Powiedziałam to na głos, a ona że: 'no to może pani coś zaproponuje, a ja sie ustosunkuję. No więc, czego pani chce?" Nie wiedziałam już nic, co jej mam odpowiadać, zmęczyłam się, płakałam, w którymś momencie powiedziałam: "wyjść stąd i już więcej nie wrócić', położyłam kase na stole i sobie wyszłam. Nic nie powiedziała, tylko przesadnie szerokim gestem otworzyła mi drzwi.

 

Myślę teraz, że babka po prostu trafiła na żyłę złota: terapia by się pociągnęła w ślimaczym tempie przez jeszcze co najmniej 2 lata, a ja bym dalej ostro buliła. Dodam, że przez te dwa miesiące przez które do niej chodziłam, nie zauważyłam jakiejś poprawy, mimo że koszt jej usług wynosił dwa razy więcej niż prywatna wizyta u psychiatry. Myślę, że dobrze się stało, bo ona mnie nie rozumiała, nie czułam się dobrze w jej towarzystwie. nawet więcej: przychodząc do niej, bylam pelna nadziei i chętna do pracy, wychodząc czulam się jak rozdeptane gówno, poniżona. Moja motywacja malała wprost proporcjonalnie do kolejnych terapii. A jeśli nawet się zniechęciłam, stracilam zapał, to jako terapeuta powinna umieć motywować ludzi, a nie "jeśli się pani nie chce, to mi tym bardziej". Po chuj mi terapeuta, któremu też sie nic nie chce, a ma do mnie pretensje z tego powodu???

 

Z góry przepraszam, że tak niezgrabnie to napisalam, ale w glowie mam mętlik. To dla mnie jakaś parodia. Oczywiście na terapię nie mam zamiaru wracać, jestem zbyt zdemotywowana. W dodatku terapeutka sama to sobie wywróżyła: na pierwszej terapii jak zaczęła z tym borderline: "Ale wie pani, że dla takich osób to trudna terapia, często zrywaja kontakt z terapeutą, na pewno znajdzie pani we mnie coś, co się pani nie spodoba i chodzi o to, żeby nie zrywala pani wtedy relacji tylko wytrzymała...". czyli jak mi się nie spodoba, zauważę, że terapia mi nie pomaga, a terapeutka nie jest zaangażowana i nie umie pracować z trudnymi osobowościami, to ja mam dalej w tym tkwić i posłusznie chodzić na terapię, bo nie jestem zdolna do oceny sytuacji???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie sprawa jest oczywista. Na poprzedniej terapi ją uraziłaś a ona na obecnej się zemściła.

Tak robią osoby niepewne swojej wiedzy, umiejętności, z niską samooceną.

I dobrze się stało bo byś do niech chodziła i chodziła i nic byś z tego nie miała.

Jednak moja rada abyś zrezygnowała z tej terapii była słuszna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inga_beta, wiesz ze masz rację. Przejrzałam dziennik psychoterapii, co pisałam po ostatniej terapii- nawet mogę wkleić: "Mój początek terapii schematów. Terapeutka zaczęła interpretację kwestionariusza, który miał ponad 200 pytań.

Właściwie omówiłyśmy tylko dwa schematy. Te na które uzyskałam największą liczbę punktów. Są to schemat porzucenia i izolacja społeczna...

 

Właściwie to rozczarowałam się. Bo wszystko szło znanym tempem. Nazwanie problemu i przyczyny. Wałkowane ze sto razy u wszystkich psychologów. Rozdrapywanie przeszłości, niekończący się płacz i zatapianie się w bezradności, a terapeuta tylko siedzi i słucha. Lawina złych wspomnień, a czas na terapii szybko mija. Więc kiedy uprzytomniłam sobie w którą stronę to znowu zmierza (znowu rozwalę się psychicznie i wyjdę z niczym) wnerwiłam się. Spytałam sie jak ma wyglądać ta cała terapia. Terapeutka odpowiedziała, że będziemy się zajmować na razie nazywaniem schematów i omawianiem. A kiedy przejdziemy do działania, kiedy będę w końcu wiedzieć jak mam sobie radzić, zapytalam. No jak omówimy wszystkie. Szybko oszacowałam w myślach i wyszło mi że w tym tempie nie skończymy do wakacji. Byłam naprawde niemiła dla niej ale czulam taką złość i rozgoryczenie, że kolejny psycholog ma mnie gdzieś i gra na zwłokę. Ona w pewnym momencie do mnie: A ja nie muszę z panią mieć tej terapii jak pani nie chce- i zrobiło mi sie naprawde przykro że zagrała w ten sposób. Potem jednak dodała, że może trochę zmodyfikujemy, że na następnym spotkaniu dokończymy omawianie reszty schematów(a jednak da się to zmieścić na jednym spotkaniu). Ale jakoś nie chce mi się już tam chodzić.

 

Najgorsze jest to, ze poruszyłam rzeczy z którymi nie jestem sobie w stanie poradzić, bo to zbyt ciężkie żeby normalny człowiek sobie z tym poradził, a co dopiero dziecko, które się wychowało w takich warunkach.

Czuję że tego się nigdy nie da naprawić, moja psychika jest zbyt silnie skrzywiona. Nie widzę wyjścia, poza śmiercią. Oczywiście nie mam zamiaru się zabijać ale jakby np rąbnąłby mnie jutro samochód, wybawiło by mnie to od życia w tym świecie, w którym jestem odmieńcem.

 

Wiecie że nigdy nie czułam więzi z żadną grupą? Nigdy. Zawsze wyrzutek."

 

Czyli jeszcze mi obiecala że zrobimy kolejne tematy, a wcale nic nie omówiła, pewnie jej sie nie chciało.

 

ale najdziwniejsze jest to, że ta pani ma dobrą opinię (znalazłam na jakiejś stronie pozytywne opisy terapii u niej i dlatego chciałam tam chodzić) a teraz myślę że może sama je sobie wystawila.

 

No i nie rozumiem. Wydaje mi się że wystarczająco zdefiniowałam cele już na początku terapii, po prostu wypisalam je na kartce i dałam. A ona dzisiaj do mnie, że nie wiem, czego chce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się chce kogoś uderzyć to kij się zawsze znajdzie.

 

-- 09 maja 2014, 15:19 --

 

Nie jest łatwo znaleść dobrego terapeuty. Ja wląśnie szukam terapeuty dla córki i na razie same niewypały. Już po rozmowie telefonicznej od niektórych mnie odrzuciło.

Wczoraj zapisałam ją na kolejną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej, szkoda, że jej za tą ostatnią wizytę w ogóle płaciłaś.... za co Ty jej w ogóle zapłaciłaś, za to, że pokazała Ci drzwi :?: Babka się poczuła ostatnim razem urażona i tym razem chciała się odegrać - bardzo nieprofesjonalne moim zdaniem zachowanie, jak nie chciała pracować z borderem, czy z tobą jako osobą to mogła, to powiedzieć bezpośrednio, a nie takie podchodzenie od tyłu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bedzielepiej , jeśli faktycznie masz zaburzenia osobowości, zwłaszcza borderline, to potrzebujesz długoterminowej terapii - takich problemów nie da się skorygować w kilka miesięcy czy nawet rok, choćby się bardzo chciało. W każdym razie ja nie słyszałam o tego typu przypadkach, wręcz przeciwnie, mówi się o latach pracy nad sobą, głębokiej pracy. W większości źródeł, na które się natknęłam, jest napisane, że BPD leczy przede wszystkim długa stabilna relacja z jednym terapeutą w nurcie wglądowym (czyli psychoanalityczna albo psychodynamiczna). Obecna terapeutka raczej Ci tego nie daje i nie da, bo po prostu ma inne metody pracy, to jedna kwestia. Ale druga jest taka - abstrachując od jej niektórych tekstów, które mi się nie podobają - ona ma też sporo racji mówiąc "Ale wie pani, że dla takich osób to trudna terapia, często zrywaja kontakt z terapeutą, na pewno znajdzie pani we mnie coś, co się pani nie spodoba i chodzi o to, żeby nie zrywala pani wtedy relacji tylko wytrzymała..." - to jest prawda, nie rozumiem, co Cię w tym oburza..? Nakreśliła typowy problem osoby z BPD oraz warunek uporania się z nim, skakanie z kwiatka na kwiatek to żadne rozwiązanie, tylko podtrzymywanie swojego zaburzenia... W tym się z nią zgadzam, jeśli taki był wydźwięk jej słów. W tym, że określiła Cię bierną też może jest ziarno prawdy, ale być może podane w sposób na tyle oskarżycielski, że trudno to przyjąć..

 

A co do tego:

"czyli jak mi się nie spodoba, zauważę, że terapia mi nie pomaga, a terapeutka nie jest zaangażowana i nie umie pracować z trudnymi osobowościami, to ja mam dalej w tym tkwić i posłusznie chodzić na terapię, bo nie jestem zdolna do oceny sytuacji???" - ja uważam, że I TAK, I NIE. Ocena sytuacji, relacji, w przypadku zaburzeń osobowości jest przecież mocno, jak nie bardzo mocno zniekształcona, to jest całe sedno naszych zaburzeń... Bardzo łatwo jest znaleźć powody dewaluowania terapeuty i skończenia relacji z nim, bo każdy ma wady, t. także. Myślę, że warto po pierwsze dać czas relacji (choć niekoniecznie akurat tej) i wkładać pracę w to, aby mówić wprost terapeutcie o tym, co się czuje - właśnie, że nie czujesz tego zaangażowania, itd. Mądry t. będzie umiał się temu przyjrzeć razem z Tobą (zamiast opieprzać), wybadać, z czego to poczucie wynika, na ile przyczyny takiego postrzegania są Twoje (bo np. masz wygórowane oczekiwania), a na ile to on przyjmuje postawę bardziej zdystansowaną, co też może mieć swoje uzasadnienie. Na pewno t. powinien być stabilny, zrównoważony, cierpliwy, ciepły, itd. ale cały problem w z.o. polega na tym, że nawet z takiej osoby można "zrobić" wroga; ważne, aby zdawać sobie z tego sprawę... Na moje oko: poszukaj sobie kogoś polecanego w necie, kto pracuje w nurcie psychodynamicznym albo psychoanalitycznym, z certyfikatem, kto raczej będzie pomagał Ci rozumieć przyczyny Twojego oporu, dawał Ci czas na zmianę i nie naciskał i zobaczysz, jak się poczujesz w takiej, innej relacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam nadzieje, że ja trafiłem do kompetentnej terapeutki, przecież korwa za to płace grube pieniążki, bo 100 złotych za popierdolenie sobie chiwlkę to przesada, także jeżeli terapeutka nie spełnia pokładanych w niej nadzei to dziękuję, do widzenia. dobrze zrobiłaś, spróbuj znaleźć coś lepszego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze mi sie coś przypomniało. Terapeutka dzisiaj powiedziała coś w stylu "być może nie jest pani gotowa na psychoterapię, nie ten czas"no kurwa czyli na terapię trzeba być gotowym w jakiś sposób? sorry ale jakbym umiała się "przygotować" czy "dojrzeć" to nie szukałabym terapeuty.

 

Zarzuciła mi, też że nie jestem odpowiedzialna- ale nie wyjasniła dlaczego. Jak na razie stwierdzilam, że sama sobie poradzę. i jeszcze z tym borderline- własnie ona mi je stwierdziła, na pierwszej (!) wizycie. Wcześniej miałam zdiagnozowaną tylko depresję. Mam wrażenie nawet, że ona już z góry sobie założyła że wszystko o mnie wie, i szła wedlug swojego pomysłu, wybierając z tego co mówiłam jakieś fragmenty które potwierdzały jej hipotezę. najbardziej mnie wnerwiało, kiedy mnie o coś pytała, a ja odpowiadałam, tak jak czułam, a ona na to "nie, ja nie o to panią pytałam", nie wiedziałam o co jej chodzi i to było męczące. I tak kilkanascie razy się zdarzyło.

 

Nie wiem czy kiedykolwiek podejmę jeszcze jakąkolwiek terapię. Chyba nie moglabym już zaufać komuś po czymś takim. Skąd miałabym wiedziec czy mnie nie robią w ... To jest chamstwo, bo czlowiek zagubiony rozpaczliwie chłonie to co inni mówią, szukając ulgi uwierzy nawet w chorobę psychiczną, bo skoro ktoś mówi że mu to pomoże?

Nie chce mi sie też szukać. Skoro jakoś zyłam bez tego przez lata, to dam sobie rade sama. Jak na razie nie potrzebuję i nie chce takich usług.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej, dobrze zrobiłaś i nie ma w tym żadnej twojej winy, ale wydaje mi się że nie powinnaś zdecydowanie odrzucać pomocy w przyszłości. przez jakiś czas to wrażenie będzie żywe i potrzebujesz czasu na ochłonięcie, ale potem chyba dobrze by było poszukać kogoś sprawdzonego. jakoś żyłaś bez, ale nie chodzi o 'jakoś'. rzadko zdarzają się tak beznadziejny terapeuci i na pewno w końcu ktoś ci pomoże

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Będzielepiej, POWTÓRZĘ po innych - BARDZO DOBRZE zrobiłaś !

 

Aż nie chce mi się komentować poziomu ... powiem jedno - najlepiej własną niekompetencję ubrać w "niegotowość" pacjenta do terapii.

Olać głupią babę.

 

A to co jest NAJWAŻNIEJSZE - to czego Ty oczekujesz (porad różnych) nie jest wcale psychoterapią. Jeżeli chcesz się zmienić, to poszukaj jakiegoś dobrego specjalistę i lepiej psychodynamiczna terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

brak profesjonalizmu u terapeuty - dno, dno, dno, kompletny brak kultury osobistej, jeśli nie chce się kogoś leczyć powinno się zrobić to taktownie,

nawet jeśli nie byłaś miła - powinien wykazać się profesjonalizmem i zachować się z taktem

 

idź do lekarza - niech Cię leczy z depresji, a potem się zobaczy, albo niech on Ci kogoś poleci

 

psychoterapeuci bardzo lubią diagnozować borderline (długa terapia - dużo pieniążków), mam wrażenie, że borderline to jakiś śmieciowy worek, do którego można wrzucić wszystko i prowadzić długą terapię

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej,

Po tym co przeszłaś z różnymi terapeutami nie dziwię ci się że masz dość terapii. Ale z drugiej strony odrzucenie terapii to zycie w cierpieniach do końca życia. Na razie pewnie musisz sobie odpocząć od terapii.

Ale gdybyś jednak chciała kolejny raz spróbować to ja mam taką radę abyś w przypadku dgy zaczniesz czuć że coś jest nie tak, od razu rezygnowała, aby sie znów nie narażać na tak silne zranienia jak teraz. Najlepiej jest się kierować swoimi odczuciami, emocjami, bo na inteligencje to nie zawsze można od razu ocenić.

Jak terapeuta się nie podoba to lepiej znaleśc takiego który wywołuje pozytywne uczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bedzielepiej,

Po tym co przeszłaś z różnymi terapeutami nie dziwię ci się że masz dość terapii. Ale z drugiej strony odrzucenie terapii to zycie w cierpieniach do końca życia. Na razie pewnie musisz sobie odpocząć od terapii.

 

Cóż, mam nadzieję, że mimo braku psychoterapii nie będę cierpieć do końca życia. Nie mam za bardzo pomysłu co ze sobą zrobić, czuję się oszukana i zła. Na pewno będę teraz więcej ufać swojemu rozumowi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×