Skocz do zawartości
Nerwica.com

Wygadać się, dawno tego nie było.


Gość Keji

Rekomendowane odpowiedzi

Piszę to, by po prostu się wygadać i może usłyszeć jakąś błyskotliwą wskazówkę czy konkluzję. Nie w celu uzyskania ofert psychiatrycznych albo terapeutycznych; doskonale wiem, kiedy przychodzi na to pora.

 

Utknęłam. Czasem myślę, że nie mogę już bardziej znieść swojego umysłowego ograniczenia; bywam jeden krok przed wszystkimi, a zarazem jestem trzy kilometry do tyłu. Tak, czuję się jakoś cholernie upośledzona. Nie mogę osiągać sukcesów, ani spieprzyć czegoś jak normalny człowiek. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak mogę wiedzieć pewne rzeczy i umieć pewne rzeczy o wiele lepiej, niż inni, a jednocześnie być tak wolną i ograniczoną w innych dziedzinach, że nikt nie może uwierzyć, że pomimo starań poszło mi tak tragicznie. Nie chodzi tylko o to, że pomimo szczególnych osiągnięć, obok ośmiu najwyższych możliwych wyników na nieistniejącym świadectwie, mam także naganę i niedopuszczający, ale to dobry, choć dziecinnie banalny, przykład. Nie zdałam i okazuje się, że naprawdę nie posiadam innego życia poza obowiązkami, które wypełniałam straszliwie. Od trzech tygodni śpię po dwadzieścia godzin, a przez resztę marudzę i wyżywam się na innych. Moje kontakty z rodzicielami były zaskakująco dobre przez ostatnie pół roku i nawet pomimo tego, że nie obeszła ich jakoś dramatycznie moja sytuacja (Na szczęście), wiem, że będę traktowana tolerancyjnie tylko wtedy, gdy będę zachowywała się po ich myśli, a od września pójdę do pracy i dołożę się do opłat za mieszkanie, w przeciwnym wypadku zaczniemy skakać sobie do gardeł. Chyba nawet uraziło mnie trochę, że z taką nonszalancją podeszli do faktu, że nie udało mi się. A moje matury z gwizdem przelatują mi koło nosa. Nie do końca tak to sobie wyobrażałam, że zostanę na kolejny rok, do przyszłych, uziemiona tutaj. Miało pójść szybko: szkoła średnia, praca czy staż, początek realizowania planu wyprowadzki na swoje. Studia z psychologii sądowej były zawsze czymś odległym, bo to długa, ukwiecona nieosiągalnymi finansami, droga. Tak czy siak, jestem gdzieś w tyle za wszystkimi. W tyle za przeciętnymi, na równi z leniwymi albo półgłówkami.

 

Jestem na tym forum już kilka dobrych lat i jako taką siłą pokonałam wiele rzeczy, które napadły mnie w bardzo wczesnym okresie; od depresji, poprzez nerwice, ataki paniki, załamania czy epizody maniakalne. Rok temu wszyscy dawali sobie rękę uciąć, że - jak raz wpadłam w wariacki tok życia i na tor do jego spieprzenia- nigdy się z niego nie wyciągnę. Spisali mnie na straty, a jednak cholernie szybko uczę się na błędach i naprawiłam wszystko w niecałe osiem miesięcy. Zostały tylko wyrzuty sumienia. A mimo to, że przechodzę przez doświadczenia jak burza, odnoszę wrażenie, iż za każdym razem, kiedy zatrzymuję się i patrzę na zmiany, które się dokonały, zawsze jest źle i nie tak, jakby mnie to satysfakcjonowało. Moje życie jest trochę jak dziki survival, choć to szalone, bo nic nie zagraża mojemu życiu z racjonalnego punktu widzenia. Chyba nauczona od małego postawy dzikiego zwierzątka zapędzonego w kąt przez złych ludzi, nigdy do końca nie będę w stanie z niej wyjść. Chce mi się płakać na każdą wersję siebie.

 

Jak na dziewiętnastolatkę, mój zmysł krytycyzmu i poziom zgorzkniałości sięga zenitu. Nie tylko stoję z batem nad samą sobą, ale i nad innymi. Przebywanie wśród ludzi jest dla mnie jak wpadnięcie w mrowisko; nieznośne. Jedyna radość, jaka z tego płynie, to gdy uda mi się osiągnąć dominację i być ponad nimi. Przykładam do tego jeszcze większą uwagę o tyle, że pewne wydarzenia z mojego życia zadziały się tylko dlatego, iż pozwoliłam sobie tępo ulec wobec innych. Bywam perfidna, oschła, stawiam na ostrzu noża ludzkie uczucia, jeżę się, ponawiam próby udowodnienia, że ja wiem więcej, lepiej i bardziej. Wywalczam sobie swoją przestrzeń zbyt intensywnie. Raz cię sprowokuję, raz spowoduję, że krzykniesz, bym zamknęła mordę, a za innym będziesz dozgonnie mi dziękować. Oczywiście nie usłyszałam nigdy niczego dobrego na swój temat, jedyne co mi się zdarzylo, to "Tak bardzo mnie wkurwiasz, ale cię lubię". Nie uważam tego za komplement. Prawda jest taka, że sama na każdym kroku czuję się osaczona i sprowokowana. Wyobraźcie sobie jeszcze, jaki chaos zaczyna panować, gdy przychodzi do osoby, do której coś czuję. Nikt z trzech osób, które w życiu kochałam, nie odwzajemnił tego i były to dosyć intensywne porażki po odsapnięciu od całej historii odrzucenia przez innych. Nie zależy mi na przyjaźni, nie muszę mieć mnóstwa znajomych, ale jeśli przychodzi do miłości, wywraca wszystko do góry nogami i cierpię katusze. W zasadzie, krzywdziłam tych, których kochałam. Bywałam fajna i super, ale ze świadomością, że nic z tego nie będzie (Nie bałam się o tym mówić), raniłam owe osoby swoim smutkiem, złością i frustracją. Ostatnią chyba najbardziej, bo nie dość, że była to miłość jednostronna, zostałam zupełnie odsunięta na rzecz innej osoby, plus był to sam w sobie człowiek paskudny charakterem inaczej, a zarazem tak samo jak ja. Dla dobra swojego i tego człowieka, zdecydowałam się zrezygnować z kontaktu, ale jest mi cholernie ciężko. W zasadzie jedyne, co życie do tej pory mi udowodniło, to to, że niewiele umiem, nie jestem dobra i na niewiele zasługuję. Nie wiem, dokąd zajdę z takim bagażem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piszesz, że chcesz się wygadać, a ja myślę, że chcesz, żeby ktoś Ciebie pożałował i stwierdził jaka jesteś biedna...nic z tego...wydaje mi się, że jesteś wredna, ale sama dla siebie i to od Ciebie wiele tu zależy m.in. to jakie masz relacje z ludźmi i jak traktujesz sama siebie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie, masz swój wątek. Ja już swoich nie piszę, bo nawet jakoś nie liczę, że czyjaś rada mi pomoże.

No ale przynajmniej się wygadałaś. Ładnie i składnie napisane.

Od tego forum jestem jak ziewający psychiatra z innego tematu, nie ruszają mnie już te historie.

Zdechł mi kot i też się nie przejąłem. Może śmierć bliskiej osoby by mnie poruszyła. Też wątpliwe.

 

Sorry, że nic nie poradzę. Ostatnio moja medytacyjna filozofia powoduje, że często nie mam nic do powiedzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×