Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Kiedy terapeuta przerywa terapię

Rekomendowane odpowiedzi

Jak myślicie, kiedy terapeuta powinien przerwać terapię? Kiedy są ku temu przesłanki? Czy Waszym zdaniem przerwanie terapii może być dla pacjenta korzystne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście tak, są taki przypadki, że przerwanie terapii jest wręcz konieczne...np. kiedy dochodzi do kolizji "interesów" - mogę sobie wyobrazić taką sytuację, kiedy mam żonę psychiatrę i moja żona zaczyna współpracę z moim terapeutą...konieczne jest zakończenie...inną sytuacją jest kiedy terapia zamiast pomagać, zaczyna szkodzić - np. retraumatyzuje...jeszcze inną sytuacją może być seksualizacja kontaktu oporna na interpretacje...albo kiedy terapia trwa,trwa, trwa, kontrakt został wyczerpany a ona z jakichś powodów trwa i trzeba ją zakończyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Terapeuta powinien zakończyć terapie kiedy cel terapii został osiągniety,albo odwrotnie terapia utkwiła w miejscu .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzę na terapię grupową i indywidualną na NFZ. Niedawno na terapii grupowej terapeutka oświadczyła wszystkim, że kończy z nami terapię indywidualną i grupową. Chce to zamknąć w przeciągu 3 miesięcy. Powód jest taki, że ona pracuje na pół etapu a chorych i chetnych na terapię jest coraz więcej i im też chce dać szansę. Po pierwsze nikomu nie wpomniała o tym na początku terapii. Wszyscy myśleli, że terapia zakończy się wraz z poprawą stanu pacjenta. Ja mam problem z zaangażowaniem więc tak tego nie przeżywam - nie ta to inna. Ale kilkoro ludzi z grupy bardzo to przeżywa ponieważ zaufało terapeutce. Co myślicie o tej sytuacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

terapia powinna się zakończyć, gdy problem został w jakiś problem zniwelowany, przy czym, też nie uważam, że taka terapia powinna się ciągnąć w nieskończoność ale na pewno wszystko powinno zostać indywidualnie dopasowane pod konkretną osobę.

 

 

Luktar, a długo już na tą terapię chodzisz :?: Z obu form terapii będziecie musieli zrezygnować :?:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Grupowa była ustalona na 10 miesięcy. Indywidualna nie była ustalana na jak długo. Bardzo mi szkoda ludzi bo cierpią z tego powodu. Przywiązali się do T. i nie zdążyli rozwiązać swoich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
terapia utkwiła w miejscu .

Tak wlasnie było w moim przypadku, usłyszałem panie Macku ja juz nie wiem jak panu pomóc, pomysły mi sie skonczyły po pół roku indywidualnej..możliwe ze jestem niereformowalny :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno to ocenić Luktar.

 

Z jednej strony, jeśli dotrzyma tych umówionych 10 m-cy to ok.

Z drugiej, są różne sytuacje - także w życiu takiego terapeuty - które powodują konieczność przerwania terapii. Ot, chociażby choroba ...

 

Jestem ciekawa na ile to tłumaczenie jest prawdziwe - bo brzmi dla mnie absurdalnie, że są inni pacjenci.

Absurdalnie tym bardziej jeśli łamie waszą umowę, bo tego nie wiem w sumie czy łamie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, Jesli nie wiadomo o co chodzi zazwyczaj chodzi o hajs..

głupie tłumaczenie, sa inni pacjeci, jak podpisaliście kontrakt na 10 miesiecy to dlaczego go zrywa po trzech bez konsekwencji prawnych..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodzi o to, że grupowa będzie trwać do czerwca tak jak było ustalone, ale ona indywidualną chce wszystkim przerwać w okresie letnim, ponieważ są inni pacjenci w kolejce i każdy dostał od niej po te 10-12 miesięcy terapii. Jednak ludzie poczuli się odrzuceni, byli przekonani, że koniec terapii będzie miał miejsce wtedy kiedy rozwiążą swoje problemy. Innym to zajmie 10 miesięcy a jeszcze innym pójdzie to w lata. Ale widać na NFZ nie można wybrzydzać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, a nie zaproponowała Wam prywatnych sesji a szczególnie tym którzy nie ogarnęli problemów..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powinna być przerwana również wtedy, gdy terapeuta sobie po prostu nie radzi z problemem lub kontakt między klientem/pacjentem utrzymuje się na nieprawidłowym poziomie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A czy terapeuta kiedykolwiek powie: koniec, skoro klient to dla niego kasa? Będzie to przeciągał w nieskończoność.

Takie mam wrażenie po własnej terapii, która trwała 7 m-cy. W końcu ja podziękowałem za terapię, bo wydawało mi się, że już nic nowego nie uzyskam, a tylko drenuje mi kieszeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luki, 7 m-cy to na prawdę niewiele ...

 

Ja może naiwnie wierzę, że powie koniec jak jesteś wyleczony ... bo jeśli już zniknął powód dla którego przyszedłeś to co on niby miałby leczyć ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Na NFZ może powie: jesteś wyleczony, ale prywatnie? Podziękować pewnemu klientowi, który przychodzi co tydzień i zostawia 100 zł? Sorry, ale dla mnie to biznes jak każdy inny.

 

Wiem, że ludzie chodzą latami na terapię, bo boją się, że sobie sami nie poradzą, a może rzeczywiście mają tyle problemów do obgadania. Dla mnie te 7 m-cy było wystarczająco długo. A jak sobie policzyłem ile wydałem na to kasy, to zrobiło mi się żal. Mogłem za to wyleczyć się na wczasach w Tunezji z całą rodziną :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na NFZ może powie: jesteś wyleczony, ale prywatnie? Podziękować pewnemu klientowi, który przychodzi co tydzień i zostawia 100 zł? Sorry, ale dla mnie to biznes jak każdy inny.
Może i jestem naiwna, ale nie wierzę, że wszyscy tacy są. Pewnie, zdarzą się tacy naciągacze, ale są też terapeuci, którzy oprócz kasy szanują siebie i swoich pacjentów. Znam osobiście takie przypadki i nie mam powodu, żeby temu nie wierzyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też.

Szczególnie, że wiem - że 7 m-cy to na prawdę niewiele...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja też byłem pełen wiary i uznania dla mojej terapeutki. Do czasu.

Zacząłem terapię w najgorszym momencie mojego życia, gdy lęki przybiły mnie totalnie i traciłem nadzieję, że moje życie wróci jeszcze do równowagi.

Pierwsze spotkania były jak połknięcie benzo, bo wchodziłem tam roztrzęsiony, z trudem łapiąc powietrze, a wychodziłem uspokojony, uśmiechnięty i z nadzieją, że jednak może być jeszcze dobrze.

Terapia była dla mnie wtedy jedyną szansą na wyleczenie nerwicy, bo nie brałem w tym czasie żadnych leków.

Pomogła mi otworzyć oczy i zbliżyć się do żony i synka. Byli zachwyceni moją przemianą, ja też.

Jak mówiła moja terapeutka, szedłem jak burza i zmiany następowały bardzo szybko. Dodatkowo brane po pewnym czasie leki złagodziły objawy somatyczne nerwicy. Przede wszystkim ustąpiła bezsenność i ataki paniki. Natrętne myśli przestały wywoływać lęki.

Wiosną doszedłem do stanu, z którego byłem zadowolony.

A terapia zaczęła przybierać formę, której nie chciałem. Rozwój zawodowy, osobisty, jakieś kursy rozwijające, zdrowe jedzenie, sport, telewizja bee, komputer ogłupia itd. Co tydzień to samo pieprzenie. Do mnie to zupełnie nie trafiało takie wypychanie mnie na siłę. Nie chcę zmieniać w życiu wszystkiego, bo jestem z niego zadowolony.

Chciałem tylko pozbyć się nerwicy, taki był mój cel terapii. W sumie został osiągnięty. Leki jeszcze biorę, lecz redukując już dawki. W lecie spróbuje je odstawić całkowicie.

Na kilka ostatnich spotkań szedłem już z myślą, żeby zakończyć terapię, tylko zawsze brakowało mi odwagi to powiedzieć.

W końcu napisałem ładnego pożegnalnego sms'a, podziękowałem za terapię, za pracę nade mną, za zmiany jakie we mnie zaszły. Napisałem, że jeśli pojawi się w moim życiu jakiś problem, to chętnie skorzystam z możliwości rozmowy.

Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Głupiego dziękuje, powodzenia, nic. Nie wiem, czy kobita się obraziła czy co. Jak przychodziłem to zawsze była milutka, miała dobre słowo (za 100 zł, a jakże), a teraz nic.

Może forma pożegnania jej się nie spodobała, nie wiem. Ale napisać mi było dużo łatwiej, niż powiedzieć. Poza tym sama jak przekładała spotkanie, to informowała mnie sms'em.

To co mam sobie myśleć o terapii, jeśli nie o wyciąganiu kasy od klienta. Zraziłem się i tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawe czemu się zraziłeś skoro jak mówisz cel został osiągnięty ...

 

A co do PRZERWANIA/PORZUCENIA terapii - to uważam, że to Ty zachowałeś się strasznie. Potraktowałeś ją z buta ... co innego odwoływanie sesji, a co innego jej "zakończenie" przez sms.

I można by gdybać - czy to było ucieczkowe z twojej strony, czy nie. A tak swoją drogą - kończenie terapii w cywilizowany sposób też czemuś służy. Czemu nie mogłeś o tym normalnie porozmawiać ?

I myślę, że dla Ciebie teraz lepiej mówić, że się zraziłeś - zwalać na 2 stronę, gdzie tak na prawdę to ty:

- jak mówisz wyleczyłeś się

- zachowałeś się chamsko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Napisałem sms'a żeby zachować 100 zł w kieszeni i żeby starczyło mi odwagi.

Pewnie mógłbym pójść, pogadać i pewnie jak zawsze znów by mnie przegadała i kolejna wizyta za tydzień.

I trwałoby to, trwało. Terapia by się ciągnęła miesiącami, nic mi już nie dając. Bo że terapeutka by ją kiedyś zakończyła, nie wierzę.

Chamsko? Bez przesady, to nie kończenie związku, tylko terapii. Z kwiatami przychodzić nie trzeba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chamsko? Bez przesady, to nie kończenie związku, tylko terapii. Z kwiatami przychodzić nie trzeba

Luki_is_back, z kwiatami może i nie, jednak zgadzam się z essprit, że podejmując decyzje o zakończeniu terapii wypada poinformować o tym w normalnej rozmowie a nie przez smsa. Dla mnie to jest niepoważne traktowanie osoby terapeuty.

A jeszcze dziwisz się, że Ci nie odpisała. Cóż, tematów dotyczących terapii nie rozwiązuje się przez smsy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

OK, przyjmuję to do wiadomości i sprzeczać się nie będę.

Specjalnie o tym napisałem, bo nie daje mi spokoju ta sprawa i chciałem poznać Wasze zdanie, co do takiej formy pożegnania. W każdym razie żona była po mojej stronie i namawiała mnie na zakończenie terapii, nawet w takiej formie.

Teraz rozumiem, dlaczego mi nie napisała głupiego dziękuję. No nic, trzeba z tym żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A to teraz to jeszcze bardziej brzmi frapująco ;)

Skoro żona widziała efekty twojego leczenia, to dlaczego namawiała Ciebie żebyś to przerwał ? Czy też przyklepywała twoją decyzję, zamiast wesprzeć Ciebie w leczeniu ?

 

Można myśleć dwojako:

- że t. to zdzierają kasę, specjalnie przeciągają terapię; że to takie sobie gadanie do ściany i tyle; cel jak najwięcej zarobić na kliencie

- że t. traktuje poważnie PACJENTA, leczy do momentu kiedy jest chory; że to zawód wymagający lat szkolenia, pieniędzy, wysiłku; że chcą pomóc choremu pacjentowi.

 

I z jakiś przyczyn, jak czytam, upraszczając bardzo - z opcji pozytywnej wskoczyłeś w opcję negatywną.

A takie przerwanie można by pewnie rozpracowywać na wiele stron ;)

 

Żeby nie było, że się tak wymądrzam ;) Sama mln razy miałam chęć rzucić, dosłownie ... nawet parę minut po wyjściu z gabinetu wysłać sms'a. Ale mam to szczęście > że mam kumpelę psycholożkę, która czasem - jak dziecku - pokazuje mi co takiego wyprawiam, albo jak coś inaczej rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Żona sama poleciła mi tego psychologa i sama umówiła mnie na pierwszą wizytę.

Była zadowolona ze zmian, gdyż całkowicie zarzuciłem to, co dotąd robiłem w wolnym czasie, mianowicie komputer, gry, a rodzina na drugim planie.

Poprawiłem swoje relacje z żoną i z synkiem, w sposób zadziwiający, do tego stopnia, że żona widząc moje wsparcie i zmiany zdecydowała się na drugie dziecko.

Nigdy tych zmian nie porzuciłem i nie wróciłem na stare ścieżki. Jestem szczęśliwy, bo odzyskałem zdrowie i rodzinę.

Jednak dalsza terapia już do mnie nie trafia. To co chciałem, to osiągnąłem i podczas ostatnich spotkań miałem nieodparte wrażenie, że są przeciągane na siłę i chodzi już tylko o wyciągnięcie ode mnie dodatkowej kasy.

Dzieliłem się tymi przemyśleniami z żoną i ona popierała mnie, bo widziała, że wracałem z tych spotkań niezadowolony. Powiedziała, że sama by je skończyła jeszcze szybciej.

Oczywiście, sama mnie do skończenia terapii nie namawiała, była to tylko moja decyzja, ale w pełni zaakceptowana przez żonę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×