Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Analiza dzieciństwa w psychoterapii

Rekomendowane odpowiedzi

Zdania na ten temat są podzielone. Czy analiza dzieciństwa może przynieść pozytywne skutki? Czy warto w ogóle podejmować ten temat? Jakie macie doświadczenia w tym zakresie? Czy były one pozytywne, czy okazały się stratą czasu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim okazały się imho stratą czasu,spostrzegłem wcześniej że farmazony rodzinki które tłukli mi do głowy często były bullshitem,nie mówiąc o tym,że z większości dzieciństwa niewiele pamiętam,czarne dziury D: .

Było to komiczne,gdy na większość pytań odpowiadałem "Nie pamiętam" :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja musiałem napisać i opowiedzieć swój życiorys, zobaczymy co to da ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi to w jakiś sposób pomogło, chyba najbardziej. Poprawiły się moje relacje z rodzicami i zrozumiałam dlaczego dziś czuję i myślę tak a nie inaczej. Jaki wpływ miały na mnie różne wydarzenia z dzieciństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie mialy ogromne znaczenie. W koncu dziecinstwo nas ksztaltuje. Zawsze wiedzialam o w moim dziecinstwie bylo nie tak ale na terapii nauczylam sie sobie z tym radzic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a pamiętacie swoje dzieciństwo?bo ja niebardzo,tylko takie przebitki jak w filmie:P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam czarne dziury do kilkunastu lat... z przeblyskami roznych pojedynczych sytuacji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja pamiętam to, co mnie bolało najbardziej, więc "przerobienie" tego bardzo mi pomogło...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Analiza dzieciństwa, a raczej powiązanie moich obecnych trudności w relacjach i z emocjami z tym, co działo się w domu, było (długim) wstępem do mojej terapii - na tym polu zbudowała się relacja z moją terapeutką (a zbudowanie relacji i nieuciekanie z niej to dla mnie ogromniasty problem i wyzwanie), ona poznawała mnie, a ja ją w tym sensie, że doświadczałam jej empatii i zrozumienia. Teraz, po niecałych dwóch latach, kiedy dzieciństwo jest przemaglowane niemalże od A do Z, rzadko nawiązujemy do tego, co było w domu. Czasem t. napomknie, że to, co się dzieje tu i teraz w naszej relacji to powtórka tego, co się działo z matką - ale już pod kątem tego, jaki ja teraz mam w to wkład, że ja teraz jestem odpowiedzialna za to, jak w relację z człowiekiem wchodzę.

 

Generalnie bez zbadania korzeni tego, co się ze mną dzieje, nie wyobrażam sobie mojej terapii. Bo ja wcześniej myślałam, że pewnie to geny, biologia, mózg - ergo: nic się z tym nie da zrobić + to mój organizm jest do bani. Nie rozumiałam, co się właściwie dzieje, skąd te objawy i ból, przecież miałam "normalny dom". Powierzchowna terapia polegająca na "zmianie myślenia" mi nie pomagała. Bo ja potrzebowałam wiedzieć, dlaczego w mojej rodzinie się źle czuję, kim jestem, co się w moim wnętrzu dzieje i skąd właściwie ten chaos. Bez tego nie wiedziałabym, nad czym pracować, co zmieniać.

 

-- 26 cze 2014, 13:04 --

 

z większości dzieciństwa niewiele pamiętam,czarne dziury D: .

Było to komiczne,gdy na większość pytań odpowiadałem "Nie pamiętam" :lol:

Ja podobnie kiedyś reagowałam, gdy terapeutka nawiązywała do tego, jak byłam kilkulatką, ba - niemowlęciem!

Dziwiłam się "A skąd ja mam to wiedzieć i pamiętać, jak byłam taka mała..??"

To ona mi powiedziała, że niekoniecznie chodzi o pamięć faktów, ale o emocje i odczucia, które mój organizm i psychika pamiętają - w tym sensie, że dokładnie to, co czułam wtedy, pojawia się teraz w mojej relacji z nią, nawet podświadomie, bo rodzaj tej relacji bardzo przypomina tę zależność, jaka łączy dziecko i matkę. Czyli trochę na odwrót - po tym, jak czuję się w relacji zależności teraz, mogę zobaczyć, co musiałam czuć jako zależne od matki małe dziecko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Szczerze mówiąc to oprócz rozgrzebania, babrania, złego samopoczucia nie dało mi za dużo.

Więcej dała mi szczera rozmowa z rodziną, omówienie różnych sytuacji i oczyszczenie atmosfery niż rozmowa na terapii na ten temat.

Ale ja jestem dziwna, więc może nie zwracajcie na mnie uwagi :oops:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, zaczęłam rozgrzebywac dzieciństwo. Wyszło, że na nerwice byłam chora od wieku 11 lat, a terapeutka patrzy na mnie z wyrazem współczucia głębokiego na twarzy, jakbym była przejechanym kotkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nastia, no właśnie u mnie podobnie, też się zdziwiłam, że akurat ją zainteresowała sytuacja w domu jak miałam roczek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia

Wyczytałam kiedyś, że zaburzenia nerwicowe mają swoje źródło w nieszczęśliwym dzieciństwie lub są wynikiem przeżytej traumy w życiu.

Moja psychoterapia to potwierdza.

Właśnie dzieciństwo kształtuje nas, nasze postrzeganie świata, nasze związki z ludźmi w dorosłym życiu, nasze nastawienie do nas samych, a przede wszystkim nasze poczucie wartości. Jeśli dzieciństwo nie było szczęśliwe - kładzie się wielkim cieniem na naszym dorosłym życiu, z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Szukamy przyczyny naszych nerwic w nas samych...

Psychoterapeutka uświadomiła mi, że już nawet w okresie niemowlęctwa maleństwo odczuwa brak miłości, utożsamiając się z jednym z rodziców ze swojego otoczenia: "jest rodzic - jestem Ja, nie ma rodzica wokół mnie - nie ma mnie".

Właśnie z powodu braku miłości w niemowlęctwie - w dorosłym życiu borykamy się z nerwicą lękową.

 

Psychoterapia pokazuje mi, jak bardzo dzieciństwo rzutuje na życie dorosłego człowieka. Uświadamiam sobie, że to, co przeżyłam jako dziecko ukształtowało mnie, moją wrażliwość, wykształciły się mechanizmy, schematy myślowe, postępowania, z którymi żyłam aż do czasu rozpoczęcia terapii, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Nie zaznałam miłości i do czasu terapii szukałam jej w rodzinie, z której wyszłam. Teraz wiem, że jej tam nie było, nie ma i ... nie będzie.

Po zweryfikowaniu tego - uczę się żyć mimo to, akceptować i kochać siebie. Jestem na dobrej drodze... :-)

 

Uważam, że cofanie się do dzieciństwa i jego analiza ma w terapii wielki sens . To ono ukształtowało nas takimi, jakimi jesteśmy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więcej dała mi szczera rozmowa z rodziną, omówienie różnych sytuacji i oczyszczenie atmosfery niż rozmowa na terapii na ten temat.

Jednak to chyba terapia sprawila ze zdobylas sie na szczera rozmowe z rodzina?

 

Uważam, że cofanie się do dzieciństwa i jego analiza ma w terapii wielki sens . To ono ukształtowało nas takimi, jakimi jesteśmy.

:great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zdania na ten temat są podzielone. Czy analiza dzieciństwa może przynieść pozytywne skutki? Czy warto w ogóle podejmować ten temat? Jakie macie doświadczenia w tym zakresie? Czy były one pozytywne, czy okazały się stratą czasu?
ja mam rozkminę na ten temat.

 

Wczoraj z kimś omawiałem mój lęk przed wizytami u lekarza i wychodziłoby na to że ma on źródło w dzieciństwie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jutro mam 10 sesję i wciąż nie przechodzimy do dzieciństwa, czy tak być powinno? Wiem, powinnam zapytać terapeutki, ale nie chcę kwestionować jej metod pracy. Ale Wy kiedy zaczęliście omawianie dzieciństwa? Może 10 sesja to jeszcze za wcześnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zaczęłam wtedy kiedy sama po prostu zaczęłam, bo to ode mnie zależało o czym mówiłam.

W jakim nurcie masz terapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj, to ja się boję, że nie zacznę, jeśli to ode mnie zależy... W humanistyczno-egzystencjalnym, a Ty w jakim?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w psychodynamicznym. U mnie terapeuta sam nie rozpoczyna żadnych tematów.

U ciebie podobna forma terapi jak u Yaloma?

Jeżeli boisz się zacząć, to najpierw zacznij mówić o tym lęku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję, to chyba dobry pomysł, żeby zacząć od lęku, chociaż też nie bardzo wiem jak to powiedzieć. W ogóle mam problem z mówieniem o czymkolwiek, no ale ważne żeby małymi kroczkami iść do przodu i mam nadzieję, że będzie lepiej...

 

Czytałam tylko "Kat miłości" Yaloma, nie wiem, czy to wystarczająco wiele żeby móc się wypowiedzieć, ale wydaje mi się, że on bardzo często zwracał uwagę na zachowania, dużo interpretował. Moja terapeutka raczej opiera się na prafrazach i konfrontacjach, tylko czasami interpretuje, ale np. o zachowaniu mówi rzadko. Kilka lat temu byłam na konsultacji u terapeutki, która pracowała psychodynamicznie i pamiętam, że ona wtedy od razu na tej pierwszej sesji dużo mówiła, o tym, że np. widzi, że jestem bardzo zdenerwowana i spięta, że wciąż się uśmiecham mimo że mówię o czymś niemiłym itp. Obecna terapeutka nie powiedziała mi żadnej z tych rzeczy, ale to na pewno nie znaczy, że nie widzi tego, że siedzę jak na szpilkach albo że się uśmiecham kiedy mówię o czymś, co nie jest przyjemne. W każdym razie tamta terapeutka wspomniała też od razu na tej konsultacji, że w terapii chciałaby się skupić na mojej relacji z matką, natomiast obecna w ogóle nie porusza sama tego tematu czy tematu dzieciństwa ogólnie (chyba, że sama tam wejdę, ale jak tylko się wycofam, to podąża za mną). To chyba znaczy, że jednak muszę sama zacząć ten temat... Inga, jak sobie dajesz z tym radę? Z tym, że sama musisz rozpocząć każdy wątek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najlepiej zacznij tak- chciałabym cos powiedzieć o swoim dzieciństwie ale się boję. Boje się że...... I tu wymieniasz wszystkie lęki i je omawiasz lub odczuwasz. I w ten sposób już część lęków wychodzi na wierzch.

 

Mnie zazwyczaj jest bardzo ciężko a najgorszy jest początek gdy siedzę i się zastanawiam co powiedzieć a wszystko jest takie niebezpieczne. CZasami mówię po jednym słowie a nawet po jednej literze. Czasami czułam się tak bardzo upokorzona że bardziej już nie można. Zakrywam przy tym twarz.

Teraz już potrafię powiedzieć rzeczy których wcześniej nigdy bym nie powiedziała.

 

Twoja obecna terapeutka zachowuje się tak jak mój terapeuta, który sam nie zaczyna i za mną podąża. Również nie omawia mojego zachowania ale bacznie mi się przygląda i dużo zapamiętuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Ci bardzo za pomoc i wsparcie, dobrze wiedzieć, że da się przez to przebrnąć. Mam tak samo, dukam coś nieporadnie, zakrywam twarz i marzę, żeby zapaść się pod ziemię, potem nie jestem w stanie spojrzeć na terapeutkę, do końca sesji patrzę się w podłogę albo w swoje kolana, a potem uciekam stamtąd jak najszybciej. Może z czasem będzie lepiej? Dziękuję, zacznę w takim razie od lęków, może jak z tym się oswoję, to dalej będzie trochę łatwiej? Trzymam kciuki za Ciebie, Inga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bezimienna_, są takie nurty terapii, w których do dzieciństwa sięga się tylko wtedy (i jeśli) kiedy tego potrzeba. Jeśli mnie pamięć nie myli, Twój należy do jednych z nich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zorzynek, a kto stwierdza, że potrzeba? Ja czy terapeutka? Rozumiem, że muszę to z nią skonsultować, bo sama nie podejmie tematu? Dziękuję Ci za informację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie dotychczasowa analiza dzieciństwa na terapii nie dała żadnych nowych wniosków, potwierdziła tylko, że od wczesnego dzieciństwa lub być może nawet od narodzin, odbierałem świat jako zagrożenie i w takim subiektywnym poczuciu zagrożenia dorastałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×