Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Wyolbrzymianie znaczenia terapii

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. Pacjent sam podejmuje decyzje- nie terapeuta. Zastanawiam się, ilu z Was przypisywało poprawę terapii, a ilu zwróciło uwagę na to, że poprawa jest konsekwencją jego własnych działań? Jak często nie doceniamy siebie, a przeceniamy siłę terapii? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

terapia jest wazna tylko wszystko zalezy od danego przypadku kazdy człowiek to inna historia, a co pania dziś tak wzieło na zakładanie tematów o terapii, ja muszę poszukać jakiejś dobrej terapii poznawczo behawioralnej w wwa i taniej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hobbyturysta, od dawna miałam to w planie, ale brak czasu mnie spowolnił 8)

terapia jest wazna tylko wszystko zalezy od danego przypadku kazdy człowiek to inna historia
To dość ogólne stwierdzenie. Zgadzam się, że terapia jest ważna, aczkolwiek nie najważniejsza. A niektórzy wręcz przeceniają jej ważność...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale większość bez pomocy terapeuty w ogóle by nie ruszyła z miejsca, ewentualnie zatrzymała się gdzieś na początku, więc choćby w tym jest wielkie znaczenie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem tylko zainteresowany (czyt. człowiek podejmujący terapię) może coś zmienić w swoim życiu/postępowaniu. Terapeuta mu tylko w tym towarzyszy, omawia z nim różne możliwości, ale ostateczna decyzja zawsze należy do tej osoby...dlatego też terapia jest na tyle skuteczna na ile dana osoba gotowa jest na zmianę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dlatego też terapia jest na tyle skuteczna na ile dana osoba gotowa jest na zmianę...
I na ile ma determinacji, żeby wprowadzić zmiany w życie. Sama gotowość nie wystarczy. Tutaj potrzebne są czyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja to chyba jestem terapio-oporny. Trzy podejścia, wszystkie nieudane :) Jedyny efekt to przypomnienie sobie w szczegółach jednego traumatycznego wydarzenia, którego zresztą chyba wolałbym nie pamiętać. Natomiast sam sobie zrobiłem "terapię". Człowiek musi sam chcieć co zmienić, mnie się chyba udało troszkę (zobaczymy na jak długo oczywiście, bo choroba to podstępny wściekły pies)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nicholas1981, to prawda, że człowiek sam najlepiej wie, co w nim siedzi, niemniej jednak problem polega na tym, że nie wszystko sami potrafimy dostrzec. Nie ma co się nastawiać, że terapia jest rozwiązaniem, bo rozwiązaniem jesteśmy tak naprawdę My i Nasze decyzje. Niemniej jednak, jeśli ją dobrze wykorzystać, to może w jakiś sposób pomóc. A z jakim nastawieniem Ty poszedłeś na terapię, jeśli mogę zapytać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Artemizja, no wiadomo, że z nienajlepszym. W sumie byłem do tego w pewien sposób zmuszany. Może dlatego nie wyszło. Za każdym razem czułem taki mur, barierę nie do przebycia. Nie byłem w stanie się przełamać. Teraz na pewno nie potrzebuję terapii :) wiele się wydarzyło w moim życiu w ciągu ostatnich kilku miesięcy, wiele przemyślałem. Zmieniłem się - nie tylko ja to widzę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nicholas1981, psychoterapia nie zawsze tak naprawdę jest potrzebna i konieczna. Zwłaszcza, jeśli ktoś ma nastawieni "anty". To się mija z celem. W takim wypadku można się jedynie zrazić. Nie jestem orędowniczką terapii mimo, że mnie ona pomogła. Nawet sama moja terapeutka powtarzała, że terapia nie jest jedynym rozwiązaniem, a już tym bardziej panaceum na problemy i że poza terapią mamy całą gamę możliwości do wykorzystania. Jeśli potrafiłeś sam dokonać zmian, czujesz, że to zrobiłeś, żyje Ci się lepiej, to tylko pogratulować :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Artemizja, żeby nie było, że jestem mistrzem w autoterapii... najbardziej to na mnie wstrząs podziałał, po wypadku. Człowiek przewartościowuje życie, zdecydowanie. Oczywiście to wcale nie znaczy, że jestem wyleczony. dobrze wiem, że ChAD to złodziej, który przychodzi w nocy... Może mnie dopaść - i mania, i depresja... ale mam jakoś nadzieję, że sobie poradzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nicholas1981, w przypadku CHAD - u terapia i tak może służyć jedynie za wsparcie, bo kluczem jest farmakoterapia i okresowe ingerencje w leki. O ile w ogóle można mówić o kluczu. Myślę, że wypadek był swojego rodzaju impulsem, który jak gdyby zmusił Cię do zastanowienia się nad sobą. Może i nie jestes mistrzem, jak to określiłeś, ale ważne, że próbujesz. To już połowa sukcesu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę że sa osoby które idąc na terapię sądzą że samo pójście działa uleczająco. Posiedzą 50' i terapeuta nic im nie pomogł albo posiedzą i zdarzy się cud. Potem są opinie : chodzę na terapię i nic nie pomaga albo idąc myślą że zaraz życie i samopoczucie im się poprawi.Na pewno na początku sama decyzja o podjęciu terapii jest ważna, ale z czasem trzeba samemu wprowadzać zmiany. Terapia to nauka nowych zachowań, nauka siebie nie zmienia świata i ludzi wokół nas a by się chciało :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia ma to do siebie, że jest trudna. Im większa trudność, tym większe ma dla Nas znaczenie. W pewnym momencie wizyty w gabinecie terapeuty przybierają formę rytuału. Świętego wręcz rytuału. Utrwala się obraz terapeuty, jako istoty wręcz boskiej, wszechmogącej, nieomylnej. Kiedy w wyniku tak naprawdę własnych działań następuje poprawa, to przypisywane jest to terapii jako takiej. Owszem, terapia może pomóc, ale nie jest panaceum na problemy. Te rozwiązujemy My a nie terapia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

ja mam wrażenie, że cała moja terapia była jak przylepianie plasterków na głębokie rany... rozdrapywanie ich i plasterek, i tak ciągle... wolę sama nad sobą pracować + czerpać ze wsparcia męża, który jest dla mnie wspaniałym terapeutą, serio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sailorka, a może nie sięgnęłaś wystarczająco głęboko, żeby je oczyścić? To tak, jakby nie zszyć głębokiej rany tylko zabandażować. Będzie się paprać, gnoić, a z gojeniem kiepsko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiele tez zależy od tego na jakiego terapeutę się trafi, od tego czy on potrafi dotrzeć do źródła problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Viro, wyolbrzymienie samej terapii pochodzi raczej ze strony pacjenta, a nie terapeuty. Rezultat terapii owszem jest ważny, ale nic się tak naprawdę nie zdziała samą terapią i tym, że odnalazło się źródło problemu. Potrzebne są konkretne działania, a tych terapeuta już nie może wykonać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×