Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Wyobrażenia a rzeczywistość

Rekomendowane odpowiedzi

Zastanawiam się, czy Wam również zdarzyło się czegoś obawiać, przeżywać, bać się i wyobrażać najgorsze scenariusze, a w konfrontacji z rzeczywistością przekonać się, jak bardzo wyobrażenia były przerysowane? Czy coś Was to nauczyło? Między tym, co sobie wyobrażamy, a tym, co przynosi rzeczywistość jest zasadnicza różnica. Czy potraficie uwzględnić to, że pewne rzeczy nie muszą odpowiadać Waszym wyobrażeniom i przede wszystkim - nie muszą być straszne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I tak i nie,wielokrotnie coś mi się wydawało niemożliwym,Mount Everestem,czymś nie do pokonania i przeskoczenia,jednak gdy już doszło do "starcia" w praktyce,okazywało się że nie taki dioboł,jego dupa i widły straszne,mimo wszystko jednak,choćby nie wiem ile razy schemat się sprawdził,tak coś nowego do zrobienia często wydaje się największym złem,murem chińskim i everestem.

Głupiego strachu,irracjonalnych scenariuszy i czarnowidztwa,wyzbyć się nie mogę :mrgreen: .

Tłumaczę sobie to tak,że lepiej spodziewać się najgorszego,będzie mniejsze rozczarowanie :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niestety ja ciągle uczę się tego uwzględniania rozbieżności między światem rzeczywistym a jego wyobrażeniową wersją. Czy czegoś mnie to nauczyło? Owszem. Ale dało mi to tylko "wiedzę" na temat różnic między tym jak świat postrzegam a jaki jest rzeczywiście. Niestety ta wiedza (prawie z resztą jak wszystko czego się uczę) trafia po prostu do szufladki z etykietką "percepcja homo sapiens" gdzieś w głowie, koło innych ciekawostek epistemologicznych. Nauczyć się czegoś w sensie - poznać i potraktować jako fakt, to jest niestety zupełnie co innego niż - zrozumieć, zinternalizować, zacząć brać pod uwagę.

 

Na ten moment wychodzi mi to nieco lepiej, ale jestem na lekach i wiem, że gdybym z nich zrezygnował, łepetyna znów zostałaby zalana falą czarnowidztwa. Zobaczymy jak to będzie wyglądać po terapii grupowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zastanawiam się, czy Wam również zdarzyło się czegoś obawiać, przeżywać, bać się i wyobrażać najgorsze scenariusze, a w konfrontacji z rzeczywistością przekonać się, jak bardzo wyobrażenia były przerysowane? Czy coś Was to nauczyło? Między tym, co sobie wyobrażamy, a tym, co przynosi rzeczywistość jest zasadnicza różnica. Czy potraficie uwzględnić to, że pewne rzeczy nie muszą odpowiadać Waszym wyobrażeniom i przede wszystkim - nie muszą być straszne?

 

Mi często to się zdarzało np w dalekiej przeszłości dotyczyło to szkoły, egzaminów które okazały się dużo prostsze niż wcześniej myślałem i później miałem sobie za złe że tak się stresowałem niepotrzebnie. To samo dotyczy np wizyt w urzędach, które przed kosztowały mnie ogromne stresy a na miejscu się nie takie straszne okazały. Podobnie miałem np z niektórymi pracami np ta obecną snułem różne czarne scenariusze łącznie z samobójstwem, oczywiście wiele nieprzespanych nocy i utrata apetytu a wszystko to okazało się nie takie straszne.

 

Ale np zdarzała mi się sytuacja odwrotna że jakoś wybitnie się nie stresowałem, ba miałem nadzieję na to że będzie o.k a okazywało się tragicznie, tak było np gdy jechałem do pracy do Holandii a wcześniej Niemiec, rzeczywistość okazała się gorsza niż w wyobrażeniach i kosztowało mnie to straszną traumę, jedyne o czym tam myślałem to samobójstwo, ucieczka i ciągle myślałem jak mogłem być tak naiwny i tu przyjechać. Dlatego bezpieczniejsze jest zakładanie najgorszych rzeczy, wtedy co najwyżej mile się rozczarowujemy, choć wiem że z punktu widzenia psychologii to dobre nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Artemizja, Prawie zawsze wyobrażam sobie, że mnie spotka co najgorsze. Jestem zazwyczaj negatywnie do wszystkiego nastawiona, czasami rzeczywiście okazuje się,że nie było tak źle ale niczego mnie to nie uczy bo przy kolejnej sytuacji znowu jest to samo i nie potrafię tego ani kontrolować ani sobie jakoś przetłumaczyć, że nie będzie tak źle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze wyobrażałem sobie bardzo czarne scenariusze w stresujących sytuacjach; ale czasem się okazywało potem, że nie było megaźle; albo czasem, że w ogóle nie było źle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Maggda92, i co Ci daje takie podejście? Mniejsze rozczarowanie na wypadek, gdyby ten najgorszy scenariusz się sprawdził? Generujesz w ten sposób samej sobie bardzo dużą dawkę stresu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawy temat, muszę go też poruszyć na terapii bo już dawno o tym nie rozmawiałem z psycho. A nie macie np tak, że coś was zaczyna stresować, np jakaś rozmowa, jakieś wydarzenie, cokolwiek. Odczuwacie stres i wtedy myślicie sobie: a co mi tam, najwyżej się nie uda, mam to gdzieś... i wtedy zamiast ulgi odczuwacie coś w rodzaju zawodu - można powiedzieć pustki, że jeśli tak do tego podchodzicie to to nie jest w ogóle warte zachodu, nic nie warte, a za tym idą następne negatywne emocje, brak entuzjazmu, lęk. Ma ktoś tak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie też raczej nie jest różowo.Ostatnio miałem,czarne myśli że ktoś mnie pobiję w drodze do marketu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Carlsberg, nie. Przynajmniej u mnie tak nie jest. Nie rozróżniam tego na czym mi zależy po stresie, czy też jego poziomie. U mnie stres pojawia się nawet, gdy niespecjalnie mi na czymś zależy. Przekonywanie samej siebie, że mało mnie coś interesuje i jeśli się nie uda, to trudno, też nie działa. Może dlatego, że przyjmuję zasadę, że cokolwiek by się nie stało, to świat się nie zawali. Nie udało się tym razem, to może uda się następnym. Nie ma przy tym żadnych negatywnych emocji, pustki, czy zawodu. Zawód odczuwam jedynie, kiedy w grę wchodzi interakcja z drugim człowiekiem polegająca na daniu przez niego pewnego rodzaju obietnicy, zobowiązania i późniejszemu wycofaniu się z tego. To budzi we mnie zawód, złość, rozczarowania, smutek i masę innych ciężkich do przetrawienia emocji. Nienawidzę czegoś takiego i wychodzę z założenia, że jeśli coś się mówi, to wypadałoby wywiązywać się z tego, a nie rzucać słowa na wiatr. No, ale to już inna para kaloszy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dalekiej przeszłości miałem sporo mniej negatywne ogólne wyobrażenia o rzeczywistości, niż ona ogólnie się potem okazała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dalekiej przeszłości miałem sporo mniej negatywne ogólne wyobrażenia o rzeczywistości, niż ona ogólnie się potem okazała.
Jak rozumiem, w chwili obecnej, jest inaczej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monster6, pozytywne zaskoczyć negatywnie chyba nikt by nie chciał :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
- dopóki nie sprawdzisz to się nie przekonasz

- liczą się fakty a nie wyobrażenia.

oczywiście, że tak! wyobraźnia może płatać figle, zaczynając projekcje "wspaniałego" filmu, gdzie przeważnie scenariuszem są pragnienia i ta tęsknota aby wreszcie spełniły się marzenia... (utopia) jest to bardzo szkodliwe! Nie wolno ślepo wierzyć! A życie jest brutalne...! Nie wolno mu się poddać i zgadzać na wszystko!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dalekiej przeszłości miałem sporo mniej negatywne ogólne wyobrażenia o rzeczywistości, niż ona ogólnie się potem okazała.
Jak rozumiem, w chwili obecnej, jest inaczej?

Ogólnie jest inaczej, tyle tylko, że kiedyś wiedziałem za mało o rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, a teraz jak wiesz więcej, to wyobrażenie jest jednak bardziej na plus?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz moje wyobrażenie jest po prostu w miarę zgodne z realną rzeczywistością. Już się nie łudzę, że w ziemskiej rzeczywistości jest coś pozytywnego (przynajmniej dla takich istot, jak ja).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, mam nadzieję, że się mylisz, ponieważ strasznie smutną perspektywę obrałeś...

 

No dobrze...wyobrażeń pozbyć się nie można, bo zawsze będą częścią ludzkiego życia. Ogromną sztuką jest jednak, żeby wyobrażenia utrzymać w ryzach, ponieważ uruchamiają one zarówno pozytywne, jak i destrukcyjne emocje. Ktoś, kto ma problem z emocjami i nie zauważy momentu, kiedy wyobrażenie dotknie drażliwej emocji rozpocznie błędne koło. Wyobrażenia uruchamiają nieszczące, nieprzepracowane emocje --> emocje uruchamiają kolejne wyobrażenia, które idą w stronę szeroko rozumianego pesymizmu i destrukcji --> te wyobrażenia uruchamiają kolejne emocje i tak dalej. Powód, który wywołał lawinę przestaje być istotny, znika, nie ma znaczenia, ponieważ wszystko zlało się w jedno. Puszcza tama i nagle się okazuje, że człowiek jest naćpany emocjami, pijany czarnym myśleniem, które tak naprawdę nie wiąże się już z niczym konkretnym. Ładnie ktoś to ostatnio określił mianem g*wna, które zostało przykryte kolorowym papierkiem, a które zaczyna w pewnych momentach śmierdzieć. Reakcji łańcuchowej nie da się zatrzymać, nie można jej wyhamować, ponieważ wszystkie destrukcyjne emocje i myśli scalają się w jedną bezkształtną masę, która nie ma początku, ani końca. Lawina musi zejść i dopiero wówczas człowiek jest w stanie wrócić do wyobrażeń, które są najbliższe rzeczywistości - rzeczowe i spokojne. Także kochani, uważajcie na wyobrażenia, żeby nie wciągnęły Was w magiczny krąg cierpienia, które nie ma namacalnych podstaw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bym z tym wyobrażaniem sobie pożądanych scenariuszy był ostrożny. Oczywiście można sobie wizualizować aby programować umysł i podejmować odpowiednie działania w określonym kierunku ale tak czy inaczej trzeba realnie na wszystko patrzeć. Jak będziesz miał zbyt wielkie oczekiwania wobec partnera to prawdopodobnie się rozczarujesz, nie dość, że sobie zrobisz krzywdę to jeszcze partnerowi, bo nie spełnił oczekiwań. W innych przypadkach tak samo, np. praca. Nałożysz wygórowane oczekiwania a realia okażą się inne, i co, płacz i zgrzyt zębami. Lepiej nie nakładać na nic ani na nikogo wygórowanych oczekiwań, jak się powiedzie to super a jak nie to mówisz sobie lekko uśmiechając się do siebie: "Jest ok, cóż, życie" i zajmujesz się czymś innym zamiast się zagnębiać. (To tak w teorii ;) )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja sobie wyobrażam idealne rzeczy, sytuacje, ludzi, którzy mogliby w moim życiu zaistnieć. Pewnie się rozczaruje, ale wg mojej logiki tylko wtedy mogłabym być szczęśliwa, bo to mogłoby wyrównać nieszczeście w moim życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lepiej za dużo sobie nie wyobrażać tylko dążyć do celu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja sobie wyobrażam idealne rzeczy, sytuacje, ludzi, którzy mogliby w moim życiu zaistnieć.
idealizowanie kogoś, czegoś, bez bliższego kontaktu/poznania, nie ma najmniejszego sensu, życie nie zawsze jest takie jakbyśmy chcieli, czy sobie je wyobrażali... i tak! rozczarowanie zawsze idzie w parze z wyobrażeniami o "księciu z bajki"!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, mam nadzieję, że się mylisz, ponieważ strasznie smutną perspektywę obrałeś...

Raczej się nie mylę, tym bardziej, że pojawiło się duże ryzyko "wielkiego krachu" w mojej psychice w najbliższym czasie, z którego nigdy się nie podniosę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja sobie wyobrażam idealne rzeczy, sytuacje, ludzi, którzy mogliby w moim życiu zaistnieć.
idealizowanie kogoś, czegoś, bez bliższego kontaktu/poznania, nie ma najmniejszego sensu, życie nie zawsze jest takie jakbyśmy chcieli, czy sobie je wyobrażali... i tak! rozczarowanie zawsze idzie w parze z wyobrażeniami o "księciu z bajki"!

 

Przecież ja to wszystko wiem i doskonale rozumiem, ale ciężko to zmienić, ciężko nie mieć nadziei, że w końcu zaznam szczęścia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×