Skocz do zawartości
Nerwica.com

Moja praca, wasza opinia


k123

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiedziałam gdzie umieścić ten temat, więc umieściłam go tutaj bo w końcu mam dystymię;)

 

Firmę założyli mój tata, moja siostra i jej mąż. Mamy sklepy odzieżowe i sprzedajemy w hurcie. Tata się nie angażuje bo ma dwie inne firmy, szwagier też gdzieś pracuje i jest gotowy do pomocy tylko jak ja już skończę pracę, a z siostrą pracowałam od początku będąc jej podwładną, tak więc byłyśmy tylko we dwie. Nie wiele miałam do powiedzenia, bo siostra o wszystko pyta się męża. Wszyscy są pracoholikami i nie przeszkadza im jak pracują od 7 do 21, mówią że bez pracy by nie mogli żyć. Cóż, ja jestem inna. Mam dystymię, więc cenię sobie czas wolny, odpoczynek, ważny jest dla mnie mój związek, równowaga w życiu. Nie mam zamiaru w piątek wieczorem rozmyślać o pracy. Niestety oni mają to gdzieś. Mówią, ze jak się nie wyrabiam to mam zostawać dłużej, nawet jeśli to by miało być do późna (nikt mi za to nie zapłaci bo to moja wina że się nie wyrabiam), sugerowałam siostrze, żeby jeszcze kogoś zatrudnić, ale ona powiedziała, że może zatrudnić ale muszę mu płacić z mojej wypłaty. Prawdziwe problemy zaczęły się kiedy siostra niespodziewania zaszła w ciążę. Pracuje w domu, przy otwarciu naszych nowych sklepów pracowała do nocy nosząc różne rzeczy w zaawansowanej ciąży (ona nie umie siedzieć..). No właśnie, w tym czasie otworzyliśmy dwa sklepy i wprowadziliśmy pełną księgowość, pracy jest dwa razy więcej, a ja jestem w pracy sama. Ciężko jest mi się wyrobić, kiedy uda mi się wszystko zaplanować zaraz mnie ktoś informuje, że mam gdzies jechać albo coś pilnie zrobić. Później mamy spotkania firmowe, na których przez cały czas wszyscy wytykają mi moje niedociągnięcia, co jest niezrobione. Po kilku godzinach nie wytrzymuję i zaczynam płakać bo już sobie nie radzę, a oni tylko mówią że mam poważna pracę i mam nie ryczeć. Oni uważają, że poza tym że się wszystkim zajmuje powinnam do nich chodzić po pracy i sugerować np promocje, nie mam na to czasu. Przyjmuję, czasem obijam się w pracy, bo jest mi bardzo cieżko z moją chorobą, poza tym jestem całkiem sama co nie jest zbyt motywujące. Ale dla nich jestem leniem i tyle, a ja robię co mogę, zaczęłam pić i przytyłam już z 10kg, psychiatra mi właśnie zmienił leki bo mówi, że jestem już jak babcia. Mam ochotę rzucić robotę, żeby zobaczyli ile się dzięki mnie trzyma i ile potrafię, żeby mieć takiego pracownika nie wiem ile by musieli kogoś uczyć, jestem w firmie od początku, wiem o niej wszystko, wiele rzeczy sama stworzyłam i świetnie się sprawdzają.

Myślę sobie, że mogłabym zostać i męczyć się dalej za odpowiednią pensję, o to głównie chciałam się was zapytać, ile waszym zdaniem powinnam zarabiać. Przez jakiś czas zarabiałam na rękę 1700, teraz zrobili mi system prowizyjny i zarabiam 1500-2000. Dodam, że sprzedawcy w naszych sklepach nie raz zarobili po ponad 3 tysiące. Nie chce ich prosić o podwyżkę, bo oni od razu wylatują z tym, że oni cały czas inwestują w firmę i nic nie zarabiają i mam mieć to na uwadze, mówię na to że jestem pracownikiem, a nie właścicielem, ale oni mają to gdzieś. W takich sytuacjach jestem jak właściciel, a tak to nie mam nic do powiedzenia. Oczekują ode mnie takiego zaangażowania, żebym była na każde zawołanie i cały czas myślała o tym co możemy jeszcze zrobić (ale po pracy), najlepiej jakbym siedziała z nimi w firmie po 18 bo oni wtedy mają czas.

 

Uważacie, że dobrze zarabiam, czy za te pieniądze mogłabym mięć prace która mnie nie niszczy? Warto dodać, że przestaję mieć chęć spotykania się prywatnie z moją rodziną, to kolejny efekt uboczny tej pracy.. Wydaje mi się że wiele umiem, właśnie kończę studia z zarządzania finansami.. Jedyny problem to moja dystymia, bo wiem, że w mojej pracy nawet jak mnie znienawidzą (dla nich wszyscy ich pracownicy, ci ze sklepów, są obibokami, tak więc nie jestem jedyna, dla nich każdy jest niegodny pracy kto sie dla firmy nie poświęca tak jak oni) to mnie nie zwolnią bo jestem z rodziny.

 

Według mnie problem nie leży we mnie tylko w ich zarządzaniu firmą, ale może nie mnie to oceniać.. Póki co siostra twierdzi ze do dwóch miesięcy od porodu wróci do pracy. Ona wie, że kiedy ja zajdę w ciąże to tak nie postąpię, dlatego darzy mnie mianem leniwej. To, że mnie znają ciągle mnie pogrąża.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie smutno się czyta to co napisałaś. Czy szukałaś innej pracy? Jak wyobrażasz sobie wyzdrowieć w takiej chorej sytuacji?

Przecież to twoje życie!

 

Cóż, wychowałam się w tej rodzinie, jestem bliższa stwierdzeniu, że przesadzam, że jestem gorsza od nich, że dla innych to co ja robie nie byłoby problemem.. Moja mama (pracuje u nas dorywczo, a na co dzień w innej firmie taty) ciągle mi mówi, że ja nie wiem co to jest prawdziwa praca i gdybym pracowała gdzieś indziej to bym się od razu życia nauczyła, bla bla bla, wmawia mi że jestem nieudacznikiem i trzymają mnie tam chyba z zasady.

 

A z takiej pracy ciężko odejść, w naszym budynku mamy dwie firmy, ta w której pracuje i drugą taty, tak więc pracuję z moimi rodzicami, obiema siostrami, moim narzeczonym, dziadkiem, wujkiem.. Strach, że się ode mnie odwrócą. Nie zależy mi na tej relacji, ale rodzina daje poczucie bezpieczeństwa, mi w sumie tylko finansowego, bo wiem, że cokolwiek się stanie będę miała od kogo pożyczyć.

 

Nie potrafię się zdecydować po której stronie leży wina, boję się, że inna praca będzie jeszcze gorsza. Boję się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A twój narzeczony co na to? Narzeczony to już jakieś oparcie, ktoś kto rozumie, przyjaciel... Naprawdę, z zewnątrz wygląda to tak ,jakby rodzina cię wykorzystywała i jeszcze kazała ci dziękować za to, że cię wykorzystuje.

Wiem, że ciężko uwierzyć w to, że samemu się sobie poradzi, jak najbliżsi nie nauczyli samodzielności i wiary w siebie, ale to, że coś jest trudne, nie znaczy, że jest niemożliwe. Sama piszesz, że ta praca cię niszczy...naprawdę szkoda zdrowia! Ja myślę, że ty dobrze wiesz co zrobić i dobrze wiesz, że musisz coś zmienić.

Fakty są takie, że masz doświadczenie zawodowe, prawie ukończone studia, pracy się nie boisz. I nie jesteś nieudacznikiem! Wręcz przeciwnie, dusisz się w tej firmie bo stać cię na więcej. Tak to widzę. Odwagi!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szukaj nowej pracy na boku, znajdź ją i odejdź z obecnej pracy jak tylko podpiszesz nową umowę z nowym pracodawcą. Rodzina Ciebie nie szanuje ani twojej pracy, niech znajdą sobie jelenia gdzie indziej. Może wtedy zaczną Ciebie szanować, a jak nie to nic nie tracisz. Zmiana otoczenia dobrze ci zrobi. Nawet gdybyś wynegocjowała lepszą pensje to nie będziesz z tego powodu szczęśliwsza, to nie pieniądze są problemem tylko ilość pracy i jak ciebie traktuje siostra i jej mąż, a tego pieniądze nie zmienią.

 

Takie jest bynajmniej moje zdanie. Nie ma co kierować się sentymentem czy lojalnością wobec rodziny, z tego co napisałaś wynika, że twoja siostra i szwagier na lojalność nie zasługują.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przejrzałam Twoje posty wstecz, bo mi cos tu nie pasuje, z jednej strony piszesz jaka jestes ciemiezona z drugiej z kolei niby usprawiedliwiasz sie choroba. W postach wstecz czesto piszesz, ze nic Ci sie nie chce, ze nie masz motywacji itd, jezeli masz tak czesto, ze wzgledu na chorobe to sie nie dziw ze zdrowi ludzie tak postrzegaja. Wyjsciem jest byc moze dla Ciebie jak mowi matka nauczka inna praca: popracuj w biedronce zobaczysz dopiero co to wyzysk, albo z kolei jezeli uwazasz ze stac Ciebie na super prace aplikuj na stanowisko tam gdzie uwazasz ze masz szanse. Wg mnie nigdy nie bedzie idealnie, bo nie ma pracy gdzie zazwyczaj siedzisz wylacznie 8 godzin, a na dodatek jak czegos nie zrobisz to mozesz dostac dyscyplinarke, nikt spoza rodziny nie bedzie uwazal, bo obcy ludzie sie w ogole nie patyczkuja, powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przejrzałam Twoje posty wstecz, bo mi cos tu nie pasuje, z jednej strony piszesz jaka jestes ciemiezona z drugiej z kolei niby usprawiedliwiasz sie choroba. W postach wstecz czesto piszesz, ze nic Ci sie nie chce, ze nie masz motywacji itd, jezeli masz tak czesto, ze wzgledu na chorobe to sie nie dziw ze zdrowi ludzie tak postrzegaja. Wyjsciem jest byc moze dla Ciebie jak mowi matka nauczka inna praca: popracuj w biedronce zobaczysz dopiero co to wyzysk, albo z kolei jezeli uwazasz ze stac Ciebie na super prace aplikuj na stanowisko tam gdzie uwazasz ze masz szanse. Wg mnie nigdy nie bedzie idealnie, bo nie ma pracy gdzie zazwyczaj siedzisz wylacznie 8 godzin, a na dodatek jak czegos nie zrobisz to mozesz dostac dyscyplinarke, nikt spoza rodziny nie bedzie uwazal, bo obcy ludzie sie w ogole nie patyczkuja, powodzenia.

 

oczywiscie, że się nie patyczkują, ale możesz wrócić do domu i ponarzekać jaka beznadzieja, możesz iść do siostry i ponarzekać na pracę, bo jesteście przecież siostrami-przyjaciółkami. A tak to do rozmowy zostaje mi narzeczony, bo nie mam ochoty się widzieć z resztą rodziny. Rozmawiałam z jedną "koleżanką", która pracowała u siostry i się zwolniła. Mówiła, że za bardzo niszczy to ich relacje. Poza tym uważam, że kto jak kto, ale rodzina powinna być dla mnie chociaż trochę wyrozumiała, nie wiem czy słusznie ale boli mnie ich postawa, nie da się z nimi porozmawiać o uczuciach, bo oni mają swój świat w którym oni sa idealni, a inni nie z własnego widzi mi się.

Np mój tata w tej swojej drugiej firmie (u mnie on o tym nie decyduje) dużo lepiej płaci. Pracuje u niego mój narzeczony od paru miesięcy, pracuje fizycznie (nie ciężko i nie jest to odpowiedzialna praca) i zarabia mniej więcej tyle co ja. Moja druga siostra pracuje u niego w biurze sprzedaży, pół dnia nic nie robi, ale wypłatę ma wyliczoną tak, żeby jak zapłaci opiekunce to żeby jej zostało. I tak zarabia 14zł na godzinę na rękę. Jakos do niej nikt nie ma pretensji, że się w ogóle nie poświęca (często wychodzi i trzeba szukać zastępstwa, bo szczepienie albo fryzjer) bo przecież ona jest "matką polką", a ja "przecież mam czas" bo nie mam dzieci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×