Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witająca zrezygnowana.


Arza

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Mam 23 lata i przestaję dawać sobie radę ze strachem i niską samooceną.

Gdy miałam 18 lat, moja matka przeszła próbę samobójczą. Trafiła do szpitala psychiatrycznego, a po wyjściu musiałam się nią sama opiekować i prawie codziennie słuchać o tym jaką nową metodę wymyśliła, by się skutecznie i szybko zabić. Zniosłam to w miarę dobrze w porównaniu do teraz, kiedy moja mama od września tamtego roku znowu zaczęła wygrażać sobie śmiercią, a jej stan pochłaniał wszystkie moje myśli. Przyczyną problemów jest ojciec, który nie mieszka z nami od kiedy miałam 5 lat (pracował za granicą) i który zawsze ją zdradzał, a ona nie potrafiła powiedzieć sobie dość.

Po pierwszej próbie samobójczej obiecałam sobie, że będę dla niej najlepszą córką, jaką mogłaby sobie matka wymarzyć. Przestałam się z nią kłócić, ustępowałam, robiłam drobne niespodzianki, by miała pociechę z kogokolwiek z rodziny. Zdarzały się noce kiedy wpadałam w panikę i sprawdzałam czy żyje, płakałam po nocach wyobrażając sobie co by było, gdyby odeszła. Często rankami wchodziłam do pokoju i obserwowałam kołdrę czy się rusza, gdy oddycha.

W sierpniu ubiegłego roku wyjechałam za granicę odwiedzić ojca. Rozmawiałam z mamą na ten temat, pytałam czy nie będzie mieć mi za złe, że go odwiedzę (ojciec dwa miesiące wcześniej znalazł sobie nową kobietę. Ja byłam pogodzona z nim i z tym, że po prostu taki jest. Nic nie zmienię, ale jest moim ojcem). Po moim powrocie zastałam matkę w ciężkim stanie. Brat zdążył wyjechać za granicę, więc znowu zostałam sama, nie mogąc uświadomić ani jemu, ani tym bardziej ojcu co się dzieje. Matka zrzucała winę na nas. Zaznaczyła, że to szczególnie moja wina, bo nie wysłałam jej smsa, gdy dotarłam do ojca, co było dla niej dowodem dla braku miłości. Codziennie wypominała mi, że jej nie kocham, że ona doskonale wie o tym, że mam jej dosyć, że z chęcią bym się jej pozbyła, że wolę tego "s****syna" ojca, że odpocznę od niej kiedy niebawem umrze... Wtórował jej mój najstarszy brat, który pochodzi od innego ojca...Często wygarniał mi pod wpływem alkoholu, że jestem dzieckiem "zrodzonym ze złej spermy", nie przejmuję się matką, przypominam mu mojego ojca patrząc na mnie wzrokiem jakby miał zwymiotować. Brat nie mieszka z nami, nawet wtedy gdy mieszkał, nasz kontakt ograniczał się do mówienia sobie "cześć" z rana. Wiem, że sam ma problemy i rozumiem go...

Mój ojciec prócz zdrad miał także inne "występki" na swoim koncie. Kiedyś nagle przypomniało mu się o rodzinie i postanowił, że wyprowadzimy się do niego, w celu zjednoczenia rodziny. Po dwóch miesiącach odechciało mu się. W tym czasie ja, w wieku 16 lat musiałam porzucić dopiero co "zdobyte" grono znajomych, by przenieść się do szkoły za granicą. Było to dla mnie nie do zniesienia. Wiedziałam, że z tej próby nic nie wyniknie. Mieszkaliśmy w 1000 tysięcznym miasteczku, gdzie praktycznie obcokrajowców nie było. Tamten okres szkolny był dla mnie jednym z najgorszych...nietolerancja, plucie, wyzwiska, zdarzyło się, że na mieście rzucono we mnie butelką, kamieniami...w końcu dwa miesiące spędziłam chowając się pod łóżkiem byleby nie wychodzić do szkoły. Wpadłam w starsze towarzystwo polaków. Zaczęły się narkotyki, seks, przemoc, problemy z policją. Ojciec przychodził do domu pod takim wpływem marihuany, że nie rozpoznawał mnie, albo na kolanach wchodził do domu, a ja brałam z niego przykład. Matka po pewnym czasie wróciła do Polski. Ojciec założył n-ty biznes w swoim życiu który nie wypalił. Mieszkaliśmy w centrum jednego z największych miast, w willi usytuowanej w parku, woziliśmy się nowiutkim samochodem, ale nawet nie starczyło na jedzenie, a ojciec kradł prąd... Prosiłam koleżanki o jedzenie, gdy zapytałam o to czy jest chleb w domu, ojciec odpowiedział, że zostały jeszcze jakieś resztki, ale leżą w koszu na śmieci. W końcu splajtował i wyjechał do Anglii by uniknąć odpowiedzialności, a ja w tym czasie miałam sobie znaleźć mieszkanie (miałam wtedy 16 lat). Zmieniałam miejsce zamieszkania od mieszkań gdzie byli sami dorośli mężczyźni, po domy koleżanek, włóczyłam się, by w końcu wrócić do Polski.

Dodam, że nigdy nie mogłam liczyć na pomoc mężczyzn w mojej rodzinie. Gdy chorowałam na anginę przy której nie mogłam wydusić z siebie słowa, ojciec nie miał problemu, by jeden z jego kumpli pijany wparował do pokoju i znalazł się pod moją kołdrą dotykając mnie po częściach intymnych. Co tu dodawać...nigdy nie miał po prostu problemu, a takich sytuacji było kilka. Nie miał także problemu proponując mojej matce, by została prostytutką.

Po powrocie wracałam do normy... ale dokładnie 4 grudnia 2013 roku, legła w gruzach moja pewność siebie.

Miałam do przedstawienia referat z koleżanką na studiach i nagle bum...nie jestem w stanie wydobyć z siebie słowa, zaczęłam drżeć, miałam wrażenie, że zejdę na zawał, głos brzmiał tak jakbym miała się rozpłakać.

To doświadczenie odbija się do dzisiaj. Stanie w kolejce na poczcie, wyjście do sklepu, pojechanie na studia, rozmowa z przyjaciółką stała się dla mnie praktycznie niemożliwa. Nie mam znajomych, boję się ludzi, wymyślam sobie niestworzone historie, układam dialogi w głowie, boję się jeździć autobusami, samochodem, wymyślam wypadki i zawsze staram się ułożyć czy iść w taki sposób, by przeżyć w razie wypadku...Na szczęście został mi ostatni semestr studiów. Bardzo chciałabym zacząć kolejny kierunek, ale nie wiem czy dam sobie radę i wkurza mnie okropnie, że ten stan tak bardzo utrudnia mi życie. Mama czuje się już lepiej, nie grozi sobie samobójstwem...za to ja odpadłam całkowicie...

Także witam wszystkich nerwicowców. Mam nadzieję, że forum mi pomoże odnaleźć w sobie znowu nadzieję, bo mam wrażenie, że codziennie się oszukuję. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj

 

Ja mam 22 lata, w wieku 18 znalazłem zwłoki mojego brata (dzień przedtem się z nim widziałem wraz z ojcem który zrobił mu awanturę). W kolejnym roku dopiero co poznana dziewczyna chciała się zabić, przeżyła...później ja miałem próbę - przeżyłem. Od 2 lata leczę się psychiatrycznie, biorę leki i mogę spać, długa historia. Poszedłem na studia i 2x zawaliłem ten sam kierunek na tej samej uczelni... Tak samo jak Ty wyobrażam sobie różne sytuacje, boję się chodzić na zajęcia bo co sobie pomyślą itd...

 

Zacząłem psychoterapię po raz drugi. Pierwsza skończyła się na 1 wizycie. Teraz w następnym tygodniu mam drugą wizytę u nowego psychoterapeuty i wierzę w to, że uda mi się wyjść z tych problemów.

 

Mówią, że psychoterapia pomaga, spróbuj, ja właśnie próbuję :)

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×