Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Uświadomienie problemu

Rekomendowane odpowiedzi

Sporo z Nas chodzi na terapię, korzysta z pomocy specjalistów. Czy w czasie trwania leczenia zdaliście sobie sprawę chociaż z części Waszych problemów? Jesteście już ich świadomi, dostrzegacie je? Jak się czuliście, kiedy "dotarło" do Was, że macie z czymś problem? Czy coś się od tego czasu zmieniło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem że to nie bardzo na temat ale tylko to mi przyszło do głowy

Akurat w moim przypadku samo uświadomienie problemu czyli tego z czym mam problem jest bardzo trudne.

Pytania: z czym mam problem, na czym stoję, o co mi teraz chodzi, co powinnam dalej robić, jaka jest moja obecna sytuacja- stawiam sobie na terapii i staram się razem z terapeutą na nie odpowiedzieć.

Bo często mam tak że czuję że doszłam do granic swoich możliwośći, że nie da się już niczego zrobić, że już nie ma możliwośći jakiejkolwiek zmiany.

Wtedy siedzę na terapii i nie mam o czym mówić, bo nie mam problemu nad kórym chciałabym pracować a wszystko co bym mogła powiedzieć nie ma znaczenia.

I albo siedzę i obserwuję swoje uczucia albo zaczynam coś dukać cały czas głowkując o co mi chodzi i co czuję.

Na ostatniej terapii też się to powtórzyło. Nie wiedziałam co czuję i o czym mam mówić, nie wiedziałam co mam dalej robić, jak pracowac nad soba. Czułam że stoję w miejscu.

 

No i terapeucie udało się znaleść mój problem. Okazało się ża ja nadal, chociaż tego nie zauważam, tłumię moje odczucia i nie chcę ich przeżywać ( ja jestem odcięta od swoich emocji). A przecież bardzo się staram nie tłumić lęków i myslałam że niczego nie tłumię. A gdy teraz wnikliwiej siebie obserwuję to widzę że tłumię wszystkie lżejsze lęki oraz odczucia w ciele.

To uświadomienie mi w czym mam problem i jakie mam możliwośći samej pracowac nad sobą dało mi dużo pozytywnego, natchnęło mnie wiarą że potrafię coś sama robic i mam kotrolę nad procesem zdrowienia. I w tym tygodniu mam efekty którymi jest poprawa samopoczucia i wiara że uda mi się z tego wyjść ( mam zaburzenia schizotypowe).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie na terapii, ale gdy byłam w fazie uświadamiania sobie swoich problemów, to największą trudność miałam z kwestią zwracania na siebie uwagi i szukania pomocy. Ja naprawdę mówieniem o swoim złym samopoczuciu i myślach samobójczych szukałam opiekunów, którzy podadzą mi pomocną dłoń. I chociaż nie uważam tego za szczególnie "niewłaściwe", strasznie mnie to irytowało. Sama faza uświadamiania sobie, co z nami właściwie jest nie tak i nad czym trzeba pracować jest jedną z najtrudniejszych. Czasami frustracja i złość doprowadzają do szału, a mimo wszystko trzeba sobie powiedzieć "no ok, i po co to robisz?" i nie wymigiwać się opowieścią o tym, że życie jest straszne. Dlatego teraz jak widzę osoby z bierną agresją czy właśnie tłumieniem uczuć, jak Inga_beta pisałam, z jednej strony mam ochotę chwycić za ramiona i krzyknąć, żeby wzięli się garść, ale z drugiej zaraz przypominam sobie jak to cholernie trudne i nieprzyjemne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem świadomy wszystkich lub większości swoich problemów; ale świadomość problemów to tylko 25% sukcesu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uświadomiłam sobie dopiero w trakcie terapii, że byłam molestowana. To było przełomowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja uświadomiłem - nazwałem sobie swoje problemy w trakcie terapii. Wcześniej czułem, że coś jest nie tak, ale nie rozumiałem co. Dużą część trudności odkryłem w trakcie, a część dopiero po - w czasie terapii po części nauczyłem się obserwować i analizować siebie (oczywiście w ograniczonym zakresie)...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znachor, właśnie między innymi to ma na celu terapia. Pomogło Ci to w jakiś sposób? Masz poczucie, że jest Ci dzięki temu łatwiej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czasami droga do uświadomienia sobie problemu bywa bardzo długa. Najśmieszniejsze i jednocześnie najbardziej tragiczne jest to, że czasami mimo tego, iż ktoś powtarza w kółko, że druga osoba ma z czymś problem, nie jest to przyjmowane do wiadomości. Zamiast zastanowić się, czy aby na pewno to My mamy rację, automatycznie włącza się mechanizm obronny, jakby problem "nie chciał", żeby sobie uświadomić jego istnienie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czasami droga do uświadomienia sobie problemu bywa bardzo długa. Najśmieszniejsze i jednocześnie najbardziej tragiczne jest to, że czasami mimo tego, iż ktoś powtarza w kółko, że druga osoba ma z czymś problem, nie jest to przyjmowane do wiadomości. Zamiast zastanowić się, czy aby na pewno to My mamy rację, automatycznie włącza się mechanizm obronny, jakby problem "nie chciał", żeby sobie uświadomić jego istnienie...

Meh... mało tego.

Potrafią się właczyć mechanizmy wypierania faktów zaistniałych, zniekształcenia postrzegania i pominięcia, a z osobami wskazującymi na problem przestaje się rozmawiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uświadomiłem sobie, że "linia" ja-ojciec to jeden z obecnych "generatorów" mojej nerwicy. Ten generator nie ma "wyłącznika", trzeba by go było "wyeliminować" całkowicie, czyli wyprowadzić się od rodziców. Ten "generator" będzie działał jeszcze bardzo długo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja byłam świadoma swoich problemów jeszcze zanim zaczęłam chodzić na terapię. Zawsze wiedziałam, że coś jest nie tak a dzięki swojemu chłopakowi nauczyłam się to nazywać, oceniać, obiektywizować, racjonalizować a ostatecznie dzięki niemu mam motywację do wprowadzenia zmian, do walki. Ale jednocześnie wiem, że nie wszystko da się zmienić, naprawić. I to jest bardzo frustrujące, ta cała bezsilność, choćby nie wiem co się robiło, nie da się.

 

Terapii potrzebuję po to, żeby móc się wyżalić, naskarżyć, odciążyć mojego chłopaka. Żeby ktoś miał mnie "pod kontrolą", monitorował mój stan i żeby potwierdził, że te moje teorie dotyczące moich problemów nie są wymyślone, że nie jestem hipochondryczką, tylko że to faktycznie ma miejsce. Potrzebuję usłyszeć, że moje zaburzenia to nie moja wina, że mam prawo "chorować".

 

Niestety nie mam pomysłu na swoje życia a żaden terapeuta nie powie mi co mam zrobić ze swoim życiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam obecnie trzy "źródła" uświadamiania problemów. Moje analizy, dyskusje z pewną osobą na pewnym forum, terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, i na jakim etapie jesteś? Rozważania coś dały?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, i na jakim etapie jesteś? Rozważania coś dały?

Nie wiele dały, pojawiło się tylko trochę więcej hipotez i w dalszym ciągu pewny jestem tylko tego, że "kategorie problemów" w mojej psychice należą do nietypowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 22.04.2017 o 13:44, mark123 napisał:

Nie wiele dały, pojawiło się tylko trochę więcej hipotez i w dalszym ciągu pewny jestem tylko tego, że "kategorie problemów" w mojej psychice należą do nietypowych.

Nadal to samo czy coś się zmieniło?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przy rozważaniach doszedłem do wniosku, że moim głównym problemem najogólniej mówiąc jest niepełnosprawność neuropsychiczna, prawdopodobnie spowodowana małym udarem niedokrwiennym. Moje problemy są zbyt specyficzne, by były tylko zwykłymi zaburzeniami. Miałem kiedyś rezonans głowy, który wykazał lekkie naczyniopochodne uszkodzenie mózgu (i właśnie dlatego, że lekkie, upośledza "tylko" moje funkcje psychiczne i neuropsychiczne, a nie powoduje problemów stricte neurologicznych). Myślę, że uszkodzenie mogło być spowodowane małym udarem niedokrwiennym. Pewnego dnia, gdy miałem 6 lat nagle się "popsułem" i tak już zostało. To podobno typowe dla udaru, a że udar był mały, to nie popsułem się neurologicznie. Zasugerowałem nawet kiedyś neurologowi, czy to uszkodzenie mózgu może być przez udar i czy to nagłe popsucie może świadczyć, że właśnie wtedy do niego doszło, powiedział, że jest to możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×