Skocz do zawartości
Nerwica.com

O co w tym chodzi.. borderline, czy cos wiecej?


karoll007

Rekomendowane odpowiedzi

Witam was wszystkich, mam 19 lat i pomimo ze siedze na tym forum od dwoch lat, dopiero teraz sie zarejestrowalam. Czuje juz totalna bezsilnosc wobec siebie, dlatego mam nadzieje, ze wyrazicie swoja opinie o tym co wam napisze.

Moja historia zaczyna sie 4 lata temu kiedy to wlasnie zaczelo sie ze mna dziac duzo zlego. Stany depresyjne,problemy w nauce (kiedys bylam wzorowa), objawy kompulsywne (trichotillomania).od tamtej pory zaczelam chodzic na terapie, pomimo terapii wciaz dzialo sie coraz gorzej,mogromna depresja poprzeplatana ze stanami wielkich buntow alkoholu, i troche narkotykow. Musze zaznaczyc ze mialam wtedy kiepskie relacje rodzinne, ktora niezbyt przejmowala sie moim zachowaniem. Trafilam w podejrzane towarzystwo, ulegalam wplywom i nagle sama z siebie odcielam sie od tego, zyjac z wielka agresja do calego swiata i samej siebie. Nie obylo sie bez acting outow, a dwa lata temu pojawily sie samookaleczenia. Zaczelam mkec potworny lek przed szkola, i niesamowite trudnosci w skupieniu, wrecz niemozliwe, potrafilam sie tak jakby zacinac i malo nie wpasc pod samochod. Usilnie ukrywalam blizny, rany, do czasu kiedy mam ich nie zauwazyla. Trafilam do psychoatry, pierwsze leki moklobemid, tydzien pozniej bylo tak zle ze znow wrocilam do niego, zapisal mi fevarin po ktorym dostalam czestoskurczow serca i nie bylam w stanie funkcjonowac. Z polecenia znajomej mamy trafilam na konsultacje do brzozowa, pozniej do warszawy w centrum zdrowia dziecka, na koncu dostalam sie do dr moskwy w wawie, ktory w miare ustawil mi leki, dzieki ktorym przynajmniej bylam w atanie ukonczyc rok szkolny. Ale to nie byl koniec dokladnie rok temu pogorszylo sie do tego stopnia ze nie mialam sily nawet wstac z lozka, nie chcialo mi sie zyc juz od kilku lat ale to bylo ju dla mnie za duzo. Prob samobojczych mialam wtedy za soba juz jakies 5, w ostatecznosci nalykalam sie wszelkich psychotropow popijajac oczywiscie %. Wtedy wlasnie zadzwonil do mnie moj terapeuta zeby mi powiedzec ze sesja odwolana, ledwo odpowiedzialam ze juz wszystko niewazne. On wlasnie mnie znalazl i w sumie uratowal zycie. Za dwa dni trafilam do dr moskwy w warszawie, ktory przymusowo skierowal mnie do szpitala na nowowiejskiej, bylo to dla mnie najgorsze prezycie jakie mnie spotkalo. Pobyt w szpitalu moglabym porownac do najgorszego koszmaru, nabawilam sie tam takiej traumy, ze na sama mysl lzy mi ciekna po policzkach. Bylam tam jedynie trzy najgorsze miesiace zycia i z pomoca mamy jakos wyszlam z diagnoza borderline i skierowaniem na 7F. Leki w szpitalu okropnie oglupialy ( klonazepam, diazepam, lorazepam,imovan, lit, rispolept, depakine chrono) po pobycie w szpitalu bralam rispolept z depakine i stwierdzam ze byl to najgorszy lek, pomimo ze mnie wyhamowal w zachowaniach, to bylam robotem fizycznym i emocjonalnym, do tego okropne drzenie slinotok i dreczace realistyczne sny. Odstawilam leki i bralam tylko lit. Po wszystkich konsultacjach na 7f strach przed zamknieciem szpitalem i lekarzami sprawil ze zrezygnowalam. Od maja do lipca bylo ze mna praktycznie w porzadku, bez zadnych nadzwyczajnych stanow. W sierpniu zaczelo sie, ale zupelnie inaczej. Totalny dol i panika przed nowym rokiemm (oczywiscie nie przeszlam klasy maturalnej i musialam powtarzac, jednak w formie indywidualnej w szkole). Wszyscy znajomi juz wyjechali, nie mam kompletnie nikogo a bezsilna depresja zaczela sie przeradzac w dziwne stany, ataki paniki ( codzienne wymioty, nie jedzenie, brak tchu, nieznosnie wysokie cisnienie, drzenia, omdlenia). A ostatnia rewelacja jest tak niesamowita agresja i zlosc do wszystkiego ze nie kontroluje tego, nie monza sie do mnie odezwac, zaraz krzycze, denerwuje sie, zdarzylo mi sie nawet kogos pobic, a jak zemdlalam i trafilam do szpitala to ucieklam, mam caly czas wrazenie ze ktos chce zrobic mi krzywde, ze mnie sledzi, mam zerowa koncentracja ciagle dreczy mnie mysl ze jestem sama, a pomimo tego odrzucam innych od siebie, nie robie tego celowo. Mam niesamowita nienawisc do ludzi i yego co robia mowia, jak sie patrza. Moj terapeuta mowi ze robi sie to dziwne, bo jak zauwazyl rozwalanie wszystkiego wokol daje mi satysfakcje, a pozniej bedzie jeszcze gorzej.

Nie mam juz sily, jak o tym wszystkim mysle to mam wrazenie ze glowa mi peknie. Ciagly bol glowy i spanie po 16 godzin to nie jest zycie. Boje sie ze kiedyc zlapie za noz i zrobie krzywde albo komus albo sobie. To jest jakas paranoja. Jak myslicie, zglosic sie do lekarza, wiedzac ze amm ogramna traume i strach przed nimi? ( w swojej historii odwiedzilam juz chyba 9 roznych)??

 

Z gory przepraszam za bledy, ledwo patrze na oczy, wierzcie ze skupienie sie na tym zajelo mi jakies 2 godziny. A jesli ktos z was chce sie dowiedziec o warunkach i traktowaniu na Nowowiejskiej to chetneie opowiem bo o takich rzeczach trezba mowic, bo to nie do pomyslenia.

 

Niech was moj wiek nie zmyli, jestem dosc oblatana w chorobowych sprawach, pewnie nikomu nie bedzie chcialo sie tego czytac, ale przynajmniej napiecie troche ze mnie zeszlo.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×