Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cześć :)


zuzahnna

Rekomendowane odpowiedzi

Postanowiłam dołączyć do Was dlatego, że nie mam nikogo, komu mogłabym zaufać, a rodzicom nie chcę łamać serc. Trzy lata temu przyjmowałam antydepresanty przez okres kilku miesięcy i regularnie uczęszczałam na terapię. Zawsze miałam skłonności depresyjne, ale wtedy związałam się z mężczyzną, dużo starszym, uzależnionym od narkotyków, kimś kto potrafił zabrać mi ostatnie pieniądze, obwiniać mnie za to, że on spóźnił się cztery godziny, bo musiał przecież "załatwić", narażał moje bezpieczeństwo prosząc mnie o przysługi, miał napady agresji. Byłam bardzo młoda i to ja jemu nadskakiwałam, a on czuł się z tym nad wyraz wygodnie. Ostatecznie zostawił mnie dla dziewczyny podobnie jak on, uzależnionej, i poniżał włączając przy kolegach telefon na tryb głośnomówiący kiedy do niego dzwoniłam zapłakana. Ba, nawet kiedy matka jego nowej dziewczyny wykopała ich z mieszkania potrafił zadzwonić do mnie i obwiniać, że to na pewno moja sprawa. Z czasem znalazłam w sobie wystarczająco spokoju, żeby funkcjonować i skupić się na sobie. Rok później na studiach jedna z dziewczyn, która lubowała się w krytykowaniu innych ludzi skazała mnie na towarzyski ostracyzm, bo stwierdziła, że zwyczajnie mnie nie lubi i nie życzy sobie żebym była gdziekolwiek zapraszana. Nie miałam wtedy wielu znajomych na studiach, więc, oprócz jednej kumpeli, która dojeżdżała na zajęcia i wieczorami wracała do swojej miejscowości, siedziałam sama. Moja ciotka, z którą mieszkałam, całe dzieciństwo uwielbiała mówić mi, że nigdy nie będę tak piękna jak ona, że jestem gruba i kiedy miałam osiem lat proponować mi tabletki odchudzające :). Dodam, że nie byłam otyłym dzieckiem, chociaż miałam nadwagę. Po prostu nauczyłam się, żeby zawsze porównywać się do innych, niestety, na swoją niekorzyść. Tak się "motywowałam". Pewnie dlatego tak łatwo złamała mnie sytuacja ze znajomą na studiach. Z czasem nabrałam siły, zahartowałam się, chociaż jak widać nie tak bardzo jak sądziłam. Wydawało mi się, że potrafię poradzić sobie sama z tym wszystkim i nawet nieźle mi szło. Jednak z perspektywy czasu widzę, że po prostu byłam tak zajęta studiami, że żyłam jak w jakimś letargu, zarzuciłam pasje, zainteresowania. Kilka miesięcy temu rozpadła się moja wieloletnia przyjaźń i zdałam sobie sprawę jaka jestem samotna. Próbuję wrócić do tego co kochałam robić, jednak często zwyczajnie brakuje mi siły i czuję jakbym się do tego zmuszała. Nie mam nikogo komu mogłabym zaufać, związki z mężczyznami ,delikatnie mówiąc, nie wyglądają najzdrowiej i dusiłam się już z zatrzymywaniem tego dla siebie. Mam znajomych, ale nie ufam im, wiem, że "wszystko co powiem może być wykorzystane przeciwko mnie". Pozornie nie mam na co narzekać, nigdy nie brakowało mi jakoś specjalnie pieniędzy, jestem jednym z nielicznych szczęśliwców, którzy mają fajnych rodziców, wyjeżdżam na rok za granicę na studia. Boję się, że nie dam tam rady, że mój stan się pogorszy i nie będę miała gdzie szukać pomocy. Przeglądałam Wasze forum czytając historie innych ludzi i moje problemy są w porównaniu do nich banalne, ale nie poradzę nic na to, że czuję się z nimi tak, a nie inaczej. Jeśli komuś chciało się przeczytać moje nieskładne wypociny to dziękuję. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam. mnie zachciało się przeczytać twoje wypociny :smile:

tutaj napewno bd miała z kim pogadać. Sama dołaczyłam do forum nie dawno bo mój chłopak prawdopodobnie ma NN.

tutaj jest naprawde miła atmosfera. Sama z chęcią wysłucham cię jeżeli bd tego potrzebować.

Serdecznie pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, dołączyłam dziś tutaj w wierze, że spotkam osoby z podobnymi problemami.

Mam nerwicę, biorę leki i chodzę na psychoterapię. Jednak moja psychoterapeutka skupia się na dogłębnej analizie przyczyn i na razie niewiele mi pomaga (3-mce psychoterapii), dr skupiła się na lekach (biorę je od 2 m-cy) po których tez nie czuję dużej poprawy, a moja rodzina, mój partner zwłaszcza - nie rozumie mnie. Nie wie co to za choroba, jak mi pomóc gdy mam 'jazdę', nie potrafi sobie wielu rzeczy które przeżywam wyobrazić. Mamy dziecko więc staram się bardzo wyleczyć ale na razie - nie daję rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jasmine_81

 

Nie martw się , my Ciebie rozumiemy , musi być Tobie ciężko, wiem coś o tym .Ja również staram się pokonać chorobę , jak najszybciej,jak większość osób tutaj.Ja również mam jazdy, czasem niezłe :D

 

-- 23 sie 2013, 17:17 --

 

zuzahnna

 

 

Na studiach sobie poradzisz, za granica również jest pomoc, można ja uzyskać. Nie miałaś łatwego życia , lecz dasz rade.Jeżeli obecnie nie czujesz się dobrze udaj się do psychologa, może on Tobie pomoże.Pozdrawiam Cie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×