Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Dotrzymywanie obietnic

Rekomendowane odpowiedzi

Nie trawię osób, które nie dotrzymują danego słowa. Doprowadza mnie to do białej gorączki. Nie wiem jak jest u Was, ale dla mnie za przeproszeniem robienie z gęby cholewy jest totalnym brakiem szacunku w stosunku do drugiej osoby. Wiadomo, są sytuacje, kiedy po prostu nie da się dotrzymać słowa. Są to jednak wyjątki do zaakceptowania. Niemniej jednak, jeśli zdarza się to nagminnie, to po pierwsze spada zaufanie do danej osoby, po drugie, patrzymy z przymrużeniem oka na potencjalne obietnice, po trzecie- rodzi się frustracja. Mieliście do czynienia z takimi osobami? Co wtedy zrobiliście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zazwyczaj nikomu nic nie obiecuję, bo nawet samemu sobie mi czasem trudno dotrzymać obietnicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to staram się dotrzymywać obietnic, ale cierpię na permanentny strach, niechęć do ich składania bo boje się że ich nie dotrzymam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak już coś obiecam, to staram się z zobowiązania wywiązać - terminowo i porządnie. Między innymi po to, żeby z czystym sumieniem opierdzielić kogoś jeśli nie wywiązał się z czegoś co deklarował. I chodzi tu zarówno o "wielkie" jak i "małe" sprawy, zarówno o "kocham cię i chcę mieć z tobą dzieci" jak i "tak, spoko, prześlę ci linka wieczorem". Wiadomo że im większego kalibru sprawa, tym więcej zaufania się traci w wypadku niewywiązania z obietnicy. Wiadomo, że za nieprzesłanie linku do obiecanego filmu wieczorem nie zrobię kumplowi awantury jakby chodziło o ocalenie życia; za złamanie deklaracji kalibru "chcę mieć z tobą dzieci" jest w moich oczach tylko jedna możliwa reakcja: GTFO, nie znam cię.

 

Na przypieczętowanie mojego stanowiska: rotten soul, Wiola, Monika - koszulki na zlot wykonałem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja z jednej strony bardzo pilnuję się, żeby nie rzucać słów na wiatr, ale głównie w tych ważniejszych kwestiach. W tych mniej ważnych, pewnie trochę wstyd, ale zapominam. Mówię "zadzwonię wieczorem", potem coś mnie zajmie i zapomniałam. Albo "wpadnę w przyszłym tygodniu", ale coś mnie rozproszy i zapomniałam. Mam tak bardzo często i z wieloma rzeczami, od nastawienia ziemniaków (tak, czasem zapominam, że powinnam jeść) po wizyty u najbliższych przyjaciół. Wybaczają mi, bo co mają robić... ^^'

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zazwyczaj nie zawodzę, chyba, że z przyczyn ode mnie niezależnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój chłopak jest bardzo niesłowny... do czego to doprowadziło? - w połączeniu z uczuciami jakimi go darzyłam do istnej katastrofy. Jestem wrakiem człowieka. Stałam się zgorzkniała, pyskata, agresywna, co z kolei bardzo rzutowało na naszą znajomość. Po licznych przejściach nadal jesteśmy razem, ale zaufanie z mojej strony już nie to samo... Ostatkami sił każdego dnia walczę o to, by uwierzyć, ze ten chłopak, który rani, krzywdzi, a ja głupia nadal go kocham, jeszcze chce ze mną być. Codziennie płaczę, wyżywam się na wszystkich, mało jem i prawie nie śpię, czekając z nadzieją, że jeszcze oznajmi mi może, że jestem nadal niego wszystkim... niby brzmi głupio - "niesłowność", ale co można pomyśleć o kimś, kto obiecuje, że spędzimy razem wakacje, że mnie nie zostawi, że nie będzie wychodził na towarzyskie spotkania gdzie idą jego koledzy z dziewczynami, że wykasuje konta z randkowych portali ( które założył parę lat temu), a i tak tego nie robi? - niby taka błahostka, ale mnie bolało gdy ze łzami w oczach desperacko pytałam "w wakacje będziemy się odwiedzać?" - "no pewnie, nie mógłbym inaczej", a potem wyszło, że nie miał czasu pisać, dzwonić, a o spotkaniu mogłam pomarzyć co najwyżej... konta na portalach wykasował po 20 awanturach... do domu rodzinnego nie zaprosił ni razu, choć obiecywał setki razy. Dla niego to takie nic, a dla mnie ważne... pytałam "będziesz szukał pracy w Krakowie, zebyśmy dalej razem mieszkali?" - "pewnie, nie mógłbym inaczej..." Napisał mi sms-a, ze jednak nie chce, bo nie wie czy mu na mnie zależy... Rozpłakałam się, spotkaliśmy się "tak, zależy, napisałem tak bo byłem zły..." Kiedyś przyjechałam specjalnie dla niego do tego Krakowa, a ten po obronie poszedł sie upić z kumplami, mnie zostawił samą, a pytałam czy pójdzie z nimi, czy zostanie ze mną... To brzmi idiotycznie, jakbym była pustą kretynką wiażąca się z pierwszym lepszym chłopakiem... ale tak nie było, bardzo mi na nim zależało... Nie poleciałam na wygląd, ani czułe słówka. On był wyjątkowy, dbał o mnie najlepiej jak się dało, wiedziałam, że mnie kocha... Teraz się tak strasznie zmienił... Jego niesłowność bardzo rani, krzywdzi, zabija moją godność i odbiera prawo do szczęścia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dotrzymywanie danego słowa jest dla mnie równoznaczne z tym, czy się kogoś szanuje, czy nie.

W tym względzie nie ma u mnie taryfy ulgowej, tak samo jak i ja sama sobie jej nie daję. Cenię sobie natomiast takie osoby, które potrafią otwarcie powiedzieć, że nie potrafią dotrzymywać obietnic względem kogokolwiek, że nie są słowne, bo przykładowo są zakręcone jak świński ogon i dlatego niczego w swoim życiu nie gwarantują. Wówczas ustalam sobie różne rzeczy z takim delikwentem na zupełnie innych zasadach( tak aby wilk był syty i owca cała).

Ludzie, którzy obiecują tylko na pokaz(aby przez chwilę stanąć w blasku boskich fleszy) wiedząc w głębi duszy, że nie mają ochoty na dotrzymanie tej obietnicy i jej nie dotrzymują wymyślając potem tysiące różnych powodów, nie są dla mnie warci nawet tego by na nich splunąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy mi ktoś mówi, że coś mam zrobić w jakimś przedziale czasowym to w takim przypadku zazwyczaj odpowiadam, że zrobię, żeby się ten ktoś w tym momencie nie wkurzył, ale potem nie zawsze dotrzymuję słowa (odwlekam na nieskończone później), jeśli wiem, że mnie nie skontroluje, czy robię/zrobiłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dotrzymuje obietnic jesli je skladam sa raczej przemyslane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie cierpię kiedy ktoś nie wywiązuje się z danego mi słowa. Skutkuje to moim rozczarowaniem (że też jeszcze się nie przyzwyczaiłam) i pogłębiającą się niechęcią do ludzi.

Sama nie obiecuję niczego z czego nie mogłabym się wywiązać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To ja Wam coś powiem (...po dłuugiej przerwie..zapomniałam hasła ;]) z perspektywy wiecznego kłamcy. Nie wiem, na ile inni "łamiący obietnice" będą mogli się z tą wypowiedzią utożsamić, dlatego zastrzegam że to tylko schemat mojego działania.

Wydaje mi się, że obietnic nie dotrzymują częściej osoby niepewne siebie i inteligentne, niż te powiedzmy mniej błyskotliwe. (tak to brzmi, jakbym się teraz postawiła na piedestale, ale rozumiecie - to taka moja obserwacja) Mimo, że wszyscy mają mnie za mega komediantkę i wyluzowanego człowieka, bardzo często nie potrafię odmówić. I to jest jedna z przyczyn, dlaczego łamie się obietnice. Tzn dlaczego ja je łamię. Widzę, że komuś zależy, że się zapalił, albo że (świadomie lub nie) swoją prośbą terroryzuje i wjeżdża na emocje. Powiedzielibyście takiej osobie "nie"? Wy może byście powiedzieli, ja nie umiem. Mija czas, może daną sprawę ruszę, może nie - najczęsciej im bliżej do rozwiązania, tym bardziej się boję, wyrzucam sobie że się zgodziłam - chociaż nie realizuję postanowienia- a potem.. jak się potoczy. Czasem się uda a czasem nie. Jeżeli się uda - np. ktoś zapomniał, albo jednak zmusiłam się do zrobienia tego czegoś, ewentualnie ktoś to zrobil za mnie - jest super. Kiedy nie - jest gorzej.

Tak naprawdę niedotrzymywanie obietnic jest tylko przeciągniętym w czasie "nie". I -z mojej perspektywy- oszukani czasem sami są sobie winni, bo musieli prosić i żebrać o przysługę po kilka razy, mimo że ktoś nie chciał tego wykonać i dla świętego spokoju odpowiedział "no dobra". Mówi "nie" to znaczy, że nie. Jeżeli za któryms razem przewróci oczyma i się zgodzi - to albo zrobi źle, albo wcale... tak sądzę.

Wybaczcie chaos.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja niestety miałam do czynienia z osobą, która permanentnie łamała składane obietnice. Co zrobić w takiej sytuacji? Moim zdaniem otwarcie wyrazić swoje rozczarowanie i dezaprobatę dla takiego zachowania, no i oczywiście traktować kolejne zapewnienia z dużą rezerwą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, można wyrażać swoje rozczarowanie i otwarcie o tym mówic, ale bywa i tak, że taka osoba zacznie Cię przepraszać albo tandetnie się tłumaczyć, przez co zaczynasz myśleć, że nic dla niej nie znaczysz. Ja znajdowałam się w na tyle kiepskiej sytuacji, że brakowało mi już wiary w to, że mój chłopak zacznie w końcu dotrzymywać danego słowa. Bolało mnie to, że on potrafił ściągać mnie 70 km od miejsca zamieszkania, żeby ze mną o czymś pogadać, bo mieliśmy problemy i cięzko było się porozumieć. Przyjechałam. Tylko, że on miał obronę, poszedł się upić z kumplami, a ja czekałam na niego pół dnia. Jedyne co potem uslyszałam to "przepraszam, ale nie wiedziałem że tak wyjdzie. nie możesz zrozumieć?". Obiecywał też spotkania, wspólny wyjazd. Ani razu nie zaproponował, zapytał jedynie czy nnie bedę mieć nic przeciwko jeśli pojedzie w moje wymarzone miejsce z kolegami. Takie sytuacje sprawiają, że człowiek czuje się jak śmieć, jak sponiewierana szmata. Kocham go i to był mój problem, ciężko zakończyć toksyczną znajomość, jeśli ma się na uwadze, to, że taki człowiek był kiedyś bliski.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzadko składam obietnice, bo wiem że przyszłość jest niepewna i mogę jej nie dotrzymać. Od jakiegoś czasu żyję spontanicznie, a mój dom jest tak gdzie ziemia pod stopami. Obietnice są dobre dla kogoś kto ma przemyślanie życie i wie co będzie robił przez następne 30 lat. No i nie przewiduje żadnych niespodzianek.

 

Często takie nie dotrzymywanie obietnic może wynikać ze słabego charakteru. Chłopak coś obiecuje, żeby mieć święty spokój i zakończyć kłótnię, a potem dzieje się tak jak jest nauczony. W psychologi jest coś takiego jak czas odroczenia. Jeśli dziecku powiesz, że jak poczeka 30 sekund to dostanie 3 cukierki zamiast 1 to i tak zdecyduje się na szybkie zaspokojenie potrzeby. Tak samo z tymi chłopakami, liczy się tu i teraz. A jedyna metoda na święty spokój to coś obiecać. Fuck the future. Jakoś to będzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i tak, tyle że ja o 90% rzeczy nie prosiłam, sam obiecywał. Mam w sobie coś takiego, że jeżeli złoże komuś obietnicę, to potem jak nie dotrzymam słowa mam wyrzuty. Pewnie, są sytuacje, gdzie nie można spodziewać się, że cos stanie się na pewno - bywają różne sytuacje, ale nie rozumiem jak można kogoś zapewniać ze się zrobi cos, co jest realne do wykonania, a potem i tak to zwyczajnie olać... Niektórzy faceci są naprawdę gorsi jak dzieci - co że zniszczy dziewczynie, na której mu zależy cały dzień, co że zmarnuje jej cenny czas, że ona wyda kasę na bilet do niego, skoro kumple są ważniejsi... :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A jedyna metoda na święty spokój to coś obiecać. Fuck the future. Jakoś to będzie.
Jak tak dokładnie robię - niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Moja ciocia chce jak najszybciej gdzieś mnie zabrać i "poukładać" u specjalisty.

 

Chciałabym bardzo przeprosić w imieniu wszystkich kłamców obiecujących dla świętego spokoju ;) - to tak pół-żartem ale i pół-serio...

dobrze było natrafić na ten wątek, czytając wypowiedzi nieznanych mi osób i patrząc na to jak to wygląda po drugiej stronie jest mi przykro, że tak robię. (ale jak napisalam - siedzi też we mnie poczucie że niektórzy sami są sobie winni - nie zostaliby oszukani, gdyby nie wiercili dziury w brzuchu.. chociaż czy to dobre myślenie? Już nic nie wiem.) Dzięki:))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Staram się nie składać bo zwykle nie dotrzymuje,nie lubię ich,od innych ludzi też raczej staram się niewiele oczekiwać.

Do patologicznego kłamcy mi jeszcze brakuje,do tchórza nic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×