Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Gdy bliskie osoby odchodzą....

Rekomendowane odpowiedzi

Jak sobie radzicie z rozstaniami, pożegnaniami? W zyciu niestety tak jest, że jedni ludzie odchodzą, inni przychodzą. Czy macie problem, żeby pozwolić komuś odejść ze swojego życia? Odbieracie odejście kogoś jako porzucenie, czy cos naturalnego? Czy mocno przeżywacie sytuacje, gdy bliska Wam osoba wycofuje się z kontaktu? Co wtedy robicie? Próbujecie przejśc nad tym do porządku dziennego, czy za wszelką cenę chcecie podtrzymać kontakt?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moje kontakty z innymi ludźmi są bardzo płytkie ponieważ jestem socjopatą, nie mam problemu z rozstaniami, rzadko za kimś tęsknię

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wychodzę z prostego założenia: chcesz to jesteś- nie to nara, piątka ;)

 

osobiście uważam, że taka jest kolej rzeczy- ludzie przychodzą, są jakiś czas, potem odchodzą, pojawiają się inni, albo nie pojawiają się, ale każdy z tych etapów jest ważny, potrzebny i niezbędny. pogodziłam się z tym, że nie ma ,,na zawsze,, , każdego dnia jest ,,na dziś,, . i wydaje mi się, że z takim podejściem łatwiej jest żyć. chociaż nie od zawsze miałam takie spojrzenie na tą kwestię, kiedyś bardziej się spinałam, zabiegałam o utrzymywanie bezsensownych (wtedy o tym nie wiedziałam) znajomości, próbowałam podtrzymywać różne relacje w moim życiu na siłę. teraz uważam że to całkowicie bez sensu, mam tą świadomość, że tak już jest, że osoba, która jest mi dzisiaj bliska, jutro może już taka nie będzie, bo zmieni się sytuacja życiowa, warunki, ludzie wokół. ludzie się zmieniają i moim zdaniem trzeba pozwolić im na te zmiany i przyjąć na klatę zmianę warunków. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
moje kontakty z innymi ludźmi są bardzo płytkie ponieważ jestem socjopatą, nie mam problemu z rozstaniami, rzadko za kimś tęsknię

 

eeeeeeeee?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no tak, od zawsze moje kontakty z ludźmi były bardzo ograniczone, i w sumie nie dotyczyły sfery emocjonalno-duchowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie mogłam znieść tego że mój chłopak z którym byłam 5 lat odchodzi, zostawia mnie bo zachorowałam. Było mi strasznie cieżko, nękałam go telefonami i wiadomościami. Z czasem sie pogodziłąm z tym że on już nie wróci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ten temat to moje przekleństwo. Beznadziejnie znoszę takie sytuacje. A przytrafiają mi się co jakiś czas. Występuje tu u mnie "podział płciowy" pod tym kątem - już tłumaczę.

 

Kumple - takie "zniknięcia" znoszę lepiej. Różnie ludziom się losy układają. Jeden wyjeżdża do innego miasta bo przeprowadza się do swojej kobiety, inny wchodzi w towarzystwo z którym nie chcę mieć nic wspólnego, innemu rodzi się dziecko i nie ma czasu a z jeszcze innym znajomość się wypaliła - wszystko to przykłady z życia mego wzięte i każdy z tych przypadków "łykałem" raczej dobrze, w końcu zawsze "w zapasie" było jeszcze kilku kumpli. Lata mijały, losy rozrzucały znajomych po kraju, zostawało mi ich coraz mniej... Ale i ja się starzałem; obecnie mam 29 lat i właściwie 3 kumpli z którymi się regularnie widuję - taka liczba mi wystarcza. To nie to co 10 lat temu że dzień bez popijawy i weekend bez imprezy były dniami i weekendami straconymi.

 

Kobiety - tu jest dużo gorzej, bo cały czas szukam "drugiej połówki" z marnym jak na razie rezultatem. Problem w tym, że jestem tak fajnym gościem, że każda laska od razu wrzuca mnie do "friendzone" i nie ma szans żeby coś więcej się wydarzyło. Kiedy więc poznaję jakąś fajną dziewczynę, zakumplowujemy się, dobrze się dogadujemy, wydaje mi się że sporo nas łączy, i po jakimś czasie "wykonuję ruch" i zostaję zgaszony odmową, to niestety praktycznie zawsze kończy się zakończeniem znajomości, w trzech wariantach:

- ona reaguje tak że nie mam ochoty jej znać

- ja reaguję tak ze ona nie ma ochoty mnie znać

- oboje reagujemy bez większej siary, ale wiedza o tym że dziewczyna mnie nie chce, i najczęściej już ma kogoś na oku albo okazuje się że właśnie zaczęła z kimś być, jest dla mnie tak dołująca że nie widzę sensu w dalszej znajomości: po pierwsze bolałoby mnie widzenie kogoś kogo chciałbym dla siebie szczęśliwego z innym, a po drugie wiem że próbowałbym jakichś wrednych podstępów, żeby im związek rozwalić tak, żeby dziewczyna była znów "dostępna". A jako że lubię te dziewczyny (trudno "podbijać" do kogoś kogo się nie lubi, nie..?) to mimo poczucia że mnie skrzywdziły to mam na tyle przyzwoitości żeby z egoistycznych pobudek nie niszczyć im czegoś co daje i szczęście i po prostu "odjeżdżam w stronę zachodzącego słońca", znikam z ich życia.

 

Próbujecie przejśc nad tym do porządku dziennego, czy za wszelką cenę chcecie podtrzymać kontakt?

Bywały, owszem, takie sytuacje w których próbowałem "naprawiać relacje", z całej siły zabiegać aby było normalnie, ale nigdy się to nie udało. Nauczyłem się już, że jeśli ktoś nie chce nas znać to na siłę się nic nie zdziała. Można tylko wszystko pogorszyć. Dlatego moim rozwiązaniem od dłuższego czasu jest nie zabieganie o odnowienie kontaktów, co zabieganie aby mój mózg wykasował daną osobę z mojej pamięci, żebym się nie zadręczał stratą, bo to niesamowicie przeszkadza w życiu codziennym. Myśleć cały czas o kimś kto nas nie chce znać, rozpamiętywanie tego - niesamowicie przeszkadza w pracy, w domu... Lepiej zapomnieć. pogodzić się z tym że różnie los rzuca ludźmi. Nie mówię że nie odczuwam urazy do tych osób, ale jednocześnie staram się zrozumieć powody dla których zrywają kontakt. A moją urazę do danej osoby staram się zagłuszyć jak tylko mogę, czym tylko się da. Wypracowałem kilka myślowych mechanizmów i w 90% zdają egzamin.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A moją urazę do danej osoby staram się zagłuszyć jak tylko mogę, czym tylko się da. Wypracowałem kilka myślowych mechanizmów i w 90% zdają egzamin.

 

Co masz na myśli deader?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak sobie radzicie z rozstaniami, pożegnaniami?

Ostatnio widziałem kapitalnie dobre grafiti na ścianie , nawet zastanawiałem się , by walnąć to swój avatar.

Bardzo poruszył mnie ten obraz ,smutny obraz twarzy chłopaka , a pod nim napis " odkąd odeszłas nastała w moim Życiu cisza" , czy jakoś tak . Grafiti zasłaniały częściowio trzy kubły na smieci :szkło , plastik i jeszcze jakiś .

Dla mnie jest to jakas nauka i chociaz częściowo odpowiedż na powyższe pytanie , "odkąd odeszłaś/ odeszłeś nastała w moim życiu jakaś cisza , pustka ,,, której nikt inny nie zastapi." I tak wszystko wyląduje w koszu na śmieci , damy sobie i z tym radę , rozstanie goni rozstanie ,,, jedni odchodzą o tak sobie , inni na cmantarz ,jedni przychodzą na dłużej , na krócej ,zawsze .Marność nad marnościami.Nie ma co sie przywiązywać za bardzo,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

osobiście uważam, że taka jest kolej rzeczy- ludzie przychodzą, są jakiś czas, potem odchodzą, pojawiają się inni, albo nie pojawiają się, ale każdy z tych etapów jest ważny, potrzebny i niezbędny. pogodziłam się z tym, że nie ma ,,na zawsze,, , każdego dnia jest ,,na dziś,, . i wydaje mi się, że z takim podejściem łatwiej jest żyć.

tez tak mysle

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A moją urazę do danej osoby staram się zagłuszyć jak tylko mogę, czym tylko się da. Wypracowałem kilka myślowych mechanizmów i w 90% zdają egzamin.

 

Co masz na myśli deader?

 

Opracowałem "umysłową zagrywkę". Tutaj też najłatwiej będzie mi posłużyć się przykładem z mojego życia.

 

Jakiś czas temu dziewczyna którą bardzo ceniłem i w której pokładałem niejakie nadzieje, bardzo mnie rozczarowała. Okazało się że można znać kogoś kilka lat i wcale tak na prawdę nie znać tej osoby. Bardzo mnie zawiodła kiedy przy którymś spotkaniu powiedziała o sobie takie rzeczy o jakie bym jej nigdy nie podejrzewał. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale obrazowo: poczułem się jak katolik który właśnie obejrzał transmisję z Watykanu w której papież mówi że Bóg nie istnieje a on sam uwielbia zabawiać się z małymi dziećmi. To był tego kalibru szok.

 

Najpierw obsesyjnie o niej myślałem, ale to mnie wyniszczało. Nie byłem w stanie normalnie funkcjonować. Na początku "radziłem" sobie sposobami których zdecydowanie nikomu nie polecam, ale po jakimś czasie opracowałem właśnie moją "umysłową zagrywkę". Mianowicie: mimo że bardzo chcę o niej nie myśleć, to jednak czasem wciska się ona w moje myśli. Powody są różne, ostatnio najświeższą sytuacją było to że na forum zarejestrowała się nowa użytkowniczka, wszedłem w jej "powitalny" temat i zobaczyłem ze w awatarze ma postać z kreskówki którą uwielbiała ta laska która mnie zawiodła. Rzut okiem na awatar wystarczył żebym sobie o niej przypomniał, a myśli o niej są niepożądane.

 

Co robię w takiej sytuacji? Kiedy czuję ze niechciana myśl wciska mi się do głowy, to nie pozwalam się jej rozgościć, żeby nie zgłębiać się w rozważania na ten temat. Zamykam oczy i wizualizuję sobie sztalugi z założonym czystym płótnem, zawieszone w czarnej przestrzeni. Na to płótno "rzucam" obraz osoby o której nie chcę myśleć, przez chwilę z zamkniętymi oczami patrzę na ten wyimaginowany portret, po czym w wyobraźni zrywam to płótno, mnę, zwijam w kulkę i "wyrzucam" poza zasięg widzenia, czasem wręcz wyobrażam sobie czarną dziurę w ten mojej wyobrażonej przestrzeni i "posyłam" celnym rzutem te zwinięte płótno w tą czarną dziurę. Potrząsam głową, i zabieram się z powrotem do zajęcia które przerwała mi niechciana myśl.

 

Ta metoda przynosi mi najczęściej pożądany rezultat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie nawiązuję bliskości z ludźmi, (nawet znajomości nie nawiązuję w realu), więc w sferze emocjonalnej nie ma żadnych rozstań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

deader, chyba skorzystam z twojej rady, wydaje się być całkiem sensowna :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
deader, chyba skorzystam z twojej rady, wydaje się być całkiem sensowna :P

Daj znać czy skutkuje, może opatentuję nową metodę terapii :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

deader, a to byłby zysk :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na mnie takie rzeczy niestety nie skutkują... Kilka dni temu zostawił mnie chłopak po 2 latach bycia razem... Nie jadłam nic, na nic nie miałam ochoty, a w głowie kłębiły się myśli, że już zawsze będę sama. Chciało mi się wyć, ale nie umiałam wyrzucić z siebie negatywnych emocji. Wszystko mi go przypominało - w komputerze pełno jego zdjęć, na kaloryferze - zasuszona róża od niego, wszędzie tylko on i on... Najgorsze były jednak myśli, że ja nie mam przyjaciół ani dobrych znajomych, bo z dystansem podchodzę do każdej znajomości i raczej ciężko mi nawiązać poważną przyjaźń/ znajomość, bo nie umiem się odnaleźć wśród ludzi... Pamiętam jak mi było źle, gdy go nie miałam - nic tylko nauka, nauka, film i lulu. Czasem już nawet wolałam się bez celu włóczyć po mieście, byle byc tylko wśród ludzi, nie sama... a ile nocy przepłakałam, ile razy na uczelni na wykładach łzy mi napływały do oczu, bo nikt nie chciał usiąść obok. Dla mnie chyba to jest właśnie najgorsze - że byłabym całkowicie sama, a przykre wspomnienia znów stałyby się rzeczywistością, a tego nie chcę najbardziej na świecie. Pogodziłam się z nim, ale jemu chyba juz na mnie nie zależy. Mam nadzieję uratować tę znajomość, ale to nie będzie łatwe. Mój chłopak ma trudny charakter, często przesiaduje w towarzystwie kolegów, którzy przyprowadzają swoje kobiety, a faktem jest, że mnie nigdy nie pokazał. Z resztą jest jeszcze wiele innych spraw - np odległość jaka nas dzieli. Próbuję go właśnie wyeliminować z pamięci, zapomnieć i zerwać więź, ale nie umiem... podświadomość nakazuje mi to ratować i tak tez próbuję czynić, ale czuję się jak postać tragiczna w antycznym teatrze:( To jest wszystko bez sensu - cały cyrk... może i lepiej byłoby zerwać znajomość, ale mam taką cichą iskierkę nadziei, że może jednak mnie chce, skoro coś jeszcze pisze o wspólnych spotkaniach w przyszłości. Wiem, że trudno je będzie zrealizować, bo mój facet dużo lubi mówić bez sensu, ale jednak 2 lata bycia z kimś - nie umiem tak sobie odejść. Szukam cudownego lekarstwa na tą miłość i samotność, a tu nic... pustka... :( Nie zaprzyjaźnię się z nikim, nie zakumpluję, chociaż chciałabym... ja taka jestem i już... Pomożecie? Może macie jakies sprawdzone sposoby na zapomnienie o kimś kogo się kocha, ale ten ktoś rani? :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gabriela1, nie wyobrazam sobie oplesc sie wokol chlopaka bo nie ma sie zadnych znajpmych i on jest JEDYNYM towarzystwem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja sobie z tego zdaję sprawę, że nikt nie jest wieczny.Kiedyś moja mama umrze, moja psycholog też nie jest nieśmiertelna.Mój brat i inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader, ciekawe czy to można odnieść nie tylko do osób, ale i do innych motywów, które czasami dekoncentrują w nieodpowiednich momentach ;) spróbuję! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
deader, ciekawe czy to można odnieść nie tylko do osób, ale i do innych motywów, które czasami dekoncentrują w nieodpowiednich momentach ;) spróbuję! :)

Pewnie, próbuj, dawaj znać o rezultatach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader, działa :!::!::!::!:

 

nawet odkryłam nową funkcję Twojej wizualizacji- gdy męczą mnie jakieś głupie myśli przed zaśnięciem, wyobrażam sobie wszystko tak jak napisałeś, no i tamte myśli odpływają a ja usypiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

socorro, no to świetnie! :great: Życzę aby nie tylko ten jeden raz poskutkowało :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pomożecie? Może macie jakies sprawdzone sposoby na zapomnienie o kimś kogo się kocha, ale ten ktoś rani? :(

Pewnie, wywalenie wszystkich zdjęć, róż, wszystkiego, co mógł po sobie pozostawić i wyjście do ludzi. Nie chodzenie wśród nich, tylko znalezienie nowych znajomych.

 

U mnie to różnie bywa. Dużo zależy od tego, czy wewnętrznie jestem przygotowana do tego rozstania, bo faktycznie coś nam się nie układa, czy ni z gruchy ni z pietruchy ktoś na mnie spuszcza wiadro wody - nie jesteśmy razem (a przerabiałam i to i to). W pierwszym przypadku radzę sobie nieźle, w drugim siłą rzeczy gorzej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, skoro wcześniej była zupełnie sama, to chyba logiczne, że chłopak był później jej jedynym towarzystwem ... można i tak, nie koniecznie jako rezultat związku.

 

Moi bliscy zawsze zostają odepchnięci, nasze drogi się rozchodzą i ja muszę być tą, która to zakończy. Życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×