Skocz do zawartości
Nerwica.com

złość, agresja, zmęczenie i poczucie bezsensu życia


zmęczona_wszystkim

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Mam bardzo zły dzień, czego rezultatem jest ten wpis. Kolejny dzień w całym szeregu bezsensownych dni.

Niedługo stuknie mi 40-tka. Jestem totalnie zdołowana, dobita i nie mam chęci do życia. Czytam sobie wszelkiego typu porady, ale one wprawiają mnie w jeszcze większą furię. Mam niskie poczucie własnej wartości i kiedy czytam, żeby poszukać w swym życiu obszarów, w których coś się udaje, to mam poczucie, że osoba, która takich porad udziela, zupełnie nie rozumie problemu. Ja spieprzyłam wszystko, co możliwe i nie ma takiego obszaru, od którego mogłabym zacząć odbudowę. Wszystko łączy się ze wszystkim. Mam kompleksy związane z wyglądem - nadwaga, ogólna pospolitość lub brzydota. Ktoś powie - zadbaj o siebie, idź na siłownię, kup ładne ciuchy, zrób makijaż. Tak, ale do tego potrzeba odwagi związanej z pokazywaniem się wśród ludzi, a przede wszystkim pieniędzy. A to mój kolejny problem. Długi, brak stałej pracy, utrzymywanie się z prac dorywczych lub sezonowych. Zwykle jestem sporo na minusie, więc nie tylko nie ma mowy o wydatkach na siebie, ale wręcz dochodzi comiesięczny stres związany z ciągłymi upomnieniami, itp. A pracy nie mam, bo nie mam wykształcenia. A wykształcenia nie mam, bo nie wierzyłam we własne siły, a teraz nie mam już na to pieniędzy. Nie mam znajomych, z którymi mogłabym gdziekolwiek wyjść, spędzić miły wieczór, czy weekend (ale to też wymaga zwykle kasy). O relacjach uczuciowych nawet nie wspomnę, bo to totalna porażka powiązana z wcześniej wymienionymi problemami. Nie mam wiary w siebie, ochoty na poranne wstawanie, na cokolwiek. Wkurzam się, kiedy czytam o wyszukiwaniu drobnych przyjemności, którymi się można cieszyć. Kiedy jestem przybita, to nie mam chęci na nic, moje jakiekolwiek pasje z lat młodości poszły w kąt. Jestem jak taki anty-Midas: czegokolwiek dotknę, zamienia się w g.... . oprócz tego mam problemy zdrowotne, związane głównie z lękami i nerwicą, które często uniemożliwiają funkcjonowanie na co dzień. A do lekarza nie pójdę, bo nie mam ubezpieczenia, a na prywatnego nie mam środków. Czuję się jak zero, bo nie widzę ani jednego punktu zaczepienia, niczego, od czego mogłabym się odbić. Jak można wyjść z tak błędnego koła? W którym jedno powiązane jest z drugim i jedno stoi drugiemu na przeszkodzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I tu właśnie leży pies pogrzebany, bo z kilku przyczyn nie mogę tego zrobić. I dlatego tak sobie pomyślałam, że może ktoś wyszedł z takiego doła i poplątania i może jakoś mnie chociaż podtrzyma na duchu. Gdybym mogla to zrobić, to już dawno bym to zrobiła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona_wszystkim,

Podtrzymanie na duchu to ostatecznie niewiele Ci pomoże. Musisz działać.

 

I tu właśnie leży pies pogrzebany, bo z kilku przyczyn nie mogę tego zrobić

Jakie to przyczyny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind,

Możliwe ale wtedy to byłaby tylko jedna przyczyna. Też kiedyś tak zrobiłem, chyba trzeba pół roku po tym czekać, na możliwość ponownej rejestracji, już nie pamiętam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytam sobie wszelkiego typu porady, ale one wprawiają mnie w jeszcze większą furię.

 

Nie czytaj wszystkich, tylko wprowadź w życie jedną. Co ostatnio takiego zrobiłaś?

 

W gruncie rzeczy to prawda, potrzebujesz pomocy z zewnątrz. Ale nie dlatego, że nie masz pieniędzy czy możliwości (choćby odchudzanie to bardziej oszczędność, niż wydatki) tylko dlatego, że zrobiłaś coś, co robi dużo osób w Twojej sytuacji. Zamknęłaś się w jednej perspektywie, z jednym punktem widzenia i nie potrafisz tego zmienić. Nie wierzysz w siebie, nie wierzysz w swoje możliwości, przestałaś się starać. Dlatego Ci się nie udaje, nie dlatego, że rzeczywistość zamknęła wszystkie drzwi przed Tobą. Czy się mylę i naprawdę masz tak związane ręce, że nie możesz zrobić kompletnie nic?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi. Problem polega na tym, że za długo odkładałam rozwiązywanie problemów albo tez nie zwracałam na nie uwagi, żyjąc z dnia na dzień, pochłonięta codziennymi trywialnymi zajęciami. może gdybym wzięła się wcześniej za ich rozwiązywanie, nie wpędziłabym się w takie błędne koło. Z jednym problemem łatwiej się uporać, niż z całą gromadą powiązanych ze sobą kłopotów, które zazębiają się, nakładają na siebie i są tak połączone, że ruszenie kamyka powoduje lawinę. I to jest właśnie to poczucie spętania. Czuję się zupełnie bezsilna. Cokolwiek bym nie ruszyła, to zaraz runie cały mur. Ciężko mi to dokładnie wyjaśnić, bo wymagałoby to odkrycia konkretnych problemów, a różni ludzie tu są, świat jest mały, może akurat ktoś mógłby mnie rozpoznać. Po prostu próba rozwiązania jednego problemu doprowadziłaby do tego, że powiększyłby się inny. Im bardziej się plątam, tym bardziej jestem zmęczona, zniechęcona i zła. Chociaż często na złość już nie ma siły.

 

Wysłowiona, wszystkie te rady mnie denerwują, bo nie są przygotowane pod konkretną jednostkę, ale tak ogólnie skierowane do wszystkich. I dla tego, kto ledwo co funkcjonuje, i dla tego, kto ma sezonowe przygnębienie. Czyli tak naprawdę dla nikogo. A odchudzanie kosztuje:) I to bardzo. Zdrowe jedzenie jest droższe od "byle czego" (już pomijając moje dolegliwości zdrowotne), a w tym wieku trzeba się racjonalnie odchudzać, żeby przy okazji nie zafundować sobie facjaty i ciała smutnego buldoga.

 

Leczenie szpitalne nie wchodzi w grę, bo spoczywa na mnie opieka nad inną osobą. I wieczne opłaty, których za mnie nikt nie zrobi.

 

Sprawa ubezpieczenia: nie mogę za bardzo wyjaśnić powodów, dla których nie mogę skorzystać z opcji rejestracji w UP. Ta rejestracja przyczyniłaby się do wyjawienia wielu sekretów, które mogłyby mi przysporzyć większe problemy (mieszkam w malutkim mieście).

 

Nigdy wcześniej nie myślałam, że zasupłam sobie taki węzeł. Jeszcze sama dogadywałam innym, którzy nie widzieli możliwości wyjścia ze swojej sytuacji, żeby wzięli się w garść i że na pewno jakieś światełko w tunelu można zobaczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona_wszystkim, może nie myśl w perspektywie - wszystko jest źle, wszystko muszę zmienic, to za dużo, nie dam rady ..... słusznie myslisz, że nie dasz rady zmienic na raz wszystkiego. Ale spoko dasz rade, stawiając sobie mikro-cele, takie zadania na dzis, jutro, najblizszy miesiąc. Po roku może sie okazać, ze jestes juz w zupełnie innym punkcie ;) najtrudniej jest zacząć i sie nie zniechęcać.

Dlatego zachęcam do stawiania sobie malutkich zadań, takich w zasięgu możliwości - zgodnie z zasadą "nawet najdłuzsza podróz zaczyna sie od jednego kroku"

O czym bym pomyślała stawiając sobie takie mikro - zadania ? w ramach tanich, zdrowych posiłków podpowiadam zupy. Nie muszą byc na mięsie, wystarczy włoszczynę nie wrzucac do wody, tylko zrumienić na łyzce oleju i dopiero wtedy dodac wody i zagotować.

Co do wykształcenia, polecam nauke dowolnego jezyka obcego. Jesli jakiegokolwiek sie kiedys uczyłas, odszukaj zeszyty i przypomnij sobie wszystko, potem mozesz szukać darmowych materiałów czy lekcji pokazowych w necie, do tego wchodzic na obcojęzyczne strony, żeby sie osłuchac /oczytać. Prawie za darmo można też nabyć używane podręczniki. Nawet jesli ta znajomośc bedzie tylko bierna to i tak b duzo. Możesz tez znależć sobie osobe do wspólnej nauki, zeby się nawzajem motywować itd. ja tak robiłam. Znajomośc języka zawsze jest mile widziana i sie przyda, a nie trzeba do tego żadnego wykształcenia. To kazdy moze opanować, chociażby w stopniu podstawowym/komunikatywnym.

Co do braku kontaktów towarzyskich, mozna poszukac ich w necie... czesto są wartościowe i podnosza na duchu, a nie generuja kosztów. To kilka pomysłow, które Ci mam nadzieję jakos pomogą wyjśc z kregu niemocy. Albo przynajmniej dadzą perspektywe, że coś jednak da się zmienić, że nie jesteś całkowicie bezradna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko że właśnie brakuje mi siły i chęci nawet do tych mikro-zadań. Trzeba mieć chociaż chęć na zrobienie tych drobnych rzeczy, a one mnie przerastają. Negatywne myśli, których nie mogę się pozbyć, nie pozwalają na zrobienie niczego sensownego. A nie można ot, tak sobie, przestać myśleć. A trudno jest czerpać przyjemność z robienia czegokolwiek albo w ogóle coś robić, jeśli nagle wybucha się płaczem albo w jednym momencie nadchodzi taki ciemny dół, że chce się tylko wyć, bez względu na to, czy akurat jestem w domu, czy poza nim.

Język obcy znam, dość dobrze. Ale nie mam chęci nawet do tego, żeby go odświeżyć, podszkolić, być na bieżąco z nowościami.

Kontakty towarzyskie z netu jak do tej pory przysporzyły mi wiele bólu i rozczarowania i raczej należą do owej paczki problemów, które mnie przytłaczają. Bo jak się wali, to wszystko.

Wiem, że mówi się, że ludzie boją się zmian, bo zmiany oznaczają „poruszenie” zastanej codzienności, tej dobrze znanej sytuacji, która, chociaż wydaje się fatalna, to jednak jest znana. Jakiś czas temu stwierdziłam, że czas właśnie na zmiany, więc zmieniłam kilka rzeczy. I te zmiany, i w ogóle zrobienie czegokolwiek, doprowadziły mnie do jeszcze gorszej sytuacji.

Jak odzyskać tę chęć do zrobienia czegokolwiek? Do zapomnienia o tym, że spieprzyło się życie, że nic nie ułożyło się tak, jak sobie kiedyś zaplanowałam. I że w tym wieku już nie można naprawić dużej części błędów. Jak uleczyć tę złość, która sprawia, że miałoby się ochotę wymordować (no nie dosłownie, oczywiście) wszystkich tych szczęśliwców, którym wszystko przychodzi łatwo i prosto?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysłowiona, wszystkie te rady mnie denerwują, bo nie są przygotowane pod konkretną jednostkę, ale tak ogólnie skierowane do wszystkich. I dla tego, kto ledwo co funkcjonuje, i dla tego, kto ma sezonowe przygnębienie. Czyli tak naprawdę dla nikogo. A odchudzanie kosztuje:) I to bardzo. Zdrowe jedzenie jest droższe od "byle czego" (już pomijając moje dolegliwości zdrowotne), a w tym wieku trzeba się racjonalnie odchudzać, żeby przy okazji nie zafundować sobie facjaty i ciała smutnego buldoga.

 

Jest tak, bo niektóre te rady są pisane przez idiotów, niektóre są puste, a jeszcze inne zwyczajnie działają na wszystkich. Popraw kondycję działa na wszystkich- dlatego jest ogólną radą i warto z niej korzystać.

Co do Twojego odchudzania- ja się teraz odchudzam i też nie mam kasy. Biegam w starych butach i dziurawej koszulce^^ I jem mniej, po prostu. Przestawiłam się na warzywa, które są tanie. Marchewki, pieczarki, pomidory- wszystkie posłużą kolacji, a są bardzo tanie. Kupuj częściej wątróbkę drobiową. Więcej rzeczy gotuj niż smaż. Ok, do diety podczas przybierania masy mięśniowej są potrzebne pieniądze i czas, ale zwykła redukcja wymaga od nas głównie odstawiania i dzielenia posiłków na mniejsze i częstsze. Jeśli chcesz, w wolnej chwili mogę Ci pomóc z ułożeniem diety.

 

Jak odzyskać tę chęć do zrobienia czegokolwiek? Do zapomnienia o tym, że spieprzyło się życie, że nic nie ułożyło się tak, jak sobie kiedyś zaplanowałam. I że w tym wieku już nie można naprawić dużej części błędów.

 

zmęczona, ja byłam w Twojej sytuacji i powiem Ci co mi pomogło. Zmuszenie się do wstawania o 6 rano, czytanie jakichś motywacyjnych kursików, robienie zadań z nich i zdobywanie motywacji do działania dzień po dniu. Nie złość się, że to powtórzę, ale motywacja do życia ogólnie przyszła mi długo po tym (przestałam mieć wrażenie, że tak ogólnie to jestem nieszczęśliwa) dzięki działaniu. Mam zresztą pogląd, że bez działania nie pojawi się taka fajna, pełna i wciągająca motywacja. Ona jest napędzana przez satysfakcję z działań i obserwację efektów. Mówiłaś, że coś zrobiłaś i było gorzej. Mogę wiedzieć co? Ogólnie no zdarza się, różne rzeczy się nie udają, dlatego nigdy nie można myśleć "uda mi się teraz albo już nie wiem co zrobię"- pisałam o tym kiedyś w tekście o rozczarowaniu, może będziesz chciała przeczytać.

 

Jeśli chcesz, mogę Ci podesłać metodę na taką motywację do konkretnego działania i metody na złość, które już parę osób z forum dostało. Zebrałam kiedyś i można korzystać ;)

 

Swoją drogą też miałam wstręt do szczęśliwych ludzi kiedyś. W końcu zdałam sobie sprawę z tego, że wszyscy mają to w dupie i tylko ja na tym tracę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko że właśnie brakuje mi siły i chęci nawet do tych mikro-zadań. Trzeba mieć chociaż chęć na zrobienie tych drobnych rzeczy, a one mnie przerastają. Negatywne myśli, których nie mogę się pozbyć, nie pozwalają na zrobienie niczego sensownego. A nie można ot, tak sobie, przestać myśleć. A trudno jest czerpać przyjemność z robienia czegokolwiek albo w ogóle coś robić, jeśli nagle wybucha się płaczem albo w jednym momencie nadchodzi taki ciemny dół, że chce się tylko wyć, bez względu na to, czy akurat jestem w domu, czy poza nim.
Z tego co opisujesz masz depresję. Mało prawdopodobne, że poradzisz sobie z tym sama. Na Twoim miejscu zgłosiłabym sie po antydepresanty. One nie załatwia Twoich problemów, ale pomogą Ci trzeźwo mysleć i wrócic do normalnego stanu funkcjonowania.
Jak odzyskać tę chęć do zrobienia czegokolwiek? Do zapomnienia o tym, że spieprzyło się życie, że nic nie ułożyło się tak, jak sobie kiedyś zaplanowałam. I że w tym wieku już nie można naprawić dużej części błędów. Jak uleczyć tę złość, która sprawia, że miałoby się ochotę wymordować (no nie dosłownie, oczywiście) wszystkich tych szczęśliwców, którym wszystko przychodzi łatwo i prosto?
A co zyskasz pielęgnując mysli o tym co straciłaś, o wszystkich niewykorzystanych szansach ? Takie mysli tylko Cię dobijają. Marnując na nie swój czas, psujesz sobie obecne zycie, te reszte która Ci została. Też jestem po 40 i nie uważam, ze w tym wieku przezywanie czegokolwiek jest mniej wartościowe. Szczeście, zadowolenie, satysfakcję mozna osiagnąc zawsze, nie sa zarezerwowane dla młodości. W kazdym wieku można dobrze wyglądac, cieszyć sie sukcesami, relacjami interpersonalnymi. To wszystko jest jeszcze przed Tobą - jeśli tylko sobie na to pozwolisz ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysłowiona:

Wątróbka drobiowa :D Wiesz, czym dobić człowieka :D Nie przepadam za mięsem, a tym bardziej za podrobami. Warzywa i owoce to wcale nie tak tanie odżywianie, nawet teraz. Poza tym mam pewne dolegliwości zdrowotne i nie wszystkie produkty toleruję. Nie gotuję, bo nie stać mnie na robienie obiadów. Jem to, co najtańsze, a to jest i kaloryczne i niezdrowe. Z poprzedniego odchudzania została mi brzydka, obwisła skóra, a raczej obwisła skóra wypełniona dalej tłuszczem. Z gimnastyką jestem na bakier, tak, to moja wina, ale nie mogę się zabrać za nic. Nie daję rady. Nie mam chęci, żeby wstawać rano, a co dopiero mówić o sporcie. I stany lękowe też to utrudniają, bo objawy są nieprzyjemne.

Im więcej czytam tego typu rzeczy (motywacyjne teksty, itp.), tym bardziej zniechęcona jestem. Nie wiem nawet jak to wytłumaczyć. Pewnie widzę zbyt duży rozdźwięk między moją rzeczywistością a tym, o czym czytam. Możliwe, że masz rację, że motywacja pojawia się dopiero w działaniu, ale żeby zacząć działać, trzeba mieć tę chęć, żeby zrobić cokolwiek. Nie potrafię zmusić się do czegokolwiek, bo robię się wtedy zła i agresywna.

Co zrobiłam? Wprowadziłam zmiany związane z wyglądem, częściowo z pracą, bardziej otwarłam się na ludzi (kontakty internetowe). Efekt: seria porażek w życiu „towarzyskim/uczuciowym” (nazwa szumnie użyta, trochę na wyrost), problemy finansowe. Czytałam Twój tekst o rozczarowaniu, rozumiem, co masz na myśli, ale to działa, jeśli miało się w życiu i porażki i sukcesy. Ja nie miałam wielkich, fajnych sukcesów. Tych małych? Też chyba nie. Wyjątkowo mnie denerwuje, kiedy czytam w rozmaitych miejscach o wypisywaniu tych „sukcesów” życiowych. Czy jest jakaś bardziej dołująca czynność, niż próba dokonania spisu rzeczy, które się udawały, jeśli się nie udawało w sumie nic, zwłaszcza jeśli to wypisywanie ma mieć miejsce w stanie totalnego zniechęcenia? To jeszcze bardziej dobija. Kto wymyśla takie porady?

Mój wstręt do szczęśliwych ludzi nie wynika z jakiejś mojej osobistej niechęci do nich i brzydzę się tego mojego zachowania. Po prostu drażni mnie to, zazdroszczę im. Zazdroszczę tego, ze jest lato i np. inni są szczęśliwi, ładni, mają dobrą pracę albo przynajmniej taką pozwalającą na wyjazdy, mogą sobie pojechać gdzieś z partnerami/przyjaciółmi i dobrze się bawić. A mi czas ucieka, przecieka przez palce.

W sprawie przesyłania – jestem tu nowa, nie wiem, na jakiej zasadzie to działa?

Bittersweet: wiem, że potrzebuję leków, ale właśnie brak ubezpieczenia i brak kasy nie pozwala na leczenie. Niestety, psychiatrzy nie działają charytatywnie. Orientowałam się w temacie i za darmo można czasami na krótko uzyskać pomoc ze strony psychologa, ale ten nie ma możliwości wypisywania leków.

Tak, tylko właśnie jak tych myśli nie pielęgnować, jeśli wciskają się do głowy w trakcie każdej najprostszej czynności. Cokolwiek bym nie robiła, zawsze biorą górę. Odwracanie uwagi i zajmowanie się czymś innym nie przynosi efektu. Sama jestem tym zdziwiona, ale mój tok myślenia idzie swoją drogą, nawet jeśli wykonywałam jakąś pracę obejmującą kontakty, rozmowy z innymi ludźmi.

Nie uważam, żeby przezywanie sukcesów i satysfakcji po 40-tce było czymś gorszym. Ale mam takie wrażenie, że do mnie te sukcesy i satysfakcja nigdy nie przyjdą. Ale tu bym jednak polemizowała trochę, bo jednak niektóre rzeczy smakują inaczej w zależności od wieku. Inaczej przeżywa się szczęście w młodości, inaczej w średnim wieku, jeszcze inaczej na starość. A moje życie to równia pochyła. Nigdy, nawet w młodości, nie było „bardzo dobrze”, było co najwyżej dostatecznie i zamiast w górę, to wszystko od tego czasu idzie coraz bardziej w dół, z małymi fluktuacjami przed 30-tką. Po 30-tce, wbrew powiedzeniu, że raz są wzloty, a raz upadki, u mnie były głównie upadki, pospolitość, wzlotów brak. Gdybym miała opisać ostatnie kilkanaście lat, to trudno mi powiedzieć nawet, co zrobiłam. Nawet nie pamiętam. Czarna dziura.

 

Ladywind: w tej chwili lista osób i instytucji, którym jestem coś winna, jest dłuższa od listy tygodniowych zakupów :D Jestem jedną z tych osób, które wpadły w ten znany schemat: kredyt – problem ze spłatą rat – kolejny kredyt – problemy ze spłatą rat i zwykłych rachunków – więc kolejny kredyt, żeby spłacić dwa poprzednie – jeszcze więcej problemów z ratami i comiesięcznymi opłatami – pożyczanie od znajomych i rodziny. Każdy kolejny miesiąc witam z coraz większym minusem. Zastanawiam się, skąd wziąć środki na zwykłe najpotrzebniejsze sprawy, np. jedzenie. Szansę na mały (ale w miarę stały na kilka miesięcy) dopływ pieniędzy mam dopiero od października.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona_wszystkim na forum nie ma załączników, więc po prostu wyślij mi maila, jeśli chcesz te metody. Ale szczerze to nie wiem, czy cokolwiek Ci to da, bo tam nie ma tabletki na szczęście. Bardziej zagryzienie warg i pozbycie się niechęci do tego typu metod i spróbowanie. Serio, ja wiem, co przechodzisz, bo jak mi uświadamiano, że moje szlochanie to tylko próba zwrócenia na siebie uwagi i szukanie bezpieczeństwa, to miałam ochotę się pociąć. A jak się orientowałam, że w sumie chcę się pociąć, żeby inni mi po prostu pomogli, to orientowałam się też, ze mają rację i wpadałam w dziką furię. To nie jest proste, będziesz płakać, będziesz się czuła bezsilna, wściekła i sfrustrowana, ale jeśli stale będziesz wchodzić w dialog ze swoim "nie uda mi się", to na końcu tej drogi jest zrozumienie dla tego, że albo Ty sobie dasz szansę albo nikt Ci nie da. Czego byś oczekiwała? Podaj nam choćby kierunek, jeśli nie chcesz lekarza, nie chcesz motywacji, nie chcesz walczyć. Chcesz zrozumienia? Masz je, pewnie wiele osób tu na forum przechodzi to, co Ty. Ale każda z tych osób stara się załatać dziury w swoim życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysłowiona: wysłałam maila na priv. Wiem, że tabletki na szczęście tam nie znajdę. Wiem, że wszystko zależy ode mnie, ale też wiem, że leki są mi niezbędne. Ale na wizytę u lekarza muszę poczekać kilka miesięcy, bo pewnie dopiero wtedy będzie mnie na to stać. To jest z pewnością problem, bo ciężko mi ze sobą wytrzymać, i to nie tyle psychicznie, co pod względem fizycznym, bo moje lęki mają wiele cholernie niesympatycznych objawów i odbijają się na zdrowiu w sposób, który częściowo uniemożliwia mi zwyczajne życie.

A napisałam pewnie dlatego, żeby uzyskać może trochę wsparcia, zrozumienia. Na co dzień ludzie nie podejrzewają mnie aż o takie problemy. Jestem zwykłą, uśmiechniętą osobą (o ile akurat nie przechodzę publicznie jakiegoś doła). Dlatego zwykle nie znajduję zrozumienia, bo przecież skoro się uśmiecham, to nie mogę mieć depresji. Nie czuję żadnego wsparcia, bo nie za bardzo mam z kim poważnie rozmawiać. Czuję się też otępiała pod względem uczuciowym. Moje życie prywatne ogólnie nie istnieje i może dlatego robię się coraz bardziej obojętna. Chyba jedyne emocje, które jeszcze odczuwam, to właśnie to zmęczenie, zniechęcenie lub dla odmiany złość i wkurzenie.

A na forum jestem też po to, żeby przeczytać, ze inni mieli podobne problemy, a jednak im się jakoś udało wybrnąć. To może być budujące.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to ludzie mają mnóstwo problemów i im się udaje. Tylko trzeba sobie stworzyć środowisko do zmiany. Pamiętaj, nie musisz być od razu nie wiadomo jak zmotywowana i szczęśliwa. To będzie efektem pewnych działań i zmian. I wewnętrznych i zewnętrznych. Nie staraj się od razu poczuć energii, siły i nie wiadomo czego jeszcze, bo to nie jest takie proste. To przychodzi razem z poprawą kondycji fizycznej, redukcją stresorów, zmianą przekonań i właśnie skupieniem się na jakichś małych sukcesach. Nie rozpamiętywaniu ich, tylko stawianiu przed sobą jakichś małych celów, które można osiągnać.

 

Mail poszedł ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona wszystkim nie wiem czy tu jeszcze zaglądasz, finansowo Ci nie pomogę, ale mogę wesprzeć słowem, zawsze możesz napisac maila i w ciężkiej chwili może uda nam się wzajemnie sobie pomóc. Ja mam rodzinę, ale problemu nerwicy nie zrozumiem NIKT kto tego nie przeszedł. Pomyślałam, że najlepsza byłaby możliwość zwykłego mailowania z kimś kto z tym walczy lub przewalczył

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×