Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cześć i czołem


powpow

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie. Postanowiłam napisać o swoich lękach i streścić krótko swoje krótkie życie. Stresy i lęki...Bardzo ciężka sprawa. Męcząca....nie tylko mnie, ale i otoczenie. Towarzyszy mi wszędzie. Taki niechciany rzep czy ciągle rozwiązująca się sznurówka. Próbuje się pozbyć, staram się i walczę. Średnio wychodzi, bo brakuje sił. Jak? Chyba zależy od dnia i od czynności jakie mi towarzyszą.

Chyba największym lękiem jest sam fakt odrzucenia,przebywania w większej grupie ludzi gdzie wymagane jest być aktywnym. Nie chce by zwrócono na mnie uwagę i oceniono. Wiem,że to niemożliwe, ale co poradzić.... wszystko siedzi w głowie i nie chce wyjść.

Czynności robione przy kimś obcym. Stresujące. Mam trudności z samooceną. Niby wiem, że jestem w czymś dobra, ale wszystko wygasa. Przestaje w to wierzyć. Pomaga mi tylko nazwa uczelni,że byle kto się tam nie dostaje...trzeba pokazać umiejętności. Co z tego jak niezadowolenie zostaje. Dużo wymagam od siebie,a mało robię. Ciągłe myślenie i próba uporania się z tym jest uciążliwa.

Zastanawiam się co było przyczyną...szkoła początkowo wymagała, rodzice też. Gimnazjum było w moim przekonaniu walką o uwagę. Znajomi byli,ale chyba nie tacy jakich sobie wymarzyłam- a marze dużo. Zawsze szukałam czegoś wyjątkowego,kogoś z kim będę mogła zwalczać świat. Wiedziałam,że sama sobie nie poradzę...i tak zostało. Liceum...tam był klimat. Wiedziałam,że to to...rozwijałam zainteresowania,spotkałam osoby z którymi można było porozmawiać. Towarzystwo też wymagające, rozmowy na poziomie. Pasowało mi to,ale pamiętam, że wtedy lęki zaczęły się nasilać. Nie wiem dlaczego. Paranoje i brak akceptacji...a przecież nic nie wskazywało na to, że nie pasuje do otoczenia... pasować-pasowałam.tylko ciągle wskazówki, że jestem za głupiutka i że za mało się angażuje. Nie należę do zbyt otwartych osób i kontakt było ciężko złapać. Podobno sprawiałam wrażenie niezainteresowanej- a przecież byłam. Później przykra sytuacja, rozstanie z bliską osobą. Szukałam 'co znowu źle zrobiłam?', wyrzuty sumienia. Ostatnia klasa liceum. Wszystko na głowie. Nagle okazuje się,że mam problem z maturą- nie zdałam,ale przecież wiedziałam,że zdałam!!!!.....tylko brak koncentracji i jakiś przypadek rządził tym wszystkim. Źle przepisane na kartę odpowiedzi. Uwierzyłam w to,że nie umiem...rodzice też w to uwierzyli. samoocena spadła o wielokroć... później hmm no cóż, radziłam sobie z robotą, ale nie ze sobą. Wakacje skończyły się na nauce i ciągłym rozmyślaniu co teraz. chciałam iść na studia. nie mogłam zostać w swoim mieście. Ciągły natłok myśli. no ale cóż udało się... Jestem po pierwszym roku studiów. Nowe miasto, nowe otoczenie. Początki trudne. Trafiłam na kiepskich ludzi. Każdy każdym się interesuje, ploty i różne takie. Nagle jesteś obiektem zainteresowania, a wcale nie chcesz. Uspokoiło się,nie wykazywałam zainteresowania. Niby fajnie,ale jednak czasem trzeba się komuś wygadać... Rozmowy tylko przez internet z byłymi znajomymi. Na stancji- kontrola. trafiłam na osobę zupełnie inną- głośną, siejąca zamęt, zainteresowanie, lubiącą być w centrum uwagi. Wszędzie ploty, ciągła kontrola a później rozwalanie tego co jadłam,gdzie byłam itp... Charakter typowej gospodyni. ocenia nie po tym jaka jestem tylko czy zrobiłam sobie dobry obiadek,czy ładnie posprzątałam..sprawy które nie mają dla mnie żadnej wartości. Jeżeli coś poszło nie tak to pogarda najwyższego stopnia:) Nauczyłam się to olewać,ale było gdzieś w pamięci. Rok ciężki. Nabawiłam się choroby jelit- ze stresu. Teraz dom, wakacje i rutyna. Przyjechałam,spotykałam znajomych i usłyszałam,że stałam się zgorzkniała, nic mnie nie cieszy i jestem bardziej drętwa niż byłam. Koleżanka bierna. Raz nawet usłyszałam,że mogę być socjopatką haha. Boje się wszystkiego,wręcz czekam aż wydarzy się znowu coś przykrego. NO CHORE!!! Nie chce tak...co robić? Szczerze mówiąc nawet nie wiem gdzie mam szukać pomocy. Myślę,że jestem w stanie się sama wyleczyć,bo chcę! Chęci były zawsze,ale gorzej z działaniem. Niemoc, takie 'bo nie'. Ciężko wytłumaczyć. Czuje się jakbym była zamknięta w plastikowym przezroczystym pudełku. Jestem obecna,ale hamuje się i jestem ograniczona. Nie wiem czy ma to związek z jakąś fobią społeczną, depresją czy po prostu zaburzeniami osobowości... nic nie wiem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć. Przeczytałem.

Mi pomaga skupienie się na ciele, wtedy nie myślę o tym co pomyślą inni. Duża część ludzi ma niestety skłonność do oceniania innych, wg. własnego punktu widzenia. Z reguły jest to krzywdzące, jeśli to odczuwasz, to być może zdajesz sobie sprawę z tego faktu. Spróbuj nie patrzeć przez pryzmat krytyki i oceniania na innych, a nie będziesz się tak przejmować co pomyślą inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi pomaga skupienie się na ciele, wtedy nie myślę o tym co pomyślą inni. Duża część ludzi ma niestety skłonność do oceniania innych, wg. własnego punktu widzenia. Z reguły jest to krzywdzące, jeśli to odczuwasz, to być może zdajesz sobie sprawę z tego faktu. Spróbuj nie patrzeć przez pryzmat krytyki i oceniania na innych, a nie będziesz się tak przejmować co pomyślą inni.

 

Dbam o siebie, pomaga w pewnym stopniu. Nie boję się podejść i przywitać...ale za jakiś czas wolałabym uciec.

Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że jest to krzywdzące...dlatego próbuje tego nie robić. Tu chodzi raczej o kwestie- świat dobry, ja zła i brak akceptacji.

Co do oceny innych to raczej jestem naiwna i chyba próbuje wyłapać ich lepsze cechy. Wydaje mi się,że jest to jednak obiektywna ocena...

 

Cześć, Powpow. Witaj, może robisz pierwszy kroczek ku działaniu...

 

Będąc tu? mam nadzieje:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Duża część ludzi ma niestety skłonność do oceniania innych, wg. własnego punktu widzenia.

Mnie się wydawało, że wszyscy tak robią, no bo jak inaczej można oceniać ludzi? Według czyjegoś lub ich (ocenianych) punktu widzenia? Przecież to niemożliwe. Do głowy mu nie "wskoczysz", żeby przejąć jego wspomnienia, myśli, uczucia, osobowość, a tylko wtedy byłbyś zdolny ocenić kogoś z punktu widzenia jego samego. Wczuwanie się w sytuację innych osób, to tylko marna imitacja tego niemożliwego "wskoczenia" i w rzeczywistości niewiele ma wspólnego z tym co dany człowiek myśli i czuje. Będzie się nam wydawało, że go rozumiemy, a to "zrozumienie" powstanie w wyniku patrzenia przez samego pryzmat samego siebie i naszej wyobraźni, która dołoży swoje pięć groszy. Ja przynajmniej tak to widzę i jak mówię, że kogoś rozumiem, to tylko dlatego, że oceniłem go (i jego sytuacje) według własnego punktu widzenia.

 

-- 18 lip 2013, 11:38 --

 

A tak w ogóle to witaj powpow. Umknął mi coś tytuł tematu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miło mi rotten soul !

 

Co do oceniania innych...to automat i wyłącznie nasz punkt widzenia. Ciężko ocenić kogoś na sucho... Chociaż wierze w to, że istnieją osoby czy jakieś hmmm sposoby (nie wiem czy to dobre określenie) na ocenę z czyjegoś punktu widzenia. Brzmi głupio, nielogicznie, ale dlaczego wierze? nie wiem...

"Wskoczenia" się zdarzają- to chyba kwestia silnej empatii, bliskich kontaktów z osobą albo po prostu urojeń :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×