Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Jak to z tym jest? Czy ktoś, kto kiedyś był osobą wierzącą, stracił w późniejszym okresie wiarę, tak naprawdę nigdy jej nie miał? Pod wpływem różnych sytuacji, dramatów życiowych ludzie tracą wiarę. Czasami stwierdzają po latach, że ją odzyskali. Niektórzy tracą ją bezpowrotnie. Co o tym decyduje? Dlaczego niektórzy mimo życiowych tragedii wręcz umacniają się w swojej wierze, a niektórzy ją tracą- czasami bezpowrotnie? Czym jest tak naprawdę utrata wiary? Zagubieniem samego siebie? Czy to, że dana osoba wyrzeka się wiary, coś jej w jakimś sensie daje?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja niby do 20 roku życia mniej więcej byłem wierzący, ale też nie była to jakaś silna wiara wynikała z tego że pochodzę z bardzo religijnej rodziny i nie wyobrażałem sobie nie wierzenia. Całe te ceremonie religijne, msze a zwłaszcza spowiedź mnie męczyły, modlitwy mi nic nie dawały, moje życie było beznadziejne zarówno jak wierzyłem jak i później przestałem. Dziś wiara wydaję mi się taka dziecinna, prymitywna, z jednej strony to oznaka jakiejś wiecznej niedojrzałości a z drugiej widzę że ludzie wierzący są zwykle szczęśliwsi, mają jakiś cel w życiu nawet jak im w życiu nie idzie. Ciężko mi by było powrócić do wiary a już na pewno do instytucjonalnego Kościoła bo jest dla mnie zbyt zakłamany i dziecinny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, dobry temat.

U mnie utrata wiary była przełomowym momentem w moim życiu. Stało się to w wieku 16 lat przed wakacjami i miało charakter olśnienia: a co jeśli wszystko w co wierzę nie jest prawdą, itd. Wprowadziło mnie to w stan derealizacji, odcięcia od samego siebie. Życie straciło dotychczasowy sens. Przez wiele lat mojego życia (byłem ministrantem od 9 r.ż.) na wierze opierałem wszelkie swoje zasady. Wtedy to runęło, znikła oczywistość tego że żyję, a pojawiły się pytania. Dopiero wtedy zacząłem szukać na własną rękę. Skończyło się, że dwa lata po incydencie przestałem chodzić do kościoła. Była to decyzja trudna, jak widać podjęcie jej wymagało czasu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Są różne rodzaje wiary. Ot, choćby: wiara religijna i wiara w ludzi.

 

Co do wiary religijnej - mam to szczęście że mój tatko jest fizykiem i jak byłem mały, to pierwszą wersję tego jak powstał świat poznałem właśnie z jego ust - opowiedział mi o Wielkim Wybuchu, i całej reszcie. Dopiero w szkole spotkałem się z dziwaczną koncepcją że jakiś gościu z brodą odwalił całą robotę w 6 dni, a potem walnął się poleniuchować. Dziwiło mnie że inne dzieci mają wpojony już taki obraz powstania świata i pamiętam swoje pierwsze antyteistyczne zachowania już w zerówce. A już w ogóle w całą bajkę o życiu wiecznym rozwiała mi Encyklopedia Larousse'a, gdzie w wieku 5 lat zobaczyłem ludzki szkielet i zorientowałem się że to TO zostaje po nas po śmierci.

 

A z wiarą w ludzi... eh. Wypowiem się jak ją odzyskam :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monk.2000, U mnie to trwało latami najpierw stałem się antyklerykałem, przy jednoczesnej wierze, później byłem wątpiący, później agnostykiem ale chodzącym do kościoła, aż po 25 roku życia praktycznie przestałem chodzić do Kościoła nie licząc Bożego narodzenia i Wielkanocy żeby już totalnie nie robić przykrości rodzicom. Miałem okres gdzieś koło 25-27 roku życia że czytałem mnóstwo literatury, portali antyreligijnych, racjonalistycznych, czytałem biblie, koran aby poznać wroga ale parę lat temu mi przeszło i teraz z rzadka to robię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja najpierw byłem wierzący (ale mało praktykujący) później stałem się ateistą, gdy zacząłem mówiąc ogólnie, inaczej na to patrzeć. Później, gdy zacząłem się trochę interesować fizyką kwantową, stałem się agnostykiem, ale nie biorącym pod uwagę żadnych religii, tylko łączącym istnienie bytu nadrzędnego oraz życia wiecznego z fizyką kwantową.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W moim życiu nie było żadnej religii, nigdy. Nie mam kompletnie żadnych sakramentów, nie rozumiem wiary religijnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, mysle ze wiara daje poczucie bezpieczenstwa. Dobrze jest wierzyc, ze jest ktos kto sie o nas troszczy. Dla jednych to nadzieja, ze sobie cos wymodla dla innych wygoda bo zwalnia ich to z odpowiedzialnosci za wlasne zycie (bedzie jak Bog chce). Ludzie tego potrzebowali, potrzebuja i beda potrzebowac i obojetnie czy sa to bogowie, czy kult slonca , swiatowida czy boga chrzescijanskiego. Wiara zwalnia z myslenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W moim życiu nie było żadnej religii, nigdy. Nie mam kompletnie żadnych sakramentów, nie rozumiem wiary religijnej.

Hah, to mi dało do myślenia. Bo ja - zdaje się - "mam" bodajże dwa sakramenty - chrzciny i "pierwszą komunię". Po dalsze, typu bierzmowanie się już nie zgłosiłem ;) Ale uświadomiłem sobie, że mimo iż doskonale wiem o istnieniu takiej opcji, to nigdy nie rozważałem dokonania aktu apostazji (tak to się zwie? chodzi mi o "wypisanie się z kościoła") mimo że nie wierzę w nic co Kościół głosi ani sobą reprezentuje. Lenistwo? Czy jakiś chory psychiczny mechanizm który powstrzymuje mnie przed tym podświadomie "łudząc się" że "może jednak..."? :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader, tez mam chrzest i komunie i nikt sie mnie nie pytal czy chce. Nie wypisuje sie z kosciola bo sie do niego nie zapisywalam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a ja raczej przestałem wierzyć w katolicki sposób, chociaż ateistą bym się nie nazwał.

 

ale to ma swoje złe strony. dawniej jak miałem problem, mogłem liczyć na cud/ modlitwę itp.

 

teraz muszę na siebie, ale tak jest bardziej prawdziwie,

ale to kosztuje... kiedy mało jest tego na co można liczyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
deader, tez mam chrzest i komunie i nikt sie mnie nie pytal czy chce. Nie wypisuje sie z kosciola bo sie do niego nie zapisywalam

No właśnie mam podobnie, ale, no, nie wiem jak ty, ale ja nie jestem "zwykłym" niewierzącym, raczej mam radykalny dość stosunek do Kościoła, więc w sumie logicznym ruchem z mojej strony byłoby dostanie "potwierdzenia na piśmie" że zrywam umowę z tą firmą... A jednak nadal tego nie robię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

deader, ja tez ale jakos chyba z lensitwa nie chce mi sie przechodzic tej procedury

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi też się wydaje że lenistwo jest głównym czynnikiem, ale... tak samo jak mogę psioczyć na wszystko co w biblii napisano, to ani jednej nawet jako małoletni "szatanista" nie spaliłem a i teraz nie wiem co bym czuł trzymając w jednej ręce zapalniczkę a biblię w drugiej. Czy bym dał radę złączyć ręce. Raz bez żalu spaliłem "Mein Kampf" bo było stekiem gówna, ale biblia, hmm. Nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja raz sobie podpalałem włosy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja raz sobie podpalałem włosy

W imię Szatana? :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak człowiek se na uświadomi że gdzieś w chmurach siedzi pan z brodą i obserwuję co robią, oraz analizuje co myślą, a czasem nawet wpływa na życie 7 miliardów ludzi to duża szansa że porzuci wiarę, a może się mylę bo przecież większość wierzących tak myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie,poprostu podobał mi się zapach palonych włosów,nie każdy do wszystkiego dorabia ideologie :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wychowywałem się w rodzinie ateistycznej, ale parę lat temu zacząłem się nawracać. Parę miesięcy temu pojawił się kryzys wiary i stałem się dumnym ateistą. Czytałem tych Dawkinsów itd. uważałem się za lepszego o teistów, bo przestałem wierzyć w baśnie. Bardzo szybko jednak zaczął się pogarszać mój stan psychiczny przez świadomość, że "nic tam nie ma" i wszystko jest bez sensu. Pojawiła się ogromne uczucie samotności.

 

Wiara na szczęście wróciła sama i mój stan bardzo szybko się poprawił.

 

Możecie się śmiać, ale to właśnie dzięki wierze, nie czuję się samotny na tym świecie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

buka, trichopiromania :D

 

wino.nocy, nie ma co się śmiać, bo całkiem ciekawe zjawisko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coś dużo tu osób z ateistycznych rodzin, chyba raz w życiu tylko poznałem człowieka( Polaka) który nie był ochrzczony, choć większości się o to nie pytałem. U mnie większość rodziny zwłaszcza ci po 60-ce zasuwa codziennie do kościoła( ci młodsi tylko co tydzień) ich domy są pełne albumów i zdjęć papieża i świętych obrazów. Nie mówią dzień dobry czy dziękuję a niech będzie pochwalony i bóg zapłać, księża przychodzą do nich raz w tygodniu na kawę i co roku jeżdżą na pielgrzymki po niemal całej europie, i jak tu nie zostać ateistą. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wg.wiki-Trichotillomania (TTM; gr. tricho → włosy, ang. till → wyrywać) – niemożność powstrzymania się od wyrywania włosów. Czynność wyrywania włosów poprzedzana wzrastającym napięciem, a po jej zakończeniu następuje uczucie ulgi lub zadowolenia

 

nie to raczej nie to,chociaz może to byłaby niezła alternatywa dla 'żyletkowiczów' :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

deader

Na chrzest chrzest i komunię wpływu nie miałeś (choć miałam w klasie kolegę, który odmówił pójścia do komunii).

 

więc w sumie logicznym ruchem z mojej strony byłoby dostanie "potwierdzenia na piśmie" że zrywam umowę z tą firmą... A jednak nadal tego nie robię.

Zależy czy to dla Ciebie ważne. Zmieniłoby to cokolwiek w Twoim życiu? Polepszyłoby samopoczucie, dało poczucie "uwolnienia"? Są ludzie, którzy takiego pisemnego potwierdzenia po prostu potrzebują, innym zamknęłoby to drogę ewentualnej zmiany zdania w kwestii wiary, a inni mają to daleko i funkcjonują sobie jako "zapisani, nie udzielający się".

Apostazja bywa długą drogą, przechodził przez nią ktoś mi bliski i widziałam ile z tym trzeba się dłubać.

 

Możecie się śmiać, ale to właśnie dzięki wierze, nie czuję się samotny na tym świecie...

 

Jeśli można, to powiedz dlaczego dzięki wierze nie czujesz się samotny? Bo ja nie jestem w stanie zrozumieć. Albo moje rozumowanie jest na tyle płytkie, że nie potrafię wyobrazić sobie jak coś niewiadomego może w ogóle wywoływać jakieś uczucie. Nawet pisząc na forum mam pewność, że ktoś kto odpowiada jest po tej 2 stronie. Chyba, że świat i relacje z ludźmi to tylko wytwór mojej wyobraźni ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×