Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Terapia psychodynamiczna a poznawczo-behawioralna

Rekomendowane odpowiedzi

Istnieje wiele nurtów psychoterapii. Jednak najczęściej wymienianymi przez Użytkowników forum, są właśnie te dwa. Często pada pytanie, który nurt jest lepszy? Jak myślicie, do jakich problemów warto wybrać terapię psychodynamiczną, a do jakich poznawczo-behawioralną? Jaka jest Wasza opinia odnośnie tych nurtów? Jakie są podobieństwa, a jakie różnice tych nurtów? Macie doświadczenia w tym zakresie?

 

Terapię psychodynamiczną moim zdaniem można porównać do wyrywania chwasta z korzeniami, ponieważ sięga ona głębiej, do przeszłości. Natomiast poznawczo-behawioralna to ucinanie chwasta przy ziemi, skupiające się na tym, co tu i teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapię psychodynamiczną moim zdaniem można porównać do wyrywania chwasta z korzeniami, ponieważ sięga ona głębiej, do przeszłości. Natomiast poznawczo-behawioralna to ucinanie chwasta przy ziemi, skupiające się na tym, co tu i teraz.

 

Czy można stosować takie porównanie?

 

tu chyba miarą jest skuteczność...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

inbvo, akurat tutaj odnosiłam się do samych założeń nurtów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie poszłabym na terapię psychodynamiczną, bo nie widzę sensu rozdrapywania przeszłości, zresztą nie wiem, czego miałabym się doszukiwać w przeszłości, bo miałam sielskie dzieciństwo, zupełnie bez problemów, problemy zaczęły się dopiero w wieku młodzieńczym.

Zapisałam się na poznawczo-behawioralną, która pomogłaby mi radzić sobie z problemami, które mam teraz, z emocjami, z którymi sobie teraz nie radzę. Przez parę miesięcy chodziłam na terapię eklektyczną, łączącą różne nurty, i gdy terapeutka zaczynała analizy dzieciństwa, to zupełnie nie czułam takiej potrzeby, żeby do tego wracać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poznawczo-behawioralna to ucinanie chwasta przy ziemi...

no właśnie, a ucięty chwast przy ziemi zawsze odrasta.

Ja jestem za wyrywaniem z korzeniami czyli sięganiem do dzieciństwa, bo wbrew pozorom> jakie dzieciństwo, takie całe życie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
bo wbrew pozorom> jakie dzieciństwo, takie całe życie..

ja jestem przykładem, że jest inaczej, bo miałam piękne dzieciństwo, a "całe życie" nie wygląda już tak pięknie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nazywam się niewarto, Poszukaj głębiej. Jeśli nie radzisz sobie sama ze soba to znaczy, że coś jednak było nie tak. Gdybym ja tak jak Ty piszesz, miała "piękne dzieciństwo" mogłabym dzisiaj góry przenosić. A znam takie osoby: odpowiednio ukształtowane, bez większych trudów idą przez życie. Natomiast nie znam nikogo kto ze szczęśliwym dzieciństwem nie radziłby sobie w dorosłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ala1983, ale ja nie mam czego szukać, przez całe dzieciństwo biegałam po sadach i ogrodach, bawiłam się z siostrą i koleżankami, a moi rodzice ani razu nie pokłócili się ze sobą, zabierali nas na wspaniałe wakacje. Nie mam ani jednego złego wspomnienia z dzieciństwa. Wręcz kiedy mam ochotę powspominać coś pięknego, to wspominam dzieciństwo.

A teraz choruję na schizofrenię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też dłuugi czas uważałam, że dzieciństwo miałam szczęśliwe....akurat ;)

teraz się okazało ile ja rzeczy nieświadomie wyparłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ala1983, ale ja nie mam czego szukać, przez całe dzieciństwo biegałam po sadach i ogrodach, bawiłam się z siostrą i koleżankami, a moi rodzice ani razu nie pokłócili się ze sobą, zabierali nas na wspaniałe wakacje. Nie mam ani jednego złego wspomnienia z dzieciństwa. Wręcz kiedy mam ochotę powspominać coś pięknego, to wspominam dzieciństwo.

A teraz choruję na schizofrenię.

A rodzice względem Ciebie? Akceptowali, dużo rozmawiali, wspierali, mówili, że kochają bezgranicznie, przytulali? Czułaś się przy nich bezpiecznie? Byli dla Ciebie autorytetami a za razem przyjaciółmi? Stawiali granice, wymagali? Jeśli na wszystkie pytania odpowiedziałaś tak, to fakt> miałaś wspaniałe dzieciństwo. Psychodynamiczna nie będzie w tym wypadku potrzebna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czy ja wiem, że to ucinanie chwasta przy ziemi? Podobno jeśli mamy w głowie jakieś przekonanie o sobie, to nie jest aż tak istotne w jakich okolicznościach ono powstało, ważne jest to, jakie emocje wywołuje i to żeby je zmienić. Bo trzy różne sytuacje mogą wywołać te same emocje i to samo przekonanie o sobie.

Ale jestem w nurcie pochodnym od poznawczo-behawioralnego, więc nie wiem czy to podejście wpasowuje się jeszcze w czyste cbt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę że odpowiedź nie jest łatwa. Ja niby jestem w poznawczo-behawioralnym, ale do przeszłości też często wracamy.

Na forum widziałem nerwicowców rozczarowanych tym wracaniem do przeszłości, bo mówili że to niewiele im dało, ale też bywali zadowoleni z psychodynamicznej.

Niektórzy psycholodzy są zdania że np. przy OCD należy się skupić na tym co teraz. Statystycznie ta metoda chyba rzeczywiście daje lepsze, wymierne skutki. Na pewno przeanalizowanie swojej przeszłości będzie lepsze dla głębszego zrozumienia siebie, zwracania uwagi na wiele rzeczy, chociaż nie należy też czynić jakiegoś fatum z przeszłości.

Są też ludzie z trudną przeszłością, którzy jednak radzą sobie całkiem nieźle. Być może te mechanizmy obronne nie są takie nieporadne i chorobogenne, jak sobie je wyobrażamy, tylko po prostu czasem nie wystarczają. Być może.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie z kolei nie przekonuje poznawczo- behawioralna. Trochę za bardzo kojarzy mi się ze szkołą. Totalnie nie podobają mi się zadania domowe, forma kontaktu z terapeutą zbliżona troszkę do relacji nauczyciel-uczeń. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi psychodynamiczna. Fakt, bardzo skupia się na przeszłości, ale akurat moje problemy jej właśnie dotyczą, więc nurt jest jak najbardziej adekwatny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith, chyba za bardzo patrzysz na to przez pryzmat "behawioralna". Zaryzykowałabym stwierdzenie, że nikt już nie traktuje tej relacji aż tak zadaniowo, żeby skupiać się na technikach a nie samym człowieku z problemem. To nie jest tak, że w tym nurcie ważniejsze jest uczenie nowych zachowań/przekonań niż relacja. W relacji nauczyciel-uczeń to nikt by nie chciał pracować ze swoimi problemami, bo jak tu zaufać jak druga strona zachowuje się mało empatycznie i schematycznie. Zresztą, terapeuta też człowiek, może się wyuczyć technik ale to jak bardzo jest ciepły, empatyczny itd., to zależy już od niego.

Ale zgadzam się z jednym, totalnie nie podobają mi się zadania domowe ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ala1983, ale ja nie mam czego szukać, przez całe dzieciństwo biegałam po sadach i ogrodach, bawiłam się z siostrą i koleżankami, a moi rodzice ani razu nie pokłócili się ze sobą, zabierali nas na wspaniałe wakacje. Nie mam ani jednego złego wspomnienia z dzieciństwa. Wręcz kiedy mam ochotę powspominać coś pięknego, to wspominam dzieciństwo.

A teraz choruję na schizofrenię.

A rodzice względem Ciebie? Akceptowali, dużo rozmawiali, wspierali, mówili, że kochają bezgranicznie, przytulali? Czułaś się przy nich bezpiecznie? Byli dla Ciebie autorytetami a za razem przyjaciółmi? Stawiali granice, wymagali? Jeśli na wszystkie pytania odpowiedziałaś tak, to fakt> miałaś wspaniałe dzieciństwo. Psychodynamiczna nie będzie w tym wypadku potrzebna.

 

Tak, miałam wspaniałych rodziców i mogę na te wszystkie pytania odpowiedzieć tak. Czasami są inne powody zachorowania niż dzieciństwo, u mnie to była trauma związana ze śmiercią przyjaciółki i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy, które miały miejsce, gdy już nie byłam dzieckiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Terapię psychodynamiczną moim zdaniem można porównać do wyrywania chwasta z korzeniami, ponieważ sięga ona głębiej, do przeszłości. Natomiast poznawczo-behawioralna to ucinanie chwasta przy ziemi, skupiające się na tym, co tu i teraz.
Nie zgadzam się z tymi porównaniami. Wynika z nich, że poznawczo-behawioralna (ucięcie chwasta przy ziemi, a więc on i tak odrośnie) jest nieskuteczna. A przecież tak nie jest. Fakt, w p-b skupia się na "tu i teraz", ale przecież to "tu i teraz" wynika z przeszłości. Osobiście pracuję w tym nurcie i to nie jest tak, że nie mówimy o przeszłości. Wręcz przeciwnie, a już zwłaszcza na początku, kiedy terapeuta musi zorientować się w temacie. Tylko, że w p-b nie skupiamy się na maglowaniu tego co było, ale jak to na nas wpłynęło. Nie opowiadam po raz trzeci o traumie którą przeżyłam, żeby "zalać" się tymi uczuciami, ale mówię to się wydarzyło i dlaczego "tu i teraz" nie potrafię sobie z tym poradzić. Bardzo często są to dokładnie te same odczucia co rok, 2, 5, 10 lat temu, więc mimo że teoretycznie skupiamy się na teraźniejszości, to tak naprawdę jest to nierozerwalnie połączone z przeszłością.

A poza tym założenia, założeniami - wszystko zależy od terapeuty. Każdy pacjent jest inny i dobry terapeuta nie będzie się sztywno trzymał każdej wytycznej charakteryzującej taki czy inny nurt. Ja w p-b miałam prace domowe, ale nie uważam je za coś złego. Były to głównie prowadzenie zeszytu uczuć, pozwalającego na wgląd w głąb siebie, poznanie podstaw założeń terapii p-b, czy rysunki, które bardzo wiele nauczyły mnie o sobie. Dlatego nie mogę się zgodzić, że terapia p-b to tylko ucinanie chwasta przy ziemi.

 

Totalnie nie podobają mi się zadania domowe, forma kontaktu z terapeutą zbliżona troszkę do relacji nauczyciel-uczeń.
Dla mnie zadania domowe to sposób na zapewnienie ciągłości pracy nad sobą. Oprócz terapii, do której jakoś się przygotowujemy, a potem analizujemy to, co zostało na niej poruszone, mamy także za zadanie pójść dalej - wejść w głąb siebie, pomyśleć o tym, co nie zostało wypowiedziane, a co może być ważne czy utrwalić zdobytą wiedzę. Zacząć samemu myśleć inaczej i samemu zmierzyć się z problemami. Ja uważam, że to bardzo dobry sposób, bo wymusza ciągłą aktywność pacjenta.

A jeśli chodzi o formę kontaktu, to, przynajmniej u mnie, absolutnie nie przypomina ona relacji nauczyciel-uczeń. Nie czuję się jak ktoś znajdujący się niżej w hierarchii, jak ktoś głupszy. Wręcz przeciwnie, nasz kontakt jest pełen ciepła i zrozumienia, a jednocześnie bardzo autentyczny. Jeśli robię coś głupiego - terapeutka mówi, że to głupie, jeśli robię coś śmiesznego - śmieje się. Nie ma żadnego sztucznego dystansu, jest naturalność.

 

Fakt, bardzo skupia się na przeszłości, ale akurat moje problemy jej właśnie dotyczą, więc nurt jest jak najbardziej adekwatny.
Nie powiedziałabym, że Twoje problemy dotyczą TYLKO przeszłości. Wg mnie Twoje problemy wywodzą się z przeszłości i dotykają zarówno przeszłości jak i teraźniejszości, więc p-b również mogłaby być odpowiednia.

 

Jednak nie ma co na siłę nikogo przekonywać. Jedni będą lepiej czuli się w p-b, inni w psychodynamicznej. Jedni wolą skupić się na tym, co zrobić, żeby przeszłość przestała niszczyć im teraźniejszość, inni wolą przepracować zdarzenia z przeszłości i to właśnie na nich chcą się bardziej skupić. Jedni potrzebują terapeuty, który będzie ich mentorem, będzie pokazywał inne wyjścia, schematy, inni wolą dystans, jaki zachowuje terapeuta psychodynamiczny i kierowanie terapią w taki sposób, aby samemu przeanalizować swoje zachowania i skąd one mogą wynikać.

Jednak pomimo tego wszystkiego, co napisałam, uważam że nurt jest rzeczą drugoplanową, bo to terapeuta jest najważniejszy. Nawet jeśli nurt będzie dla nas odpowiedni, a trafimy na kiepskiego terapeutę, to nic dobrego z tego nie wyjdzie, a jeśli trafimy na profesjonalistę w każdym calu, to nurt, w jakim pracuje nie będzie tak istotny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że nikt już nie traktuje tej relacji aż tak zadaniowo, żeby skupiać się na technikach a nie samym człowieku z problemem.
Zależy, na kogo się trafi.
Wynika z nich, że poznawczo-behawioralna (ucięcie chwasta przy ziemi, a więc on i tak odrośnie) jest nieskuteczna.
Nie tyle nieskuteczna, co trochę hmmm trudno to dokładnie sprecyzować-"płytsza". Nie sięga tak głęboko. Przez to istnieje ryzyko, że przyczyna, która wywołała dany stan, nie zostanie dogłębnie przeanalizowana i po jakimś czasie może nastąpić nawrót. Niemniej jednak, nie neguję skuteczności poznawczo-behawioralnej. Jest bardzo pomocna dla osób, którzy zmagają się z nerwicą, jak i z wieloma innymi zaburzeniami, dość szybko dzięki tej formie terapii można poradzić sobie z objawami. Natomiast dla tych, którzy źródła swoich problemów upatrują w dalekiej przeszłości, konieczna jest jej dogłębna analiza. Poznawczo-behawioralna nie daje takiego głębokiego wglądu.
Dla mnie zadania domowe to sposób na zapewnienie ciągłości pracy nad sobą. Oprócz terapii, do której jakoś się przygotowujemy, a potem analizujemy to, co zostało na niej poruszone, mamy także za zadanie pójść dalej - wejść w głąb siebie, pomyśleć o tym, co nie zostało wypowiedziane, a co może być ważne czy utrwalić zdobytą wiedzę. Zacząć samemu myśleć inaczej i samemu zmierzyć się z problemami. Ja uważam, że to bardzo dobry sposób, bo wymusza ciągłą aktywność pacjenta.
Jestem aktywna i bez zadań domowych. Nie lubię, kiedy ktoś daje mi jakieś zadanie domowe, ponieważ ma to formę szkolną. Denerwuje mnie to. Nie lubię czuć się jak uczennica. Wolę bardziej partnerską relację. To, co mam do powiedzenia, mówię na terapii i basta. Emocje, które są we mnie, zdecydowanie bardziej wolę wywlekać na terapii, niż podczas "odrabiania" zadań domowych, kiedy muszę później normalnie funkcjonować.
Nie powiedziałabym, że Twoje problemy dotyczą TYLKO przeszłości. Wg mnie Twoje problemy wywodzą się z przeszłości i dotykają zarówno przeszłości jak i teraźniejszości, więc p-b również mogłaby być odpowiednia.
Wątpię. Terapeutka łączy w pracy ze mną różne podejścia i jak wyczuwam elementy poznawczo-behawioralnej, to mnie szlag jasny trafia. Nie chcę się skupiać na teraźniejszości, tylko na przeszłości, ponieważ to ona stanowi problem. Gdyby nie to, z teraźniejszością byłoby wszystko ok. Co mi po niwelowaniu aktualnych objawów, skoro przyczyna pozostaje nietknięta? Dla mnie to bez sensu. Wolę pocierpieć i rozprawić się z tym raz a dobrze.
Jednak pomimo tego wszystkiego, co napisałam, uważam że nurt jest rzeczą drugoplanową, bo to terapeuta jest najważniejszy. Nawet jeśli nurt będzie dla nas odpowiedni, a trafimy na kiepskiego terapeutę, to nic dobrego z tego nie wyjdzie, a jeśli trafimy na profesjonalistę w każdym calu, to nurt, w jakim pracuje nie będzie tak istotny.

Z tym się zgodzę. Najważniejsza jest osoba terapeuty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie chcę się skupiać na teraźniejszości, tylko na przeszłości, ponieważ to ona stanowi problem. Gdyby nie to, z teraźniejszością byłoby wszystko ok.
Rozumując w ten sposób 100% pacjentów powinno korzystać z psychodynamicznej. Bo i depresja się bierze z czegoś z przeszłości i nn na swoje podstawy w przeszłości i ptsd i zo również z nieba się nie biorą. Wszystko dotyczy przeszłości i oddziałuje na teraźniejszość.

 

Co mi po niwelowaniu aktualnych objawów, skoro przyczyna pozostaje nietknięta? Dla mnie to bez sensu. Wolę pocierpieć i rozprawić się z tym raz a dobrze.
Dlaczego sądzisz, że przyczyna jest nietknięta? W p-b tak samo rozmawia się o przeszłości. Nie unika się tego tematu. Analizuje się to, co się wydarzyło, to co czuliśmy i przede wszystkim jak to na nas wpłynęło. Terapia p-b za za zadanie zmienić nasze myślenie o sobie, innych, świecie itp. oraz nasze zachowanie. Niewykonalne są te zmiany bez powrotu do przeszłości i tak też się dzieje, jedynie z tą różnicą, że terapia bardziej skupia się jak sobie z tą przeszłością poradzić w teraźniejszości.

Czyli, nomen omen, cel jaki chcemy osiągnąć idąc na jakąkolwiek terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Rozumując w ten sposób 100% pacjentów powinno korzystać z psychodynamicznej.
Odniosłam to tylko i wyłącznie do siebie. Jakaś część przeszłości zawsze wpływa na ludzi i ich problemy, ale różni się to stopniem w jakim to się dzieje. I dlatego, u niektórych osób przerobienie przeszłości dość powierzchownie jest wskazane, nie ma potrzeby rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, natomiast u innych, jest to wręcz niezbędne. Na poznawczo-behawioralnej jak sama wspomniałaś, do przeszłości wraca się jedynie w pewnym stopniu,a mnie zależy na tym, żeby zrobić to jak najgłębiej.
Dlaczego sądzisz, że przyczyna jest nietknięta?
Jak wyżej. Nie zostało to dotknięte wystarczająco głęboko. Czuję, że skupianie się na teraźniejszości i wracanie tylko w niewielkim stopniu do przeszłości, nic mi tak naprawdę nie daje. Niestety, ale w moim przypadku przeszłość trzeba wręcz wywrócić na lewą stronę, żebym mogła dojść do siebie. Nie potrzebuję uświadamiania mi, w jaki sposób przeszłość wpływa na moje obecne życie. To już wiem aż za dobrze. Nie ma sensu stale tego powtarzać, bo to niczego nie zmienia. Dopiero, kiedy zagłębiam się w to bardziej, głębiej, przeżywam po raz kolejny, odczuwam, że daje to efekty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
u niektórych osób przerobienie przeszłości dość powierzchownie jest wskazane, nie ma potrzeby rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, natomiast u innych, jest to wręcz niezbędne.
Wydaje mi sie, ze to przede wszystkim zależy od człowieka. Ty ewidentnie potrzebujesz przeżycia ten na nowo. Raz po raz, żeby zrozumieć co Ci się przytrafiło i dlaczego. Opowiedzenie tego i zaakceptowania.

Są też ludzie, którzy nie mają aż takiej potrzeby. Ja w p-b, wracam do przeszłości, do jakiś zdarzeń, które czuję, że są dla mnie istotne, kiedy chcę, kiedy czuję, że tego potrzebuję, że to mi pomoże. Ale w większości samo zdarzenie jest dla mnie "tłem", ważne jest dla mnie jak przez to się czuję, jak ono na mnie wpłynęło. Ogólnie, nie czuję potrzeby opowiadania ze szczegółami tego, co się stało, bo to już było, niczego nie zmienię, czuję za to ogromną potrzebę przepracowania skutków przeszłości. Choć jeśli danego dnia coś we mnie pęka i chcę porozmawiać o jakimś wydarzeniu z przeszłości, wyrzucić z siebie to wszystko, przeanalizować emocje - mam taką możliwość. Terapeutka nie zabrania mi tego, bo to nie ten nurt, bo jestem w p-b.

Podsumowując, wybór nurtu terapii jest rzeczą indywidualną i uzależniony jest od potrzeb pacjenta. Lilith, czuje potrzebę zmierzenia się z przeszłością i rozłożenia jej na czynniki pierwsze, lepsza będzie psychodynamiczna. Ja czuję potrzebę zmiany myślenia i zachowania - lepsza będzie poznawczo-behawioralna. Ale tak naprawdę najważniejsza jest osoba terapeuty, bo dobra i skuteczna terapia to odpowiednie wyważenie i połączenie różnych nurtów terapeutycznych. W zależności od potrzeb pacjenta.

Jedyne z czym się nie zgadzam, to stwierdzenie, że któraś z terapii jest gorsza czy bardziej powierzchowna. Te terapie są po prostu inne. A inne nie znaczy gorsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienormalna21, nie, nie chodzi o to, że któryś z nurtów jest gorszy, ale o to, że przerabia dany problem z innej perspektywy. Na każdej z terapii można pracować nad tym samym problemem, aczkolwiek poruszając go z innej strony. I to od pacjenta zależy czy właśnie taka perspektywa jest dla niego odpowiednia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lilith, o to właśnie mi chodziło. Bo z pierwszego posta można było odczuć jakoby p-b była gorsza, a tu chyba chodziło o Twoją sytuację, że dla Ciebie p-b byłaby gorsza, bo potrzebujesz innego podejścia do problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienormalna21, nie, nie chodziło mi o to, że p-b jest gorsza, ale o to, że skupia się na czymś innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To porównanie do chwasta to nie do końca trafne... Psycho-dynamiczna zakłada raczej że siedząc o gadając coś sie w głowie przestawi/powywraca/naprawi...i tyle. To potem ma wpływać na życie. Ten proces leczenia jest dużo bardziej abstrakcyjny i trochę w izolacji od świata. Poznawczo behawioralna nie lekceważy emocji, dzieciństwa itd... Tylko po prostu nie zakłada że czysto intelektualna rozprawa na ich temat jest wystarczająca. Psycho-dynamiczna jest bardziej dogmatyczna i bardziej jest jakby ...teoretyczna. Kontak tez nie przypomina zwykłej ludzkiej rozmowy, przez co moim zdaniem trochę ciężej jest zaufać terapeucie, ponieważ jest sie dla niego w zasadzie psychiką którą sie nastwia, analizuje i z która sie pracuje...

 

Już pomijam że psychodynamiczna jest w wielu przypadkach po prostu niewskazana. Kiedy człowiek jest nastawiony interospektywnie i jest to rodzaj mechanizmu obronnego to wtedy jest ona raczej niewskazana. Poznawczo behawioralna jest też przy wielu schorzeniach skuteczniejsza. Np przy pracy z fobiami. Generalnie dla mnie psychodynamiczna widzi ludzką psychikę niejako bez puktu odniesienia. Behawioralna widzi dużo bardziej psychikę jako funkcjonującą w świecie...

 

Dodatkowo poznawczo behawioralna zakłada, że nie ma sensu analizować psychiki w taki mocno intelektualny sposób, ponieważ jest to nie możliwe. Nie da sie ocenić co człowiek myśli, czemu itd... Można mieć pomysły na ten temat, ale nigdy nie będzie sie miało pewności i słuszności. Więc poznawczo behawioralna koncentruje sie na czymś zupełnieinnym, a więc na działaniu w świecie a nie intelektualnej analizie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Tak na logikę, skoro p-b to ucinanie chwasta przy ziemi to znaczy że jest gorsza niż psychodynamiczna która tego chwasta wyrywa, więc jeśli żaden nurt nie jest gorszy, to porównanie jest kompletnie nie na miejscu.

Nie jestem w psychodynamicznej, ale powszechną opinię o tym nurcie znam. I jeśli rzeczywiście jest tak jak słyszałam, to miałabym na takiej terapii poczucie że tylko gadamy i gadamy a nic z tego nie wynika, bo ja już dawno temu przeanalizowałam problem wzdłuż i wszerz i mi potrzeba zmiany myślenia i innej perspektywy. Tak w ogóle, gdyby terapeuta milczał to bym takiej terapii nie pociągnęła, bo nie byłabym w stanie mówić na początku sama z siebie. W sumie ciekawe czy potraktowane byłoby to jako opór, czy jednak terapeuta jakoś pociągnąłby za język. Ale nie doświadczyłam, więc nie wiem, może oba nurty mają podobne techniki, tylko z jednych korzystają częściej, z drugich mniej. Jak widać, dla każdego co innego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×