Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Powrót do przeszłości

Rekomendowane odpowiedzi

Zastanawia mnie, co sądzicie na temat powrotu do przeszłości na terapii. Spotkałam się już z opiniami, że przeszłość lepiej zostawić w spokoju, nie rozgrzebywać jej i skupić się na teraźniejszości, ponieważ to tak naprawdę nic nie daje. Z drugiej jednak strony pojawiły się opinie, że jeśli coś ma korzenie w przeszłości, to nie da się tego pominąć i skupić się wyłącznie na chwili bieżącej. Trzeba do tego wrócić i przepracować. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jestem w terapii psychodynamicznej więc bez tego się nie obędzie :/ Na początku mnie to wkurzało okropnie. Ciągłe wracanie do przeszłości i dzieciństwa, nie widziałam w tym najmniejszego sensu. Pewnie dlatego, że w ogóle nie chciałam wracać do tego olresu w moim życiu. Ale teraz już wiem, że to konieczne. Boli, ale rezultaty są zaskakujące. Zrozumiałam z czego wynikają pewne moje zachowania i emocje w życiu dorosłym, a przede wszystkim "przepracowane" strachy z przeszłości nie są już takie straszne :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Również bardzo skupiam się na przeszłości i choć jest to trudne, to po dość długim czasie, widzę efekty i nie żałuję. Bez tego by się nie obeszło. Uważam, że rozmowa na temat przeszłości ma sens, ponieważ to, co się wydarzyło w Naszym życiu, nawet X lat wcześniej, może mieć potężny wpływ na teraźniejszość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja np. mam wieeeelką potrzebę porozmawiania na temat przeszłości z kimś kompetentnym, zatem uważam, że ma to sens. Chyba to takie katharsis ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też uważam, że powracanie do przeszłości ma sens, bo pomaga w zrozumieniu siebie, tego dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku powrót do przeszłości był konieczny. Jestem pół roku po terapii, jak się okazuje, "przerobione" problemy odeszły i na pewno bez nich czuję się znacznie lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem takie "załatwienie" pewnych spraw i spojrzenie na siebie samego przez pryzmat pewnych mechanizmów emocjonalnych nabytych w dzieciństwie może być rozwijające... Jednak nie jest to moim zdaniem oczywistość i konieczność. Gdzieś czytałem, że ważne jest subiektywne uczucie i stosunek, a nie intelektualnie obiektywne przekonanie. Dodatkowo gdzies czytałem, że mózg nie bardzo odróżnia przeszłość i terażniejszość (w jakimś tam sensie) jeśli chodzi o obrazy...i generalnie to przepracowywanie to nic innego jak przeżywanie na nowo ...i nic więcej. Cos takiego gdzieś czytałem, ale już słabo to pamięta.... Z mojego doświadczenia mam raczej niezbyt pozytywne z tym skojarzenia. To po prostu nie wiele daje, a dodatkowo jest tutaj wręcz multum przeróżnych pułapek... Jest człowiek który cierpi(objawy psychopatologiczne to zawsze spore cierpienie). Przychodzi ktoś i mówi, że musisz sobie "uświadomić" emocje i niejako rzeczywistość przeżytą... Jeśli tak sie komuś kto cierpi powie, to on zawsze i wręcz na siłę będzie sie doszukiwał negatywów...bo jest obietnica zniesienia cierpienia. Jakby sie powiedziało że uderzenie sie w głowe może pomóc to pewnie tez by sie znależli tacy co sprubują.Przecież nerwicowcy(nie tylko) mogą mieć problemy z określeniem orientacji seksualnej, więc tutaj na prawdę ostatecznie nie jest możliwe określenie czy te emocje przeżywa sie zgodnie z "prawdą". Głośna sprawa "molestowania pamięci". Ludziom sie wydawało że to co sobie wymyślili działo sie na prawdę, bo tak będzie działał często mózg kogoś zaburzonego pod wpływem sugestii autorytetu i obietnicy poprawy stanu psychicznego... Gdzieś czytałem że w zasadzie ważniejsze jest subiektywne poczucie szczęśliwości/krzywdy a niżeli rzeczywiste przeżycia.....Bardzo dawno temu był tu wątek "nasze dzieciństwo" i ludzie tak pisali wszelakie straszne rzeczy. Jednak często miałem wrażenie, że oni niejako sie prześcigają w tym cierpieniu, że im więcej tym lepiej. Ja napisałem, że ja dzieciństwo miałem ekstra... i o dziwo sie dowiedziałem, że to bardzo żle. Ponieważ to oznacza że jestem tak mocno zaburzony, że zupełnie sobie z tego co przezywałem sprawy nie zdaje. Ergo: Powinieneś uważać że miałeś strasznie przesrane...co jest dla mnie kuriozalne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W mojej terapii powrót do przeszlości też był niezbędny coż bolesny ale uważam,ze bardzo potrzebny.Dzieki temu inaczej już patrze i odczuwam wiele spraw.Przede wszytkim nie męcze się juz tak i nie obwiniam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wyobrazam sobie nie ruszac przeszlosci jezeli chce sie zmienic swoje postrzeganie swiata. To tak jakby wrzucic byle jak ciuchy do szafy a potem zamknac i wierzc ze w sumie mamy w domu porzadek. Tyle ze co jakis czas do tej szafy musimy siegnac i caly ten bajzel wywala sie na nas od nowa. Lepiej porzadnie poukladac i miec spokoj na dlugi czas. Z moja terapeutka wyciagalysmy po kolei szuflady gdzie wywalal sie balagan i ukladalysmy je porzadnie. Dopiero wtedy moglam zamknac . Duzo tych szufladek we mnie bylo pochowanych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Candy14,

Jak długo trwało ogarnięcie tego bałaganu?

Tyle ze co jakis czas do tej szafy musimy siegnac i caly ten bajzel wywala sie na nas od nowa

Przytrzymam się trochę Twojej metafory. Pewnie szafa już zepsuta (wiesz szufladki się same otwierają, półki pokrzywione) , tylko szkoda, że nowej nie da się już kupić ;) No i ciuchy w niej chociaż są już dobrze znoszone to trudno się z nimi rozstać ;)

 

Też muszę ogarnąć swoją, bo wygląda jak stajnia Augiasza, a niektóre szufladki to trzeba będzie łomem potraktować, to może się otworzą ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, moj ogarnialam jakis rok z terapeutka potem juz sama. Nie wyrzucilam niczego. JUz nie musialam ani ukrywac ani wyrzucac. Zmienilam do tych "rzeczy" stosunek. Przestaly mnie uwierac poukladane. Te najbardziej bolesne poskladane w kostke trafily na dno szafy bo wiem , ze do nich nie mam potrzeby juz siegac. Nowa ja nie bedzie musiala ich zakladac. Czasami o nich rozmawiam z moim partnerem w sytuacjach kiedy mi sie przypominaja ale juz zupelnie na spokojnie, bez emocji. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Candy14,

 

Gratuluję i zazdroszczę. Może też uda mi się to trochę ogarnąć..może.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Albo i nie. :D Rachunek prawdopodobieństwa jest niestety nie po mojej stronie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, w mojej przeszłości panuje totalny chaos, więc jedziemy na jednym wózku ;) Początkowo myślałam, że nie da się tego ogarnąć, ale powoli się to udaje. W październiku będzie dwa lata jak to wszystko porządkuję i pewnie jeszcze dużo czasu minie zanim do końca posprzątam ten bałagan, ale się nie zniechęcam ;) Coś się już udało zdziałać, to mnie cieszy i motywuje do dalszej pracy. Mam nadzieję, że u Ciebie będzie podobnie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith,

Myślę, że jesteś po prostu ode mnie silniejsza. Porównując to czego doświadczyłaś w przeszłości, do moich problemów, widzę, że tak naprawdę ja nie miałem źle. Ty przeżyłaś traumę, ja nie. Także nie jestem pewien czy jedziemy na tym samym wózku. Ty chyba masz większość świadomość, tego, co Cię uczyniło takim człowiekiem jakim jesteś obecnie. Ja się cały czas zastanawiam i nie mogę dojść do jednoznacznych wniosków. Dwa lata już z tym walczysz i mówisz, że jeszcze masz długą drogę przed Sobą. Chyba nie znajdę w sobie, aż tyle wytrwałości i cierpliwości, choćbym chciał. W pojedynkę nie dam rady chyba, za mało motywacji. Ciekawy jestem czy masz kogoś (partnera, przyjaciela), kto Cię w tym wspiera?

 

Też mam jeszcze nadzieję, niewiele, ale mam, a Tobie życzę powodzenia w dalszych zmaganiach z przeszłością, życiem i sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, od dwóch miesięcy jestem w związku i mam osobę, która mnie wspiera, rozumie. Jest to ciepła relacja, która bardzo pomaga. Wcześniej jednak nie było kolorowo. Czułam się strasznie samotna z tym wszystkim i miałam praktycznie tylko to forum. Ludzie stąd bardzo mnie wspierali i wspierają do tej pory. Mimo, że to kontakt wirtualny, to jednak wiedziałam, że ktoś jest, rozumie. Myślę, że Twoje problemy też są ważne. Może nie przeżyłeś traumy, ale przeszłość również sprawia Ci problem. Uznałeś, że trzeba ja poukładać- podobnie jak ja. Nie jesteś sam. Masz Nas- ludzi z forum. Myślę, że z czasem znajdziesz tez kogoś w realu. Pamiętaj, że My tutaj zawsze jesteśmy i zawsze możesz z kimś porozmawiać. To już coś ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie da się ukryć, że przeszłość, a w szczególności dzieciństwo mają ogromne znaczenie w kształtowaniu naszej osobowości. To niezaprzeczalne. Ja przez wiele lat grzebałem się właśnie w swojej przeszłości sam i z pomocą specjalistów, wiele rzeczy zrozumiałem, wiele rzeczy nabrało sensu, ale czy to mi pomogło? Nie. Oprócz poznania przyczyn swojego obecnego stanu nie zmieniło się nic. Dalej miałem żal do rodziców (choć wcale nie byli tacy 'źli' jak ja to wyolbrzymiłem), dalej miałem żal do 'kolegów', do samego siebie. Analiza tego wszystkiego i wgłębianie się jeszcze bardziej w to gówno sprawiły, że wpadłem w depresję. Dopiero gdy poszedłem na terapię poznawczo-behawioralną dotarło do mnie, że muszę sam sobie wybaczyć, że liczy się to jak jest teraz i to co mogę zmienić, że jest możliwe niepowielanie pewnych schematów, które towarzyszyły mi całe moje życie. To bardzo ciężka i bolesna praca, ale działa. Przy takim analizowaniu nie potrafiłem normalnie funkcjonować i czułem, że mnie to wykończy psychicznie tym bardziej, że oprócz z.o. mam również nerwicę natręctw, a terapia psychodynamiczna w tym przypadku jest wręcz szkodliwa. Dzięki terapii i własnemu wglądowi jest o wiele lepiej. Są rzeczy, na które nie miałem wpływu jako dziecko czy też wtedy gdy dorastałem. Teraz jest inaczej. Teraz to ode mnie, mojego myślenia i zachowania zależy to w jaki sposób potoczy się moje życie. Modyfikacja tego co wypaczone i zaburzone jest mozolna, haniebnie trudna, długotrwała i czasami wydaje się mijać z celem, ale nie da się ukryć, że tak jest w każdej terapii. Nie ma łatwo. Babranie się w dzieciństwie to nie dla mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

DelRey25, mysle dokladnie tak samo wiec duzy plus za ten post ode mnie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith,

Można wiedzieć jak się poznaliście? Pytam bo nie mam pojęcia gdzie mam szukać podobnych do siebie. Wiem oczywiście, że tu na forum jest sporo takich osób, ale prawdopodobieństwo, że z kimś się spotkam w 4 oczy jest prawie zerowe. Mi też to forum bardzo pomaga obecnie, właściwie się już od niego uzależniłem. Chociaż czasami jak czytam, niektóre posty pod, którymi mógłbym się podpisać to mi się niedobrze robi, bo są tak przygnębiające i jednocześnie prawdziwe.

 

Dzisiaj byłem na drugim spotkaniu z panią psycholog i też zaczęła mnie wypytywać o przyszłość. Chciała wiedzieć co mi się w niej podobało, co nie, co bym zmienił gdybym miał możliwość się do niej cofnąć, jakie zdarzenia uważam za punkty zwrotne w moim życiu itp ( o rysowaniu i kolorowaniu kółek oznaczających, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość to już nie wspomnę, bo to dla mnie totalna bzdura),. Nie widziałem żadnego sensu w tej rozmowie, bo jaki jest sens gdybać nad czymś co się już dokonało, toż to zwykłe płakanie nad rozlanym mlekiem. Po za tym z roku na rok coraz mniej pamiętam z przeszłości, głównie tylko te wydarzenia, podczas, których występowały jakieś silne emocje, a takowych to było co kot napłakał (albo już ich nie kojarzę zwyczajnie). Mimo pewnego rozczarowania tymi spotkaniami, będę wbrew sobie nadal na nie chodził, może jakoś się to rozwinie o ile, pani doktor nie będzie mnie bombardowała tymi dziecinnymi zadaniami (rysowanie, drzewa, kółek, linii, wypisywaniem postanowień - to akurat to sobie zrobiłem w domu wcześniej, mimo że nie wiem po co:) )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie widziałem żadnego sensu w tej rozmowie, bo jaki jest sens gdybać nad czymś co się już dokonało,

Nawet jezeli tego nie rozumiesz to jest

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Candy14,

Dobrzy by było wiedzieć jaki. W końcu to ma mi w jakiś sposób pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, razem studiujemy ;) Znaliśmy się już od dawna i w końcu coś zaiskrzyło ;) A że w końcu otworzyłam się na ludzi, wyszłam do nich trochę, zaczęłam się udzielać, to w końcu zaowocowało to bliższą relacją. Po prostu byłam na to gotowa ;) A co do przeszłości- to z tego, co pamiętam, początkowe sesje też mnie irytowały. Rozmowy o przeszłości były dość podobne do tego, co opisałeś. Dopiero z czasem się to zmieniło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
razem studiujemy ;)

Tak też podejrzewałem.

Znaliśmy się już od dawna i w końcu coś zaiskrzyło ;) A że w końcu otworzyłam się na ludzi, wyszłam do nich trochę, zaczęłam się udzielać, to w końcu zaowocowało to bliższą relacją. Po prostu byłam na to gotowa ;)

Mam nadzieję, że Ci się z Nim powiedzie. :great:

A co do przeszłości- to z tego, co pamiętam, początkowe sesje też mnie irytowały. Rozmowy o przeszłości były dość podobne do tego, co opisałeś. Dopiero z czasem się to zmieniło.

Pewnie dość sporo wody upłynęło. Nie wiem czy wystarczy mi cierpliwości, na takie zabawy z kredkami. Rozmowy są całkiem ok, ale te ćwiczenia, czy jak to w ogóle nazwać, powodują, że nóż mi się w kieszeni otwiera. Przeczekam może jakoś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, ja takich ćwiczeń nie miałam. Jestem w nurcie psychodynamicznym i tam tego nie ma. Jeśli chodzi o mnie, to nie trawię takiego czegoś i w życiu bym się na takie ćwiczenia nie zgodziła. Nie toleruję takiej formy i jestem do tego bardzo negatywnie nastawiona. Miałam z tym kiedyś styczność i kompletnie nie zdało egzaminu, więc stwierdziłam, że jeśli ktoś znów próbowałby w ten sposób ze mną pracować, to raczej by to nie wyszło. Dlatego rozumiem, że to frustrujące. No, ale może z czasem będzie tego mniej i podejście trochę ulegnie zmianie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×