Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Wybór psychoterapeuty

Rekomendowane odpowiedzi

Wiele razy spotkałam się na forum z pytaniem, w jaki sposób wybrać właściwego psychoterapeutę. Od razu mówię, że nie ma na to konkretnych wytycznych. Przeważnie to loteria. Niemniej jednak, znalazłam bardzo ciekawy tekst, który może okazać się przydatny.

 

Słyszy się nieraz różnorakie opinie o psychoterapii, zarówno jako takiej, jak i o jej poszczególnych nurtach. Funkcjonują także pewne powszechne mniemania na temat psychiatrii, sensu chodzenia do psychologów itp. Ten krótki tekst jest efektem mojego przekonania, że mógłbym tu coś doradzić. Oczywiście i ja nie mogę uniknąć zarzutu, że to, co powiem, jest stronnicze. Cóż, niech wobec tego przynajmniej moje porady dołączą do innych stwierdzeń i staną się kolejnym przyczynkiem do podjęcia przez poszukujących pomocy właściwej decyzji. Dla krótkości i zwięzłości "ostrzeżenia" podaję w dobitnej formie, unikając koniecznych w innym teksie zwrotów typu: "tak, ale", "oczywiście są wśród nich i dobrzy...", "nie możemy generalizować, ale...". Tak więc z góry przepraszam tych, których mógłbym urazić - jeśli poniższe punkty Was nie dotyczą, po prostu nie jest to o Was. Należy także pamiętać, że chodzi o warunki polskie.

 

Jeśli więc szukacie pomocy lub dróg rozwoju w obszarze szeroko rozumianej pomocy psychologicznej i psychoterapii - zapamiętajcie sobie poniższych 13 czerwonych lampek:

 

-Unikajcie profesorów! Profesorowie zajmujący się psychoterapią nie mają na ogół najwyższych kwalifikacji. Kim jest profesor? To oczywiście po pierwsze osoba, która wybrała tzw. karierę uniwersytecką, czyli postanowiła przejść przez szczeble pewnej sformalizowanej hierarchii i oderwać się od życia, po drugie zajmująca się jakimś wycinkiem akademickiej nauki, który wnosi nic lub prawie nic do sfery pracy z ludźmi. Profesorowie na ogół nie przeszli pełnych cykli szkolenia psychoterapeutycznego. To oni od początku "szkolili" innych, bo za ich mentorów sami się ogłosili. Obecnie nie mają też możliwości doszkalać się, ani brać udziału w superwizji, czy własnej psychoterapii, gdyż ich formalna pozycja "gwiazd" blokuje ich samych, jak i tych, którzy mogliby z nimi pracować.

 

-Unikajcie psychiatrów wypisujących wam zarówno leki, jak i robiących "psychoterapię". To ludzie ukąszeni przez pragnienie omnipotencji, choć praktyka pokazuje, że niezastąpionym nauczycielem psychoterapeuty jest powtarzające się od czasu do czasu poczucie niemocy (co nie oznacza, że praca z danym pacjentem nie będzie miała sensu!). Nie wystarcza im być "biologicznymi" psychiatrami, mają bardziej "humanistyczne" cele, dlatego chcą też z wami rozmawiać. A że lubią trzymać fason, nieodmiennie nazywają to "psychoterapią".

 

-Unikajcie (jeśli macie problemy, a nie chodzi wam o coaching) ludzi nienagannie ubranych, starannie uśmiechniętych, roztaczających przed wami wizje pomyślności. Oni naprawdę mają inne cele niż "użeranie się" z wami.

 

-Dajcie sobie spokój (chyba, że idzie wam o rentę) z ludźmi nękającymi was godzinami wypełnianiem kwestionariuszy. Wierzcie lub nie, ale poza ewentualnym przypomnieniem sobie ortografii niewiele z tego dla was wyniknie.

 

-Unikajcie dwudziestosześcioletnich dziewczyn "prowadzących terapię poznawczo-behawioralną". Ich doświadczenie terapeutyczne sprowadza się do starannych (słowo w słowo!) notatek z wykładów na kursie psychoterapii, a znajomość ludzkiego "behawioru" do sztuki makijażu i demakijażu. Zresztą unikajcie także tych od "psychoterapii psychodynamicznej" - będą na siłę interpretować nieświadome pobudki waszego spóźnienia się na sesję lub założenia nowych butów, ale same nie bardzo wiedzą, jak miało by to wam pomóc.

 

-Unikajcie ludzi z pierwszych stron gazet, "sław". Bycie celebrytą i wszędobylskim bywalcem jest nie do pogodzenia z pokorą, jakiej wymagają zmagania z ludzkimi problemami.

 

-Unikajcie tych zbyt "naukowych", tych których metody mają "ściśle naukowe podstawy" - w pracy z ludźmi nie ma takich metod, a te którym taką naukowość udało się osiągnąć, mogą być co najwyżej tak "ścisłe", że aż duszące.

 

-Unikajcie tych, którzy wydają się wam naprawdę dziwni. Mają cały pokój w aniołach ("te inteligentne energie zsyłają na nas swoje łaski"), wszystkie przedmioty fioletowe ("działa kojąco na psychikę") lub mówią w taki sposób, że na pięć losowo wybranych zdań nie rozumiecie co najmniej dwóch.

 

-Unikajcie tych, którzy siedzą za wielkim, stylowym biurkiem - są oni kilometry od waszych przyziemnych spraw. Także tych, którzy w rozmowie z wami popijają dobrą kawę (jeśli i was poczęstują, a będzie jeszcze ciepła - możecie się ewentualnie zastanowić). Unikajcie też "świetnych gawędziarzy", którzy będą raczyć was anegdotami z własnego życia lub żartami (nawet, jeśli są one bez zarostu).

 

-Unikajcie także tych, którzy co najmniej dwa razy pod rząd nie przyjęli was punktualnie o tej godzinie, na którą byliście umówieni (możecie im dać margines tolerancji do 5 min. Ale tylko te dwa razy!).

 

-Unikajcie pań, u których sumaryczna liczba bransolet, korali i innych zawieszek na kończynach lub szyi jest równa lub większa od 5. Szczególnie wtedy, gdy czujecie w pobliżu zapach kadzidła i moc kryształu.

 

-Unikajcie "seksuologów" mówiących łamiącym się lub nieco chrapliwym głosem (będziecie to mogli dobrze wychwycić, gdyż będą blisko) albo używających słów "pipka", czy "siurasek".

 

-Unikajcie wszelkich "psychoterapii" finansowanych przez NFZ, a polegających na comiesięcznych lub nieco częstszych pogaduszkach, szczególnie tych, które odbywają się nieregularnie i zaczynają od słów "I co tam u pana/pani się działo?".

 

Bynajmniej nie musicie unikać wszelkich terapii uznanych za niekonwencjonalne, czy niezwykłe. Możecie odnieść korzyść zarówno z regresji hipnotycznej, ustawień Hellingera, bioenergoterapii i wielu innych metod (za to raczej unikajcie tych, którzy bezbłędnie wiedzą, że pewne terapie nie mają sensu). Patrzcie jednak, kto siedzi pod szyldem. Pozwodzenia!

źródło:http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=680

 

Nie traktujcie tego tekstu wiążąco. To jedynie wskazówki, na które można zwrócić uwagę, ale na pewno nie sztywne wytyczne, których kurczowo trzeba się trzymać.

A jak Wy szukaliście terapeuty? Co Waszym zdaniem warto uwzględnić przy wyborze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
-Unikajcie wszelkich "psychoterapii" finansowanych przez NFZ, a polegających na comiesięcznych lub nieco częstszych pogaduszkach, szczególnie tych, które odbywają się nieregularnie i zaczynają od słów "I co tam u pana/pani się działo?".

Tak było z moim pierwszym terapeutą. Już nigdy się tak nie pomylę, jest w tym wszystkim tu sporo racji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monar, a ja sie z tym akurat nie zgodze do konca. Zgadzam sie z fragmentem o nieregularnosci spotkan bo raz w mniesiacu to zadna terapia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
-Unikajcie dwudziestosześcioletnich dziewczyn "prowadzących terapię poznawczo-behawioralną". Ich doświadczenie terapeutyczne sprowadza się do starannych (słowo w słowo!) notatek z wykładów na kursie psychoterapii, a znajomość ludzkiego "behawioru" do sztuki makijażu i demakijażu. Zresztą unikajcie także tych od "psychoterapii psychodynamicznej" - będą na siłę interpretować nieświadome pobudki waszego spóźnienia się na sesję lub założenia nowych butów, ale same nie bardzo wiedzą, jak miało by to wam pomóc.

Zgadzam się , sam się z czymś takim spotkałem .

-Unikajcie ludzi z pierwszych stron gazet, "sław". Bycie celebrytą i wszędobylskim bywalcem jest nie do pogodzenia z pokorą, jakiej wymagają zmagania z ludzkimi problemami.

Chodziłem do takiej pani psycholog , choć nie bywała na pierwszych stronach gazet , to regularnie pisała felietony w " Rzeczypospolitej " . Przesympatyczna kobieta z którą mógłbym rozmawiać godzinami na różne tematy , niestety jako terapeutka ( lub terapeuta , w tym przypadku używa się rodzaju żeńskiego ? :P ) w ogóle się nie sprawdzała .

"I co tam u pana/pani się działo?".

Byłem u 4 terapeutów i każdy zawsze o to pytał na początku spotkania z tą różnicą , że jeden terapeuta po poznaniu odpowiedzi na te pytanie dalej drążył temat przez całą sesje , a inni pytali czy chce o tym porozmawiać czy zajmiemy się innymi problemami

-Unikajcie także tych, którzy co najmniej dwa razy pod rząd nie przyjęli was punktualnie o tej godzinie, na którą byliście umówieni (możecie im dać margines tolerancji do 5 min. Ale tylko te dwa razy!).

Mojej obecnej pani psycholog zdarzyło się to raz , bo akurat była deszczowa pogoda i wiadomo jak to w stolicy zrobiły się gigantyczne korki , czyli co jak się zdarzy jeszcze dwa razy , to mam zrezygnować ? :P

 

Według mnie trzeba po prostu trochę popracować z terapeutą żeby się przekonać czy to jest czego oczekujemy i nawet gdy zauważymy u niego któryś z niepokojących symptomów opisanych w tym artykule , to nie należy od razu skreślać człowieka , bo przecież pozory mogą mylić ... no chyba , że się spotkamy z czymś takim :

-Dajcie sobie spokój (chyba, że idzie wam o rentę) z ludźmi nękającymi was godzinami wypełnianiem kwestionariuszy. Wierzcie lub nie, ale poza ewentualnym przypomnieniem sobie ortografii niewiele z tego dla was wyniknie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie trzeba po prostu trochę popracować z terapeutą żeby się przekonać czy to jest czego oczekujemy i nawet gdy zauważymy u niego któryś z niepokojących symptomów opisanych w tym artykule , to nie należy od razu skreślać człowieka , bo przecież pozory mogą mylić ..

dokladnie i na odwrot ktos sprawiajacy przesympatyczne wrazenie bo mowi to co chcemy uslyszec raczej nic w naszym zyciu nie zmieni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Monar, a ja sie z tym akurat nie zgodze do konca. Zgadzam sie z fragmentem o nieregularnosci spotkan bo raz w mniesiacu to zadna terapia

 

no u mnie po prawie roku spotkań okazało się, że terapeuta zabawił się w terapeutę dda, byłam królikiem doświadczalnym.

także trzeba uważnie patrzeć na zachowanie T i uważnie słuchać, co mówi i analizować.

ja nie patrzyłam pod tym katem "czy T jest T" nawet nie patrzyłam pod kątem czy jest dobrym T.

po prostu patrzyłam na rozmowę, jak się okazuje, tylko rozmowę. bez terapii. zwykłe spotkania towarzyskie, które były finansowane przez NFZ :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, nie, nie był psychologiem. Był terapeutą od uzależnień (znaczy jest), więc ja myślałam, że to równa się z terapeutą od dda. Nic bardziej mylnego... On potem powiedział, że to nie jego działka i że mi nie pomoże.

 

Nawet nie wiesz, jak się czuję, jak wspominam sobie o tym co mu powiedziałam, jak pomyślę o jego osobie. Po prostu rozpacz. Żal.

Ludzie, którzy powinni pomóc, ranią nas tak samo, jak inni ludzie, przez których tam trafiamy... :roll:

Uraz chyba do końca życia.

 

-- 14 cze 2013, 00:42 --

 

Także przestrzegam wszystkie tu osoby, terapeuta od uzależnień to nie to samo co T od DDA i innych takich rzeczy. On to nazywał psychoterapią, a tak naprawdę to były zwykłe pogaduchy. Nie dajcie się tak wrobić, jak ja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monar, ale chyba nie mozesz powiedziec ze te "pogaduchy" byly zupelnie bezowocne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, jedynie pomógł w sprawie mojej matki, to mu zawdzięczam, wiadomo. (choć i tak tu też spaprał!)

Ale ja tam chodziłam na kolejne spotkania po coś innego! Po to, by mi pomógł, chciałam zacząć terapię, a w zamian za to dostałam jedno wielkie kłamstwo. I sama nie wiem, czemu i po co. Gdybym miała załatwić tylko sprawę z matką, to zaprzestałabym na 3 spotkaniach, bo tyle trwała 'namowa' + złożenie wniosku o przymusowe leczenie. 2 spotkania mi o tym mówił, na 2 spotkaniu stwierdziłam, że składam wniosek, na 3 napisaliśmy. Poszłam, złożyłam. I więcej go nie potrzebowałam... Do sprawy matki. A potrzebowałam kogoś do sprawy swojej. Sam pytał, czy chcę prócz pomocy matce, dla siebie pomoc. Stwierdziłam, że tak, a on powiedział, że jest psychoterapeutą i może mi pomóc. Zgodziłam się. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro nie mial kompetencji powinien Ci polecic terapie DDA gdzie indziej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie które z tych wytycznych niepoważne, inne troche dziwne...Czym sie różni 26 letnia dziewczyna prowadząca terapie, od 26 letniego chłopaka prowadzącego terapie? Nie bardzo rozumiem jaka może byc różnica...

 

Ale w zasadzie to chciałem napisac o czyms innym. Jest tam wile pkt... Są one mniej lub bardziej poważne. Do nich można by dodać wiele innych już bardziej konkretnych(rodzaj terapii itd..)... Jednak nie czaje czemu to my mamy o tym wszystkim decydować. Czemu na rynku sa ludzie którzy już na pierwszym spotkaniu powinni być oceniani na -? Czytałem założenia Junga, co do wymagań wobec terapeuty i jest jasne i oczywiste, że wiedza teoretyczna jest tutaj zbęda. Jest sytem wyłaniania terapeutów, który w zasadzie zupełnie nie działa, który jest po prostu na siłe wciśniety w system edukacyjny jaki mamy...a odpowiedzialność za wybór terapeuty spada tylko na nas. Przecież to można tak chodzić i wybierac w nieskończoność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czym sie różni 26 letnia dziewczyna prowadząca terapie, od 26 letniego chłopaka prowadzącego terapie? Nie bardzo rozumiem jaka może byc różnica...
Niczym. Możesz to sobie odnieść również i do mężczyzny.
Jednak nie czaje czemu to my mamy o tym wszystkim decydować.
Dlatego, że to Nam zależy na tym, żeby trafić do odpowiedniej osoby. Sama się sparzyłam i wiem, jakie były tego konsekwencje w poszukiwaniu dalszej pomocy. Nie życzę tego nikomu.
Czemu na rynku sa ludzie którzy już na pierwszym spotkaniu powinni być oceniani na -?
A kto mówi, że na pierwszym spotkaniu? Po raz kolejny zaznaczam, bo mam wrażenie, że poprzednio zostało to pominięte, iż to nie są jakieś sztywne reguły jeśli chodzi o wybór terapeuty. Nie ma co generalizować i mierzyć wszystkich tą samą miarą. Na rynku jest sporo konowałów, którzy podają się za terapeutów, a w rzeczywistości daleko im do nich. Ale tak jest we wszystkich zawodach. I dlatego, na pewne rzeczy powinno się zwracać uwagę, monitorować to, co wzbudza w Nas niepokój. Niemniej jednak, nie uważam za konieczne orientowanie się w nurtach, ponieważ tak naprawdę to osoba terapeuty jest ważna, podejście, odnoszenie się do pacjenta, a nie sam nurt. Jeżeli osoba terapeuty nie będzie pasować, to i nurt nie pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
-Unikajcie wszelkich "psychoterapii" finansowanych przez NFZ, a polegających na comiesięcznych lub nieco częstszych pogaduszkach, szczególnie tych, które odbywają się nieregularnie i zaczynają od słów "I co tam u pana/pani się działo?".

 

Modlimy się do bożka z napisem "prywatne"? Poddałem się terapiom indywidualnym zarówno prywatnym jak i refundowanym i żadnej specjalnej różnicy na niekorzyść "państwowej" nie dostrzegłem. Jedynie co do dłuższego czasu oczekiwania na kolejną sesję mógłbym się zgodzić. To właśnie raczej w prywatnych gabinetach można trafić na niekompetentnych, ale dobrze rozreklamowanych naciągaczy, którym zależy tylko na kasie. A jeżeli chodzi o terapię grupową to wydaje mi się, że dla większości z nas tylko terapia refundowana wchodzi w grę. Koszt np. prywatnej 10-tygodniowej terapii całodobowej w ośrodkach leczenia nerwic to co najmniej 10 tys. PLN

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Modlimy się do bożka z napisem "prywatne"?
Autorowi artykułu chodziło raczej o brak doświadczenia i nieregularność sesji, bez jakiegokolwiek zaplanowanego celu tych rozmów, a nie o NFZ. Młode osoby zaraz po studiach najpierw starają się zdobyć doświadczenie i nie przypuszczam, żeby od razu otwierały prywatne gabinety. Stąd pewnie słówko "NFZ".

Jeśli chodzi o terapię na NFZ, to sama na nią chodzę i nie mam najmniejszych zastrzeżeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektórzy chyba nie doczytali pierwszego posta do końca: "Nie traktujcie tego tekstu wiążąco. To jedynie wskazówki, na które można zwrócić uwagę, ale na pewno nie sztywne wytyczne, których kurczowo trzeba się trzymać."

To są ogólne wskazówki, na które warto zwrócić uwagę, a nie jakieś ścisłe wytyczne. Wiele osób szuka terapeuty po raz pierwszy i są zupełnie "zielone" w temacie. A Wy czepiacie się, że napisane jest dziewczyna, a nie chłopak...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

coccinella, no dokładnie ;) No cóż, jak ktoś widzi jedynie to, co chce widzieć i nie czyta dokładnie, to już nic się nie da na to poradzić :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli podchodzi się do tego z dystansem i potrafi dokonać obiektywnej oceny, to te wskazówki będą bardzo pomocne. I naprawdę w większości są takim luźnym wyznacznikiem, który może bardzo pomóc.

Ja osobiście z wieloma pkt się zgadzam.

 

Unikajcie profesorów! [...]
Na pewno nie wszyscy są tacy, ale profesorowie, których ja spotkałam byli bardziej zajęci sobą niż pomocą. Pamiętam jak w ciężkim epizodzie depresyjnym człowiek czepiał się mnie, że na obchodzie jestem w pozycji półleżącej pod kocem. Bo przecież powinnam siedzieć na nienagannie zaścielonym łóżku i z uśmiechem odpowiadać na pytania.

 

Unikajcie psychiatrów wypisujących wam zarówno leki, jak i robiących "psychoterapię".[...]
To prawda. Ja trafiłam do psychoterapeutki, która jest także psychiatrą i myślałam, że to fajnie, bo będę miała 1 osobę od wszystkiego. A otóż nie. Terapeutka powiedziała, że nie powinno tak być i że powinnam znaleźć sobie psychiatrę, do którego będę osobno chodzić.

 

Unikajcie (jeśli macie problemy, a nie chodzi wam o coaching) ludzi nienagannie ubranych, starannie uśmiechniętych, roztaczających przed wami wizje pomyślności.
Z tym także się zgadzam. O ile nie czepiam się ubrania, bo moja terapeutka bardzo dobrze się ubiera, to absolutnie nie wyobrażam sobie Jej roztaczającej przede mną wizje pomyślności, bo to jedna wielka ściema. Zanim będzie dobrze, czy nawet w miarę dobrze, będziemy musieli przeczołgać się przez niezłe pole minowe i każdy terapeuta zdaje sobie z tego sprawę, więc niedopuszczalne jest mydlenie oczu, że jutro to będzie już cudownie. W dodatku najlepiej bez naszego udziału, bez wysiłku, bez ciężkiej pracy. Jeśli ktoś mówi inaczej - ściemnia.

 

Dajcie sobie spokój (chyba, że idzie wam o rentę) z ludźmi nękającymi was godzinami wypełnianiem kwestionariuszy
Dla mnie kwestionariusze są bez sensu, bo często jest w nich sporo przekłamań i żaden, nawet najlepszy kwestionariusz nie jest w stanie oddać złożoności ludzkiej psychiki. Na terapii to rozmowa jest podstawą i tego się trzymajmy.

 

Unikajcie także tych, którzy co najmniej dwa razy pod rząd nie przyjęli was punktualnie o tej godzinie, na którą byliście umówieni (możecie im dać margines tolerancji do 5 min. Ale tylko te dwa razy!
Zgadzam się. Niepunktualność, zwłaszcza notoryczna, jest podstawą do rezygnacji. Okropnie drażniło mnie to kiedy chodziłam na NFZ do psychologa, że czasami nawet pół godziny później wchodziłam na sesję. Bo poprzednia jeszcze się nie skończyła. To była masakra. Teraz terapeutka jest punktualna. Praktycznie co do minuty, jeśli spotykamy się w gabinecie. Są jednak sytuacje, że idę na spotkanie do jej miejsca pracy i tam zdarza się, że zaczynami później niż byliśmy umówieni. Ale to już zupełnie inna para kaloszy i nie traktuję tego jako spóźnienia.

 

Unikajcie wszelkich "psychoterapii" finansowanych przez NFZ, a polegających na comiesięcznych lub nieco częstszych pogaduszkach
Zgadzam się. I nie chodzi tu raczej o NFZ czy nie NFZ, ale o częstotliwość spotkań. W momencie kiedy w bardzo trudnym dla mnie czasie zostałam na 2,5 miesiąca bez psychologa, bo zawsze było jakieś ale, to już kompletna porażka jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienormalna21, zgadzam sie z tym co napisalas. Chociaz i mnie sie zdarzylo

że czasami nawet pół godziny później wchodziłam na sesję. Bo poprzednia jeszcze się nie skończyła.

ale rozumialam ze byc moze poruszany byl temat ktorego nie mozna bylo przerwac w pol slowa i go zlekcewazyc. Mnie te pol godziny nie zbawi a dla tej drugiej osoby moze byc bardzo wazne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, to, że się zdarzyło - ok. Różnie bywa. Ale jeśli mnie zdarzało się notorycznie, to już nie było fajne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Skoro nie mial kompetencji powinien Ci polecic terapie DDA gdzie indziej

 

zrobił to po roku.

 

-- 14 cze 2013, 15:42 --

 

i to jeszcze tam, gdzie iść nie mogłam. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monar, moja pierwsza psycholog powiedziała mi po 9-ciu miesiącach chodzenia, że nie potrafi mi pomóc i powinnam się zwrócić do kogoś innego. A wiedziała od początku, że nie ma kompetencji, żeby mi pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monar, a nie jest tak, że demonizujesz Go po tym, że wg Twojego mniemania On Cię porzucił? Bo z tego co pamiętam dużo dawały Ci te sesje i faktycznie było widać zmianę.

A to, że nie mógł Ci pomóc, niestety bywa i tak, ale czy to od razu oznacza niekompetencję? Moja pracuje w poznawczo-behawioralnej i powiedziała, że nie do wszystkich udaje się dotrzeć. Wiele zależy też od pacjenta. To w końcu w większości jego praca, nie terapeuty.

Zresztą, nie oszukujmy się, typowym DDA to Ty nie jesteś. Dotykają Cię także inne problemy, o których On przecież nie miał pojęcia. Ty wybrałaś, że pójdziesz na terapię DDA pomimo molestowania czy innych traum. W swojej dziedzinie pomógł Ci błyskawicznie i tak jak należało, dopiero potem okazało się, że Twoje problemy nie ograniczają się do DDA i co, miał Ci wciskać, że podoła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienormalna21, jaką było widać zmianę? Szczęście, bo ktoś chce mi pomóc? Bo ze mną rozmawia o tym, co działo się i dzieje w moim domu i nie mówi, że przesadzam? ok. fajnie, że ktoś się zainteresował... ale znajomi też się interesują i niewiele mi to daje. ja liczyłam na profesjonalne podejście, a nie że on próbował się na mnie nauczyć, jak postępować z dda. Chyba myślał, że tak łatwo omamić każdego dda, że mnie też mu się uda. I udało, przez prawie rok. Cóż... Jedno mi to dało - że temat picia nie jest już tematem tabu DLA MNIE.

 

Lilith, on nawet nie stwierdził, że nie potrafi mi pomóc, tylko powiedział, że to nie jego zakres obowiązków, że mogę iść na terapię grupową, tam moga mi pomóc. A cały rok stanowczo mi odpowiadał na pytania "czy mogę iść na terapię?" - "nie, póki Pani mieszka z rodzicami" :roll:

 

-- 14 cze 2013, 23:32 --

 

Wiele zależy też od pacjenta. To w końcu w większości jego praca, nie terapeuty.

 

Kurcze. Zrozum... On nie był moim terapeutą, tylko towarzyszem do rozmów. Sam prawie tak to nazwał. Włączając w to temat seksu...

On był chory. Teraz to juz wiem na bank.

Kiedyś zresztą pisałam, ze czuję, że mu się podobam.

Tylko nie chciałam tu tego pisać, bo wiedziałabym, że pomyślicie, że wyolbrzymiam.

Ale po ostatniej mojej rozmowie z tym "T", wiem, że to ja miałam rację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu tekst wydał mi sie mocno emocjonalny... Jeśli ktoś woli napisać o młodych dziewczynach i o malowaniu paznokci... To przecież woli napisać właśnie to zamiast napisać o młodych ludziach bez doświadczenia życiowego i zawodowego...

 

Ja z własnego doświadczenia mogę się podpisać pod tekstem o profesorach i dorzuciłbym do nich biegłych sądowych. Doświadczenie terapeutyczne znikome, ego spore, rachunek tez nie mały... Jeden plus, to na bank cie nie przetrzymają zbyt długo. Kolesie robią sobie przedwczesną płatną emeryturę

 

Terapii psychoanalitycznej tez nie bardzo polecam...i gwarantuje że wyjaśnienie wszystkiego w przyczynowo-skutkowy sposób to nie domena 26 latek.

 

Ja jak bym miał napisać jak powinno sie wybierać terapeutę, to napisał bym o wewnętrznym subiektywnym odczuciu. Po prostu jesteś w stanie nawiązać kontakt i zaufac to jest ok, a jak nie to nawet najtęższy umysł w niczym specjalnie ci nie pomoże. Genralnie to wprowadziłbym nawet pewne ograniczenie. Poniżej 30 roku życia zabroniłbym otwierania prywatnych gabinetów. Praca z kimś, u kogoś, w szpitalu lub przychodni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×