Skocz do zawartości
Nerwica.com

Czy ktoś jest w stanie mi pomóc?


Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem jak dalej mam postępować. Jestem w takim punkcie życia , w którym obawiałam się że będę. Próbowałam już wszystkiego. Im bardziej się staram tym gorzej wychodzi. Chcę ratować ten związek, bo wiem że bez niego nie jestem w stanie przetrwać. Wiem, że charakterami nie bardzo pasujemy do siebie, ale przecież tyle ludzi mają odmienne charaktery i potrafią się dogadać, nie tak jak my... Ja się staram, na prawdę lecz on już nie ma nadziei, że coś się zmieni między nami. Bywają chwilę, które chcę żeby trwały bez końca. Ale są też takie gdzie każda sekunda mojego życia to istny koszmar. Ja już sobie nie radzę z tym. Ale przy życiu trzyma mnie miłość do niego i wiem że on mnie też kocha tylko to wszystko go bardzo przytłacza w sumie tak samo jak i mnie. We wrześniu będę miała 20 lat. On ma 29. Wiem, że jestem jeszcze młoda, ale na prawdę już troszkę w życiu przeszłam i wiem że tak wiernego i lojalnego faceta jak on to nigdy już nie spotkam. Ja muszę uratować to co między nami jest, bo inaczej nie przeżyję. Niech mi ktoś pomoże......

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czuję się jak zwierze zagnane do klatki bez wyjścia przez kogoś kto był i jest dla mnie najważniejszy na świecie. Każdy mi tłumaczy: tak ma być, tak trzeba, musisz to wytrzymać. Ale dlaczego ja mam to znosić? Historia lubi się powtarzać, ale ja nie dopuszczę do tego aby w moim przypadku się powtórzyła. Wiem ile mogę zrobić. Nie rozumiem tylko jednego... Dlaczego osoba, która jest całym moim światem odwróciła się ode mnie? Myślałam, że będziemy przez to iść razem, że we dwoje udowodnimy, że nie zawsze trzeba godzić się z losem, że można walczyć i coś osiągnąć. Niestety dzisiaj na polu tej bitwy zostałam sama. W sumie od kiedy pamiętam to byłam sama. Od kiedy zaczęli mi wpajać te stereotypy, że kobiecie nie wypada pić, palić i takie tam, to ja to właśnie robiłam i robię dalej, bo chciałam udowodnić im, że są już inne czasy i że równouprawnienie funkcjonuje w pełni. Wkurza mnie gadanie kogoś kto myśli, że wie lepiej ode mnie co ja czuję i co ja chcę. To mnie najgorzej denerwuje. Dla mnie to już jest siadanie na ludzką psychikę. Chęć zawładnięcia czyimś umysłem. Nienawidzę jak ktoś próbuje nade mną zapanować. Nienawidzę kontroli. Nienawidzę być posłuszna. Po prostu mam takie coś w sobie, że duszę się jak ktoś mi rozkazuje, ogarnia mnie wtedy gniew i staje się nie dobra dziewczynka ;P. Lecz kiedy poznałam mojego lubego to byłam mu od samego początku oddana. Co chciał to miał. Po prostu jestem i byłam od samego początku w nim tak zaślepiona, że on na prawdę może robić ze mną co chce i manipulować mną jak chce. Kiedyś obiecałam sobie, że nigdy tak nie będzie, że nie dam się omotać dla faceta, bo to porażka. Ale wiadomo jak to było. Poznałam go. Pomyślałam, że on jest inni, że mogę mu zaufać, że zasługuje na uczucie z mojej strony. Patrząc wstecz przez pryzmat tego o czym pisze mogę stwierdzić, że przejechałam się na moich nadziejach, przypuszczeniach i marzeniach wobec niego. Ale to nie jest pierwszy raz, tylko że dzisiaj wpadłam we własną pułapkę. Kiedyś skrzywdziłam nie jednego faceta. Dzisiaj wiem jak oni się czuli kiedyś.... Wiedziałam, że życie mi to odda ale nie przypuszczałam, że tak szybko i tak boleśnie. Myślałam, że wyzbyłam się wszystkich słabych punktów. Teraz widzę, że mam ich więcej niż kiedyś. Dochodzę do wniosku, że w dzisiejszych czasach najlepiej jest mieć serce z kamienia i nic nie czuć. Ból fizyczny jest nie do opisania, a ból psychiczny jest straszny i nie do zniesienia. Mam 20 lat. Od kilku lat męczą mnie myśli samobójcze. W realu tak naprawdę to nikt mi nie pomógł się ich pozbyć. Większość gadała:"przestań tak myśleć! to głupota!". A inni denerwowali się jak ruszałam ten temat. Jedynie na necie mogę wylać wszystko z siebie bez żadnych krępacji. Nie liczę, że ktoś mi tu pomoże. Po prostu pisane słowo jest dla mnie łatwiejszym odreagowaniem tego wszystkiego niż cokolwiek innego. Chce walczyć o ten związek. Nie wiem skąd mam tyle siły aby to dalej ciągnąć. Wiem jedno... Na dzień dzisiejszy kocham ciałem, duszą i umysłem. Nikt mi tego nie zabierze. Może i nie decyduję o wszystkim, ale mam wpływ na pewne sprawy i nie zamierzam się poddać ani dać się stłamsić ludziom i ich stereotypom. Bardzo lubię utwór Agnieszki Chylińskiej (gdy stworzyła tą piosenkę to była liderką grupy O.N.A) "Kiedy powiem sobie dość". Są tam pytania, które ja sobie codziennie zadaję. Ogólnie utworek oddaje moje uczucia, myśli, poglądy... Polecam posłuchać.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim związku dzieje się wiele złych rzeczy. Zaczyna się wkradać brak zaufania, szacunku do siebie. Czuję mniejsze okazywanie uczuć, czułości ze strony partnera. A chce walczyć o nas, bo wiem że warto i że może być jak kiedyś. Terapia? He he odpada. Chodzi o to, że mój partner widzi to tak, że to ja i mój charakter przyczynił się do powolnego rozpadu naszego związku. Wytyka każdy mój błąd nie widząc swojego. Chociaż czasem i swoje też widzi, ale to już są krytyczne sytuacje. Nie potrafię go zmienić na lepszego człowieka. Nie jest zły. Po prostu chce żeby był bardziej uczuciowy wobec mnie, mniej się złościł i trzymał swoje emocje na wodzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja go nie zmuszam do miłości. On mnie kocha i ja to wiem. Ale my oboje nie mamy siły już tak dłużej żyć i ja nie wiem co zrobić żeby było lepiej. Próbowałam już chyba wszystkiego :( nic nie pomaga. Prosiłam, błagałam, płakałam, podejmowałam się radykalnych reakcji. Nic nie jest wstanie zabić tych złych i negatywnych emocji które buzują w nas. A ja nie chce od niego odchodzić, bo nie widzę sensu życia bez niego. I to nie są oklepane gadki. Tylko to jest szczera prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się, że bez woli drugiej osoby ciężko jest zmienić kogokolwiek w jakikolwiek sposób. Jeśli jego wady na tyle Ci przeszkadzają to rozstań się zamiast zadawać sobie ból, a jeśli nie, to przejdź z nimi do porządku dziennego. Chociaż moim zdaniem dalej najlepszym wyjściem byłaby terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślę, że tylko "normalna miłość" jest w stanie przetrwać.

Natomiast są przypadki, zresztą tak się dzieje i to nie rzadko, że w związkach panuje "chora miłość", która do niczego dobrego nie prowadzi.

 

Sam "toksyczny związek" nie jest normalny. I rzeczywiście, nie da się zmusić do miłości. Na pewni nie siłą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem że na siłę go nie zmienię. Ale miałam nadzieje że ktoś może jednak ma jakiś sposób jak dotrzeć do takiego faceta i przekonać go aby się zmienił. On jest bardzo trudny z charakteru i ma bardzo twardą psychikę. A tak po za tym nie jestem z nim po ślubie żeby na terapię iść. Bardzo chcza niego wyjść i mieć dzieci. Ale chyba jest jeszcze na to za wcześnie.

 

-- 10 cze 2013, 17:35 --

 

właśnie czuję się jak w toksycznym związku. On zresztą też... Ale ja naprawde nie chce go stracić. Tylko przed nim się tak otworzyłam a to jest bardzo trudne dla dziewczyny z wieloma kompleksami...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I myślę też, że miłość nie jest najważniejsza w życiu. Tak się tylko myśli, ale są takie okoliczności, sytuacje, w których, są granice.

Ja nie rozumiem sytuacji, w której kobieta dla miłości, godzi się nawet na złe rzeczy. Godzi się na to, żeby nią manipulować, źle traktować, bo twierdzi, "że to z miłość".

Ale to właśnie jest "chora miłość", tylko takie kobiety są zaślepione i nie widzą złych rzeczy. Dlatego jest dużo przemocy wobec kobiet, bo wiele z nich, godzi się na złe traktowanie lub są zaślepione przez "chorą miłość". Nie wiem, jak to jest w tym przypadku? Ale normalna miłość, szanuje: własną przestrzeń, swój czas, własne wybory, własne pragnienia.

W innym przypadku nie ma mowy o "normalnej miłości".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niewidocznaaaa, daruj sobie taki związek i takiego faceta. uzależniłaś się od niego emocjonalnie i wydaje ci się, że bez niego świat się skończy. A to gówno prawda, bez niego masz szansę na zajęcie się sobą, pójście na terapię i polepszenie swojego życia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale nie da się tkwić w "toksycznym związku" na dłuższą metę. Nie da się kochać nieodpowiedniej osoby. Miłość jest ślepa i to jest błąd...właśnie miłość nie powinna być ślepa, tylko czujna...rozważna.

A są tacy, którzy wykorzystują dobroć innych i ich miłość.

 

Ja nadal wyznaję taką zasadę, że "miłość nie jest najważniejsza w życiu". Tym bardziej taka, która "jest chora" i nie prowadzi do niczego dobrego.

Trzeba używać też rozumu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niewidocznaaaa, a dlaczego masz być nieszczęśliwa jak skończysz zły związek? owszem, na początku będziesz miała okres żałoby po rozstaniu, ale potem może wreszcie poświęcisz własny czas i energię na zrobienie czegoś dobrego dla siebie a nie na tkwienie w złej relacji.

Jest takie powiedzenie, że nie ma ofiar tylko są ochotnicy i ty niestety do niego pasujesz. Sama piszesz, że to jest zły związek, ale uporczywie chcesz w nim tkwić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

znudzona-ona, ja teraz nie czuję się na siłach aby z nim zerwać. Naprawdę... Mój świat się totalnie załamie gdy jego już w moim życiu nie będzie. Ciągle o nim myślę. Nawet nie mogę dopuścić myśli że on może znaleźć sobie nową dziewczynę. Gdy o tym myślę to ogarnia mnie złość, żal, rozpacz. Ja już nie umiem bez niego funkcjonować....

 

-- 10 cze 2013, 18:06 --

 

Bonus, ciężko używać rozumu gdy jest się szaleńczo i bezgranicznie zakochanym. Z drugiej strony chciała bym się od tego uwolnić ale nie chce być znowu sama i trafiać na frajerów którzy kłamią i zdradzają. Nie chce przechodzić znowu tego samego. Bo dzięki niemu właśnie zamknęłam tamten rozdział w życiu i bardzo mnie to cieszy. A wiem że gdy jego nie będzie to wrócę do świata w którym robiłam co chciałam i nie było to dobre....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

znudzona-ona, tkwię bo mam nadziej, bo jestem uparta, bo chce byc wkoncu szczesliwa. A wiem ze mnie wieksze szczescie nie spotka nogdy wiecej bo jestem juz wypalona uczuciowo i psychicznie. Nie mam sily znowu sie zbierac w sobie i ufac komus nowemu. nie chce ciagle sie bac o jutro. wiele juz razem przeszlismy. caly czas mam nadzieje ze jeszcze wiele przejdziemy i bedziemy razem juz na zawsze. lecz opadam z sil psychicznych i fizycznych. ta walka o szczescie bardzo meczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niewidocznaaaa, jesteś idiotycznie uparta w dążeniu do tego żeby sobie samej krzywdę zrobić. Po tym co piszesz widać jak na dłoni, że jesteś totalnie uzależniona emocjonalnie od tego faceta a twoje myślenie jest schematyczne i typowe dla kogoś kto ma zrobioną wodę z mózgu i tkwi w związku złym. Możesz coś z tym zrobić czyli iść na terapię albo czekać aż sytuacja cię wykończy, twój wybór

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

. Nie potrafię go zmienić na lepszego człowieka.

A siebie potrafisz zmienic na lepszego czlowieka czy tylko za niego chcesz sie brac?

zaczęli mi wpajać te stereotypy, że kobiecie nie wypada pić, palić i takie tam, to ja to właśnie robiłam i robię dalej, bo chciałam udowodnić im, że są już inne czasy i że równouprawnienie funkcjonuje w pełni.

chlanie jak facet to nie rownouprawnienie ..to zenada

Nienawidzę jak ktoś próbuje nade mną zapanować. Nienawidzę kontroli. Nienawidzę być posłuszna.

Czyli zadne kompromisy nie wchodza w gre? Przyjmujesz w ogole zdanie kogos innego czy tylko Twoje sie liczy?

Przyczyniasz sie do toksycznosci tego zwiazku i nie rozumiem dlaczego wszyscy w tym watku jada po Twoim facecie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14

po pierwsze ja swoje życie i siebie zmieniłam dla niego o 180 stopni a od niego wymagam wiekszej czulosci, szacunku do mnie i zeby sie liczyl takze z moim zdaniem a nie tylko ze zdaniem swoich kolegow.

po drugie nie chodzilo mi o chlanie jak facet. nie zrozumialas o czym pisze. podalam tylko 2 przyklady wszystkich mi sie nie chcialo wymieniac ale tu nie chodzi o doslowne odebranie tego.

po trzecie rozkazywac komus a isc na kompromis to sa dwie rozne rzeczy.

Na koniec polecam ci cwiczenia na czytanie tekstu ze zrozumieniem.

Pozdrawiam i dzieki za komentarz

 

-- 10 cze 2013, 20:10 --

 

Bonus to zalezy od czlowieka. dla jednego waze sa pieniadze dla innego uczciwosc a dla jeszcze innego milosc. ja jestem w gronie tych pechowcow ze jak trafie na odwzajemniona milosc (tak jak w tym wypadku) o poswiecam sie cala. bez zadnych wyrzutow i bez zadnego "ale"

 

-- 10 cze 2013, 20:12 --

 

znudzona-ona sa terapie dla anonimowych alkoholikow itp a dla szalenczo zakochanych ludzi tez sa? gdzie? bo u mnie to raczej nie ma....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale tu nie chodzi o doslowne odebranie tego.

komentuje to co czytam. Nie znam Cie przeciez zeby nie odbierac Twoich slow doslownie.

po pierwsze ja swoje życie i siebie zmieniłam dla niego o 180 stopni

Bład. Zycie zmienia sie dla siebie bo zdaje sie sprawe, ze cos z nim nie tak. I potem wychodza takie kwiatki, ze skoro Ty poswiecilas sie dla niego to oczekujesz , ze on poswieci sie dla Ciebie. Z poswiecania sie w zwiazku nic dobrego nie wychodzi.

a od niego wymagam wiekszej czulosci, szacunku do mnie i zeby sie liczyl takze z moim zdaniem a nie tylko ze zdaniem swoich kolegow.

a to nie powinno wychodzic samo? albo sie kogos szanuje albo nie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14 dzieki za twe spostrzezenia ale,

gdy jestes z kims dlugo to to wszystko z czasem zanika

bylam w tak zlej kondycji psychicznie ze walilo mnie to co sie ze mna dzieje i on mnie z tego wyciagnal i tak rzeczywiscie dla niego sie zmienilam ale z czasem zobaczylam ze ta zmiana wyszla mi na dobre. i nie chce wracac do tego co kiedys bylo. nie chce byc znowu na dnie a im bardziej on sie ode mnie oddala tym ja bardziej zblizam sie do tego dna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×