Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lilith

Psychoterapia dla par/rodzinna

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. Korzystał ktoś z terapii dla par lub terapii rodzinnej? Jak to wygląda? Jakie są Wasze doświadczenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie korzystałam na szczeście, ale wiem jak to wygląda. Jak terapia grupowa tylko ludzi mniej.

Chodzi o pokazanie osobom jak działa ich związek/ rodzina i jeżeli wszyscy są chętni żeby relacje naprawić to naprawiają z terapeutą. Terapeuta szuka z nimi co się popsuło i jak to można naprawić, budując zdrowe relacje i zdrowy związek/ rodzinę. Spotkania są razem i osobno.

To tak w skrócie telegraficznym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kiedyś na terapii otrzymałem taką propozycję by też moja mama się udała do psychologa razem ze mną ale mamunia zbagatelizowała psychologa twierdząc, że z nią nie ma żadnego problemu;d więc jedyne co wiem to właściwie, że chodzi na odbudowaniu relacji i spotkania są cykliczne przy bezwzględnej zgodzie stron.(psycholog powiedziala tez ze jezeli osoba ma byc przyciagnieta "na sile" na taka terapie tzn nie ma przekonania ze to moze pomoc w jakikolwiek sposob albo ze jedynym zrodlem problemu jest druga osoba to jest bardzo trudno dojsc do porozumienia...)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mamunia zbagatelizowała psychologa twierdząc, że z nią nie ma żadnego problem
To jest bardzo częste. Widzi się drzazgę w cudzym oku, ale belki we własnym juz nie. Poza tym, trudno sie przyznać do tego, że pewne kwestie nie idą tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Łatwiej jest udawać, że się nie dostrzega problemu, przekonywać samego siebie, iż nie potrzebuje się pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

przede wszystkim terapia jest prowadzona przez dwóch psychologów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mialam takä terapie rodzinnä.psychoterapeutka rozmawiala i tlumaczyla mojejmu mezowi mojä chorobe, poniewaz ciezko mu bylo to wszystko pojäc.kazdy z nas powiedzial co nas w sobie denerwuje, a co lubimy.

ale generalnie chodzilo o zrozumienie mojej choroby(nerwica, deprecha)

czy to cos dalo?nie wiem

napewno osobie zdrowej jest ciezko zrozumiec tä chorobe.bo jak mozna sie bac isc do sklepu?????????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

U mnie też bym się przydała terapia rodzinna, ale trzeba woli obu stron... Moja mamusia za żadne skarby świata nie pójdzie do terapeuty. :cry:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie ja podejrzewam, że mój partner ma jakieś zaburzenia. Może chodzić o dda. Sęk w tym, że on neguje nawet możliwość istnienia czegoś takiego, mówiąc, że taki już jest, że może to jego prawdziwa twarz. No i nie wiem, jak na terapię wspólną go wyciągnąć i czy to w ogóle możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najpierw musiałbym się zakochać, a potem wszystko musiałoby się popsuć. :D

Niestety dziewczyny nigdy nie miałem.

Kojarzy mi się taka terapia z tym, że psycholog próbuje uświadomić pewne wzorce i sprawy ludziom. Przekazuje pewną wiedzę. Ja to widzę trochę tak:

-panie psychologu, niech pan wytłumaczy mojemu mężowi, żeby poświęcał mi więcej czasu!

 

Trochę mi to przypomina skłócone rodzeństwo, które szuka kogoś starszego, żeby stanął po czyjejś stronie. Nie wiem czy takie "przekupywanie" specjalisty to stałe zjawisko. Ale podejrzewam że istnieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchajcie , jestem tu dopiero od dzisiaj , ale mam takie pytanie odnośnie mojego zachowania .

Otóż zaczyna mnie łapać cholerna deprecha i nie wiadomo co jeszcze (dopiero zacząłem chodzić do psychologa) Mój stan się pogarsza , jeden lekarz oznajmił mi że mogę mieć zaburzenia Psycho-somatyczne czy coś takiego , siada mi zdrowie i fizyczne i psychiczne . Obecnie doszedł mi jeszcze jeden problem , mianowicie moja żona . Widzi że chodzę po lekarzach : kardiolog, neurolog , psycholog, tomografie głowy będę miał niedługo (o rodzinnym już nie wspomnę) a ona mi wmawia że ściemniam, że może mam faktycznie coś z głową(psychika) i to są "pierdoły" że mam się wsiąść w garść i takie tam . Mnie szlag trafia, coraz częściej się z nią kłócę , ona coś chce a ja mówię że się źle czuje (bo mi wali w głowie jakiś młot, czuję w karku jakiś ucisk , miałem już trzy zasłabnięcia )jak ja mam dalej się uśmiechać , jeździć z uśmiechem do rodziny (której nie trawie) i Bóg wie co jeszcze robić tak jak kiedyś . Dzisiaj płakała cały dzień bo nasz przyszły wyjazd na kilka dni na wakacje legł w gruzach z powodu mojego ostatniego zasłabnięcia. Pewnie każdy tak pisze ale i ja tak zrobię że staram się robić w domu co się da: myje cholerne gary ja i tylko ja , na równi robię obiady, wynoszę śmieci , robię śniadanie do pracy jej i sobie , staram się być cierpliwy itp., (oczywiście popadam w depreche staje się bardziej nerwowy i więcej rzeczy mnie wnerwia niż uspokaja )nieważne .

Jak mogę jej wytłumaczyć , że ten stary Ja już nie wróci. Ja już ma dość ??

Muszę podkreślić że moja Żona niema i niemiała lekkiego życia - Ma bardzo złą sytuacje w pracy (poniżają ją i doprowadzają tam do łez. Wiem bo też tam pracuję) , miała ciężkie dzieciństwo i naprawdę też niema jej za co winić . Tak naprawdę to ona jest naszą lepszą połówką . Nie wiem czy ona agresją przyjmuje fakt ,że coś mi jest czy co ? czasem wydaje mi się , iż myśli o rozwodzie . nie mamy dzieci ani kasy za dużo . Nie będę się rozpisywał , macie może jakąś rade ?? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Blicjo, trudno wyczaic, czemu żona nie chce przyjąc do wiadomości, że możesz miec problemy z psychiką. Moze uważa, ze przesadzasz albo cos wymyslasz. Dalej, może boi sie zmian, które Twoje problemy wprowadziłaby w Wasze życie, a raczej nie są to zmiany na lepsze :? woli więc bagatelizować lub nie zauważać, że dzieje się cos złego... ale jesli masz poczuc sie lepiej, powinna Cię wspierac, a nie stanowic dodatkowy stresor. Jesli tylko otrzymasz konkretna diagnoze lekarską i zalecenia odnośnie swojego stanu, poważnie z nią porozmawiaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedź , powiem szczerze ,że nie wiem jak do tego podejść .

Jej nerwy trochę mnie martwią , ostatnio myślę trochę o śmierci (jeśli po badaniach okaże się ,że to coś poważnego) , ale staram się żyć w takim przekonaniu gdzie to właśnie ja powinienem ją wspierać na duchu a nie odwrotnie , a tu co - tracę siły i chęci do życia. Ja miałem zresztą ciężkie życie , ona zresztą też . Piszę jak jakiś stary człowiek a mam 34 lata .

Póki co śmierci się nie boję (co nie znaczy , że nie myślę o niej) boje się co będzie, jak nie daj Boże zamknę oczy . Czy ona sobie poradzi ??? Może głupi temat ale cholera przyznam , że nie mam z kim pogadać .Ale jeszcze raz dzięki za wpis :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Blicjo, myślę, że Twoja żona zachowuje się wobec problemów z Twoim zdrowiem tak, jak zachowywano się w jej domu rodzinnym, tj. bagatelizowano 'złotymi radami' 'weź się w garść'. Gdyby sobie to uświadomiła i zechciała nad tym popracować, zyskalibyście na tym oboje. Ty sam nie napisałeś jak wspierasz żonę; napisałeś tylko, że wykonujesz obowiązki domowe (które swoją drogą potrafią uspokoić). Może i ona nie doświadcza wsparcia takiego, jakiego by sobie życzyła?

Kolejna kwestia: niewykluczone, że starasz się być dla żony podporą, 'twardym facetem' bardziej, niż możesz temu podołać, a to może się objawiać w postaci zaburzeń lękowych z objawami somatycznymi... 'Twardziele' również potrzebują wsparcia i regeneracji. ;)

Inna sprawa: Wasze środowisko pracy. Takie warunki, jakie opisujesz, nie są warte Waszego zdrowia, ani Waszego małżeństwa. Ciągły stres, napięcie zwiększają Waszą drażliwość, a przez to częściej się kłócicie... pewnie nieraz 'o bzdury'.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gods Top 10, masz w dużym stopniu racje , ciągła pogoń za tymi wszystkimi rzeczami , naciski i wielkie oczekiwanie na wyniki w domu jaki i pracy , pozatym dookoła brak pozytywnych osób (i tak przez lata), mogą wpływać na zdrowie.;. Teraz cholera wie jak to zmienić . Psycholog chce mnie wysłać na sześć tygodni do ośrodka Zaburzeń Osobowości i Nerwic . Ale nie sądze abym narazie pojechał.

Jeśli chodzi o mnie , to tak jak napisałeś , staram się byc choć trochę tym "twardzielem" ponieważ moja żona tego potrzebuje (nie oczekuje) .Wywodzi się ona ze środowiska gdzie nie miała nazbyt pozytywnych wzorców , posiada kompleksy (już nie tak wielkie jak na początku ) pozatym sądzi że ma pecha i moja "choroba" ją w tym bardziej utwierdza. A ja gdzieś w tym wszystkim próbuje jeszcze poskładać jakoś swoje sprawy.

Gods Top 10 napisałeś "bagatelizowano 'złotymi radami' 'weź się w garść'. Tak zdaję się ,że jest to jakaś chora przypadłość ludzi zdaje się ubogich intelektualnie , wkur...a mnie takie podchodzenie do spraw jakichkolwiek . Otóż mnie się wydaje , że aby coś dobrze zrobić , potrzeba najpierw potrafić pomóc a następnie chcieć !!!! a u wielu ludzi jest odwrotnie - i h_j mnie strzela jak w ten sposób ludzie obnażają swoją głupotę, niewiedzę i egocentryzm... Oraz irytacja codziennie irytacja , gdzie głupsi rządzą mądrzejszymi i przez pieniądze taki stan się utrzymuje ! No ale mniejsza . Co do pracy to ostatnio nawet zacząłem szukać innego zajęcia , ale przez nawarstwienie się spraw , szukanie pracy wydaje się całkowicie odległą nieosiągalną sprawą .Może chwile odczekam , pofaszeruje się Tranxene i będe liczył na jakiś zaskakujący zwrot akcji w moim życiu (hehe kolejne marzenie)

 

Pozdrawiam i dzięki za odpis ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Blicjo, na dłuższą metę taki podział ról, w których Ty jesteś twardzielem, a żona nie czuje, by mogła kierować swoim życiem (a tak interpretuję jej wiarę w pecha), będzie Was coraz bardziej wyniszczał. Ty będziesz coraz bardziej wyeksploatowany jako 'twardziel', a żona będzie coraz bardziej brnęła w brak wiary w to, że ma wpływ na swoje życie. :roll:

Myślę, że żonie również przydały by się rozmowy z psychologiem. Nie po to, by wmawiać w nią jakieś choroby, ale po to, by jej życie stało się pełniejsze, by bardziej odważnie decydowała o swoim życiu, a w konsekwencji, by w trudnych chwilach mogła Cię wspierać.

 

Otóż mnie się wydaje , że aby coś dobrze zrobić , potrzeba najpierw potrafić pomóc a następnie chcieć !!!! a u wielu ludzi jest odwrotnie
Masz niewielki wpływ na to, jak się ludzie zachowują. Za to masz największy wpływ na to, jak Ty na ich zachowanie reagujesz! I to jest klucz - nie walczyć z czymś, na co ma się niewielki wpływ (szkoda energii), a zmieniać to, na co się ma ogromny wpływ (energia najlepiej spożytkowana). Oszczędzisz sobie frustracji, gdy zaakceptujesz, że ludzie tak się zachowują. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy ktoś ma doświadczenia z terapią par?

 

ja niedawno rozpoczęłam, równolegle z indywidualną. to zupełnie inne doświadczenie... nie mam pewności, czy to może pomóc. nie znam nikogo, kto przeszedł przez taką terapię.

jeśli ktoś coś wie, proszę napiszcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
nie znam nikogo, kto przeszedł przez taką terapię
Również nie znam nikogo po takiej terapii, choć jestem ciekawa wrażeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×