Skocz do zawartości
Nerwica.com

Totalny mętlik w głowie...


as668

Rekomendowane odpowiedzi

Na wstępie piszę wszystkim Witam, ponieważ to mój pierwszy post, a zarazem temat na forum.

 

Mam 23 lata, właśnie ukończyłem studia, szukam nowej pracy chciałbym realizować marzenia. Marzenia które wydają się utopią...

 

Moja sytuacja jest dosyć skomplikowana.

Cztery trzy lata temu kiedy udało mi sie po znajomosci załatwić całkiem fajną pracę, i co najważniejsze- nieźle płatną jak na swój wiek i swoje potrzeby myślałem że będą mógł rozpocząc realizacje swojego marzenia jakim było kupno wymarzonego samochodu (bo kto po zdaniu prawka o tym nie marzył). Dosyć fajnie się to na początku układało. Niestety z biegiem czasu było gorzej za sprawą moich... rodziców. Otóż wpakowali się w niezłe tarapaty finansowe. Ich nieodpowiedzialność w zaciąganiu kolejnych kredytów powodowała że ostatniego dnia miesiąca byłem niejako zmuszony oddawać im każdy grosz z mojej wypłaty. Bywało również tak że utrzymanie domu było na mojej głowie (rachunki, jedzenie) poniewaz rodzice kazdy grosz przeznaczali na spłatę swoich zobowiązań. Raz byla sytuacja ze musiałem uczestniczyć w licytacji samochodu ojca, którą wygrałem (nie miałem wyjscia- samochód był mi potrzebny do dojazdów na uczelnię)

Obecnie sytuacja jest podobna, a wręcz jeszcze gorsza. Pracy już nie mam, wyjechałem za granicę na 2 miesiące ale zamiast zrealizować swoje największe marzenie- musiałem zaplacić kilka rat kredytu a także dorzucić się do utrzymania domu.

 

Moja psychika w ten sposób zostala dosyć zszargana. Ogarnia mnie frustracja, ponieważ faceci w moim wieku zwykle czegoś sie już dorabiają (ja niestety nie mam takiej możliwości), mają dziewczyny (ja nie mam i nigdy nie miałem, ponieważ jestem zakompleksionym człowiekiem (z wyglądu i charakteru uważam że nie jestem atrakcyjny dla płci pięknej)) i ogólnie jakoś pozytywnie zapatrują się w przyszłość. Zmieniły sie moje życiowe priorytety. rzeczy które sprawiały mi kiedyś ogromną radość, teraz są dla mnie zupełnie obojętne. Kiedyś uważałem że najważniejsze to mieć w okół siebie ludzi z ktorymi będziesz szczęśliwy. Teraz uważam ze najważniejsza jest kasa, kasa i jeszcze raz kasa bo bez niej jesteś nikim. Znajomi z którymi powoli tracę kontakt nie znają mnie od tej strony, a i też nie chcę sie z nimi dzielic się tym problemem.

Mam kłopoty ze snem, często miewam myśli samobójcze ponieważ uważam że takie życie które ja mam nie ma sensu. Zyć tylko po to zeby ktoś miał lepiej a ty stał w miejscu. Wiem o wszystkich długach rodzicow, i niestety coraz bardziej uświadamiam sobie że ta sytuacja NIGDY się nie skonczy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na wstępie piszę wszystkim Witam, ponieważ to mój pierwszy post, a zarazem temat na forum.

 

Mam 23 lata, właśnie ukończyłem studia, szukam nowej pracy chciałbym realizować marzenia. Marzenia które wydają się utopią...

 

Moja sytuacja jest dosyć skomplikowana.

Cztery trzy lata temu kiedy udało mi sie po znajomosci załatwić całkiem fajną pracę, i co najważniejsze- nieźle płatną jak na swój wiek i swoje potrzeby myślałem że będą mógł rozpocząc realizacje swojego marzenia jakim było kupno wymarzonego samochodu (bo kto po zdaniu prawka o tym nie marzył). Dosyć fajnie się to na początku układało. Niestety z biegiem czasu było gorzej za sprawą moich... rodziców. Otóż wpakowali się w niezłe tarapaty finansowe. Ich nieodpowiedzialność w zaciąganiu kolejnych kredytów powodowała że ostatniego dnia miesiąca byłem niejako zmuszony oddawać im każdy grosz z mojej wypłaty. Bywało również tak że utrzymanie domu było na mojej głowie (rachunki, jedzenie) poniewaz rodzice kazdy grosz przeznaczali na spłatę swoich zobowiązań. Raz byla sytuacja ze musiałem uczestniczyć w licytacji samochodu ojca, którą wygrałem (nie miałem wyjscia- samochód był mi potrzebny do dojazdów na uczelnię)

Obecnie sytuacja jest podobna, a wręcz jeszcze gorsza. Pracy już nie mam, wyjechałem za granicę na 2 miesiące ale zamiast zrealizować swoje największe marzenie- musiałem zaplacić kilka rat kredytu a także dorzucić się do utrzymania domu.

 

Moja psychika w ten sposób zostala dosyć zszargana. Ogarnia mnie frustracja, ponieważ faceci w moim wieku zwykle czegoś sie już dorabiają (ja niestety nie mam takiej możliwości), mają dziewczyny (ja nie mam i nigdy nie miałem, ponieważ jestem zakompleksionym człowiekiem (z wyglądu i charakteru uważam że nie jestem atrakcyjny dla płci pięknej)) i ogólnie jakoś pozytywnie zapatrują się w przyszłość. Zmieniły sie moje życiowe priorytety. rzeczy które sprawiały mi kiedyś ogromną radość, teraz są dla mnie zupełnie obojętne. Kiedyś uważałem że najważniejsze to mieć w okół siebie ludzi z ktorymi będziesz szczęśliwy. Teraz uważam ze najważniejsza jest kasa, kasa i jeszcze raz kasa bo bez niej jesteś nikim. Znajomi z którymi powoli tracę kontakt nie znają mnie od tej strony, a i też nie chcę sie z nimi dzielic się tym problemem.

Mam kłopoty ze snem, często miewam myśli samobójcze ponieważ uważam że takie życie które ja mam nie ma sensu. Zyć tylko po to zeby ktoś miał lepiej a ty stał w miejscu. Wiem o wszystkich długach rodzicow, i niestety coraz bardziej uświadamiam sobie że ta sytuacja NIGDY się nie skonczy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na wstępie piszę wszystkim Witam, ponieważ to mój pierwszy post, a zarazem temat na forum.

 

Mam 23 lata, właśnie ukończyłem studia, szukam nowej pracy chciałbym realizować marzenia. Marzenia które wydają się utopią...

 

Moja sytuacja jest dosyć skomplikowana.

Cztery trzy lata temu kiedy udało mi sie po znajomosci załatwić całkiem fajną pracę, i co najważniejsze- nieźle płatną jak na swój wiek i swoje potrzeby myślałem że będą mógł rozpocząc realizacje swojego marzenia jakim było kupno wymarzonego samochodu (bo kto po zdaniu prawka o tym nie marzył). Dosyć fajnie się to na początku układało. Niestety z biegiem czasu było gorzej za sprawą moich... rodziców. Otóż wpakowali się w niezłe tarapaty finansowe. Ich nieodpowiedzialność w zaciąganiu kolejnych kredytów powodowała że ostatniego dnia miesiąca byłem niejako zmuszony oddawać im każdy grosz z mojej wypłaty. Bywało również tak że utrzymanie domu było na mojej głowie (rachunki, jedzenie) poniewaz rodzice kazdy grosz przeznaczali na spłatę swoich zobowiązań. Raz byla sytuacja ze musiałem uczestniczyć w licytacji samochodu ojca, którą wygrałem (nie miałem wyjscia- samochód był mi potrzebny do dojazdów na uczelnię)

Obecnie sytuacja jest podobna, a wręcz jeszcze gorsza. Pracy już nie mam, wyjechałem za granicę na 2 miesiące ale zamiast zrealizować swoje największe marzenie- musiałem zaplacić kilka rat kredytu a także dorzucić się do utrzymania domu.

 

Moja psychika w ten sposób zostala dosyć zszargana. Ogarnia mnie frustracja, ponieważ faceci w moim wieku zwykle czegoś sie już dorabiają (ja niestety nie mam takiej możliwości), mają dziewczyny (ja nie mam i nigdy nie miałem, ponieważ jestem zakompleksionym człowiekiem (z wyglądu i charakteru uważam że nie jestem atrakcyjny dla płci pięknej)) i ogólnie jakoś pozytywnie zapatrują się w przyszłość. Zmieniły sie moje życiowe priorytety. rzeczy które sprawiały mi kiedyś ogromną radość, teraz są dla mnie zupełnie obojętne. Kiedyś uważałem że najważniejsze to mieć w okół siebie ludzi z ktorymi będziesz szczęśliwy. Teraz uważam ze najważniejsza jest kasa, kasa i jeszcze raz kasa bo bez niej jesteś nikim. Znajomi z którymi powoli tracę kontakt nie znają mnie od tej strony, a i też nie chcę sie z nimi dzielic się tym problemem.

Mam kłopoty ze snem, często miewam myśli samobójcze ponieważ uważam że takie życie które ja mam nie ma sensu. Zyć tylko po to zeby ktoś miał lepiej a ty stał w miejscu. Wiem o wszystkich długach rodzicow, i niestety coraz bardziej uświadamiam sobie że ta sytuacja NIGDY się nie skonczy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie, ale to strasznie Ci wpółczuję.

Zastanawia mnie jedna rzecz, a gdybyś nie był w stanie z różnych powodów dawać rodzicom pieniędzy? Co wtedy?

 

W ogóle to bardzo szlachetnie z Twojej strony, że im pomagasz spłacić kredyty i zobowiązania w które jak piszesz sami się bezmyślnie wplątali. Czytałam ostatnio artykuł odnośnie spłat kredytów i pożyczek. Taka sytuacja nie może trwać bez końca. Masz 23 lata i marzenia. Nie można popaść w skrajność "kasa się liczy". Pieniądze są potrzebne ale wspaniali ludzie z którymi będziesz szczęśliwy też są potrzebni.

Jest kilka wyjść, albo odłączysz się zupełnie i przestaniesz spłacać cokolwiek, ( w przypadku gdy rodzice staną się niewypłacalni i tak będziesz musiał spłacić długi) albo usiądziecie razem i sporządzicie jakiś plan spłaty kredytów wliczając kwotę jaką możesz przeznaczyć na pomoc. I niestety będziesz musiał dopilnować, że plan jest konsekwentnie realizowany. Jest szansa, że uda Ci się i pomóc rodzicom i zadbać trochę o siebie.

 

A co Twoi rodzice na to, że to Ty spłacasz ich zobowiązania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie, ale to strasznie Ci wpółczuję.

Zastanawia mnie jedna rzecz, a gdybyś nie był w stanie z różnych powodów dawać rodzicom pieniędzy? Co wtedy?

 

W ogóle to bardzo szlachetnie z Twojej strony, że im pomagasz spłacić kredyty i zobowiązania w które jak piszesz sami się bezmyślnie wplątali. Czytałam ostatnio artykuł odnośnie spłat kredytów i pożyczek. Taka sytuacja nie może trwać bez końca. Masz 23 lata i marzenia. Nie można popaść w skrajność "kasa się liczy". Pieniądze są potrzebne ale wspaniali ludzie z którymi będziesz szczęśliwy też są potrzebni.

Jest kilka wyjść, albo odłączysz się zupełnie i przestaniesz spłacać cokolwiek, ( w przypadku gdy rodzice staną się niewypłacalni i tak będziesz musiał spłacić długi) albo usiądziecie razem i sporządzicie jakiś plan spłaty kredytów wliczając kwotę jaką możesz przeznaczyć na pomoc. I niestety będziesz musiał dopilnować, że plan jest konsekwentnie realizowany. Jest szansa, że uda Ci się i pomóc rodzicom i zadbać trochę o siebie.

 

A co Twoi rodzice na to, że to Ty spłacasz ich zobowiązania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie, ale to strasznie Ci wpółczuję.

Zastanawia mnie jedna rzecz, a gdybyś nie był w stanie z różnych powodów dawać rodzicom pieniędzy? Co wtedy?

 

W ogóle to bardzo szlachetnie z Twojej strony, że im pomagasz spłacić kredyty i zobowiązania w które jak piszesz sami się bezmyślnie wplątali. Czytałam ostatnio artykuł odnośnie spłat kredytów i pożyczek. Taka sytuacja nie może trwać bez końca. Masz 23 lata i marzenia. Nie można popaść w skrajność "kasa się liczy". Pieniądze są potrzebne ale wspaniali ludzie z którymi będziesz szczęśliwy też są potrzebni.

Jest kilka wyjść, albo odłączysz się zupełnie i przestaniesz spłacać cokolwiek, ( w przypadku gdy rodzice staną się niewypłacalni i tak będziesz musiał spłacić długi) albo usiądziecie razem i sporządzicie jakiś plan spłaty kredytów wliczając kwotę jaką możesz przeznaczyć na pomoc. I niestety będziesz musiał dopilnować, że plan jest konsekwentnie realizowany. Jest szansa, że uda Ci się i pomóc rodzicom i zadbać trochę o siebie.

 

A co Twoi rodzice na to, że to Ty spłacasz ich zobowiązania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie dziwie sie ze jestes tym zalamany tylko dlaczego Ty splacasz te kredyty?masz prawo do swojego zycia,szczescia przyszlosci .Tak jak powyzej napisano przeciez mozesz nie moc splacac tych dlugow?co wtedy?

Zadbaj o sibie teraz?idz do lekarza chory nie pomozesz nikomu a Ty tez jestes wazny!zapomniales o tym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie dziwie sie ze jestes tym zalamany tylko dlaczego Ty splacasz te kredyty?masz prawo do swojego zycia,szczescia przyszlosci .Tak jak powyzej napisano przeciez mozesz nie moc splacac tych dlugow?co wtedy?

Zadbaj o sibie teraz?idz do lekarza chory nie pomozesz nikomu a Ty tez jestes wazny!zapomniales o tym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie dziwie sie ze jestes tym zalamany tylko dlaczego Ty splacasz te kredyty?masz prawo do swojego zycia,szczescia przyszlosci .Tak jak powyzej napisano przeciez mozesz nie moc splacac tych dlugow?co wtedy?

Zadbaj o sibie teraz?idz do lekarza chory nie pomozesz nikomu a Ty tez jestes wazny!zapomniales o tym?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, rodzice dobrze wiedzą jakie mam marzenia. Tylko oni uważają że najważniejsze jest abym najpierw pomógł im spłacić ich kredyty bo "rodzina musi sobie pomagać". Niejednokrotnie podejmowałem próby rozmowy na temat tej całej sytuacji. Za każdym razem słyszałem "wiemy że Ci jest z tym źle, jest nam wstyd, ale musisz to przetrzymać", "nic sie nie martw my Ci wszystko oddamy". I tak jest już od 3 lat. Mam brata, który również przeżywa to co ja ale nie w takim stopniu ponieważ jest młodszy, ma troche inny charakter i nie "obracał" taka kasą jaką ja.

 

Myślę ze właśnie też mój charakter ma duze znaczenie w obecnej sytuacji. Nigdy nie byłem osobą stanowczą, nie potrafiłem postawic na swoim, powiedzieć "nie" i trzymać się tego słowa. Ostatnio od koleżanki usłyszałem słowa że jestem "ewenement na skalę światową i żebym nigdy, przenigdy sie nie zmieniał". Szkoda tylko że na tym "ewenemencie" wychodzę jak wychodzę. Ona nie wie że dosyć często nienawidzę siebie za to jaki jestem. Moze mam za dobre serce, może gdybym był inny to byłoby mi w życiu łatwiej.

 

Szukałem pomocy u Boga, w modlitwie ale przez tą całą sytuację moja wiara w Boga zdecydowanie słabnie. Dziękuję mu jednak za to że jestem zupełnie zdrowy fizycznie i jeszcze to mnie nie dobija.

 

Nie można popaść w skrajność "kasa się liczy". Pieniądze są potrzebne ale wspaniali ludzie z którymi będziesz szczęśliwy też są potrzebni

 

Widzisz, ta cała sytuacja doprowadziła mnie do takiego myślenia. Uwazam ze pieniadze (i też zdrowie) są gwarantem szczesliwego życia na tym świecie. Mam paczke fajnych kumpli ale w koncu każde z nas pójdzie w swoja stronę, rozpocznie własne rodzinne życie i nasze wspólne relacje nie będą takie zażyłe jak teraz. Obserwuję to już od jakiegoś czasu i właśnie wszystko do tego zmierza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, rodzice dobrze wiedzą jakie mam marzenia. Tylko oni uważają że najważniejsze jest abym najpierw pomógł im spłacić ich kredyty bo "rodzina musi sobie pomagać". Niejednokrotnie podejmowałem próby rozmowy na temat tej całej sytuacji. Za każdym razem słyszałem "wiemy że Ci jest z tym źle, jest nam wstyd, ale musisz to przetrzymać", "nic sie nie martw my Ci wszystko oddamy". I tak jest już od 3 lat. Mam brata, który również przeżywa to co ja ale nie w takim stopniu ponieważ jest młodszy, ma troche inny charakter i nie "obracał" taka kasą jaką ja.

 

Myślę ze właśnie też mój charakter ma duze znaczenie w obecnej sytuacji. Nigdy nie byłem osobą stanowczą, nie potrafiłem postawic na swoim, powiedzieć "nie" i trzymać się tego słowa. Ostatnio od koleżanki usłyszałem słowa że jestem "ewenement na skalę światową i żebym nigdy, przenigdy sie nie zmieniał". Szkoda tylko że na tym "ewenemencie" wychodzę jak wychodzę. Ona nie wie że dosyć często nienawidzę siebie za to jaki jestem. Moze mam za dobre serce, może gdybym był inny to byłoby mi w życiu łatwiej.

 

Szukałem pomocy u Boga, w modlitwie ale przez tą całą sytuację moja wiara w Boga zdecydowanie słabnie. Dziękuję mu jednak za to że jestem zupełnie zdrowy fizycznie i jeszcze to mnie nie dobija.

 

Nie można popaść w skrajność "kasa się liczy". Pieniądze są potrzebne ale wspaniali ludzie z którymi będziesz szczęśliwy też są potrzebni

 

Widzisz, ta cała sytuacja doprowadziła mnie do takiego myślenia. Uwazam ze pieniadze (i też zdrowie) są gwarantem szczesliwego życia na tym świecie. Mam paczke fajnych kumpli ale w koncu każde z nas pójdzie w swoja stronę, rozpocznie własne rodzinne życie i nasze wspólne relacje nie będą takie zażyłe jak teraz. Obserwuję to już od jakiegoś czasu i właśnie wszystko do tego zmierza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, rodzice dobrze wiedzą jakie mam marzenia. Tylko oni uważają że najważniejsze jest abym najpierw pomógł im spłacić ich kredyty bo "rodzina musi sobie pomagać". Niejednokrotnie podejmowałem próby rozmowy na temat tej całej sytuacji. Za każdym razem słyszałem "wiemy że Ci jest z tym źle, jest nam wstyd, ale musisz to przetrzymać", "nic sie nie martw my Ci wszystko oddamy". I tak jest już od 3 lat. Mam brata, który również przeżywa to co ja ale nie w takim stopniu ponieważ jest młodszy, ma troche inny charakter i nie "obracał" taka kasą jaką ja.

 

Myślę ze właśnie też mój charakter ma duze znaczenie w obecnej sytuacji. Nigdy nie byłem osobą stanowczą, nie potrafiłem postawic na swoim, powiedzieć "nie" i trzymać się tego słowa. Ostatnio od koleżanki usłyszałem słowa że jestem "ewenement na skalę światową i żebym nigdy, przenigdy sie nie zmieniał". Szkoda tylko że na tym "ewenemencie" wychodzę jak wychodzę. Ona nie wie że dosyć często nienawidzę siebie za to jaki jestem. Moze mam za dobre serce, może gdybym był inny to byłoby mi w życiu łatwiej.

 

Szukałem pomocy u Boga, w modlitwie ale przez tą całą sytuację moja wiara w Boga zdecydowanie słabnie. Dziękuję mu jednak za to że jestem zupełnie zdrowy fizycznie i jeszcze to mnie nie dobija.

 

Nie można popaść w skrajność "kasa się liczy". Pieniądze są potrzebne ale wspaniali ludzie z którymi będziesz szczęśliwy też są potrzebni

 

Widzisz, ta cała sytuacja doprowadziła mnie do takiego myślenia. Uwazam ze pieniadze (i też zdrowie) są gwarantem szczesliwego życia na tym świecie. Mam paczke fajnych kumpli ale w koncu każde z nas pójdzie w swoja stronę, rozpocznie własne rodzinne życie i nasze wspólne relacje nie będą takie zażyłe jak teraz. Obserwuję to już od jakiegoś czasu i właśnie wszystko do tego zmierza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jej. Wygląda na to, że Twoi rodzice są niereformowalni, a przynajmniej ja takie wrażenie odnoszę. Jeżeli tak jest, to może istnieje jakaś możliwość odcięcia się od nich całkowicie (prawnie)? W takim sensie, żebyś nie musiał ani teraz, ani nigdy spłacać ich długów. Ale nie wiem, czy tak można. Nie podoba mi się też, że oni mówią: "Musisz to przetrzymać.". Nic nie musisz. Z resztą, to nawet nie jest "pomoc". Pomoc to by była, jakbyś im dawał część swoich pieniędzy, a nie płacił za wszystko i jeszcze spłacał kredyty. Albo pomoc by była, jakby to trwało przez jakiś czas, a to się nie zamierza kończyć.

 

Pieniądze nie są gwarantem szczęśliwego życia. Udowodniono nawet naukowo, że kiedy ktoś jest faktycznie biedny, pieniądze generalnie podnoszą jego poziom szczęścia, ale tylko do pewnego poziomu, a potem już nie. Tzn kiedy człowiek ma za co jeść itd, to staje się szczęśliwszy, ale już większe bogactwo go nie uszczęśliwia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jej. Wygląda na to, że Twoi rodzice są niereformowalni, a przynajmniej ja takie wrażenie odnoszę. Jeżeli tak jest, to może istnieje jakaś możliwość odcięcia się od nich całkowicie (prawnie)? W takim sensie, żebyś nie musiał ani teraz, ani nigdy spłacać ich długów. Ale nie wiem, czy tak można. Nie podoba mi się też, że oni mówią: "Musisz to przetrzymać.". Nic nie musisz. Z resztą, to nawet nie jest "pomoc". Pomoc to by była, jakbyś im dawał część swoich pieniędzy, a nie płacił za wszystko i jeszcze spłacał kredyty. Albo pomoc by była, jakby to trwało przez jakiś czas, a to się nie zamierza kończyć.

 

Pieniądze nie są gwarantem szczęśliwego życia. Udowodniono nawet naukowo, że kiedy ktoś jest faktycznie biedny, pieniądze generalnie podnoszą jego poziom szczęścia, ale tylko do pewnego poziomu, a potem już nie. Tzn kiedy człowiek ma za co jeść itd, to staje się szczęśliwszy, ale już większe bogactwo go nie uszczęśliwia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jej. Wygląda na to, że Twoi rodzice są niereformowalni, a przynajmniej ja takie wrażenie odnoszę. Jeżeli tak jest, to może istnieje jakaś możliwość odcięcia się od nich całkowicie (prawnie)? W takim sensie, żebyś nie musiał ani teraz, ani nigdy spłacać ich długów. Ale nie wiem, czy tak można. Nie podoba mi się też, że oni mówią: "Musisz to przetrzymać.". Nic nie musisz. Z resztą, to nawet nie jest "pomoc". Pomoc to by była, jakbyś im dawał część swoich pieniędzy, a nie płacił za wszystko i jeszcze spłacał kredyty. Albo pomoc by była, jakby to trwało przez jakiś czas, a to się nie zamierza kończyć.

 

Pieniądze nie są gwarantem szczęśliwego życia. Udowodniono nawet naukowo, że kiedy ktoś jest faktycznie biedny, pieniądze generalnie podnoszą jego poziom szczęścia, ale tylko do pewnego poziomu, a potem już nie. Tzn kiedy człowiek ma za co jeść itd, to staje się szczęśliwszy, ale już większe bogactwo go nie uszczęśliwia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jest tak jak to ujęłaś "niereformowalni". Mam im za co dziękować, mam dach nad głowa, mam co jeść. Niejednokrotnie myślałem o tym (i nadal myślę) żeby wyprowadzic się z domu i rozpocząc nowe życie. Z tym że na to trzeba troche kasy a z mojego portfela raczej się nie przelewa. Głęboko myśląc o tym wszystkim dochodzę do wniosku że fajnie by było mieszkać gdzieś indziej, życ sam dla siebie ale myślę ze moje sumienie dałoby o sobie znać. W głębi duszy kocham moich rodziców, mimo że aż tak bardzo przez nich cierpię.

 

Być może dzięki pieniadzom można wybrać sobie rodzaj nieszczęścia a nie być szczęśliwym. Ale ja po prostu nie potrafie inaczej myśleć niz tylko o pieniadzach jako gwarant szczęścia. Powtarzam sobie że pieniadze i zdrowie są najważniejsze i bez tego NIE DA sie zyć. Inne aspekty życia się nie liczą.

 

To jest tak wszystko zawiłe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jest tak jak to ujęłaś "niereformowalni". Mam im za co dziękować, mam dach nad głowa, mam co jeść. Niejednokrotnie myślałem o tym (i nadal myślę) żeby wyprowadzic się z domu i rozpocząc nowe życie. Z tym że na to trzeba troche kasy a z mojego portfela raczej się nie przelewa. Głęboko myśląc o tym wszystkim dochodzę do wniosku że fajnie by było mieszkać gdzieś indziej, życ sam dla siebie ale myślę ze moje sumienie dałoby o sobie znać. W głębi duszy kocham moich rodziców, mimo że aż tak bardzo przez nich cierpię.

 

Być może dzięki pieniadzom można wybrać sobie rodzaj nieszczęścia a nie być szczęśliwym. Ale ja po prostu nie potrafie inaczej myśleć niz tylko o pieniadzach jako gwarant szczęścia. Powtarzam sobie że pieniadze i zdrowie są najważniejsze i bez tego NIE DA sie zyć. Inne aspekty życia się nie liczą.

 

To jest tak wszystko zawiłe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jest tak jak to ujęłaś "niereformowalni". Mam im za co dziękować, mam dach nad głowa, mam co jeść. Niejednokrotnie myślałem o tym (i nadal myślę) żeby wyprowadzic się z domu i rozpocząc nowe życie. Z tym że na to trzeba troche kasy a z mojego portfela raczej się nie przelewa. Głęboko myśląc o tym wszystkim dochodzę do wniosku że fajnie by było mieszkać gdzieś indziej, życ sam dla siebie ale myślę ze moje sumienie dałoby o sobie znać. W głębi duszy kocham moich rodziców, mimo że aż tak bardzo przez nich cierpię.

 

Być może dzięki pieniadzom można wybrać sobie rodzaj nieszczęścia a nie być szczęśliwym. Ale ja po prostu nie potrafie inaczej myśleć niz tylko o pieniadzach jako gwarant szczęścia. Powtarzam sobie że pieniadze i zdrowie są najważniejsze i bez tego NIE DA sie zyć. Inne aspekty życia się nie liczą.

 

To jest tak wszystko zawiłe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pieniądze bezsprzecznie dają poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Dzięki zabezpieczeniu finansowemu czujemy się lepiej i po prostu stać nas na rozwój emocjonalny. Trudno wymagać od osoby z niezapłaconymi rachunkami, z komornikiem na karku i żyjącej w ciągłym napięciu żeby była zadowolona.

Myślę, że w pewnym sensie jest to normalne, że skupiasz się na strefie finansowej. Łatwo wyobrazić sobie, że gdybym miał pieniądze to skończyłyby się moje kłopoty.

Tak naprawdę, to byłyby inne równie ważne powody do martwienia się.

 

Myślę, że rozmowa z rodzicami ( którzy są trochę niepoważni) wyszłaby i Tobie i im na dobre. Z tym, że jasno określ swoje cele i wymagania. Pracuję, ale nie możecie mi zabierać całej pensji. Część zostawiam sobie na własny użytek. To od Ciebie zależy jak chcesz pomagać rodzicom i jak wyobrażasz sobie spłaty. To oni mają dużo do stracenia a nie Ty. Ważne są terminy, może uda się coś spłacić w pierwszej kolejności, może rodzice mogą coś zrobić żeby umorzyć część długu albo rozłożyć go na mniejsze raty. Czy jest coś może do sprzedania, żeby się części długów pozbyć? Ważne jest też to, żebyś mógł żyć zgodnie ze swoim sumieniem i przy okazji żył swoim życiem chociaż trochę. Nie możesz ponosić pełnej odpowiedzialności.

 

Straszne jest to co piszesz bo uświadamia mi jak trudno jest żyć normalnie w tym kraju. Domyślam się, że rodzice wpadli w pętlę kredytowo- pożyczkową i teraz po fajnym życiu na krechę nadeszły lata chude.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pieniądze bezsprzecznie dają poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Dzięki zabezpieczeniu finansowemu czujemy się lepiej i po prostu stać nas na rozwój emocjonalny. Trudno wymagać od osoby z niezapłaconymi rachunkami, z komornikiem na karku i żyjącej w ciągłym napięciu żeby była zadowolona.

Myślę, że w pewnym sensie jest to normalne, że skupiasz się na strefie finansowej. Łatwo wyobrazić sobie, że gdybym miał pieniądze to skończyłyby się moje kłopoty.

Tak naprawdę, to byłyby inne równie ważne powody do martwienia się.

 

Myślę, że rozmowa z rodzicami ( którzy są trochę niepoważni) wyszłaby i Tobie i im na dobre. Z tym, że jasno określ swoje cele i wymagania. Pracuję, ale nie możecie mi zabierać całej pensji. Część zostawiam sobie na własny użytek. To od Ciebie zależy jak chcesz pomagać rodzicom i jak wyobrażasz sobie spłaty. To oni mają dużo do stracenia a nie Ty. Ważne są terminy, może uda się coś spłacić w pierwszej kolejności, może rodzice mogą coś zrobić żeby umorzyć część długu albo rozłożyć go na mniejsze raty. Czy jest coś może do sprzedania, żeby się części długów pozbyć? Ważne jest też to, żebyś mógł żyć zgodnie ze swoim sumieniem i przy okazji żył swoim życiem chociaż trochę. Nie możesz ponosić pełnej odpowiedzialności.

 

Straszne jest to co piszesz bo uświadamia mi jak trudno jest żyć normalnie w tym kraju. Domyślam się, że rodzice wpadli w pętlę kredytowo- pożyczkową i teraz po fajnym życiu na krechę nadeszły lata chude.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już wspominałem, że podejmowałem próbę rozmowy z rodzicami. Niestety wygląda to tak że chcą nie chcąc musze pomagać. Kiedy rodzica prosili mnie o kolejne i kolejne pieniadze rzucałem tekstami w stylu: "nie tym razem nie moge bo musze miec coś dla siebie. I tak już niewiele mam". Niestety, za kazdym razem kiedy widziałem zmartwioną i zapłakaną mamę nia radzącą sobie z tym wszystkim, odzywało sie moje sumienie, które mówiło: "pomyśl o niej, musisz jej pomoc". no i ulegałem.

 

Tak, dokładnie rodzice wpadli własnie w taką pętlę. Trzy najwieksze kredyty kończą się za jakieś 2-3 lata. Jeden- mniejszy- za około 10 lat. Mama musiała już sprzedać ojcowiznę żeby spłacić część zadłużenia. Obiecałem sobie że jeżeli jakimś cudem uda sie wyjść z tego labiryntu, to nigdy przenigdy nie sprezentuję sobie takiego losu jaki mi rodzice fundują. No chyba ze już nie wytrzymam tego napięcia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już wspominałem, że podejmowałem próbę rozmowy z rodzicami. Niestety wygląda to tak że chcą nie chcąc musze pomagać. Kiedy rodzica prosili mnie o kolejne i kolejne pieniadze rzucałem tekstami w stylu: "nie tym razem nie moge bo musze miec coś dla siebie. I tak już niewiele mam". Niestety, za kazdym razem kiedy widziałem zmartwioną i zapłakaną mamę nia radzącą sobie z tym wszystkim, odzywało sie moje sumienie, które mówiło: "pomyśl o niej, musisz jej pomoc". no i ulegałem.

 

Tak, dokładnie rodzice wpadli własnie w taką pętlę. Trzy najwieksze kredyty kończą się za jakieś 2-3 lata. Jeden- mniejszy- za około 10 lat. Mama musiała już sprzedać ojcowiznę żeby spłacić część zadłużenia. Obiecałem sobie że jeżeli jakimś cudem uda sie wyjść z tego labiryntu, to nigdy przenigdy nie sprezentuję sobie takiego losu jaki mi rodzice fundują. No chyba ze już nie wytrzymam tego napięcia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ta sytuacja może się w ogóle skończyć? Tzn. czy rodzice dalej zaciągają nowe kredyty czy są na dobrej drodze do ich spłaty? Czy nie mogliby ograniczyć niektórych wydatków? Możesz im powiedzieć, żeby nie myśleli że będziesz ich wiecznie utrzymywać. Nie martw się tym aż tak. Ja też mam 23 lata i ledwo mogę zaplanować rzeczy na jutro. To jest po prostu życie. Rodzice popełniają błędy, a ty postanowiłeś pomóc im się z nimi uporać. Może rzeczywiście przydałoby ci się trochę stanowczości. Popatrz czy oni rzeczywiście potrzebują aż tylu pieniędzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ta sytuacja może się w ogóle skończyć? Tzn. czy rodzice dalej zaciągają nowe kredyty czy są na dobrej drodze do ich spłaty? Czy nie mogliby ograniczyć niektórych wydatków? Możesz im powiedzieć, żeby nie myśleli że będziesz ich wiecznie utrzymywać. Nie martw się tym aż tak. Ja też mam 23 lata i ledwo mogę zaplanować rzeczy na jutro. To jest po prostu życie. Rodzice popełniają błędy, a ty postanowiłeś pomóc im się z nimi uporać. Może rzeczywiście przydałoby ci się trochę stanowczości. Popatrz czy oni rzeczywiście potrzebują aż tylu pieniędzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie, rodzice już nie zaciągają kredytów bo nikt już im żadnego kredytu nie da. Mama pracuje ale już trzy razy miała zajecie pensji przez komornika, tata większosć miesięcy w roku przebywa za granicą i pracuje aby to wszystko splacić. To co tata zarabia i mama ledwo wystarcza na wszystko (kredyty, rachunki, życie), więc moja pomoc jest wręcz konieczna aby przetrwać.

 

Chciałbym powiedzieć proste, stanowcze "dość!" ale po prostu nie potrafię. Boję się o moich rodziców (w szczególności) mamę która też czasami mówi że "dla was lepiej by było gdybym się zabiła, nie musielibyście mnie utrzymywać". Możecie sobie wyobrazić jak ja sie wtedy czuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×